Stronki na blogu

czwartek, 12 marca 2020

Melanie Raabe „Cień”


Norah Richter przeprowadza się z Berlina do Wiednia, gdzie dostała pracę w charakterze dziennikarki, zawodzie, w którym ma już doświadczenie. Niedługo potem pewna żebraczka mówi jej, że jedenastego lutego z własnej, nieprzymuszonej woli zabije niejakiego Arthura Grimma. Norah nie ma powodów, by poważnie brać słowa nieznajomej kobiety, ale ciekawość zmusza ją do zebrania informacji na temat Grimma. Ciekawość i dziwne zbiegi okoliczności. W życiu Nory dochodzi do coraz to bardziej zagadkowych i niepokojących zdarzeń mających związek z przepowiednią żebraczki. Dostaje anonimowe wiadomości od osoby jakoś związanej z tą sprawą, a z jej mieszkania znikają niektóre bezwartościowe przedmioty i pojawiają się inne. Jest tego dużo więcej i wszystko najwyraźniej ma ścisły związek z Arthurem Grimmem. I najbardziej bolesnymi wspomnieniami Nory.

Niemiecka pisarka, dawniej dziennikarka, Melanie Raabe, serca czytelników z wielu krajów świata, podbiła już swoją pierwszą wydaną powieścią, thrillerem psychologicznym „Die Falle” (pol. „Pułapka”). „Cień” (oryg. „Der Schatten”) to jej trzecia powieść. Premierowe wydanie tego thrillera psychologicznego ukazało się w 2018 roku, dwa lata po jeszcze niewydanej w Polsce powieści „Die Wahrheit”. W 2019 roku wydano czwartą powieść Raabe pt. „Die Wälder”, która też jeszcze nie doczekała się polskiej edycji. Wedle słów autorki „Cień” powstawał w okresie, w którym często targała nią złość powodowana różnymi wydarzeniami politycznymi. Książka traktuje przede wszystkim o sprawiedliwości, jak stwierdziła Raabe także w kontekście globalnym, biorąc pod uwagę jej ówczesne żywe reakcje na podupadającą kondycję międzynarodowej sceny politycznej. W „Cieniu” skupiła się jednak na jednostkach – na fikcyjnych, acz pewnie zainspirowanych autentycznymi przypadkami (bo takich niestety nie brakuje) kobietach przeżywających swoje osobiste tragedie powodowane przez mężczyzn i system.

Okładka polskiego wydania „Cienia” Melanie Raabe (Czarna Owca, rok 2020) - kruk na tle szarego wycinka metropolii - może bardziej kojarzyć się z fantasy niźli thrillerem psychologicznym, do którego to gatunku powieść ta niewątpliwie przynależy. Grafika ta nie jest jednak przypadkowa, oderwana od treści i klimatu książki. Bynajmniej. Wystarczy rzut oka na front pierwszego polskiego wydania, by zorientować się, w jakim mniej więcej duchu utrzymana jest ta historia. W bardzo ogólnym zarysie, nie w szczegółach. Trudno bowiem spodziewać się, nawet po tak wiele mówiącym zdjęciu, czegoś tak mrocznego, ponurego i mistycznego. Z kart „Cienia” właściwie od początku emanuje jakaś nadnaturalność. Treść również sugeruje ingerencję sił nadprzyrodzonych, ale nie tak silnie jak klimat. Wiedeń. Zima. Szare ulice, szarzy ludzie, szare budynki i szara egzystencja. Samotność, rozpacz, monotonia. Brak nadziei. Życie wyprane z kolorów. Mrok goszczący w ludzkich duszach. Oprawcy i ofiary. I żadnej sprawiedliwości. Życie w pośpiechu, ale i w kleszczach osobistych traum, rozterek, małych i wielkich problemów, z którymi tak wielu musi radzić sobie w pojedynkę. Główna bohaterka „Cienia”, dziennikarka Norah Richter, ma powody, by patrzeć na świat w ciemnych barwach. Niejedno już przeżyła, ale oto zderza się z czymś nowym. Tyleż niezwykłym, co niepokojącym. Niewiarygodną przepowiednią pewnej żebraczki. Wtedy jeszcze tak myśli, ale wydarzenia, które zachodzą w jej życiu od tego momentu... Norah co prawda nie nabiera przekonania, że spotkała najprawdziwszą jasnowidzkę, że złowieszczo brzmiące słowa dotyczące jej przyszłości, którymi uraczyła ją ta najwidoczniej bezdomna kobieta, bez wątpienia się spełnią, ale jej sceptycyzm ewidentnie słabnie. Powoli, ale jednak. Norah nie jest osobą, która łatwo bierze coś na wiarę. Nie wierzy w przesądy, przeznaczenie, ani zdolność przepowiadania przyszłości. Ale też nie zwykła ignorować dowodów, które przeczą jej osobistym poglądom na tak zwaną sferę duchową człowieka. Melanie Raabe bez zbytniego pośpiechu zanurza czytelnika w ten mroczny świat, w którym, jak wyraźnie daje nam do zrozumienia, tak naprawdę od dawna tkwi czołowa bohaterka „Cienia”. W jej przeszłości wydarzyło się coś, co kładło się głębokim cieniem na całym jej dalszym życiu. Nadal bardzo to przeżywa, a jej męka jeszcze wzrasta po wkroczeniu w jej życie domniemanej prorokini i Arthura Grimma. Człowieka, którego wedle słów tajemniczej żebraczki zabije jedenastego lutego z własnej, nieprzymuszonej woli. Niewiarygodny charakter tego incydentu to jedno, ale Norah zna siebie na tyle dobrze, że nawet gdyby wierzyła w kasandryczne moce niektórych ludzi, to zapewne i tak zapewne wątpiłaby w autentyczność tej konkretnej przepowiedni. Bo Norah wie, po prostu wie, że nie potrafiłaby nikomu odebrać życia. Jej niezachwiany system wartości absolutnie jej na to nie pozwala. Takie ma przekonanie, ale ono z czasem zaczyna słabnąć. I bynajmniej nie tylko dlatego, że dociera do niej coraz więcej sygnałów z zewnątrz, w których trudno nie dopatrzeć się związku ze słowami, jakie pewnego dnia skierowała do niej napotkana żebraczka. Otóż, stosunkowo szybko dowiadujemy się, że pierwszoplanowa bohaterka jest tym niestety dość rzadkim okazem człowieka, dla którego najważniejsza jest sprawiedliwość. Czerwona lampka na tę wieść może i nie każdemu automatycznie się zapali, ale te osoby, które mają w zwyczaju równie uważnie obserwować otaczający je świat, co autorka „Cienia”, prawdopodobnie już od dawna mają przekonanie, że czego jak czego, ale sprawiedliwości bezsprzecznie w nim brakuje. Jak to mówią ze świecą można jej szukać, a na pewno takie wrażenie od dłuższego czasu ma Norah Richter. Kobieta wyczulona na niepowetowaną krzywdę innych kobiet. Owszem, można to traktować jak kolejny feministyczny manifest, ale co trzeba zaznaczyć, trudno dopatrzeć się tutaj tak charakterystycznej dla niejednego utworu feministycznego daleko idącej stronniczości. I że tak powiem szukania dziury w całym. Raabe roztrząsa na kartach „Cienia” nader poważne problemy kobiet, a nie mało znaczące detale. Wielkie cierpienia i dotkliwą niesprawiedliwość, które swoją drogą czytelnik, jeśli zechce, bez trudu będzie mógł odnieść również do mężczyzn. Autorka nie stawia w złym świetle całej męskiej populacji. W „Cieniu” samo bycie mężczyzną jeszcze nie oznacza, że jest się potworem albo że ma się życie usłane różami, co mam wrażenie coraz wyraźniej przebija w tej od wieków toczącej się wojnie damsko-męskiej. Czytając „Cień” nie miałam poczucia, że jest on kolejnych orężem na tym ogromnym polu bitwy. Kolejnym utworem, który ma przekonać nas, że mężczyźni są źli, a kobiety dobre. Oskarżycielski palec wymierzony w system prawny, to bez wątpienia jest. Ale w mężczyzn w ogóle? Absolutnie nie!

Przed oczami mając tę trzęsącą się, przerażoną dziewczynę, a w duszy dojmujące poczucie, że ten pieprzony świat jest cholernie niesprawiedliwy i że nic, ale to zupełnie nic nie może na to poradzić.”

Coś wisi w powietrzu. Coś straszliwego, niepojętego, potężnego i... niebywale fascynującego. Wiedeń na kartach „Cienia” zyskuje tak specyficzny wymiar, że trudno znaleźć mi słowa, które mogłyby przywołać choćby cząstkę tego magicznego krajobrazu. Bo w tym niewątpliwie jest jakaś magia. Czarna magia. Myślę, że takiego klimatu nie powstydziłby się żaden szanujący się utwór z gatunku dark fantasy, ani nawet czyściutki horror o zjawiskach nadprzyrodzonych. Takiego zarysu fabularnego też prędzej bym się spodziewała po horrorze, a nie thrillerze psychologicznym. Sięgając po powieść wpisującą się w ten drugi gatunek, nie nastawiam się na takie pierwiastki, jakie Melanie Raabe, szczęśliwie dla mnie, tutaj rozpostarła. Motywy, które ostatecznie mogą zostać w pełni zracjonalizowane, które mogą być tylko pozornie nacechowane nadnaturalnością, ale nawet jeśli, to wszystko, czemu świadkujemy wcześniej pozwala nam poczuć się trochę jak... w Strefie Mroku? To chyba dobre określenie, bo Norah Richter, a wraz z nią i my, przynajmniej pozornie zderza się z czymś z pogranicza dwóch światów. Zupełnie jakby nagle znalazła się w jakiejś równoległej rzeczywistości, w której są tylko czerń i szarość. I mroczna przepowiednia, która, jak wszystko na to wskazuje, istotnie się ziści. Norah zabije Arthura Grimma. Co do tego nie miałam najmniejszych wątpliwości. Zagadką pozostawał jednak motyw i pewne wydarzenie z przeszłości Nory, które wedle rozlicznych sugestii ma jakiś związek z tą sprawą (z biegiem lektury zagadki się mnożą). Sugestii zawartych przez autorkę na pierwszym etapie tej niezwykle fascynującej podróży u boku wielce charyzmatycznej, szczegółowo scharakteryzowanej bohaterki. Bohaterki kompletnej, dogłębnie zanalizowanej, przedstawionej w sposób godny gatunkowej szufladki, w którą powieść tę włożono. Długoletni fani literackich thrillerów psychologicznych, prawdopodobnie aż nadto dobrze wiedzą, że czasami ta etykietka jest mocno na wyrost. Powierzchowne portrety osobowościowe raczej nie najlepiej wpasowują się w tradycję powieści psychologicznych, prawda? No dobrze, nie każdy wychodzi z takiego założenia, ale zaryzykuję twierdzenie, że wielu miłośników tego typu prozy oczekuje pełnowymiarowych, dokładnie wykreślonych rysów psychologicznych przynajmniej czołowych postaci. Dokładnie takiego podejścia, jakie ma Malenie Raabe do Nory Richter. Naturalnie jej poświęca najwięcej miejsca, ale muszę dodać, że nie dała mi też powodów do narzekań na postacie drugoplanowe. Mnogość informacji na ich temat to jedno, ale ten styl... W tych zdaniach łatwo się zatracić. Rozsmakować w starannych, dojrzałych, długich opisach miejsc, wydarzeń i oczywiście postaci. Zapewne nie każdy odnajdzie się w takim poszanowaniu detali, tym bardziej, że w oczach niektórych mogą spowalniać one akcję. Nie mam jednak wątpliwości, że „Cień” trafi też na takich odbiorców, dla których akcja „Cienia” będzie wzmożona dosłownie przez cały czas. Opisy wbrew pozorom nie nadają tej historii stateczności, a przynajmniej nie z mojego punktu widzenia. Niby nic konkretnego w danej chwili się nie dzieje, a emocje aż się kłębią. Karuzela silnych wrażeń dla mnie pozostawała w ruchu przez dosłownie cały czas trwania tego doprawdy niepospolitego thrillera psychologicznego. Tak innego. I bez wątpienia poruszającego ważne problemy świata, w którym żyjemy. Nieprzewidywalnego i piorunująco klimatycznego dreszczowca, którego, według mnie (poza końcówką), jedynym felerem jest jego objętość. Blisko czterysta stron zapełnionych dość drobnym drukiem... Mało, zdecydowanie za mało. Takiej bohaterce jak Norah Richter życzyłabym sobie towarzyszyć nieporównanie dłużej. Dłużej stać przy niej w obliczu tej nadzwyczaj frapującej sprawy, z którą zderza się tuż po przeprowadzce do Wiednia. Depresyjnego, posępnego, ale i przepełnionego jakąś realną, jeszcze niezdefiniowaną groźbą. Nieokreśloną, wyraźnie niewskazaną przez autorkę, ale to umniejsza przeczucia, że coś złego wisi w tym mieście. I nie jest to jedynie widmo śmierci niejakiego Arthura Grimma, którą to najpewniej sprowadzi na niego Norah Richter. Czy ta sympatyczna kobieta wytrwale walcząca o sprawiedliwość dla innych (te bitwy zwykle przegrywa, ale to nie tylko nie osłabia w niej woli walki, ale wręcz dzieła na nią mobilizująco) naprawdę wkroczy na zbrodniczą ścieżkę? Wszystko wskazuje na to, że takie jest jej przeznaczenie. Całkowity upadek nader sympatycznej istoty? A może tak bardzo wytęsknione poczucie sprawiedliwości? Tak czy inaczej Melanie Raabe każe się nad tym zastanowić...

Beznadziejna walka o sprawiedliwość na tym świecie. Aura beznadziei spowijająca skupiska ludzkie. Egzystencjalna męka. Dotkliwa samotność i pewność, że będzie tylko gorzej. Przeznaczeniem Nory Richter prawdopodobnie jest zabicie człowieka, ale możliwe, że tylko od niej zależy, czy przepowiedziany jej los się dopełni. Melanie Raabe w swojej trzeciej, porywającej powieści osadzonej w gatunku thrillera psychologicznego (według mnie z dodatkami horroru) mówi o proroctwie, ale i wolnej woli. Czy los człowieka jest mu z góry pisany? Jeśli tak, to główna bohaterka „Cienia” jest skazana na piętno zabójczyni. I nic tego nie zmieni. Z drugiej strony, jeśli przeznaczenie nie istnieje, jeśli może dokonać wyboru, to wziąwszy pod uwagę całokształt... Tak czy inaczej Arthur Grimm prawdopodobnie zostanie ograbiony z życia przez tę zaciekłą bojowniczkę o sprawiedliwość. „Cień” moim zdaniem przewyższa hitową „Pułapkę” Melanie Raabe – to już jest wyższa półka psychologicznego dreszczowca. Jedna z najbardziej klimatycznych, najciekawszych i zagadkowych powieści grozy, z jaką w ostatnich latach miałam przyjemność się zapoznać. Niemal doskonały thriller psychologiczny z nie gorzej poprowadzonymi elementami nastrojowego horroru. Tak to widzę i naturalnie chcę więcej takich klimatów!

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu

1 komentarz:

  1. Trochę mi się ten opis skojarzył z 8-odcinkowym serialem Grzesznica z Jessicą Biel w roli głównej. Tam też żona i matka, zabiła na plaży człowieka, z którym niby nie miała nic wspólnego. Jeśli nie widziałaś, to polecam, wzruszający i trzyma w napięciu.

    OdpowiedzUsuń