Stronki na blogu

środa, 3 sierpnia 2022

„(Nie)dobra kobieta” (2019)

 

Wielka Brytania. Sarah Collins od niedawna samotnie wychowuje dwójkę małych dzieci, Bena i Lucy. Chłopiec był świadkiem zabójstwa swojego ojca, w wyniku czego przestał mówić. Policja wciąż prowadzi śledztwo w tej sprawie, a tymczasem młoda wdowa ledwo wiąże koniec z końcem. Pewnego dnia w domu Sarah zjawia się nieznajomy mężczyzna, który właśnie okradł szefa lokalnej mafii. Wbrew woli gospodyni, intruz, który z czasem przedstawia się jako Tito, robi z jej mieszkania kryjówkę dla skradzionych narkotyków, które zamierza rozprowadzić po mieście. Zyskami dzieli się z Sarah, której jednak nie cieszy możliwość dodatkowego zarobku. Nie chce mieszać się w ciemne interesy, ale nie wie, jak pozbyć się tego drobnego przestępcy, który poważnie naraził się najgrubszej rybie w okolicy. Niechciany gość może jednak dostarczyć jej pożądanych informacji o śmierci jej ukochanego męża.

Brytyjsko-belgijsko-francuski revenge thriller w reżyserii Abnera Pastolla, twórcy między innymi „Autostopem po śmierć” (2015). Scenariusz „(Nie)dobrej kobiety” (oryg. „A Good Woman Is Hard to Find” aka „A Woman on the Edge”) napisał Ronan Blaney (m.in. „Miłosny kąsek” Andy'ego De Emmony'ego i „Don't Go” Davida Gleesona”) jako swoistą odpowiedź na „politykę zaciskania pasa”. Z niesmakiem wysłuchiwał przemówień Davida Camerona i Nicka Clegga, wymuskanych, uprzywilejowanych białych mężczyzn, którzy nie mając bladego pojęcia o tym, jak żyje większość ludzi, nawołuje do solidarności w obliczu kryzysu. Solidarności w (jednostronnej) biedzie. Wyobraźnia podsunęła więc Blaney'emu postać, która mogłaby wiele politykom powiedzieć o życiu w dobie kryzysu gospodarczego. Przedstawicielka najbardziej bezbronnych ludzi. Ludzi zdanych wyłącznie - albo niemal wyłącznie - na siebie. Mimo wszystko Blaney nie chciał robić z tego traktatu politycznego. Wolał skoncentrować się na dodawaniu wiatru w oczy tej (nie)dobrej kobiecie. Film kręcono w Belgii i Irlandii Północnej, a w roli głównej Abner Pastoll obsadził Sarah Bolger, która zwróciła jego uwagę swoim występem w „Emelie”, dreszczowcu wyreżyserowanym przez Michaela Thelina. Harmonogram zdjęć był bardzo napięty, podobnie jak budżet. Ekipa miała spędzić na planie maksymalnie dwadzieścia dni, ale tydzień przed pierwszym klapsem poinformowano ich, że czas ten skrócono do szesnastu dni. Mieszkanie Collinsów zostało zbudowane specjalnie na potrzeby filmu w studio w Belgii. „(Nie)dobra kobieta” po raz pierwszy pokazała się publicznie (oczywiście pod oryginalnym tytułem) w lipcu 2019 roku na Fantasia Festival w Kanadzie.

(Nie)dobra kobieta” Abnera Pastolla pod pewnymi względami może przypominać, bądź co bądź, późniejszego „Bulla” Paula Andrew Williamsa. Zorganizowana przestępczość w surowym brytyjskim wydaniu. Zamiast niegdysiejszego członka gangu, mamy młodą wdowę, która samotnie wychowuje dwójkę małych dzieci. Trwa kryzys finansowy. W telewizorni ludzie, którym bieda niestraszna dają „dobre rady” rodakom, którzy są już mocno pod kreską. Nie martw się, że nie masz pracy – będzie lepiej. Kiedyś. Póki co zaciskaj pasa i patrz, jak taplamy się w cudzych pieniądzach. Tytułowa postać, Sarah Collins (wspaniała kreacja Sarah Bolger), nawet już tego nie komentuje. Szkoda słów. Tym bardziej, gdy trzeba wyżywić nie tylko siebie, ale i dzieci. O nich przede wszystkim myśli ta może i niedobra kobieta. Swoją drogą, świetny pomysł z polskim tytułem. Czytaj, jak ci wygodnie. Bohaterka czy antybohaterka, to zależy od osobistych zapatrywań widza na „zabawę w sędziego i kata”. Mścicieli lub po prostu ludzi postawionych pod ścianą. Czy tego chcą, czy nie, muszą podnieść rękawicę. Zawalczyć o życie nie tylko swoje, ale i swoich najbliższych. Z „(Nie)dobrą kobietą” było mi bardziej po drodze niż ze wspomnianym już „Bullem”. Warstwa obyczajowo-dramatyczna w scenariuszu Ronana Blaney'ego skutecznie podtrzymywała moje zainteresowanie. Może dlatego, że dotyka zdecydowanie bliższej mi materii. Światek przestępczy tym razem jest bardziej obok. To znaczy postać, której towarzyszymy nie ma praktycznie żadnych związków z osobami robiącymi szemrane interesy. Istnieją jednak podejrzenia odnośnie jej niedawno zmarłego męża, które najwyraźniej podziela matka Sarah. Ale nawet jeśli wielka miłość jej córki prowadziła jakąś nielegalną działalność, to z całą pewnością Sarah nie zdawała sobie z tego sprawy. Stephen Collins nie wtajemniczył małżonki w swoje najciemniejsze sprawki. O ile je prowadził. Sarah w to nie wierzy, albo nie chce wierzyć, ale organy ścigania prawdopodobnie nie mają już takich wątpliwości. Tak czy inaczej, Sarah nie jest zadowolona z efektów ich pracy. Jakich efektów?! Zabójca jej męża nadal cieszy się wolnością. Jego tożsamość pozostaje nieznana, a przynajmniej Sarah. Odbiorca zapewne błyskawicznie rozwiąże „tę zagadkę”. Zgaduję, że twórcy nawet nie chcieli robić z tego tajemnicy. To nie jest jeden z tych thrillerów, które w największej mierze bazują na zaskoczeniach. Zdumiewających odkryć raczej nie przewidziano w tej skromnej opowieści o życiu. Życiu ludzi w szarych płaszczach, dla których każdy dzień jest walką o przetrwanie. Współczesnych gladiatorach. Niewolnikach prawdziwych specjalistów od grabienia do siebie. Bezdusznych ludzkich trybików tej maszynerii. Doskonale pokazuje to interwencja w domu Collinsów. Para policjantów „na ratunek” poszkodowanej. Według nich sprawa jest prosta – młoda matka maltretowana przez kochanka. Mundurowi, a już zwłaszcza jeden z nich, nie ukrywają swojej pogardy do... Nie, nie przemocowego mężczyzny tylko, jak zakładają, jego godzącej się na przemoc partnerki. „Pomyśl o dzieciach”, radzi jeden z nich. Pomóc nie zamierza – nawet nie zawraca sobie głowy kierowaniem domniemanej ofiary przemocy do którejś z licznych organizacji świadczących pomoc w takich i podobnych wypadkach. Ten, który ma chronić i służyć jakby z góry zakłada, że „głupie dziewczę” i tak nie skorzysta z jego rad. Nie ma co strzępić sobie języka dla kobiet, które, nie wiedzieć czemu, chronią swoich agresywnych kochanków. Nie rozumie tego i nawet nie stara się zrozumieć. Za to chętnie dołoży zmartwień kobiecie, którą uważa za ofiarę przemocy domowej. Gdyby ów gliniarz obiektywnym okiem przyjrzał się swojej postawie, to miałby odpowiedź na pytanie, dlaczego krzywdzone kobiety nie szukają pomocy. Oczywiście ten problem zwykle jest bardziej złożony, ale „średniowieczne myślenie” jakiejś części ludzi w mundurach na pewno nie dodaje odwagi cierpiącym. Tylko że Sarah nie ma takiego problemu. Tak, pewien mężczyzna – w gruncie rzeczy obcy mężczyzna - zgotował jej małe piekiełko. Ale to już przeszłość. Teraz Sarah musi znaleźć sposób na wybrnięcie z innego problemu, który, jeśli ta fatalna tendencja się utrzyma, postawi ją przed kolejnym nieoczekiwanym wyzwaniem. Twórcy przygotowują widza na taki obrót spraw, ale nasza przewodniczka po tym bezlitosnym świecie przedstawionym, naturalnie, nie wie, co okrutny los jeszcze dla niej przyszykował.

Matka Sarah Collins, że tak to ujmę, wdowa z dłuższym stażem, w pewnym momencie stwierdza, że w tym świecie trzeba być trochę suką, żeby utrzymać się na powierzchni. Grzeczne dziewczynki mają trudniej. Grzeczne dziewczynki są łatwym celem dla ludzi pokroju Tita (przekonująca kreacja Andrew Simpsona). Drobnych przestępców, ale też zwykłych, szarych, „uczciwie pracujących” obywateli. Autorzy „(Nie)dobrej kobiety” to drugie przykre zjawisko społeczne omawiają na przykładzie sklepowego ochroniarza. To nie jest oskarżycielski palec wymierzony w to konkretne środowisko zawodowe, tylko w nader śmiałych mężczyzn w kontaktach z płcią przeciwną, żeby nie powiedzieć bezczelnych, na których pewnie można natknąć się w każdej grupie społecznej. Dlaczego tak zawziął się na Sarah? Może dlatego, że to łatwy cel. Pogrążona w żałobie młoda kobieta z dwójką małych dzieci (młode talenty: Rudy Doherty i Macie McCauley), która musi liczyć każdy grosz, i która nie zwykła odpowiadać na zaczepki nieznajomych. Łatwo ją zawstydzić. Taka płochliwa łania to iście soczysty kąsek dla ludzi pokroju tego sklepowego natręta. Człowiek ten czerpie jakąś perwersyjną przyjemność z przysparzania przykrości bezbronnej klientce (tylko jednej?). Gdyby Sarah posłuchała matki i pokazała pazurki, to najpewniej ten niewydarzony drapieżnik (podszyty tchórzem) zostawiłby ją w spokoju. Abner Pastoll i jego ekipa od „(Nie)dobrej kobiety” czegoś takiego kazali mi spodziewać się po Sarah. Przebudzenie lwicy. To nie jest kwestia wyboru, a w każdym razie nie do końca. Bo Sarah oczywiście można znowu zdać się na organy ścigania. Może trzymać się praworządnej ścieżki, tym samym ryzykując utratę dzieci. Niewykluczone, że na najbliższe lata pożegnałaby się też z wolnością. Ale przecież mogła zawiadomić policję wcześniej, zanim polała się krew. Racja, mogła. Tyle że nikt nie obiecywał, że to będzie opowieść o dobrej kobiecie:) Część widzów w każdym razie może nie pochwalać jej działania. To sprawa dla policji i sądu, a nie pierwszej lepszej gospodyni domowej. Bez względu na to, jak ocenimy jej późniejsze postępowanie, przypuszczalnie wciąż będziemy mieć dla niej wiele współczucia. No dobrze, pewnie nie wszyscy, ale jestem spokojna przynajmniej o tych, którzy też mieli, bądź nadal mają, mocno pod górkę. Mówią, że syty głodnego nie zrozumie. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale wiem na pewno, że mądralińscy w drogich garniturach, te zakłamane buźki oblegające studia telewizyjne, wykazują się jeszcze większą bezczelnością niż sklepowy prześladowca Sarah. Kobiety, która w przeciwieństwie do tych samozwańczych ekspertów mogłaby wiele powiedzieć o życiu w dobie ekonomicznego kryzysu – bez pracy, na zasiłkowym okruchu z pańskiego stołu, którym musi obdzielić trzy osoby. Sarah patrzy na to, słucha tego bez zdziwienia. Cóż, nic nowego. Przywykła. Czy w głębi ducha marzy o sprawiedliwszym podziale publicznych pieniędzy? Pewnie tak, ale na tę chwilę najbardziej pragnie wrócić do tego, co było. Że też ten przeklęty Tito musiał wybrać akurat jej mieszkanie na swoją najnowszą kryjówkę. Dla narkotyków skradzionych człowiekowi, który trzęsie całym miastem, a przynajmniej tym jego obszarem, w którym na swoje nieszczęście osiadła rodzina Collinsów. W „(Nie)dobrej kobiecie” trochę substancji imitującej krew (dodam, że udanie) przelano, ale poza tym, to tyko siła sugestii. Chcę przez to powiedzieć, że Abner Pastoll zastosował sztuczkę (w pełni świadomie – uprzedzał o tym w swoich medialnych omówienia tego raczej kameralnego widowiska), z której skorzystał też choćby Alfred Hitchcock w swojej znakomitej ekranizacji „Psychozy” Roberta Blocha, pod tym samym tytułem. Niektórym film może wydać się bardziej makabryczny, niż jest w istocie. UWAGA SPOILER Niektórzy może nawet będą przysięgać, że w najdrobniejszych szczegółach widzieli odkrajanie kończyn, a to tylko jedno, owszem dość głębokie, nacięcie. I ten przeraźliwy dźwięk – ręczna piła trąca o kość. Ach, i jeszcze te zgrabne paczuszki w mocno zakrwawionej sypialni. Będzie jakieś pięć litrów:) KONIEC SPOILERA Reżyser „(Nie)dobrej kobiety” ponadto starał się wprowadzić różne sprzeczności, co można też odbierać jako obalanie stereotypów. Najbardziej jaskrawym przykładem moim zdaniem jest mafijny boss Leo Miller (intrygujący występ Edwarda Hogga). Taka miła twarz, taki przyjemny, głęboki głos, w sumie chucherko, a taki postrach budzi. Zobacz kotku, co ma w środku, to nie będziesz się dziwił na widok większych, zdecydowanie bardziej napakowanych gości, którzy bez dyskusji wykonują każdy jego rozkaz. Zazwyczaj zachowują niekoniecznie bezpieczny dystans (parę kroków) – zbliżają się tylko, gdy muszą. Scenariusz może wydać się trochę naciągany. Pech chciał, że Tito – czy to jeszcze odwaga, czy już głupota? Nie odpowiadajcie, to pytanie retoryczne – w pewnym zakresie przywłaszczył sobie mieszkanie akurat TEJ kobiety. Zapytacie: i gdzie ten nieprawdopodobny (ejże, tego nie napisałam!) zbieg okoliczności? Nie domyślacie się jeszcze? Postscriptum: poszukiwanie baterii – bezbłędna akcja.

Empatyczne spojrzenie na ludzi, którym wiedzie się gorzej. Poruszający portret jednostki, która nie przez własne wybory, nie w wyniku swoich działań, wylądowała na nizinach społecznych, wraz z dwójką małych dzieci, z których jedno wymaga dłuższego leczenia. Męża już nie ma. Zamordowany na oczach kilkuletniego syna. Sprawiedliwości nie stała się zadość, Temida znowu oślepła. Pytanie: czy sprawiedliwość jest najważniejsza? Ważniejsza od związywania końca z końcem? Ważniejsza od wykarmienia dzieci? A co z ich bezpieczeństwem? Revenge thriller w reżyserii Abnera Pastolla i na podstawie scenariusza Ronana Blaney'ego, w którym wcale nie musi chodzić o zemstę. O ile w „(Nie)dobrej kobiecie” w ogóle przewidziano jakąś karę dla tego, który uderzył pierwszy. Jak to się skończy, to zależy od widza. Od jego czytania polskiego tytułu tego uważam, wartego zachodu, niewesołego (no, może trochę – ziarnko czy dwa czarnego humoru) widowiska. Liczyłam na przeciętniaka, a tu taka jakość. Takie emocje! Ech, te moje małe odkrycia:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz