Stronki na blogu

wtorek, 28 czerwca 2022

Romy Hausmann „Ukochane dziecko”

 

Do szpitala trafia poszkodowana w wypadku na drodze, której towarzyszy trzynastoletnia córka imieniem Hannah. Z opowieści dziewczynki wynika, że wychowała się w lesie, w szałasie, w którym został jej jedenastoletni brat Jonathan. I ojciec, tajemniczy mężczyzna, najwyraźniej odpowiadający za izolację tych ludzi. Policja ma powody przypuszczać, że matką tych nieszczęsnych dzieci jest Lena Beck, która zaginęła przed czternastoma laty. Porwana i zmuszona do życia w prymitywnych warunkach, zgodnie z zasadami narzuconymi przez despotyczną „głowę rodziny”. O zdarzeniu zostają poinformowani rodzice Leny, Matthias i Karin Beck, którzy natychmiast po odebraniu wiadomości ruszają do szpitala, w nadziei, że ofiarą wypadku jest ich ukochana jedynaczka. Na miejscu spotyka ich jednak okrutne rozczarowanie. I szokująca niespodzianka. Kim jest kobieta, która dochodzi do siebie po zderzeniu z samochodem? Kobieta, która najprawdopodobniej zabiła swojego oprawcę, po czym ruszyła ku mocno wątpliwej wolności.

Ukochane dziecko” (oryg. „Liebes Kind”, ang. „Dear Child”) to pierwszy dreszczowiec w pisarskiej karierze niemieckiej autorki Romy Hausmann. Mroczna powieść pierwotnie wydana w roku 2019, która krótko utrzymywała się na pierwszym miejscu listy SPIEGEL-Bestseller i na pierwszym miejscu rankingu najlepiej sprzedających się powieści w miękkiej oprawie 2019. Zanim jej pisarka kariera nabrała rozpędu Hausmann realizowała się w dziennikarstwie telewizyjnym; była też konsultantką medialną. Wprawdzie nie zerwała całkowicie z tamtym zawodowym życiem, ale sukces „Ukochanego dziecka” i „Marta schläft” (ang. „Sleepless”), jej drugiego thrillera psychologicznego najsilniej inspirowanego filmem „Marnie” w reżyserii Alfreda Hitchcocka, pozwoliły jej skupić się na tym, co kocha najbardziej (oczywiście wyłączając rodzinę). Romy Hausmann urodziła się w Niemieckiej Republice Demokratycznej (NRD) i jak wyznała w jednym z wywiadów do szóstego roku życia nie wiedziała, czym są płatki kukurydziane. W sklepach wiecznie brakowało tak zwanych produktów pierwszej potrzeby, podróżowanie było mocno ograniczone, a niektórym odmawiano nawet prawa do edukacji. „Ukochanego dziecka” co prawda nie traktowała jak rozliczenia ze swoją przeszłością, ale jej własne doświadczenia na pewno pomogły jej wczuć się w niektóre postacie. Po prostu Hausmann lubi pisać o rzeczach, z którymi ma niemal osobisty związek, bo uważa, że to dodaje wiarygodności, autentyzmu, sylwetkom zaludniającym jej literackie światy. Pomysł na tę historię zaczerpnęła ze sprawy Nataschy Kampusch, Austriaczki więzionej przez Wolfganga Přiklopila - który regularnie ją gwałcił - od 1998 do 2006 roku. Pierwsze polskie wydanie książki przygotowało wydawnictwo W.A.B., a przetłumaczyła Agata Teperek.

Ciasny szałas ukryty w lesie. Bez bieżącej wody, bez energii elektrycznej, ze szczelnie zamkniętymi oknami. Powietrze dostarcza tak zwany aparat cyrkulacyjny skonstruowany przez pana domu. Człowieka, który dla reszty domowników jest prawdziwym bogiem. Nielitościwą wszechmocną siłą. Potęgą absolutną. Władzą absolutną. Lena Beck, wówczas studentka, zaginęła czternaście lat przed odkryciem szałasu grozy. Przed ujawnieniem tej wstrząsającej sprawy, która wbrew pozorom jeszcze się nie zakończyła. Porwana i długo przetrzymywana wbrew swojej woli w niewielkim drewnianymi przybytku bynajmniej nie w głębi lasu – nieopodal użytkowanej drogi! - trzydziestoparoletnia kobieta zabiła swojego oprawcę, a niedługo potem została przewieziona do szpitala, gdzie po raz pierwszy ją spotykamy. Ją i trzynastoletnią dziewczynkę imieniem Hannah, która wygląda najwyżej na dziewięciolatkę. „Dziewczynka-zombi”: tak już niebawem będą krzyczały nagłówki artykułów z pierwszych stron niemieckich gazet. Ofiara, w dodatku małoletnia, pożywką dla zgrai brudnych sępów. Ofiara, która nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest ofiarą. Autorka każe nam sądzić, że w przeciwieństwie do swojego młodszego brata Jonathana, Hannah miała już okazje wychodzić na zewnątrz, z szałasu, który był i niewykluczone że już zawsze będzie jedynym miejscem, który w myślach będzie nazywała „prawdziwym domem”. Tak, Hannah mogła już mieć kontakty z ludźmi spoza jej małej rodziny - ekstremalnie dysfunkcyjnej rodziny – ale równie dobrze to mogą być fałszywe wspomnienia niekoniecznie narzucone przez inne osoby. Wyobraźnia karmiona podświadomym pragnieniem wyrwania się na wolność. Podświadomym, bo Hannah niestrudzenie przekonuje nas, że nie traktuje swojego rodzinnego gniazda jak więzienia, którym obiektywnie patrząc z całą pewnością było. Warunki w jakich wychowała się ta młodziutka dama, zdaje się, z ponadprzeciętnym ilorazem inteligencji, rzecz jasna, dla niej są najzupełniej normalne. Ona nie widzi niczego złego w tym, co zgotował jej mężczyzna, którego imienia chyba nie zna. Dla niej to po prostu tata. Ukochany ojciec ukochanego dziecka matki. Perspektywa małej Hanny nierównomiernie przeplata się z punktem widzenia Leny czy „Leny” oraz Matthiasa Becka (prawie w całości narracja pierwszoosobowa – jedyne wyjątki to doniesienia prasowe). Skrzywiona przez skrajnie nieodpowiednie, żeby nie powiedzieć odrażające wychowanie, perspektywa nastoletniej dziewczynki, która wiele wie, ale mało rozumie (istny chodzący słownik być może z nieodwracalnym upośledzeniem społecznym); opowieść prawdopodobnie jedynej świadomej więźniarki niezidentyfikowanego strażnika szałasu, w której wielokrotnie zwraca się bezpośrednio do Leny (pierwsza wyraźna sugestia, że kobieta podająca się za Lenę Beck - najpierw tylko Lenę – w rzeczywistości jest kimś innym); i wreszcie historia Matthiasa Becka, ojca, który przed czternastoma laty stracił swoje jedyne dziecko. Przez cały ten czas podtrzymywał w sobie nadzieję na powrót swojej ukochanej córki. Podobnie jak jego żona Karin. On jednak znosił to zdecydowanie gorzej. Co więcej, zdaniem Karin coś niedobrego dzieje się z jej mężem, gdy wreszcie nastąpił pierwszy duży przełom w policyjnym śledztwie. W głowach odbiorców „Ukochanego dziecka” zapewne ten głośny alarm odnośnie podejścia dziadka do wnuczki, rozbrzmi jeszcze zanim Karin wyartykułuje swoje spostrzeżenia. Zanim spróbuje zwrócić uwagę męża na błędy, jakie popełnia. W pełni zrozumiałe, ale jednak błędy.

Romy Hausmann nie przeczy, że jej środowisko naturalne miało wpływ na wybór pułapki w „Ukochanym dziecku”. Pisarka mieszka w małym domu w lesie, ale położenie to w zasadzie jedyne co łączy go z szałasem z jej powieści (i też niezupełnie, bo ten ostatni jest nieco bardziej skryty przed oczami nawet najbardziej wścibskich piechurów). Tak, Hausmann ma prąd i bieżącą wodę. I nie, nie korzysta z cyrkulatora dostarczającego świeże powietrze. Jeśli zaś chodzi o sposób konstruowania przynajmniej tych mroczniejszych historii, to nie ukrywa, że interesuje ją wyłącznie psychika jej postaci. Złożone procesy zachodzące w głowach ludzi postawionych w niegodnych pozazdroszczenia, nierzadko ekstremalnie ciężkich sytuacjach. Nie nieprawdopodobnych – w przypadku „Ukochanego dziecka” można nawet powiedzieć „ z życia wziętych”. Ręka, noga, mózg na ścianie to zdecydowanie nie jej klimaty. Woli pisać o ludziach, zagłębiać się w ich skołowane, skrzywione, bestialsko okaleczone umysły. Woli pisać o obficie krwawiących duszach, nie ciałach. Chociaż... Jedne mocno pokiereszowane zwłoki przewidziała dla swojego debiutanckiego thrillera psychologicznego (ale nie jest to jej pierwsza powieść w ogóle). Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna zginął z rąk jednej ze swoich ofiar, kobiety przedstawiającej się jako Lena Beck. Romy Hausmann zaczyna niejako od końca, od jej wyjścia z najgorszego piekielnego kręgu. Tylko czy na pewno? Czy „Lena” aby nie czuje się trochę jak ryba wyjęta z wody? Jej współwięźniowie prawie na pewno tak się czują. Wyrwani ze swoje naturalnego środowiska. Klaustrofobicznego szałasu, który nie przyjmuje żadnych ludzi z zewnątrz. Żadnych gości. Nigdy. Tylko ona, dzieci i On. Ich bóg. A przynajmniej Hanny i Jonathana. Oni nie musieli dostosowywać się do zupełnie nowej dla nich sytuacji. Oni nie mieli czegoś takiego jak poprzednie życie. Ich matka miała. Miała mniej czy bardziej troskliwych rodziców, miała mniej czy bardziej ambitne plany na przyszłość, miała przyjaciół i przynajmniej jedną osobę, z którą planowała ułożyć sobie całą resztę życia. Nic więc dziwnego, że Lena i/lub „Lena” była „tą niepokorną”, że „bezimienny” mężczyzna nad nią najbardziej się, hmm, napracował. Złamać ją. Stworzyć wymarzoną żonę (tj. jego ideał życiowej partnerki) z „wadliwego, wybrakowanego materiału”. Uległą żonę, oddaną matkę, perfekcyjną gospodynię domową. Czy raczej szałasową... Lena miała być na każde jego skinienie. Praktycznie pozbawiona wolnej woli. Uśmiechnięta marionetka człowieka, który, trzeba mu to przyznać, nie bał się realizować swoich marzeń. Szalonych wizji. Jego świat, jego zabawki. To on ustalał reguły panujące w tym prymitywnym „rodzinnym gniazdku”, a wszelkie przejawy nieposłuszeństwa srogo karał. Dzieci to rozumieją, dzieci „nie są takimi głuptasami, jak ich matka”. Przestrzeganie zasad to podstawa. To i edukacja. Zdobywanie jak najszerszej wiedzy. W tym nauka języków obcych, które pewnie i tak się nie przydadzą, ale to jeszcze nie powód, żeby się ich nie uczyć. W tej dwuosobowej szkole prymusem była Hannah. Jej los najbardziej mnie poruszył, dla niej miałam najwięcej współczucia, co nie znaczy, że przechodziłam obojętnie przez inne tragedie wyreżyserowane przez pana i władcę przeklętego szałasu w lesie. Narracja, jak dla mnie, mogłaby być bardziej płynna, mniej „kanciasta”, toporna, ale nie poważę się odmawiać Hausmann znajomości ludzkiej natury, mechanizmów zachodzących w umysłach jednostek na skutek różnych strasznych wydarzeń. Na skutek zbrodniczej działalności bliźniego. O rodzicach, którzy niewykluczone, że bezpowrotnie stracili swoje jedyne dziecko. O kobiecie, która wydostała się z niewoli ciałem, ale nie duszą. I wreszcie o dzieciach, którym wpojono inną normalność. A także o okrucieństwie niektórych dziennikarzy. Pismaków, którzy bez najmniejszych oporów, bez cienia wstydu nadają jednej z ofiar (w dodatku dziecku) obraźliwy przydomek. Chciałabym móc powiedzieć, że w tym miejscu Romy Hausmann trochę poniosło, że w realnym świecie żaden dziennikarz nie poważyłby się w tak haniebny, obrzydliwy sposób żerować na tragedii innych, a już na pewno dzieci. Chciałabym, ale nie mogę czynić takich zarzutów tej całkiem wprawnie grającej na emocjach niemieckiej autorce. Postacie to jedno, ale moją uwagę przykuwała też sama konstrukcja omawianej opowieści. Niepospolite rozplanowanie tej fabularnej wieżyczki – najpierw ucieczka, potem mnóstwo potwornych wspomnień zgrabnie wplecionych w aktualne wydarzenia: retrospekcje różnych uczestników chorego przedsięwzięcia mężczyzny, dla którego rodzina jest najważniejsza... Najwyższa wartość zaburzonego człowieka. Wspaniałe wyczucie suspensu i duża dbałość o stosowną atmosferę. Poczucie ciasnoty nie tylko w szałasie grozy, także w bardziej przestronnych i „nieukrywających się przed światem”, nieodizolowanych wnętrzach. Depresyjny ciąg zdarzeń, wstrętne domino wprawione w ruch przez człowieka, którego tożsamość może zaskoczyć. Ale osoba, na którą ja postawiłam właściwie wszystkie pieniądze:) już na pierwszym etapie tej mrocznej podróży, przypuszczam, lepiej sprawdziłaby się w tej roli. To mógłby być prawdziwy szok dla co poniektórych odbiorców „Ukochanego dziecka”.

Sponiewierana? Może nie aż tak, ale relaksujący spacerek to też nie był. Bestsellerowy thriller psychologiczny debiutującej w tym gatunku niemieckiej powieściopisarki Romy Hausmann. Warsztat moim zdaniem wymaga jeszcze paru szlifów, ale i tak czuję się w obowiązku polecić tę pozycję częstym bywalcom mroczniejszej strony beletrystyki. A już zwłaszcza tym, dla których najważniejsze są postacie, którzy szczególnie cenią sobie podróże w głąb ludzkich umysłów. Pokaleczonych, straszliwie pokaleczonych umysłów, które prawdopodobnie już nigdy całkowicie się nie zagoją. „Ukochane dziecko” Romy Hausmann: przerażająco realistyczna historia, która pokaże Ci zło niekoniecznie w najczystszej postaci. I ofiary. Przede wszystkim ofiary.

Za książkę bardzo dziękuję księgarni internetowej

https://www.taniaksiazka.pl/

Więcej nowości literackich

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz