Stronki na blogu

sobota, 11 lutego 2012

„The Woman” (2011)

Chris Cleek jest despotycznym mężem i ojcem trójki dzieci. Cała rodzina mieszka na odludziu w przyjemnym domku niedaleko lasu. Gdy Chris wybiera się na polowanie przypadkowo natyka się na zdziczałą kobietę, którą porywa i zamyka w swojej piwnicy. Mężczyzna informuje rodzinę, że postawił sobie za punkt honoru ucywilizować dziwną osobniczkę, posiadającą ewidentne upodobania kanibalistyczne. Wkrótce okazuje się, że kobieta wywiera coraz bardziej destrukcyjny wpływ na niektórych członków rodziny Cleek’ów.
Trylogia kanibalistyczna autorstwa Jacka Ketchuma zapoczątkowana powieścią „Poza sezonem” zaszokowała nie tylko jej czytelników, ale również wydawców. Druga część „Potomstwo” została zekranizowana w 2009 roku, natomiast jej trzecia (i jak na razie ostatnia odsłona) zagościła na ekranach już w 2011 roku – ciekawe, że jak na razie nie zekranizowano „Poza sezonem”, trochę dziwnie zaczynać cykl filmowy od środka… W każdym razie, jeśli chodzi o pierwowzory literackie to jak na razie polscy czytelnicy, dzięki uprzejmości wydawnictwa Papierowy Księżyc mieli okazję zapoznać się z częścią pierwszą, natomiast na ten rok wydawnictwo Replika zapowiedziało już wydanie „Potomstwa” - „The Woman” najprawdopodobniej również pojawi się w 2012 roku nakładem tego samego wydawnictwa.
Z Jackiem Ketchumem w Polsce bywa różnie – jedni go kochają, a inni nie rozumiejąc jego toku myślenia przyklejają mu łatkę „psychol”. Dotyczy to zarówno jego powieści, jak i ich ekranizacji. Nie będę rozwodzić się nad tym, że Polacy zwyczajnie nie są przygotowani na twórczość tego pana, ponieważ każdy wie, iż żyjemy w mocno konserwatywnym kraju (kościoły i pomniki stoją u nas na miejscu pierwszym), jednakże dla tej garstki polskich wielbicieli autora, posiadających na tyle mocną psychikę, aby nie zwariować przy obcowaniu z twórczością Ketchuma autor ten okazał się wielkim odkryciem, powiewem świeżości w skostniałym światku horroru i to właśnie dla nich przeznaczona jest najnowsza ekranizacja jego książki „The Woman”. Zaznaczę to jeszcze raz – jeśli ktoś z zasady nie przepada za widzeniem rzeczywistości Jacka Ketchuma powinien odpuścić sobie ten film, ponieważ zauważyłam, że osoby niezaznajomione z jego tokiem myślenia po skończonym seansie pamiętają jedynie krwawe zakończenie, zapominając całkowicie o wydarzeniach przedstawionych w filmie nieco wcześniej.
Scenariusz do filmu „The Woman” napisał sam Jack Ketchum do spółki z jego reżyserem Lucky’m McKee, ale już na wstępie zaznaczę, iż moim zdaniem trochę mu brakuje do „Offspring” – może z powodu budżetu, który w „The Woman” jest zauważalnie nieco większy, co moim zdaniem znacznie przyczyniło się do zaniżenia poziomu klimatu tak wyraźnie wyczuwalnego w poprzednim filmie. Zaczyna się dosyć typowo – mamy stereotypową, na pierwszy rzut oka miłą amerykańską rodzinkę, spędzającą przyjemnie czas z przyjaciółmi podczas przyjęcia w ogrodzie. Ta sielanka nie trwa jednak długo. Jak przystało na Ketchuma po przedstawieniu nam tego typowego amerykańskiego mitu przystępuje do jego szybkiego obalania. Głowa rodziny Cleek’ów, Chris, rusza na polowanie i przyprowadza do piwnicy… kanibala płci żeńskiej. Dlaczego? Otóż, tłumaczy rodzinie, że trzeba ją ucywilizować, bo… tak po prostu wypada. Po czym wciąga wszystkich do swojej chorej gry, która dla przeciętnego widza może być odrobinę niezrozumiała. W końcu, jak można znaleźć przekonujące motywy takiego postępowania? Tylko Ketchum mógł wymyślić coś tak pokręconego. Z biegiem czasu jednak odbiorca otrzyma dosyć sensowną odpowiedź na swoje pytanie, która w mniejszym lub większym stopniu nasuwała mu się już od pierwszym minut seansu. Po zamknięciu kobiety w piwnicy następuje drobiazgowe, wręcz nudne przedstawienie reakcji całej rodziny Cleek'ów na nową, chorą sytuację. Następuje klasyczne odwrócenie ról, widziane w tak wielu filmach grozy, kanibal staje się ofiarą, a ludzie jej oprawcami, rzecz całkiem typowa w twórczości Jacka Ketchuma. Zostajemy dosyć szybko uświadomieni o psychopatycznych skłonnościach Chrisa, którego dominująca osobowość coraz wyraźniej niszczy psychikę pozostałych członków rodziny. Jego flegmatyczna żona, Belle, robi wszystko, co tylko jej rozkaże, bez słowa sprzeciwu. Z czasem okazuje się, że Chris stosuje niezawodny sposób na podporządkowanie sobie małżonki… bije ją za każdym razem, gdy nieśmiało wyraża ona swoje zdanie. Starsza córka Chrisa, Peg, która posiada swoją własną „mroczną” tajemnicę również zdaje się panicznie bać ojca, ale równocześnie to właśnie ona staje się jedyną całkowicie zdrową na umyśle bohaterką, z którą widz ma okazję się identyfikować. Tylko młodsze dzieci zdają się w ogóle nie przejmować dziwnym postępkiem ojca. Najmłodsza dziewczynka jest za mała, żeby cokolwiek rozumieć, natomiast jej bratu, Brian’owi, wyraźnie przypadł do gustu pomysł więzienia zdziczałej kobiety w piwnicy. Chłopak w swoim szaleństwie wyraźnie dotrzymuje kroku swojemu ojcu, a w pewnym momencie swoim zachowaniem szokuje widza o wiele bardziej i nie tylko dlatego, że jest jeszcze dzieckiem mającym wyraźne skłonności socjopatyczne, ale również dlatego, że kobieta staje się dla niego zwyczajnym materiałem do rozładowania jego negatywnych emocji, w przeciwieństwie do Chrisa, który tak czy inaczej stara się usprawiedliwiać swoje czyny wzniosłymi ideami i tak naprawdę nie wyrządza swojej ofierze większej krzywdy fizycznej.
Rozpisując się tak drobiazgowo nad psychiką rodziny Cleek’ów chciałam dać do zrozumienia potencjalnym widzom filmu jedno: to nie jest film epatujący przemocą. Poza zakończeniem niewiele się tutaj dzieje – szczerze mówiąc to większość seansu wpasowuje się raczej w produkcję psychologiczną. Aż do finału nie uświadczymy zbyt wielu scen gore, co może mocno rozczarować widzów gustujących w nurcie kanibalistycznym i oczekujących od niego tego samego, czego uświadczą w innych tego typu horrorach. Natomiast zakończenie… no cóż, jak już wspomniałam wcześniej wiele osób po skończonym seansie pamięta tylko o nim – takiej rzezi, jaką widać w końcówce „The Woman” dawno już nie widziałam, nawet mnie zniesmaczyły niektóre sceny zjadania ludzkiego ciała, ale niestety nawet ta mocna końcówka nie zrekompensowała mi w całości wcześniejszych minut projekcji.
Do finału na uwagę zasługują tylko trzy sceny (no, chyba, że ktoś szuka filmu psychologicznego) – strzał z pistoletu w piwnicy, po którym następuje drażniący uszy pisk (ten zabieg okazał się znakomitym sposobem na wzbudzenie dyskomfortu u widza, ból głowy gwarantowany), zjedzenie palca Chrisa przez zdziczałą kobietę oraz makabryczna akcja Briana z użyciem nożyczek. Poza tym przez większą część czasu niewiele się dzieje, niecierpliwi widzowie spragnieni krwawych scen na pewno będą mocno zawiedzeni. Jednakże w trakcie seansu proponują zwrócić baczniejszą uwagę na oryginalną, wpadającą w ucho ścieżkę dźwiękową, która choć nie ratuje kulawego klimatu grozy, chociaż skutecznie umila zdawać by się mogło niekończące się nużące sceny z życia rodziny Cleek’ów.
Jeśli o mnie chodzi to „The Woman” odbieram dosyć sceptycznie. Może dlatego, że spodziewałam się raczej krwawego filmu kanibalistycznego, na kształt „Offspring”, a zamiast tego dostałam nużący seans, traktujący głównie o przemocy w rodzinie z minimalną dawką scen gore (nie licząc finału). Ponadto amatorska obsada mocno mnie denerwowała, nawet taka gwiazda jak Angela Bettis wywoływała u mnie niezmierną irytację, swoją manieryczną mimiką i maślanym spojrzeniem. Pollyanna McIntosh, która wystąpiła również w „Offspring” spisała się chyba najlepiej w roli zdziczałego kanibala – może dlatego, ze jej zadanie ograniczało się do niezrozumiałego bełkotu oraz demonicznej aparycji. W każdym razie polecam osobom rozumiejącym Jacka Ketchuma i gustującym w psychologicznych akcentach. Natomiast wielbicielom scen gore radzę zapoznać się tylko ze wstrząsającym zakończeniem.

6 komentarzy:

  1. Mam w gronie znajomych kogoś, kto ostro zaczytuje się w dziełach Ketchuma i myślę, że ten film byłby dla tej osoby bardzo fajną niespodzianką :-) Ja też pewnie przy okazji obejrzę, może nie ze względu na samego autora książek, ale właśnie jeśli chodzi o psychologiczne akcenty. Bardzo ciekawa reca! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Buffy dzięki za zrobienie hiperłącza do twoich recek na sztukaterze bo ciężko było coś samemu znaleźć

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma za co:) Nie są to wszystkie moje recki, które ukazały się na Sztukaterze, ale starałam się wybrać tylko te pozycje, które mogą zainteresować wielbicieli grozy. Może niedługo zrobimy na stronie hiperłącze, które będzie ukazywało wszystkie recki danego autora, ale jak na razie mamy problemy ze znalezieniem kodera, więc póki co hiperłącze macie na tym blogu:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę przyznać, ze nie przepadam za horrorami, ale ten film jakoś chętnie bym oglądneła, nie wiem czemu.. :D
    Zapraszam serdecznie na mojego bloga: www.muzyka-klubowa.blogspot.com i zachęcam również do komentowania i oceniania :)

    OdpowiedzUsuń
  5. muszę się zabrać za siebie żeby go obejrzeć :)

    yorokobi.boo.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja mam takie pytanie, skąd się wziął ten drugi kanibal razem ze psami ? Przecież wcześniej, jak chłopak je karmił to raczej nikogo tam nie było, a skoro to była niby ich siostra to czemu ją tam trzymali ? Nie ogarniam tego. :D

    OdpowiedzUsuń