Stronki na blogu

piątek, 3 sierpnia 2012

Carsten Stroud „Miasteczko Niceville”

Dziesięcioletni Rainey Teague znika, wpatrując się w lustro na wystawie lombardu. Były żołnierz, obecnie małomiasteczkowy policjant, Nick Kavanaugh, stara się rozwiązać tajemniczą sprawę zaginięcia chłopca – nie może uwierzyć, że tak po prostu „rozpłynął się w powietrzu”. Nawet, kiedy Rainey zostaje odnaleziony, w równie tajemniczych okolicznościach, Nick nie jest w stanie racjonalnie wyjaśnić, co go spotkało. Chłopiec zostaje przewieziony do szpitala, gdzie zapada w stan katatonii. Rok później w Niceville w niewyjaśniony sposób giną kolejni ludzie. Nick jest przekonany, że wszystkie zaginięcia, których jest zaskakująco wiele, jak na tak małe miasteczko, wiążą się z tajemniczą siłą, która przed laty zawładnęła tym miejscem i próbuje wyrównać rachunki z najstarszymi rodzinami w Niceville. Nick wraz z żoną Kate stara się zrozumieć, a następnie powstrzymać ową siłę przed kolejnymi aktami zemsty. Tymczasem w miasteczku dochodzi do napadu na bank. W ręce złodziei, oprócz pieniędzy, trafia supernowoczesny przedmiot niewiadomego przeznaczenia. Właściciele pragną go odzyskać. Intryga się zagęszcza, gdy coraz więcej mieszkańców Niceville zostaje wmieszanych w tę sprawę.
Pierwsza część serii Carstena Strouda o opanowanym przez niezwykłe siły, małym miasteczku Niceville. Autor proponuje czytelnikom swego rodzaju miszmasz gatunkowy – mamy tajemnicze zaginięcia i siły nadprzyrodzone tak charakterystyczne dla horroru, ale Stroud na tym nie kończy. Po zagadkowym wstępie, w trakcie którego znika mały chłopiec, wpatrujący się w stare lustro, po czym odnajduje się w zamkniętej krypcie na cmentarzu, następuje przeskok w czasie i od tego momentu akcja będzie biegła dwutorowo. Wątek klasycznego thrillera zapoczątkuje napad na bank, który w niedługim czasie wpłynie na innych, zdawać by się mogło, przypadkowych mieszkańców miasteczka. Oba wątki przez cały czas trwania lektury będą delikatnie się o siebie ocierać, ale wbrew pozorom, nie połączą się w jedną wspólną całość. Potencjalny czytelnik powinien przygotować się na dwie odmienne historie, zawarte w jednej powieści, ale tak samo wciągające, intrygujące i trzymające w napięciu. Można by podejrzewać, że tak specyficzna konstrukcja fabularna nie ma najmniejszych szans na długo przykuć uwagi odbiorcy. Nic bardziej mylnego! Równoczesne śledzenie dwóch różnych, również gatunkowo, wątków chroni czytelnika przed swego rodzaju monotonią – urozmaica oś fabularną, tym samym dostarczając odbiorcy szerokiej gamy odmiennych emocji. Oprócz nowatorskiej konstrukcji znacznie pomaga w tym styl Strouda – dojrzałe, „lekkie pióro”, które dokładnie wie, kiedy jest czas na budowanie klimatu grozy, czy trzymanie czytelnika w napięciu, a kiedy można troszkę pożartować, rozładować emocje „wkładając bohaterom w usta” dowcipne kwestie.
„Miasteczko Niceville” porównywane jest do prozy Stephena Kinga. Szczerze mówiąc podchodziłam do tego stwierdzenia bardzo sceptycznie przed przeczytaniem lektury. W końcu wydawcy niemalże każdego, stosunkowo nieznanego, autora literatury grozy porównują do Kinga, licząc na jak największą sprzedaż, promowaną znanym nazwiskiem. Chyba pierwszy raz reklamy mnie nie okłamały. W tej powieści „duch Stephena Kinga” jest znakomicie wyczuwalny, choćby w opisach małego, sennego miasteczka, którego mieszkańcy, z pozoru zwyczajni ludzie, skrywają wstydliwe, często mroczne sekrety przed wścibskim wzrokiem sąsiadów. Można śmiało powiedzieć, że właśnie ten osobliwy klimat, tak wspaniale budowany przez autora, jest najmocniejszym elementem tej pozycji, to głównie z jego powodu bez reszty zatopiłam się w lekturze, której zakończenie otwarło wiele furtek na liczne kontynuacje tej historii. Osobiście, z przyjemnością zapoznam się z sequelami, ponieważ dawno już nie trafiłam na tak oryginalną, pełną zwrotów akcji, na każdym kroku wzmagającą moje zainteresowanie powieść grozy. Tutaj dosłownie każdy czytelnik ma szanse znaleźć coś dla siebie – w końcu „Miasteczko Niceville” w zgrabny, doskonale przemyślany sposób łączy ze sobą integralne elementy różnych gatunków literackich.
Macie ochotę na tajemniczą historię, która aż do ostatnich stron powieści nie zostaje wyjaśniona? A może gustujecie raczej w pełnych akcji opowieściach? Albo skłaniacie się w stronę interesujących intryg kryminalnych? Lub zwyczajnie odczuwacie przyjemność w obcowaniu z dobrze napisanymi, często dowcipnymi powieściami? Jeśli należycie, do którejś z tych grup czytelniczych bez zwłoki sięgnijcie po „Miasteczko Niceville” pióra Carstena Strouda. A następnie po jego kontynuacje, które już niedługo trafią na polski rynek, dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.
Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu

3 komentarze:

  1. Porównywanie do prozy Stephena Kinga jest ostatnio bardzo w modzie. Już nawet nie zwracam na to uwagę, chyba, że jakąś książkę poleci sam Stephen :) Ale zarys fabuły "Miasteczka Niceville" brzmi całkiem interesująco, chyba się skuszę, zwłaszcza po pozytywnej opinii :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem jaka jest książka, bo nie czytałam, ale ta okładka bardzo mi się podoba, jest taka ... krwista :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O książce dowiedziałam się przed chwilą z fb. Kurczę zaciekawiła mnie, tylko patrzę, że to z 2012 roku, a kolejnych części po polsku nie widać. :(

    OdpowiedzUsuń