Stronki na blogu

piątek, 29 stycznia 2016

Clive Barker „Księga krwi 1”


Sześciotomowe „Księgi krwi” to niedługie zbiorki opowiadań z gatunku horroru, które stały się przepustką do pisarskiej kariery Clive’a Barkera. Autor początkowo rozważał wydanie zbiorcze, wszystkie księgi w jednej publikacji, ale ostatecznie zdecydował się na oddzielne, krótkie tomy. Z czasem ukazały się anglojęzyczne wydania zbiorcze – trzy „Księgi krwi” w każdym, ale w Polsce poprzestano na początkowej formule. Pierwszą „Księgą krwi”, która premierowo ukazała się w 1984 roku Clive Barker debiutował na rynku literackim (wcześniej pisywał jedynie scenariusze) i właściwie z miejsca zwrócił na siebie uwagę opinii publicznej, w tym kolegów po fachu - Stephen King po przeczytaniu pierwszego tomu „Ksiąg krwi” nazwał nawet Barkera przyszłością horroru. Ponadto publikacja została uhonorowana British Fantasy Award i World Fantasy Award. Opus magnum Clive’a Barkera zawiera trzydzieści opowiadań. W pierwszym tomie opatrzonym przedmową angielskiego autora horrorów, Ramsey’a Campbella, znajdziemy sześć z nich. Znamienne jest, że polscy wydawcy poprzestali na jednym wydaniu, bez wznowień, co zważywszy na międzynarodową sławę „Ksiąg krwi” jest zwyczajnie skandaliczne. Tym bardziej, że pierwsze trzy części, wydane przez Phantom Press, nie grzeszą dobrym tłumaczeniem i staranną korektą, co rzutuje na ogólne wrażenia z lektury.

Obok cokolwiek niechlujnego tłumaczenia Roberta Mrozińskiego pierwsza „Księga krwi” razi ogólnikowym stylem. Niniejszą publikację Barkera od jego późniejszych powieściowych dzieł pod kątem warsztatu oddziela prawdziwa przepaść, co dowodzi, że w późniejszych latach autor znacząco się rozwinął. Zgoła inaczej sprawa się ma z samymi pomysłami na fabuły poszczególnych utworów. Jak słusznie zauważył Ramsey Campbell w przedmowie Barker posiadł rzadką zdolność przekuwania pospolitych motywów w kółko obracanych przez  jego kolegów po fachu, w coś nietuzinkowego, niespotykanego, czego niejednokrotnie zwyczajnie nie sposób całościowo objąć rozumem. Widać to już w pierwszym opowiadaniu zamieszczonym w „Księdze krwi 1”, zatytułowanym „Krwawa księga”. Rzecz traktuje o badaczce zjawisk paranormalnych, która zawiązuje współpracę z młodym mężczyzną rzekomo utrzymującym kontakt z bytami zza światów, lęgnącymi się w pewnym starym domostwie. Brzmi, jak kolejna ghost story, która uraczy nas pospolitymi trickami a la skrzypiące podłogi, samoistnie zamykające się drzwi, przemykające cienie i tym podobne. Barker dostrzegalnie chciał, żebyśmy tak to odbierali, początkowo poruszając się jedynie w obrębie ciasnych ram owego nurtu, co tylko wzmogło zaskoczenie końcowym, makabrycznym zwrotem akcji. Sam pomysł na sfinalizowanie fabuły poraża innowacyjnością, równocześnie udowadniając, że gore może z sukcesem koegzystować z horrorem nastrojowym, a ostatnie zdania, przewrotnie dają do zrozumienia, że nie mieliśmy do czynienia z opowiadaniem sensu stricto tylko swoistym wstępniakiem, podwalinami pod kolejne historie zamieszczone w tej i kolejnych „Księgach krwi”. Jedyne, co można zarzucić temu opowiadaniu, zresztą tak samo, jak prawie wszystkim utworom widniejącym w niniejszej publikacji to oszczędne opisy makabry. Owszem, Barkerowi udaje się pobudzić wyobraźnię, nawet tymi ogólnikami, ale taki koncept bez wątpienia wypadłby lepiej, gdyby skupił się na detalach. Wówczas przynajmniej nie miałoby się wrażenia niedosytu, które szczerze mówiąc ogarnęło mnie po skończonej lekturze. „Krwawa księga” została przeniesiona na ekran w 2009 roku – film bazował zarówno na niniejszym opowiadaniu, jak i innym utworze Barkera „Przy Jerusalem Street” zamieszczonym w szóstym tomie „Ksiąg krwi”, ale osobiście nie polecam tego widowiska, podobnie, jak adaptacji kolejnej historii opublikowanej w tym zbiorze.

„Język zwisający z otwartych ust. Głowa kiwająca się na poderżniętej szyi. Nawet penis chłopaka kiwał się na prawo i lewo, zwisając z wyskubanej pachwiny. Z ran na głowie i szyi krew spływała wciąż do czarnego wiadra. […] Plecy od szyi po pośladki zostały całkowicie pozbawione skóry. Rzeźnik usunął także mięśnie. Widać było błyszczący kręgosłup.”

Zapewne nie ostało się zbyt wiele osób nieznających filmowej adaptacji „Nocnego pociągu z mięsem” Clive’a Barkera. Literacki pierwowzór w Polsce nie jest tak dobrze znany, a szkoda, bo w porównaniu do filmu urasta do rangi arcydzieła. Drugie opowiadanie zamieszczone w pierwszej „Księdze krwi” moim zdaniem błyszczy najjaśniej, przede wszystkim dlatego, że to właściwie jedyny utwór w niej widniejący, który charakteryzuje się długimi opisami. Traktuje o nieuchwytnym Rzeźniku, który nocami morduje pasażerów nowojorskiego metra. Jego mimowolnym przeciwnikiem staje się Leon Kaufman, który wracając metrem po pracy do domu zasypia po to, żeby obudzić się w samym środku istnej rzezi. Abstrahując od finału, który nawiasem mówiąc jawi się nieco absurdalnie, opowiadanie nie wspina się na wyżyny oryginalności. Główny wątek jest prosty i schematyczny – zimny morderca kontra zdeterminowany pasażer metra. Tym, co odróżnia ten utwór od innych rąbanek jest narracja, która angażuje już od pierwszej stronicy. Najpierw Barker obnaża przed nami grzechy Nowego Jorku, zjadliwe akcentując jego plugastwo, dając do zrozumienia, że to jedno z najbardziej zdeprawowanych miejsc na świecie, gdzie morderstwa i samobójstwa są na porządku dziennym. W międzyczasie przybliża nam sylwetkę głównego bohatera oraz co zaskakujące tajemniczego Rzeźnika z Metra. Można się domyślić, do czego doprowadzi nas niniejszy wstęp, ale nic nie wskazuje na ogrom szarpiącego nerwy napięcia i duszącego klimatu, zawartych w środkowej partii opowiadania. Odrażający modus operandi sprawcy, okaleczającego wybranych pasażerów metra po to, aby przygotować ich ciała na odrażającą ucztę, choć oddany dosyć szczegółowo i tak blednie w zderzeniu z podskórnym napięciem, skrupulatnie budowanym w trakcie ukrywania się Kaufmana w ciasnym, mrocznym przedziale. W „Nocnym pociągu z mięsem” Clive Barker wzbił się na tak wysoki poziom pisarstwa, że moje spotkanie z kolejnym utworem pozostawiło jedynie niesmak. Dowcipne spojrzenie na znany motyw prób zawłaszczenia duszy człowieka przez siły piekielne w „Yatteringu i Jacku” niemalże niczym nie przykuło mojej uwagi. Niemalże, bo ożywiony nadziewany indyk w piekarniku i eksplodujący kot miały w sobie swego rodzaju groteskowy, przyjemny posmaczek. Ale tym krótkim ustępom niestety nie udało się znacząco ożywić doprawdy nudnawej historyjki o demonie zesłanym z Piekła do domu poczciwego Jacka, aby doprowadzić go do szaleństwa. Barker bardzo topornie, głównie przez wymuszony humor i mnogość nużących, bezproduktywnych zabiegów niewidzialnego demona Yatteringa, przedziera się przez meandry niniejszej historii, dosłownie irytując niemożnością zgrabnego zrównoważenia makabry z humorem. Podobnie, jak poprzednie utwory „Yattering i Jack” doczekały się swojej filmowej wersji, przeniesionej na mały ekran w oparciu o scenariusz samego Clive’a Barkera, w czwartym sezonie serialu „Opowieści z ciemnej strony”.

Kolejne opowiadanie „Blues świńskiej krwi” to przyjemny powrót Barkera do stylistyki, w której czuje się najlepiej, bez irytującego dowcipkowania. Akcję niniejszego utworu autor umieścił w Centrum dla Młodocianych Przestępców, w którym nowy nauczyciel, były policjant, zgłębia tajemnicę zaginionego chłopca i jego przerażonego kolegi, czekającego na rychłą śmierć. Klucz do tej zagadki zdaje się znajdować w należącej do ośrodka zapuszczonej farmie, w której żywy inwentarz tonie w ekskrementach, wyłączając ogromną, zadbaną maciorę. Odstręczające opisy tego miejsca i wręcz namacalna aura mrożącej krew w żyłach tajemnicy, wisząca nad protagonistami w połączeniu z diablo pomysłowym, krwawym zamknięciem akcji znacząco rekompensują niesmak wywołany poprzednim utworem. Troszkę słabiej wypada natomiast „Seks, śmierć i światło gwiazd”, traktujące o młodym reżyserze, wystawiającym sztukę Szekspira, który na swej drodze spotyka tajemniczego znawcę tej profesji. Barker zdecydowanie za często skacze z wątku w wątek, czym niejednokrotnie dezorientuje czytelnika, odbierając mu radość z silnego zaangażowania w snutą opowieść. Ale jednocześnie jego śmiałe podejście do nekrofilii i przesłanie wskazujące, że miłość do sztuki jest w stanie przetrwać nawet śmierć, oddane dosłownie, nieco rekompensują rozproszoną narrację. W ostatnim opowiadaniu natomiast, Barker, na szczęście zrezygnował z tej maniery, oddając w nasze ręce coś tak kuriozalnego, że aż wymykającego się wyobraźni większości śmiertelników. „W górach, miastach” skupia się na parce homoseksualistów, która wybrała się w podróż do Jugosławii. Na odludnym odcinku swojej drogi, w otoczeniu bezkresnych pól kukurydzy i ciągnących się daleko jak okiem sięgnąć traw spotykają olbrzymów stworzonych z mieszkańców dwóch bliźniaczych miasteczek. Dwa monstrualne organizmy stworzone z setek obywateli, jak zdradza Barker mające stanowić analogię do jednomyślności społeczeństw zaludniających takie małe przestrzenie i ich mentalnego zamknięcia na szeroki świat. Nie zdziwiłabym się, gdyby „Ludzka stonoga” była inspirowana tym utworem, przy czym u Barkera wszystko odbywa się na szerszą skalę, z nieporównanie większym rozmachem, choć znowu za pośrednictwem lakonicznych opisów.

Po przeczytaniu pierwszej „Księgi krwi” Clive’a Barkera tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że Polsce potrzebne jest nowe, staranniej przetłumaczone wydanie. Bo choć za niektóre niedostatki tej publikacji odpowiada sam autor, wówczas jeszcze niedysponujący nazbyt dojrzałym warsztatem, ogólnikowo pochodzący do wielu opisów wymagających zgoła odmiennego podejścia to myślę, że ogólne wrażenia z lektury i tak byłyby większe, gdyby zatrudnić lepszego tłumacza. Mimo wszystko jednak polecam wielbicielom prozy ekstremalnej, choćby za same pomysły na fabuły, którymi Barker udowodnił, że zasłużył sobie na miano przodującego autora tego konkretnego prądu literackiego horroru.

4 komentarze:

  1. "Księga krwi" to książka, której przeczytanie przewiduję, jeśli pojawi się na naszym rynku, co zapowiadał Mag, jakiś czas temu. Podobno opowiadania tego autora są lepsze od powieści. Zobaczymy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już straciłam nadzieję, że to wydanie Maga się ukaże:/

      "Podobno opowiadania tego autora są lepsze od powieści."
      Ja jak na razie wolę Barkera "powieściowego". No, ale może zmienię zdanie po zapoznaniu się z kolejnymi tomami "Ksiąg krwi".

      Usuń
    2. No przeciągają to i przeciągają. Ja myślę, że to się najprędzej pojawi, kiedy ta nowa seria z horrorami ruszy. Czyli pewnie w 2017.

      Usuń
  2. Kiedyś wynalazłem "Księgę Krwi" w bibliotece wciśniętą pomiędzy książeczkę G.N.Smitha a D.Koontza. I o tyle przyciągnęła moją uwagę, że kojarzyłem nazwisko autora z filmami. Podobało mi się samo wprowadzenie, ale cała "Księga krwi" raczej nie przypadła mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń