Stronki na blogu

środa, 15 sierpnia 2012

Stephen King „Mroczna połowa”

MOŻLIWE SPOILERY
Jasna połowa: Thad Beaumont. Pisarz, szczęśliwy mąż i ojciec dwójki dzieci. Mroczna połowa: George Stark. Pisarz, nieuchwytny morderca i… pseudonim literacki Thada. Z chwilą zdekonspirowania przed opinią publiczną swojego długoletniego sekretnego drugiego „ja” Thad nieświadomie podpisał na siebie i swoich bliskich wyrok śmierci. Bowiem Stark nie ma zamiaru potulnie „usunąć się w cień”, a żeby zmusić swoją drugą połowę do dalszego pisania pod pseudonimem jest gotowy zabić każdego, kto brał udział w jego unicestwieniu, z najbliższą rodziną Beaumonta włącznie.
Wydana po raz pierwszy w 1989 roku powieść Stephena Kinga napisana wspólnie z jego pseudonimem literackim Richardem Bachmanem:) Nietrudno zauważyć, że tematyka „Mrocznej połowy” ewidentnie nawiązuje do kultowego dzieła Roberta Louisa Stevensona pt. „Doktor Jekyll i pan Hyde”, ale tylko nieznacznie, gdyż King, choć początkowo czytelnik może odnieść takie wrażenie, nie decyduje się na znany motyw rozszczepienia jaźni. George Stark nie jest po prostu ciemną stroną osobowości Thada – jest jego pseudonimem literackim, ale zarówno jego bratem bliźniakiem, wchłoniętym przez Thada jeszcze w łonie matki i całkowicie usuniętym chirurgicznie z jego głowy, gdy Beaumont miał lat jedenaście. Jakimś cudem Starkowi udało się powrócić do życia w odrębnym ciele, które niestety ulega powolnej degeneracji, a jego jedyną szansą na przetrwanie jest ponowne pisanie powieści, czego może nauczyć się jedynie od swojej jasnej połowy. Problem polega na tym, że tylko jeden z nich może egzystować na tym świecie, więc jeśli Thad zgodzi się pomóc Starkowi siłą rzeczy sam przestanie istnieć. Impas, w jakim znalazł się Beaumont znacznie komplikuje zachowanie George’a, który niczym bezduszna maszyna do zabijania szybko i metodycznie wykańcza znajomych Thada, o których zamordowanie ten zaczyna być podejrzewany przez policję.
„Mroczna połowa” w zgrabny sposób łączy nieodzowne u Kinga elementy horroru z kryminałem, który jest bardziej domeną Bachmana. Choć psychologia bohaterów i kreacja pełnych akcji i miejscami niepokoju zdarzeń jak zwykle u Kinga są bez zarzutu książka nie jest niestety pozbawiona kilku znaczących wad. Po pierwsze bardzo lubię u tego autora drobiazgową dbałość o małomiasteczkowy klimat. Tutaj akcja rozgrywa się zarówno w Ludlow („Cmętarz zwieżąt”), jak i Castle Rock („Cujo”, „Sklepik z marzeniami”), ale żadnemu z tych dwóch sennych miasteczek King nie poświęca zbyt dużo uwagi. Czytelnicy zmęczeni gawędziarstwem tego autora pewnie będę zadowoleni – ja podczas obcowania z tą powieścią czułam, jakby zabrano mi integralny element pisarstwa Stephena. Po drugie zakończenie całkowicie mnie zawiodło. Fabularna specyfika „Mrocznej połowy” dała Kingowi rzadko spotykaną możliwość na iście miażdżący finał (nawet wymyśliłam sobie, jak powinien wyglądać), której niestety nawet w części nie wykorzystał. Dla równowagi bardzo podobała mi się kreacja antagonisty, sam pomysł na pomieszanie wymyślonej przez pisarza fikcji z rzeczywistością jest niezwykle intrygujący, ale sama postać Starka również przyciąga uwagę czytelnika. Z początku zdaje się być zepsutym do szpiku kości złoczyńcą, który nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć to, co sobie zamyślił. Bestialskie mordy na niewinnych ludziach nic dla niego nie znaczą – zabójstwo jest dla niego tak naturalne, jak dla przeciętnego człowieka oddychanie. Ale z czasem King decyduje się na częściowe usprawiedliwienie jego czynów, wszak Stark walczy jedynie o swój byt. Wygląd zewnętrzny George’a z początku niczym szczególnym się nie odznacza, ale z czasem, gdy jego tkanka ulega coraz większej degradacji King przechodzi samego siebie w sugestywnych opisach jego odrażającego wyglądu. Przy Starku Thad wydaje się nudną, niewyróżniającą się niczym szczególnym postacią, ale to oczywiście tylko pozory, o czym przekonamy się podczas ostatecznej konfrontacji pomiędzy tymi niecodziennymi bliźniętami.
Lektura „Mrocznej połowy” całkiem przyjemnie zapełniła mi wolny czas. Nie jest to jakieś wybitne dzieło Kinga na, miarę „Lśnienia”, ale nie można odmówić mu walorów rozrywkowych. Jeśli ktoś lubi takie połączenie kryminału z horrorem powinien być jak najbardziej zadowolony z dzieła „duetu” King/Bachman. W 1993 roku książka została zekranizowana przez samego George’a A. Romero.

3 komentarze:

  1. sięgnąć czy nie sięgnąć?! oto jest pytanie! Kiedyś na pewno to zrobię :) ale nie w tej chwili... ostatnio strasznie się zmęczyłam Kingiem :) przeczytałam ostatnio kilka jego pozycji pod rząd i chwilowo mam przesyt jego twórczości :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem dlaczego (proszę mnie nie zrugać), ale nie przepadam za twórczością Kinga. Jakoś jego styl pisania mnie nie zafascynował jak może innych. Bardziej wolę Mastertona, ale to chyba zależy od gustu. Niemniej jednak mam kilka jego książek za sobą, ale może raz na rok po taką sięgnę. Pamiętam jak w połowie 1 cz. "Mrocznej Wieży" po prostu zrezygnowałam.Po przeczytaniu "Misery" dałam się na razie spokój z Kingem. Twoja recenzja "Mrocznej Połowy" jest mimo wszystko ciekawa i zachęcająca (nie cierpię zbyt wiele opisów, a w szczególności miast i może dlatego nienawidzę za całego serca "Lalki"). Oglądałam ekranizację, ale to już będzie kilka ładnych latek. Jak najdzie mnie ochota, to przeczytam książkę.
    Ps. Twoje tempo czytania mnie fascynuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "proszę mnie nie zrugać"
      hehe, jaka asekuracja:) Spokojnie, nikt Cię nie zruga - po to jest tyle pisarzy, żeby każdy wybrał sobie swojego ulubionego. I całe szczęście, że nie każdy preferuje to samo, bo szybko zrobiłoby się nudno:)
      Co do mojego tempa czytania to nie uważam, żeby było jakieś super szybkie, z uwagi na brak czasu czytam najwyżej 200 stron dziennie, a "Mroczną połowę" "męczyłam" wyjątkowo długo jak na Kinga, bo miałam jeszcze mniej czasu niż zwykle:)

      Usuń