Stronki na blogu

sobota, 25 stycznia 2020

„Zmiana oblicza” (1971)


Pracownik dużej firmy motoryzacyjnej, Alberto Valle, zostaje zaproszony przez swojego szefa, inżyniera Giovanniego Nosferatu, do jego położonej w zacisznej okolicy willi. W znajdującej się nieopodal wiosce mężczyzna poznaje kobietę imieniem Laura, którą zgadza się podwieźć w zamian za wskazanie mu stacji benzynowej. Ostatecznie Laura towarzyszy mu aż do bramy, za którą rozciąga się rozległa posiadłość Nosferatu. Kobieta próbuje nakłonić go do rezygnacji z tej wizyty i towarzyszenia jej w podróży, której celu nie zna, ale Alberto jest zdecydowany poznać osobę, z istnienia której dotąd nie zdawał sobie sprawy. Laura postanawia więc zaczekać na niego w jego samochodzie, który przybysz jest zmuszony zostawić przed bramą posiadłości Nosferatu. Niezwykle wpływowego przedsiębiorcy, który przedstawia Valle propozycję nie do odrzucenia.

„Zmiana oblicza” (oryg. „Hanno cambiato faccia”, międzynarodowy: „They Have Changed Their Face” aka They've Changed Faces”) to pierwszy z dwóch pełnometrażowych fabularnych filmów w reżyserskim dorobku nieżyjącego już włoskiego filmowca Corrado Fariny. Uhonorowany Złotym Lampartem horror gotycki, będący przeróbką kultowej powieści Brama Stokera pt. „Dracula”, swoją premierę miał dwa lata przed jego obecnie bardziej znaną „Babą Yagą”, horrorem będącym bardzo swobodną adaptacją komiksu pt. „Valentina” stworzonego przez Guido Crepaxa i zarazem ostatnią reżyserską przygodą Fariny z pełnometrażowym kinem fabularnym. Potem skupił się już tylko na krótkometrażówkach i filmach dokumentalnych. Scenariusz „Zmiany oblicza” powstał we współpracy Corrado Fariny i Giulio Berrutiego, który wziął także udział w pracach nad „Babą Yagą”.

Ten oparty na ponadczasowej powieści wampirycznej Brama Stokera obraz jest... satyrą na konsumpcjonizm i konformizm. Dracula w wydaniu Corrado Fariny to inżynier nazwiskiem Giovanni Nosferatu, który znalazł niezawodny klucz do ludzkich umysłów. A jest nim: reklama. Czołowy antybohater „Zmiany oblicza”, którego nazwisko miało nasuwać skojarzenia przede wszystkim ze słynnym plagiatem „Draculi” Brama Stokera, „Nosferatu - symfonią grozy” w reżyserii Friedricha Wilhelma Murnaua, tak jak swój protoplasta (Stokerowski Dracula) posila się krwią i jest długowieczny, ale poza tym nie przypomina klasycznego wampira. Mit tegoż został w „Zmianie oblicza” dostosowany do bezlitosnego świata biznesu – Corrado Farina i Giulio Berruti oryginalnie przełożyli go na język kapitalizmu, tj. znaleźli dla niego zastosowanie w tym systemie gospodarczym. Systemie, w którego wymierzyli oskarżycielski palec. W oszałamiającej oprawie audiowizualnej. Kiedy główny bohater „Zmiany oblicza”, przyzwoicie wykreowany przez Giuliano Esperatiego, Alberto Valle, dotarł do ubogiej wioski położonej nieopodal celu jego podróży (czyli willi inżyniera Giovanniego Nosferatu), kolokwialnie mówiąc, kopara mi opadła. W przeraźliwie zimną atmosferę wkroczyłam co prawda już na początku tego widowiska, ale to co rozpostarło się przed moim oczami po dotarciu korporacyjnego trybiku na prowincję, nieomal mnie zamroziło. Przecierałam oczy ze zdumienia, jednocześnie sycąc się tymi nieoczekiwanymi widokami. Bo nic, ani świadomość, że „Zmiana oblicza” to horror gotycki, ani nawet wcześniej panujący klimat, nie przygotowało mnie na to mrożące doświadczenie. Powiedzieć, że nagle robi się ponuro i mglisto, to mało. Mgła praktycznie bierze we władanie tę skąpaną w nienaturalnej ciszy dolinę. Wszystko jest brudnoszare, przytłaczająco posępne, a przy tym swoiście sterylne. Zdjęcia mogą nasuwać na myśl body horrory Davida Cronenberga – nazwijmy to przemieszaniem brudu z chłodem, który daje pozór nieskazitelnej czystości. Złudnej sterylności. To na zewnątrz, a w środku, aż kłębią się odrażające nieczystości i deprymujące, nieomal sprzeczne z naturą szarości. Czułam się, jakbym wraz z Alberto Valle weszła do innego świata – groźniejszej, bardziej zepsutej od naszej równoległej rzeczywistości, w której królują cisza i absolutny brak nadziei. Gęsta mgła potem się wycofa, ale zdjęcia nie zostaną pokolorowane: „Zmiana oblicza” w całości składa się z zimnych, przybrudzonych i wyblakłych, nieomal wypranych z kolorów obrazków, które od czasu do czasu wzbogaca ekstatycznie nastrojowa ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Amedeo Tommasiego. Ach, te melancholijne zaśpiewy! Już dla samego obezwładniającego gotyckiego klimatu warto obejrzeć to bardzo mało znane włoskie dziełko, ale jak już dałam do zrozumienia na tym nie koniec atrakcji. Mieszkańcy wioski, do której trafia pracownik dużej firmy, modelowy yuppie, Alberto Valle (ujęcia z dużym krzyżem stojącym przy drodze w mojej ocenie wybijają się na czoło całej tej gamy znakomitości unaocznionej w tym wielce podejrzanych, skąpo zasiedlonym miejscu), zdają się być bardzo nieufnie nastawieni do obcych. Tylko jedna z napotkanych tutaj osób nawiązuje kontakt werbalny z miastowym mężczyzną. To mało powiedziane – Laura (nie najgorsza kreacja Franceski Modigliani) wita nieznajomego bez jakiejkolwiek krępacji - nawet nie stara się zasłonić swoich nagich piersi, bo z jakiegoś sobie tylko znanego powodu paraduje tak po wiosce jesienną porą. Nie dość więc, że wstyd jest jej kompletnie obcy, to na dodatek chłód się jej nie ima, co w kontekście takiej historii może stanowić sygnał ostrzegawczy. Czy Laura jest dzieckiem nocy pozostającym na usługach charyzmatycznego biznesmena Giovanniego Nosferatu? Niewykluczone, aczkolwiek jej zachowanie bynajmniej na to nie wskazuje. Laura to hedonistka, prawdziwie wolny duch nie tylko niezainteresowany włożeniem korporacyjnych kajdan wzorem Alberto Valle, ale i starający się zdjąć je z tego dopiero co poznanego mężczyzny. Jest nonkonformistką, a w tej transpozycji „Draculi” Brama Stokera, wampirzy władca, brzydzi się taką postawą.

Alberto Valle przed bramą rozległej posiadłości swojego, szefa inżyniera Giovanniego Nosferatu, staje przed być może najważniejszym wyborem w swoim życiu. Właśnie znalazł się na rozstaju - przed nim rozpościerają dwie skrajnie różne ścieżki życiowe: może wybrać wolność proponowaną przez nowo poznaną kobietę albo korporacyjną niewolę. Tak widzi to Laura, ale nie Alberto. Problem w tym, że człowiek ten tak bardzo już wsiąkł w korporacyjny światek, że zdaje się nie dostrzegać jego wad. On nie czuje się niewolnikiem bezdusznej kapitalistycznej machiny, a tryb życia, jaki prowadzi Laura jego zdaniem jest skrajnie nieodpowiedzialny i bezproduktywny. Dlatego wybiera ścieżkę, na którą twórcy „Zmiany oblicza” właściwie od początku każą nam patrzeć z obawą. Przez wiele mówiące nazwisko innego kusiciela Alberto Valle. Osoby, która rozpościera przed nim bardziej obiecującą wizję od tej zaproponowanej przez Laurę (to znaczy z punktu widzenia Alberto). Oferuje mu intratne stanowisko w firmie, której główny bohater „Zmiany oblicza” poświęcił już niemały kawałek swojego życia. Funkcję, za którą wielu oddałoby dosłownie wszystko. I jak można się tego spodziewać ambitny podwładny Giovanniego Nosferatu też będzie musiał coś poświęcić. Na tym świecie nic nie ma za darmo, zdaje się mówić Corrado Farina. Coś za coś. A w krwiożerczym kapitalizmie cena może być niebotyczna. W główny czarny charakter wcielił się Adolfo Celi, którego aparycja nieszkodliwego staruszka silnie kontrastuje z jego bezwzględnym, bezdusznym sposobem bycia. Twórcy chyba chcieli tym dać do zrozumienia (aczkolwiek mogę się mylić), że kapitalizm to system, który pod maską niewinności skrywa swoje prawdziwe, niebywale okrutne, oblicze. „Jonathan Harker” i „doktor Faust” w jednej osobie, czyli Alberto Valle niby ma wybór, ale... No tak, czy oto dobrowolnie podpisuje cyrograf z diabłem, czy decyzja tak naprawdę zapadła już dawno temu bez jego udziału? Możliwe, że główny bohater filmu w istocie nigdy nie miał wyboru. A jeśli on go nie miał, to może i my, członkowie tzw. cywilizowanych społeczeństw też od urodzenia jesteśmy go pozbawieni? To straszna i trudna do zaakceptowania myśl, ale Corrado Farina na tej podniszczonej taśmie (magia starego kina!) stara się uzmysłowić nam, że taka jest właśnie prawda. Jesteśmy marionetkami kapitalizmu, sterowanymi przez rekiny biznesu, dzierżące jedną z najpotężniejszych broni, jaką wymyślił człowiek. Reklama, Proszę Państwa, to właśnie klucz do naszych umysłów. Dźwignia handlu, fundament konsumpcjonizmu, bezkonkurencyjny środek manipulacyjny, któremu ulegamy ku uciesze ludzi pokroju Giovanniego Nosferatu. „Zmiana oblicza” to przerażający film, bo pod przykrywką opowieści o nieistniejącym potworze mówi o jak najbardziej realnych strachach. Giovanni Losferatu budzi obawę nie tyle dlatego, że jest klasycznym (nie zakochanym w nastolatce) wampirem, żyjącą od wieków bestią, w jadłospisie, której widnieje między innymi ludzka krew, ile przez to, że jest tak bardzo... ludzki. To znaczy reprezentuje sobą środowisko, które kieruje tym „zgniłym jabłkiem” zwanym kapitalizmem w sposób, który gwarantuje mu nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim bezwzględną władzę. Taką właśnie nomenklaturę zdaje się obierać tutaj Corrado Farina: kapitalizm to największe zło tego świata, a konsumenci to bezwolne, niemiłosiernie wykorzystywane i oszukiwane kukiełki w rękach takich przebiegłych, niemoralnych jednostek jak Giovanni Nosferatu. Oto prawdziwy władca marionetek, a jego bronią reklama! Oczywiście, twórcy przejaskrawili tę postać – nie tylko poprzez uczynienie z niej wampira, przeróbki legendarnego Draculi, ale też za sprawą jej wszechmocy. Filmowcy każą nam domniemywać, że jegomość ten sprawuje niepodzielną władzę nad dosłownie wszystkimi sferami życia podatnych na manipulację jednostek i całych społeczeństw. We Włoszech to on rządzi, ale czy jego władza sięga dalej można już tylko zgadywać. I tutaj wchodzimy już bardziej na poletko horroru (notabene oprawa audiowizualna nieodmiennie w tym światku nas trzyma). Horroru gotyckiego i zarazem wampirycznego, który gdyby pozbawić go satyrycznego, krytycznego ujęcia konsumpcjonizmu okazałby się niedostatecznie rozwinięty. Bo „Zmiana oblicza” nie obfituje w wątki, jakich można się spodziewać po rasowym horrorze. Oczywiście mamy tutaj bohatera starającego się wydostać z matni, jaką zgotowała mu potworna istota (a wcześniej wdającego się w płomienny romans z sekretarką jego dobrodzieja bądź wroga); mamy też wyraźne dowody na to, że gospodarz tej dosyć nietypowej willi, do której trafił nasz protagonista, jest najprawdziwszym wampirem, ale to za mało żeby mówić o bogatej treści w materii horroru. To film grozy budowany głównie mistrzowskim nastrojem i sferą, która ma bardziej realne niźli fantastyczne/fikcyjne podstawy. Analizę wolnego rynku i naszej roli w nim. Oczywiście celowo podkręconej, tak aby dopasować ją do mitu o krwiożerczym... kapitaliście.

Prawie zapomniane dzieło. Niskobudżetowy włoski horror gotycki w reżyserii Corrado Fariny, który być może zawstydzi niektórych długoletnich wielbicieli kina grozy. Mnie w każdym razie jest wstyd. Głupio mi, że przez tyle lat nie zdawałam sobie sprawy z jego istnienia. Podobnie, jak Alberto Valle nie wiedział, że jego szefem tak naprawdę jest niejaki Giovanni Nosferatu. Nasze spotkanie było zupełnie przypadkowe: ot, przeszczęśliwy zbieg okoliczności. Niebywale klimatyczna, pomysłowa i niegłupia wyprawa do świata, w którym niepodzielną władzę zdaje się sprawować istota wyrosła na legendarnej powieści Brama Stokera. Dracula, ale jakiś inny... „Zmiana oblicza” to według mnie atmosferyczny geniusz, który jak mało który obraz zasłużył sobie na nowy żywot. Na wydobycie go z otchłani historii. Tej wiecznie nienasyconej bestii, do której trafiło już tyle kinetograficznych brylancików. A „Zmiana oblicza” w moim pojęciu jest jednym z większych drogocennych kamieni w światku filmowego horroru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz