Stronki na blogu

czwartek, 7 maja 2015

John Saul „Rzeź niewiniątek”’


Sto lat temu w małym nadmorskim miasteczku, Port Arbello, doszło do tragedii. Właściciel największej posiadłości, posiadacz fortuny, John Conger, zgwałcił i zamordował swoją jedenastoletnią córkę, po czym popełnił samobójstwo. Osiemdziesiąt pięć lat później dom na cyplu zajmuje jego przodek, Jack wraz z żoną Rose i dwiema córkami: trzynastoletnią Elisabeth i dwa lata młodszą, chorą psychicznie Sarą. Rodzina boryka się z problemami finansowymi oraz wspomnieniami tragicznej przeszłości. Kiedy w okolicy ich domu zaczynają znikać dzieci z miasteczka Jack i Rose zaczynają się obawiać, że ich młodsza córka ma z tym coś wspólnego.

Pierwsza powieść amerykańskiego pisarza, Johna Saula, wydana pod własnym nazwiskiem, w 1977 roku (wcześniej pisywał pod pseudonimami). Autor utrzymuje, że napisanie „Rzezi niewiniątek” zajęło mu dwadzieścia osiem dni – w czym zapewne nie ma dużej przesady, bo Saul napisał kolejną powieść jeszcze przed wydaniem pierwszej, ale już po oddaniu jej do druku. Ekspresowe tempo pracy pisarza zapewne nie nastroi pozytywnie koneserów ambitnej prozy, którą tworzy się latami, ale taka pracowitość nie jest niczym niezwykłym u autorów literatury grozy. Spisanie nawet najlepszych pozycji z gatunku horroru często nie zabiera pisarzom zbyt wiele czasu. Wielu czytelników odbiera to, jako niepoważne traktowanie pracy, ale ja (jak zwykle w opozycji) zawsze uważałam, że dowodzi to jedynie wielkiej determinacji – całkowitego skupienia na opowiadaniu historii przez czas jej spisywania.

„Rzeź niewiniątek” powstała na prośbę wydawnictwa Dell Publishing, które zwróciło się do Johna Saula z zapytaniem, czy mógłby napisać dla nich jakiś thriller psychologiczny. Autor wyraził zgodę, ale dziś już prawie nikt nie rozpatruje „Rzezi niewiniątek” pod kątem literackiego dreszczowca, szufladkując książkę, jako rasowy horror. Co jest niesprawiedliwe, bo historię Saula można interpretować na dwa sposoby. Akcja rozgrywa się w małym, spokojnym, nadmorskim miasteczku, Port Arbello w Nowej Anglii, w którym wszyscy się znają. Konserwatyzm mieszkańców nie dopuszcza do tego miejsca deweloperów, którzy marzą o przekształceniu miasta w zakątek turystyczny. Tutejsza społeczność woli zachować Port Arbello w takim kształcie, w jakim istniał od lat, nawet jeśli miałoby to rzutować na stopień bezrobocia. Przez kilka pokoleń najznamienitszym rodem Port Arbello byli zajmujący dużą posiadłość na cyplu, Congerowie, którzy obecnie borykają się z problemami finansowymi. „Głowa rodziny”, Jack, jest zmuszony do prowadzenia lokalnej gazety, a jego żona, Rose, z przyjemnością oddaje się pracy w handlu nieruchomościami. Saul wiele miejsca poświęca napiętej relacji tej dwójki i czyni to w taki sposób, żeby nie opowiedzieć się jednoznacznie po którejś ze stron. Punktuje zarówno wady Jacka, jak i Rose, co sugeruje czytelnikom, że oboje są odpowiedzialni za powolny rozpad ich małżeństwa. Proces oddalania się od siebie rozpoczął się przed rokiem, po niekontrolowanym ataku Jacka na młodszą córkę, Sarę. Mężczyzna nie pamięta przebiegu tego wydarzenia, ale zdaje sobie sprawę, że z jakiegoś powodu ją uderzył, co zaprocentowało schizofrenią dziecka. Od tego czasu Sara „przebywa we własnym świecie”, nie kontaktuje się z otoczeniem, ale chętnie przebywa w towarzystwie swojej starszej siostry, Elisabeth, która w kontaktach z nią wykazuje się wielką cierpliwością. Jack, jak można się tego spodziewać nieustannie obwinia się za stan swojego jedenastoletniego dziecka. Smutki koi alkoholem, czego nie omieszka wypominać mu żona, utyskująca również na jego impotencję. Saul operując prostym stylem zdołał zgłębić osobowości wszystkich kluczowych postaci powieści, łącznie z całościowym obrazem miasteczka, w którym egzystują. Za takimi miejscami akcji (prowincjami) wprost przepadam, tym bardziej jak autor poświęca trochę miejsca na zaakcentowanie brudnych tajemnic i zaściankowej mentalności ich mieszkańców. Saul czyni to w lekki, przystępny sposób, bez wodolejstwa, co znakomicie wpasowuje się we właściwą intrygę fabularną – równie przejrzyście rozpisaną.

Ród Congerów od lat przekazuje sobie pewną legendę, która mówi o przeklętej jaskini znajdującej się na skraju lasu należącego do rodziny, na skarpie. Przerażająca historia trzymała wszystkie pokolenia Congerów z dala od tego miejsca, dlatego też nikomu nie jest wiadome, czy owa grota w ogóle istnieje. Kiedy w Port Arbello zaczynają znikać dzieci Jack i Rose podejrzewają, że ma to coś wspólnego z mityczną klątwą ich rodu i Sarą, która w ostatnich dniach zachowywała się niezwykle agresywnie. Dziewczynka, zarówno w szkole specjalnej, do której uczęszcza, jak i w domu okresowo wpada w szał (wrzeszczy, rzuca rzeczami, które ma pod ręką) i pomimo kategorycznego zakazu rodziców wypuszcza się na nocne wycieczki do lasu. Autor dosyć szybko wyjawia, kto stoi za porwaniami dzieci, ale nawet przedtem, podczas wstępnych stu stron powieści łatwo się tego domyślić. Za to nie wyjawia, co determinuje zbrodniczą działalność sprawczyni – klątwa rodu Congerów, czy może rozszczepienie osobowości. I właśnie, dlatego ciężko jest wtłoczyć „Rzeź niewiniątek” w ramy typowego horroru, pomimo jego ewidentnie przystającej do tego gatunku narracji. Środki, jakimi posługuje się Saul do stworzenia typowej historii grozy zaskakują swoją śmiałością. Autor bezwzględnie obchodzi się z dosłownie wszystkimi bohaterami książki, nie zna litości dla nikogo, co pozwala mu zbudować znakomitą aurę nieuchronnej tragedii. Tym bardziej wstrząsającej, że jej ofiarami są dzieci. Nawet współcześni twórcy literatury grozy wzdragają się przed krwawymi eliminacjami małoletnich. Jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że „Rzeź niewiniątek” napisano w latach 70-tych XX wieku bezpardonowość Saula tym bardziej zaskakuje. Obok koszmaru, przez jaki przechodzą ofiary oszalałej morderczyni nie można przejść obojętnie i nie można się nie zatrwożyć podczas jego makabrycznej kulminacji. Saul nie ma żadnej litości ani dla nich, ani tym bardziej dla swoich czytelników, jakby mówił: to przecież horror, więc czego się spodziewałeś?

Ale to nie tylko horror. „Rzeź niewiniątek” pod płaszczykiem prostej, acz wciągającej historyjki grozy przemyca ważne treści społeczne. Szczególnie wyraźnie objawiają się one podczas oderwanego od rzeczywistości zachowania morderczyni, której druga osobowość, bądź duch przed laty zamordowanej dziewczynki w ten odrażający sposób rozlicza się ze swoją rodziną. UWAGA SPOILER Niepoświęcającej jej należycie dużo czasu i nieinteresującej się jej sprawami. Dla mnie wyglądało to tak, jakby jej obarczony zbyt dojrzałymi obowiązkami umysł pękł pod zbyt wielkim naciskiem z zewnątrz KONIEC SPOILERA. Ale Saul pozostawia również pole do innej interpretacji – bardziej przystającej do literackiego horroru ingerencji nieznanego w osobowość morderczyni.

Choć „Rzeź niewiniątek” to jedna z moich ulubionych reprezentantek lżejszej (głównie przez prosty styl) literatury grozy nie polecę jej absolutnie wszystkim wielbicielom tego gatunku. Tylko tym gustującym w niekomplikowanych, nienapuszczonych historiach, których nadrzędnym celem jest dostarczenie czytelnikom mocnych emocji, bez pretendowania do czegoś bardzo głębokiego. Osobiście kocham takie historie, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdemu przypadnie do gustu tego rodzaju literatura.

3 komentarze:

  1. Tytuł zapisałam, dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. brzmi bardzo interesująco! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka od której jako 12-latka zaczęłam przygodę z horrorami :) Dziękuję za przypomnienie nazwiska autora, teraz mogę kupić sobie ją na własność :))

    OdpowiedzUsuń