Stronki na blogu

niedziela, 19 czerwca 2011

"The Loved Ones" (2009)


Brent wraz z ojcem ulegają wypadkowi samochodowemu, na skutek którego ojciec ginie. Sześć miesięcy później chłopak nadal zmaga się z wyrzutami sumienia, obwinia się za śmierć ojca, ma poważne problemy emocjonalne, co zauważa jego dziewczyna Holly. Tymczasem Lola, koleżanka Brenta ze szkoły zaprasza go na bal, które to zaproszenie chłopak odrzuca. Wkrótce zostaje porwany przez zbzikowaną parkę morderców, którzy szczególnie umiłowali sobie wymyślne tortury młodych chłopców.

"The Loved Ones" jest filmem praktycznie nieznanym w Polsce, nic więc dziwnego, że mnie również gdzieś ten tytuł umknął. Reżyser Sean Byrne postanowił stworzyć pewną hybrydę gatunkową. Tak więc odnajdziemy tutaj zarówno cechy teen-slashera, czarnej komedii, dramatu, jak i torture-porn. Przyznam szczerze, że to trochę dziwna mieszanka, ale o dziwo w tym przypadku zdaje egzamin. Początkowo rzuca się w oczy sama kolorystyka obrazu - rażące barwy, które nijak nie pasują do horroru, ale znakomicie wpasowują się w akcent humorystyczny. Tymczasem zarówno obsada, jak i realia licealnego życia młodzieży od razu nasuwa nam skojarzenia z teen-slasherem, tym bardziej w momencie pojawiania się tajemniczego mordercy, który regularnie porywa młodych chłopców. A jeszcze przedtem mamy przecież wypadek samochodowy, który zamienia życie głównego bohatera w piekło (podobnie jak to miało miejsce ze słynnym obrazem D.J. Caruso z 2007 roku pt. "Niepokój"), co z pewnością gatunkowo można zaliczyć do dramatu. Następnie mamy gwałtowny zwrot w kierunku kina torture-porn i dopiero w tym momencie zaczyna się prawdziwa jazda:)

Zapewne nie będzie to spoiler (w końcu widać to już na plakatach filmu), kiedy napiszę, że główną morderczynią jest Lola, odrzucona przez Brenta dziewczyna, która poszukuje swojego "księcia" w dość nietypowy sposób. Nad tą postacią można by dość długo się rozwodzić. Pierwszą jej cechą, która natychmiast rzuca się w oczy widza jest niepokojąco ogromny narcyzm. Wydaje się, że dziewczyna żyje w swoim własnym świecie, w którym to odgrywa centralną postać, a wszyscy rzucają jej się do stóp. Na pewno jej ojciec jest skory do spełniania każdej jej zachcianki, a przy okazji czuje do niej coś więcej niż zwykłą rodzicielską miłość, a Lola z czasem zaczyna odwzajemniać to uczucie. Wiem, jak to brzmi - chory film, naciągany do granic możliwości, a przy okazji niezamierzenie zabawny. I może jest w tym odrobina prawdy. Na pewno "The Loved Ones" nie jest obrazem przeznaczonym dla każdego - stopień brutalności jest tutaj ogromny, a jeśli dodamy do tego domniemany związek kazirodczy oraz kanibalizm to nie zabrzmi to zachęcająco dla tych widzów, którzy nie gustują w rzezi na ekranie. Dlatego od razu zaznaczę, żeby takie osoby dla swojego własnego dobra odpuścili sobie seans, to nie jest obraz, który przypadnie im do gustu. Tymczasem jeśli chodzi o komizm sytuacyjny to zapewniam, że wszystko tutaj jest jak najbardziej celowe. Nie bez powodu nasza para morderców bardziej śmieszy niż przeraża, nie bez powodu ich zachowanie bardziej przypomina wyreżyserowany teatr aniżeli prawdziwe życie - reżyser wszystko to robi celowo, nic nie jest tutaj traktowane na poważnie, to nie jest obraz, który ma na celu tylko i wyłącznie epatować przemocą, "The Loved Ones" przede wszystkim ma bawić widza, ma uświadomić mu, że slasher jest podgatunkiem horroru, z którego można jeszcze sporo wycisnąć. Byrne pokazuje nam, że nie trzeba robić poważnego horroru, aby przyciągnąć uwagę wielbiciela tego gatunku - wystarczy sprawnie połączyć grozę z humorem, aby uzyskać pożądany efekt. Tak więc oglądając ten film nie tylko czujemy obrzydzenie i nieznośne wręcz napięcie, ale również rozbawienie - w końcu nasi mordercy to prymitywy, które życie ludzkie mierzą w kategoriach zabawy. Nie są to jacyś groźni degeneraci, ale zwykłe niezorganizowane świry, których zachowanie przede wszystkim śmieszy.

Jak na australijski film "The Loved Ones" jest całkiem dobrze zagrany. Szczególnie zachwyca Robin McLeavy w roli Loli oraz Xavier Samuel jako Brent. W tym obrazie młodzi ludzie zostali przedstawieni zupełnie nietypowo. Jak wiadomo w przypadku slasherów charakterystyka postaci jest niemalże taka sama w każdym kolejnym obrazie. Tutaj jest inaczej. Sean Byrne wyłamuje się z owej sztampowej konwencji pokazując nam nastolatków, których możemy spotkać na ulicy, którzy mogą być naszymi sąsiadami. Przyznam, że to kolejny ciekawy zabieg, który niezmiernie przypadł mi do gustu, a równocześnie stanowił pewnego rodzaju powiew świeżości w tym schematycznym podgatunku.

Jakby na to nie patrzeć najmocniejszym aspektem filmu są sceny torture-porn, podczas których szaleńcy posiłkują się młotkiem, gwoździami i wiertarką, że już nie wspomnę o wyrafinowanych torturach psychicznych. Ale prawdziwa kulminacja następuje w momencie otworzenia klapy w podłodze ich domu, to co zobaczymy po tym zapewni nam nie tylko sporą dawkę obrzydzenia, ale zmusi nas również do histerycznego śmiechu. Przy okazji, radzę również zwrócić uwagę na sugestywną ścieżkę dźwiękową, która zarówno tekstem, jak i brzmieniem idealnie współgra z wydarzeniami przedstawianymi na ekranie.

Jeśli istnieją widzowie, potrafiący podejść do filmowego horroru z pewnym dystansem, mają specyficzne poczucie humoru oraz gustują w krwawych scenach to ten obraz jest przeznaczony właśnie dla nich. Dla mnie seans tego filmu był niezapomnianą zabawą, cieszę się, że miałam okazję obejrzeć coś tak oryginalnego i mam nadzieję, że nie jestem odosobniona w swoich odczuciach.

Ps. Bardzo dziękuję Sennej Wiedźmie za polecenie mi tego filmu. W końcu gdyby nie Ty, nie wiem, czy kiedykolwiek bym się o nim dowiedziała:)

10 komentarzy:

  1. A no proszę ;) ja jeszcze na muzykę zwróciłam uwagę w tym filmie.. a dziś, obejrzeliśmy z mężem film "Roads" (2009)z Viggo Mortensenem i Lincz.... oba przygnębiające...

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna recenzja, chociaż film raczej nie dla mnie. Taka mała uwaga - miłość ojca do córki to raczej miłość ojcowska, a nie macierzyńska. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Senna Wiedźmo "Roads" też planuję obejrzeć, ale "Lincz" sobie odpuszczę, bo nie oglądam polskich filmów:)
    Anonimowy masz rację. Sorki, mój błąd:/

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie, będę też musiała poszukać gdzieś tego filmu :) "Roads" bardzo dołujący, ale za to niezwykły. "Lincz" obejrzę chyba, jak już nic nie będzie pod ręką :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Buffy co mogłabyś mi powiedzieć o Resident Evil :Domena zła ? Nie mogę znaleśc recenzji

    OdpowiedzUsuń
  6. Może być. Choć na pewno do najlepszych filmów o zombie nie należy - moim zdaniem. To taki horror akcji, tyle, że więcej w nim akcji niż horroru:) Dwójka bardziej mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli chcesz dowiedzieć się kiedy nastąpi koniec Świata zajrzyj. :)

    http://vsevidno.com/koniecswiata/koniec-swiata-2036.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow, wreszcie jakiś porządny blog z tym co najlepsze! Super! Muszę jeszcze dokładnie wszystko u Ciebie przeczytać, ale zapewne dzięki Tobie poznam najlepsze filmy i książki :)
    Dziękuję Ci, że miałaś taki pomysł na bloga! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. bardzo fajny serwis. zajrzałam tu przypadkiem, ale chyba
    będę częściej odwiedzać. pozdrawiam

    my page :: reklama w necie

    OdpowiedzUsuń