Stronki na blogu

niedziela, 17 maja 2015

Kimberly McCreight „Zrozumieć Amelię”


Prawniczka, Kate Baron, zostaje wezwana do szkoły swojej piętnastoletniej córki, Amelii, która została zawieszona za plagiat. Kiedy spóźniona dociera na miejsce, ku swojemu przerażeniu, odkrywa, że córka nie żyje. Policja jest zdania, że skoczyła z dachu budynku szkolnego, czemu Kate początkowo się nie sprzeciwia. Do czasu, aż dostaje SMS z zastrzeżonego numeru, którego nadawca twierdzi, że Amelia nie popełniła samobójstwa. Kobieta, przy pomocy policjanta, Lewisa, zaczyna zgłębiać niepokojące tajemnice swojej córki, mając nadzieję, że to pomoże odkryć prawdę o jej śmierci.

Pierwsza powieść amerykańskiej pisarki, byłej prawniczki, Kimberly McCreight, która może pochwalić się imponującą liczbą wyróżnień: nominacje do nagród Edgar i Alex, Najlepsza Książka Roku 2013 według Entertainment Weekly, finalista Goodreads Best Mystery of the Year and a Book Club pick for Target. Ponadto telewizja HBO planuje zrealizować film na podstawie „Zrozumieć Amelię” – krążą plotki, na razie niepotwierdzone, że rola główna zostanie powierzona Nicole Kidman. Jak widać McCreight szturmem wdarła się na rynek literacki i bynajmniej nie poprzestała na tym jednym dokonaniu. W Stanach Zjednoczonych ukazała się już jej druga powieść, zatytułowana „Where They Found Her”.

Co przesądziło o sukcesie książki początkującej pisarki? Plusów jest mnóstwo, ale jeśli miałabym ograniczyć się do tych najważniejszych to wyszczególniłabym prawdę i prostotę fabularną. Operując dojrzałym warsztatem, w ogóle nieprzystającym do łopatologicznego stylu większości debiutujących pisarzy McCreight zabiera swoich czytelników w prawdziwie niepokojącą podróż w głąb nastoletniego umysłu. Jak u Hitchcocka zaczyna od „trzęsienia ziemi”, tajemniczej śmierci piętnastoletniej Amelii, żeby następnie cofnąć się do trzymających w napięciu wydarzeń poprzedzających tę tragedię. Swoją opowieść snuje z dwóch naprzemiennych perspektyw – retrospekcji spisanych w pierwszej osobie, z punktu widzenia Amelii i teraźniejszości, której główną bohaterką jest jej matka, prawniczka Kate Baron, a narracja dla odmiany jest trzecioosobowa. Takie skomplikowanie przekazu ma na celu przede wszystkim podnieść poziom napięcia, podsycić ciekawość czytelnika i wydłużyć przyjemność obcowania z licznymi punktami kulminacyjnymi. McCreight wykorzystując ten ciekawy narracyjny zabieg i operując przystępnym, acz nie ogólnikowym językiem wynosi swój debiutancki thriller psychologiczny na prawdziwe wyżyny gatunku. Udowadnia, że potrafi opowiadać tak, aby dosłownie przenieść odbiorcę na karty powieści i co istotniejsze ma coś ważnego do powiedzenia.

„Płacimy dziesiątki tysięcy dolarów, by posyłać dzieci do Grace Hall, i co dostajemy? Władcę much?”

Grace Hall - elitarna prywatna szkoła w Nowym Jorku, do której uczęszczają dzieci i młodzież z tak zwanych wyższych sfer, bogatych, umownie dobrych, acz w rzeczywistości w większości snobistycznych rodzin. Rodzice niektórych uczniów są prominentnymi mieszkańcami miasta, ochoczo wykorzystującymi swoje wpływy do sterowania polityką szkoły oraz stwarzania sprzyjających warunków na przyszłość dla swoich pociech. A te pociechy tymczasem wstępują do tajnych, zakazanych szkolnych klubów, aby we wspólnym gronie oddawać się licznym, często okrutnym rozrywkom. McCreight wprowadza nas w realia młodzieży XXI wieku, która garściami czerpie z dóbr dorosłego życia. Huczne imprezy, orgie, alkohol, narkotyki – to tylko niektóre z rozrywek nastolatków z tak zwanych dobrych rodzin. Prawdziwym rarytasem jest tłamszenie – psychiczne nękanie słabszych jednostek, aby tylko zaznaczyć swoją wyższość w hierarchii. Amelia Baron jest zupełnym przeciwieństwem tego środowiska. Spokojna, utalentowana, odpowiedzialna uczennica, od dziecka przyjaźniąca się z również odstającą od grupy Sylvią Golde, której jedyną przywarą jest ochocze oddawanie swojego ciała zainteresowanym nią chłopakom. Kiedy ta tytułowa outsiderka, wychowywana przez samotną matkę dostaje propozycję wstąpienia do klubu Srok, złożonego z najpopularniejszych dziewcząt w szkole z wahaniem, ale przyjmuje ich zaproszenie. Jej motywy mają swoje podłoże w samotności. Pracoholiczka Kate całe dnie spędza w pracy, czego Amelia nie ma jej za złe, wiedząc, iż stara się zapewnić jej godny byt, ale równocześnie czując, że brakuje jej bliskości drugiego człowieka. Oprócz Sylvii ma jeszcze kolegę geja, Bena, z którym może jedynie SMS-ować. Nic więc dziwnego, że pomimo niechlubnej reputacji Srok dziewczyna decyduje się wstąpić do ich klubu, tym bardziej, że przynależy do niego piękna Dylan, którą Amelia darzy jakąś niepojętą dla niej sympatią. Problemem jest najbliższa przyjaciółka Dylan, Zadie, która z jakiegoś powodu czuje głęboką nienawiść do Amelii i nie zawaha się wykorzystać wszystkich okrutnych środków, jakimi dysponuje, aby ją zniszczyć. Powiecie: historia jak wszystkie inne, zdemoralizowana młodzież, nękająca przyzwoitą koleżankę, to już było w niezliczonej liczbie książek i filmów… Ale wierzcie mi, nie w takim wydaniu. Po pierwsze „Zrozumieć Amelię” ciężko wtłoczyć w ramy opowieści dla nastolatek, ponieważ nawet retrospekcje z punktu widzenia tytułowej bohaterki nie odznaczają się infantylnością, czy narracyjną prostotą. Piętnastolatka jest nad wiek rozwinięta, nie zaprzątają jej nieistotne dla dorosłych problemy – pragnie tego, co wszyscy: przynależności do grupy i właśnie owo pragnienie, jak można się tego spodziewać najpierw sprowadzi ją na złą drogę, a potem zniszczy.

„Beznadziejniej być nie może, a po jakim czasie robi się jeszcze bardziej beznadziejnie.” (cytuję ten ustęp, bo McCreight wykorzystała moje życiowe credo…)

Drugi człon „Zrozumieć Amelię” koncentruje się na Kate Baron, matce która poświęciła całe życie ukochanej córce. Wychowała ją w pojedynkę, zapewniła jej godny byt, żeby potem w jednej chwili ją stracić. McCreight z niezwykłą wnikliwością obrazuje tragedię kobiety, praktycznie nieustannie akcentuje jej rozpacz i determinację, która popycha ją do odkrywania prawdy o egzystencji Amelii. W ten sposób Baron również wchodzi do zdemoralizowanego światka. Poznaje nadgorliwą, wymuszenie współczującą damulkę, reprezentującą komitet rodzicielski (w szkole mojego brata jest identyczna persona), uświadamia sobie, że personel szkolny jest gotowy zrobić absolutnie wszystko, aby ukryć swoje grzeszki (niedopatrzenia i niekompetencję) i znajduje dowody na to, że we współczesnych czasach najlepszym instrumentem służącym do nękania nastolatka jest Internet. Krótko mówiąc autorka wypunktuje dosłownie wszystkie przywary szkolnego życia, demoniczne oblicze nauczycieli (ale bez stronniczości: przyzwoite jednostki też się pojawiają) oraz niszczejącą siłę Sieci. Czytając to nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że McCreight inspirowała rzeczywistość – to jej oblicze, które opinia publiczna najchętniej ignoruje. Oprócz wątków ogniskujących się na realiach młodzieżowych, oprócz krytyki elitarnych szkół i sekciarskich stowarzyszeń problematyka książki dotyka również wątków stricte kryminalnych, w których niemałą rolę odgrywają osnute tajemnicą personalia ojca Amelii oraz nadawcy enigmatycznych SMS-ów wysyłanych do Kate i nakierowujących ją na prawdę o własnej córce. Innymi słowy dzieje się sporo, ale to w najmniejszym stopniu nie odwraca uwagi czytelnika od ogromnego ładunku psychologicznego, którym McCreight dosłownie przeładowała każdy wątek powieści.

Życzyłabym sobie, żeby książka „Zrozumieć Amelię” trafiła do kanonu lektur szkolnych dla gimnazjalistów. Moim zdaniem każdy nastolatek winien zapoznać się z tą historią ku przestrodze, ale też dla walorów czysto rozrywkowych. Osoby dorosłe również nie powinny się wzdragać przed tą pozycją, bo zamiast trywialnych problemów młodzieży odnajdą tutaj wnikliwe tezy o otaczającym nas świecie – tym szkolnym również, ale nie tylko. Dosłownie wnikną w umysł rozpaczającej matki, odczują jej stratę na własnej skórze i być może podobnie jak ona zadumają się nad kruchością ludzkiego życia i konsekwencjami nieprzemyślanych wyborów. Ponadto będą mieli niepowtarzalną okazję zrozumienia młodych ludzi, dążących do akceptacji w swoim środowisku, które w obecnych czasach przypomina pole minowe – jeśli powinie ci się noga rówieśnicy rozszarpią cię na strzępy, żeby następnie pożywić się twoją padliną. O tym przede wszystkim, ale nie tylko mówi McCreight, ku przestrodze nastolatków i ich niczego nieświadomych rodziców, udowadniając, że wpisuje się w poczet naprawdę błyskotliwych obserwatorów współczesnego świata i tym samym rozbudzając moją miłość do swojej prozy. Czekam na więcej powieści McCreight na naszym rynku, bo ogromną karą dla polskich czytelników byłoby pozbawienie ich tak znakomitego pisarstwa.

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu

Baza recenzji Syndykatu ZwB   

3 komentarze:

  1. Jeżeli chodzi o tematyke, w której swoje miejsce maja również nastolatki to ja jestem jak najbardziej za! Mocno mnie do tej pozycji zachęciłaś, a musisz wiedzieć, ze to pierwsza recenzja tej książki jaką kiedykolwiek czytałam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka zwróciła moją uwagę kiedy pojawiła się w zapowiedziach wydawniczych i jak widzę, słusznie, bo to kawał świetnej prozy. Jestem ogromnie ciekawa, co dokładnie przydarzyło się Amelii i jak jej matka poradzi sobie z odkryciem prawdy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam o niej, choć moją uwagę zwróciła głównie czerwień okładki. Zostawiam ją sobie na wakacje.

    OdpowiedzUsuń