Stronki na blogu

wtorek, 31 grudnia 2013

„Black Rock” (2013)


Trzy przyjaciółki z dzieciństwa biwakują na niezamieszkałej wyspie, nieopodal ich rodzinnego miasteczka. Pobyt w tym miejscu, w zamyśle organizatorki Sarah, ma być sentymentalną podróżą w przeszłość, która być może pogodzi zwaśnione od lat, Lou i Abby. Jednakże wszystko się komplikuje z chwilą pojawienia się ich znajomego z dzieciństwa w towarzystwie dwóch kolegów z wojska, którzy polują na tych terenach. Podczas wspólnego ogniska mężczyzna próbuje zgwałcić Abby, która zabija go w samoobronie, co sprowadza na dziewczyny gniew jego towarzyszy.

Niskobudżetowy obraz Katie Aselton, którego nie sposób zaszufladkować w jednym konkretnym gatunku filmowym. Choć scenariusz oparto na typowo survivalowej konstrukcji twórcy unikali większej makabry, starając się stworzyć prawdziwie trzymające w napięciu dziełko, zamiast klasycznej rąbanki. Nietrudno przewidzieć rezultaty takiego zabiegu - oto, zostałam skonfrontowana z filmem grozy w wersji soft, który w zamyśle miał być mieszanką horroru i thrillera, a w efekcie niezmiennie wycofuje się poza ramy obu tych gatunków w rejony zwykłego absurdu.

Początek seansu jest obietnicą prawdziwie krwawych wydarzeń w otoczeniu malowniczych widoczków (sceneria bezludnej, skąpanej w słońcu wyspy z rozległymi lasami robi naprawdę przyjemne wrażenie). Po szybkim przedstawieniu głównych bohaterek, z których dwie skłócone zostają zręcznie wmanewrowane przez trzecią we wspólne spotkanie oraz przebrnięciu przez ich chaotyczną konwersację u wybrzeży małego miasteczka w stanie Maine, dziewczyny płyną na odizolowaną wyspę, na której rozegra się właściwa akcja filmu. Choć słowo „akcja” w tym przypadku jest sporym przekłamaniem – bo z pewnością nie można tak podsumować katalizatora późniejszego niewygodnego położenia naszych bohaterek. Otóż, zmagająca się z problemami osobistymi Abby podczas ogniska w towarzystwie trójki byłych żołnierzy, nadużywa alkoholu i podrywa jednego z nich. Zwabia mężczyznę do lasu, mamiąc niemą obietnicą niezobowiązującego seksu, po czym… rozmyśla się, co wyprowadza go z równowagi. Kiedy już przyzwyczajony do filmowej makabry widz myśli, że oto zostanie skonfrontowany z brutalną sceną gwałtu twórcy po raz pierwszy, ale niestety nie ostatni uciekają od konwencji horroru (a nuż kogoś zdemoralizują…) – niedoszła ofiara gwałtu zabija swojego oprawcę, tym samym wraz z koleżankami stając się zwierzyną dla ich pałającego żądzą zemsty kolegi, bo ten drugi cały czas ma wątpliwości, co wcale nie powstrzymuje go przed towarzyszeniem niezrównoważonemu psychicznie znajomemu. Wydawać by się mogło, że po tym wydarzeniu twórcy wreszcie przejdą do trzymającej w napięciu właściwej akcji typowej dla filmowego thrillera. Nic bardziej mylnego, bo choć pozornie coś tam się dzieje (mężczyźni związują pobite dziewczyny i przechodzą do deliberacji nad ich dalszym losem) wszelki klimat zaszczucia wyparowuje w trakcie każdorazowego otwarcia ust przez jedną z bohaterek. Nie wiem, skąd u scenarzysty potrzeba nieustannego trajkotania protagonistek, bo w końcu w tego rodzaju obrazie takie zabiegi raczej są niewskazane – tym bardziej, że gadają akurat te osoby, które tak naprawdę nie mają nic do powiedzenia, jeśli oczywiście nie liczyć nieumiejętnych pertraktacji z oprawcami, biadolenia jak to im jest źle, dodawania sobie nawzajem otuchy i wreszcie uzewnętrzniania się w najmniej odpowiednich momentach. Po sprowokowaniu czołowego antagonisty przez Abby naszym bohaterkom udaje się uciec, po czym następuje długa walka o przetrwanie, która z prawdziwym survivalem, na miarę na przykład „Manhunt’a – Polowania” ma tyle wspólnego, co „Zmierzch” z horrorem.

Jeśli ktoś spodziewa się mocno krwawej albo chociaż umiarkowanie trzymającej w napięciu rozrywki to niezmiernie się zdziwi. Z survivalu „Black Rock” zapożycza jedynie niekończące się momenty pościgów oprawców za spanikowanymi i ze sceny na scenę coraz bardziej działającymi na nerwy ofiarami. Ta pozorna akcja niczego nowego nie oferuje – one uciekają, oni ich gonią, po czym, jak można się tego spodziewać następuje zamiana rolami. W swojej walce o przeżycie dziewczyny próbują wszystkiego, łącznie z rzuceniem się w lodowate morze, co pozwala twórcom usprawiedliwić ich późniejsze bieganie bez ubrania po ciemnym lesie (w rzeczywistości pewnie było próbą utrzymania przed ekranem spragnionego golizny odbiorcy). Poza tym dostrzegam jedynie jedną godną uwagi scenę, rozegraną niestety w zbyt dalekiej odległości od kamery, żeby liczyć na jakąkolwiek dosłowność, ale przynajmniej odrobinę zaskakującą. Pozostałe wydarzenia prowadzące do przewidywalnego i  jakże absurdalnego finału UWAGA SPOILER dwie nierozgarnięte kobietki zabijają wyszkolonych żołnierzy KONIEC SPOILERA przedstawiono w tak dalece nużącym i irytującym stylu, że aż zaczęłam się zastanawiać, czy Aselton w ogóle znała ramy gatunków, w jakich się poruszała. Scen gore nie ma prawie wcale (a te, które na chwilę pojawiają się pod koniec są pozbawione jakiegokolwiek stopnia realizmu), a ilekroć następuje choćby minimalna doza napięcia typowego dla filmowego thrillera nasze protagonistki zaczynają swoje niekończące się trajkotanie, które niszczy dosłownie każdy zalążek nieźle zapowiadającego się klimatu. Jak to na przykład ma miejsce w chwili ich schronienia się pod drewnianą konstrukcją, zaraz po kąpieli w morzu. W trakcie pocieszania Lou przez Abby widz ma niebywałą okazję dojrzeć brak jakiegokolwiek warsztatu aktorskiego u tej drugiej. Podczas gdy Katie Aselton (reżyserka i równocześnie odtwórczyni głównej roli) radzi sobie całkiem przekonująco towarzysząca jej Lake Bell prezentuje iście manieryczną, przesadzoną mimikę – tak sztucznie wykreowanej histerii już dawno w żadnym filmie nie widziałam i mam nadzieję, że jeszcze przez długi czas nie zobaczę. Zresztą domniemana gwiazda „Black Rock”, Kate Bosworth, wypadła równie blado – choć na jej korzyść działają absurdalne dialogi, wciśnięte w jej usta przez scenarzystę, bowiem na jej miejscu chyba nikt nie znalazłby przekonującego sposobu, aby tchnąć nieco życia w tak głupiutką postać.

Seans „Black Rock” był dla mnie prawdziwym koszmarem – z tak dalece wyjałowionym filmem bez żadnego charakterystycznego pomysłu już dawno się nie spotkałam i mam nadzieję, że natrafi na jak najmniejszą grupę odbiorców, bo naprawdę szkoda ich czasu na ten nudnawy twór.    

7 komentarzy:

  1. Jeśli chodzi o filmy mieszające gatunki z elementami horroru, to ja ostatnio widziałem Magic, Magic w reż. Sebastiána Silva i mi się nieźle spodobał. Jak nie kojarzysz to polecam.

    A co do Black Rock, to ja chyba sobie obejrzę - nie polecasz, ale ja bardzo lubię Lake Bell (za komedie, a nie horrory), więc może mi bardziej podejdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katie Aselton też lubię - jest fajna w sitcomie The League

      Usuń
    2. "A co do Black Rock, to ja chyba sobie obejrzę"
      Ok, ale potem nie mów, że Cię nie ostrzegałam;) Chociaż na Aselton możesz śmiało popatrzeć, bo akurat jej aktorstwo jest najmocniejszym elementem tego filmu - szkoda, że nie mogę tego samego powiedzieć o jej reżyserii.
      "Magię" mam na DVD i ciągle seans odkładam, ale jak zaległości nadrobię to coś na temat tego obrazu skrobnę.

      Usuń
  2. Teraz, gdy mam parę dni urlopu, staram się nadrobić zaległości i obejrzeć co dzień jakiś film. Szukam i szukam, i ciągle przewija mi się przed oczami "Black Rock". Mimo to podświadomie omijam go szerokim łukiem, nie wydaje się być zachęcający. Ale teraz już będę go omijał świadomie, dzięki :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku dla Buffy. Urodzonej by przeżywać ekranowe koszmary za nas, czytelników tego bloga. Jak najwięcej strachu, cierpienia i krzyku (w filmach oczywiście :).

    W życiu, zdrowia, szczęścia i pomyślności. Pozdrawiam. Patryk

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow!Mega jeżeli to twoja recenzja to biję brawa!Zapraszam do mnie :P http://zero5seba.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Totalna beznadzieja, nie dałam rady oglądnąć całego filmu. Na uwagę zasługuje jedynie postać tego białego żołnierza- świetnie zagrana. Murzyn był rodem z komedii. Całość przewidywalna, ciągnęła się niczym flaki z olejem.

    OdpowiedzUsuń