Stronki na blogu

niedziela, 3 grudnia 2017

„Better Watch Out” (2016)

Przed Świętami Bożego Narodzenia siedemnastoletnia Ashley spędza jeden wieczór w domu państwa Lernerów. W czasie ich nieobecności opiekuje się ich dwunastoletnim synem Lukiem, którym w przeszłości wielokrotnie się już zajmowała. Chłopak od jakiegoś czasu podkochuje się w swojej opiekunce i ma nadzieję, że przed przeprowadzką Ashley do innego miasta uda mu się zdobyć jej serce. Wkrótce oboje stają się celem jednego bądź kilku niezidentyfikowanych napastników, którzy informują ich, że każda próba ucieczki doprowadzi do ich śmierci. Ashley stara się ochronić swojego podopiecznego i jego najlepszego przyjaciela Garretta i znaleźć sposób na zawiadomienie policji. Luke z kolei stara się zapewnić ochronę swojej ukochanej. Chłopak nie zamierza poddawać się presji, biernie czekając na śmierć. Ale już niebawem sytuacja znacznie się skomplikuje...

Reżyser australijsko-amerykańskiego thrillera z pastiszowym zacięciem zatytułowanego „Better Watch Out”, Chris Peckover, nie może się pochwalić dużym doświadczeniem w tym fachu. W 2007 roku wyreżyserował dziewięciominutowy filmik pt. „Alive and Well”, a trzy lata później ukazał się jego pełnometrażowy horror „Undocumented”. I to tyle, aż do września 2016 roku, kiedy to na Fantastic Fest po raz pierwszy wyświetlono „Better Watch Out”. Najnowszy film Chrisa Peckovera, którego scenariusz napisał wespół z Zackiem Kahnem krążył po różnych festiwalach, aż do drugiej połowy 2017 roku, kiedy to trafił do szerszego obiegu.

Spokojne przedmieścia pokryte grubą warstwą śniegu. Świąteczne dekoracje i takież utwory w paru momentach rozbrzmiewające w tle. Przytulne, także przyozdobione stosownie do okazji wnętrze domu Lernerów, w którym siedemnastoletnia Ashley spędza wieczór w towarzystwie dwunastoletniego syna gospodarzy Luke'a. „Better Watch Out” już pierwszymi ujęciami wprowadza widza w atmosferę Świąt Bożego Narodzenia, podszytą napięciem, którego źródła nie sposób odnaleźć. Niemałym napięciem, które zaskakuje z powodu dowcipnej tonacji, w którą scenariusz Chrisa Peckovera i Zacka Kahna nierzadko wpada. I żywych, zróżnicowanych barw oddających ducha Świąt Bożego Narodzenia i jakimś niepojętym dla mnie sposobem niezwykle pomocnych w budowaniu złowrogiej aury otaczającej dwójkę głównych bohaterów. Ashley jest cieszącą się dużym powodzeniem u płci przeciwnej, wygadaną i zadziorną nastolatką, która szybko zyskała moją sympatię. Do czego w równym stopniu przyczyniła się jej ciekawa osobowość, jak i doskonała kreacja aktorska Olivii DeJonge, która wystąpiła między innymi w „Wizycie” M. Nighta Shyamalana. W tamtym obrazie w jej filmowego brata wcielił się Ed Oxenbould, którego to także zobaczymy w „Better Watch Out” w roli najlepszego przyjaciela Luke'a, Garretta. Jemu również nie mogę niczego zarzucić, ale najjaśniej błyszczącą gwiazdą tego obrazu jest bez wątpienia Levi Miller, który z zachwycającą lekkością, zdumiewającą wręcz naturalnością „wszedł w skórę” dwunastoletniego Luke'a Lernera. Solidna obsada to tylko jeden z rozlicznych plusów tej produkcji. Nawet nie największy, bo to wyróżnienie moim zdaniem należy się fabule „Better Watch Out”. Opiekunka do dziecka, telefony od nieznanego mężczyzny, który najpewniej obserwuje nastolatkę i jej podopiecznego to wyraźny ukłon w stronę konwencji, której czołowym przedstawicielem jest „Kiedy dzwoni nieznajomy” Freda Waltona. Scenarzyści omawianego filmu szybko nadają mu kierunek, który mnie osobiście napełnił ogromnym lękiem o ten do tej pory bardzo obiecujący materiał. Gdy pierwszoplanowi bohaterowie zostają napadnięci przez jednego bądź kilku zamaskowanych mężczyzn, kiedy zostają zmuszeni do ukrywania się w przestronnym domostwie, widza ogarnia przeświadczenie, że ma do czynienia z kolejnym thrillerem z nurtu home invasion. Dla jednych będzie to dobra wiadomość, ale mnie już tak zmęczyły tego typu filmy, że w tamtym momencie nie byłam pewna, czy uda mi się dotrwać do napisów końcowych. Jedynym miłym dla oka dodatkiem był dla mnie zabieg, który zaserwowano także w „Krzyku” Wesa Cravena. Wcześniej, gdy Ashley i Luke oglądają horror, dziewczynę zdumiewa głupota jednej z jego bohaterek – dziwi się, że kobieta ucieka przed mordercą na strych, ale potem, kiedy sama znajduje się w sytuacji zagrożenia życia robi dokładnie to samo. W „Krzyku” była mowa o uciekaniu na piętro, nie na strych, ale zasada jest taka sama – twórcy próbują nam przez to powiedzieć, że niektóre posunięcia postaci ściganych przez slasherowych morderców wydają się być kompletnie nielogiczne do czasu, aż sami znajdziemy się w podobnym położeniu. Wówczas prawdopodobnie będziemy zachowywać się dokładnie tak samo. Wspomniany zabieg nie osłabił jednakże rozczarowania, które ogarnęło mnie z chwilą wejścia w konwencję home invasion. Nawet obrzydliwe pająki przemykające po twarzy Ashley nie były w stanie na nowo rozniecić we mnie entuzjazmu. Ogarnęło mnie zniechęcenie, które ni z tego, ni z owego, tak nagle, że odebrałam to nieomalże jak silne uderzenie w twarz, zostało wyparte przez najczystszy zachwyt.

Twórcy „Better Watch Out” porywają się tutaj na coś, co mogliśmy już zobaczyć, choćby w „Psychozie” Alfreda Hitchcocka. Tak samo, jak przed kilkudziesięcioma laty niekwestionowany mistrz filmowego dreszczowca wzorujący się wówczas na Robercie Blochu (autorze literackiego pierwowzoru filmowej „Psychozy”) zaserwował widzom pierwszy gwałtowny zwrot akcji na długo przed finałem, tak samo twórcy omawianego obrazu detonują pierwszą i moim zdaniem najpotężniejszą podwójną bombę zaraz po zawiązaniu akcji filmu. Chris Peckover i Zack Kahn bawią się znanymi konwencjami przede wszystkim thrillera, ale i fani slasherów powinni znaleźć tutaj kilka skrętów w stronę ich ulubionego nurtu horroru. A czynią to z taką naturalnością, tak płynnie i w tak zaskakującym stylu wchodząc w kolejne motywy, że nawet przez chwilę nie ma się wrażenia odchodzenia od logicznej sekwencji zdarzeń, siłowego wplatania w scenariusz, czegoś co nijak nie wpasowuje się w wydarzenia, które mieliśmy okazję zobaczyć chwilę wcześniej. Scenarzyści „Better Watch Out” nie serwują nam takiego zwrotu akcji, jak w „Psychozie”, sięgają po zupełnie inny wątek na moment nadający akcji nowy bieg, aczkolwiek i tak nie jest on ich własnym pomysłem. Zaraz po nim, bez chwili zwłoki, wchodzą na jeszcze inne, acz także dobrze znane fanom thrillerów tory. Wybierają jeden z szablonów, który w dziejach kina był już wykorzystywany wielokrotnie, który można uznać za jedną z bardziej wyeksploatowanych konwencji filmowego thrillera. Tak, niezmiernie zaskakują czymś, co niejednokrotnie widzieliśmy już na ekranie , a jeszcze bardziej zdumiewają zdolnością budowania i intensyfikowania napięcia w opowieści, w której uwidacznia się sporo humorystycznych akcentów. To znaczy coś, co powinno śmieszyć (dziwaczne triumfalne tańce jednej z postaci, dowcipne kwestie rzucane od czasu do czasu przez bohaterów filmu etc.) twórcy „Better Watch Out” przedstawiają tak, że nawet jeśli na naszej twarzy wykwitnie na moment lekki uśmieszek to będzie on doprawiony goryczą. Wesołość jeśli już się pojawi będzie miała gorzki posmak, ponieważ ani na chwilę nie opuści nas pewność, że wszystko to zmierza do tragicznego końca. Że życie pozytywnych bohaterów tego filmu niedługo zostanie im odebrane, przedtem jednak będą musieli przejść przez istny koszmar, w którym widać UWAGA SPOILER inspirację komedią „Kevin sam w domu”. Kilka przemyślanych nawiązań do tego obrazu oddanych w mocniejszym stylu KONIEC SPOILERA. Nie radzę jednak nastawiać się na mocno drastyczne kino, na solidną dawkę gore, bo w aż takie skrajności twórcy „Better Watch Out” na pewno nie wpadają. Bo i nie muszą posiłkować się odstręczającymi efektami specjalnymi, żeby dosłownie zelektryzować spragnionego silnych wrażeń widza. Swoją drogą nawet takie, a nie inne zakończenie skradło moje serce, UWAGA SPOILER a przecież nienawidzę happy endów. Środkowy palec zaadresowany do oprawcy rozłożył mnie na łopatki, idealnie w punkt. Poza tym, ku swojemu zaskoczeniu, już dużo wcześniej doszłam do przekonania, że triumf akurat tego mordercy i porażka akurat tej bohaterki przyniesie mi ogromne rozczarowanie. Nabrałam pewności, że to jeden z tych rzadkich przypadków thrillera, w którym dobre zakończenie (dla głównej bohaterki) może sprawdzić się dużo lepiej. I nie myliłam się, bo w ostatniej sekwencji ogarnęła mnie prawdziwa euforia KONIEC SPOILERA.

Już widzę te narzekania na brak oryginalności, na wykorzystywanie ogranych motywów, podpinanie się pod wyświechtane schematy, skreślone przez poszukiwaczy innowacyjnych rozwiązań. Nic to, że „Better Watch Out” to bardzo zręczna żonglerka różnymi konwencjami zwłaszcza thrillerów (ale nie tylko)... W przypadku wielu osób, które zwyczajnie są już zmęczone tradycjonalnymi rozwiązaniami prawdopodobnie nawet to nie będzie przemawiać na korzyść tego obrazu. Być może nawet nie zauważą niewymuszonej lekkości z jaką twórcy omawianego filmu połączyli w jedną, jakże trzymającą w napięciu, całość wybrane przez siebie motywy. Wyrwane z różnych filmów i podlane odrobiną humoru, który jakimś dziwnym sposobem zamiast obniżać napięcie tylko go potęguje. Moim zdaniem to kawał naprawdę znakomitego kina, dzieło twórców, którzy potrafią wydobyć z pozornie wyświechtanych rozwiązań fabularnych nową jakość. I wydaje mi się, że duża cześć fanów gatunku to dostrzeże i doceni. A ci dla których liczy się tylko oryginalność? No cóż, im chyba z wielkim trudem przyjdzie przekonywanie się do tej produkcji, aczkolwiek istnieje możliwość, że przynajmniej niektórzy z nich znajdą tutaj coś dla siebie, że dostrzegą świeżość, jaką twórcy „Bettter Watch Out” nadają wątkom zapożyczonym z wielu innych obrazów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz