Stronki na blogu

środa, 5 listopada 2014

„Asmodexia” (2014)


Eloy de Palma i jego nastoletnia wnuczka Alba przemierzają Barcelonę niosąc pomoc opętanym przez demony. Wiedzą, że muszą się spieszyć, bo niedługo nadejdzie Dzień Wskrzeszenia, który może odmienić cały porządek świata. Tymczasem wróżbitka Ona przebywająca od piętnastu lat w zakładzie psychiatrycznym jest coraz bardziej przekonana, że wkrótce losy ludzkości staną pod znakiem zapytania, ponieważ wszystkie jej proroctwa właśnie zaczęły się spełniać.

Hiszpański debiut pełnometrażowy Marca Carrete, który do tej pory wyreżyserował jedynie dwa shorty, „Castidermię” i „Mal cuerpo”. Scenariusz Carrete napisał we współpracy z Mike’m Hostenchem, którego doświadczenie ogranicza się do współtworzenia fabuły mało znanego „Beneath Still Waters” z 2005 roku. Trailer „Asmodexii” zmontowano tak dynamicznie, aby zaostrzyć apetyt widzów, nieustannie pojawiającymi się opętanymi przy akompaniamencie mocnej muzyki. Szkoda, że tylko reklama jest tak odważna.

Nigdy nie przepadałam za horrorami Hiszpanów, o wiele bardziej ceniąc sobie ich thrillery. Budowanie napięcia i zaskakujące zwroty akcji to moim zdaniem największe zalety hiszpańskich dreszczowców. Całkiem inaczej ma się sprawa z ich horrorami, którym oczywiście nie można odmówić klimatu grozy, ale z jej bardziej dosłowną ewokacją jest już gorzej, nie wspominając już o przewidywalnych zakończeniach. W „Asmodexii” twórcy postanowili odciąć się od propagowanej przez Amerykanów konwencji horrorów o opętaniach wzorowanej na „Egzorcyście”. Zamiast skupiać się na jednym zawłaszczanym przez demony bohaterze, który powoli, acz nieubłaganie traci własne „ja” Carrete przeskoczył wszystkie kolejne etapy opętania i zaprezentował nam efekty końcowe, nie u jednej, ale kilku postaci. Podczas wędrówki pastora Eloy’a i jego wnuczki Alby będziemy świadkować krótkim egzorcyzmom przeprowadzanych na minimalistycznie, ale za to z wyczuciem ucharakteryzowanych ofiarach demonów. Akcja sporadycznie będzie też uciekać do zakładu psychiatrycznego, w którym przebywa wróżbitka Ona, która wypatruje znaków rychłej Apokalipsy. W samym szpitalu również podpatrzymy paru opętanych, ale nie robią tak wielkiego wrażenia, jak sama Ona, która w pewnym momencie zostaje naznaczona wypalonym na piersi tajemniczym symbolem. Równolegle z tymi wydarzeniami zapoznamy się z fragmentaryczną egzystencją siostry Ony, policjantki, za pośrednictwem której scenarzyści wyjawiają nam, że kobiety bardzo dobrze znają Eloy’a i Albę. Ale zgodnie z zamysłem Carrete, że aż do końca nie będziemy zdawać sobie sprawy z właściwego sensu fabuły, nie zostanie nam zdradzone, na czym polega ich znajomość.

Myślę, że problem z ewokacją grozy w „Asmodexii” można zrzucić na karb ścieżki dźwiękowej. Główny motyw muzyczny wpada w ucho, ale twórcy z jakiegoś powodu zrezygnowali z pogłaśniania dźwięków w chwilach szczytowej grozy. Może chcieli odżegnać się od posądzeń o próby zaskakiwania tanimi chwytami, jakimi są jump scenki, ale przez ten zabieg film stracił na sile rażenia. Chwilami wręcz miałam wrażenie, że ścieżka dźwiękowa nie przystaje do obrazu. Nigdy bym się nie spodziewała, że zaniedbanie dźwięku może tak zaprzepaścić piękne zdjęcia hiszpańskich krajobrazów oraz stonowane wstawki z egzorcyzmów. Weźmy dla przykładu scenę w zakładzie psychiatrycznym, w trakcie której pielęgniarki kąpią opętaną dziewczynę. Jej wygląd zadowala brakiem przesady: ot, podkrążone oczy, blada cera i popękane wargi. Ale zarówno tej, jak i pozostałym stricte horrorowym sekwencjom brakuje mocnej kulminacji, podkreślonej czymś tak trywialnym, jak głośna muzyka. Drugim poważnym mankamentem „Asmodexii” jest podejście do scenariusza, który stara się zdezorientować widza częstym zmienianiem bohaterów i miejsc akcji oraz niewyjaśnianiem aż do finału, o co tak naprawdę tutaj chodzi. Dla widzów, którym nie uda się przewidzieć zamysłu scenariusza taki zabieg może okazać się mocno nużący, ale wątpię, żeby wielu się ich znalazło. Twórcy podrzucają zbyt dużo tropów, ażeby skutecznie zmylić obytego z hiszpańskim kinem grozy odbiorcę. Zbyt nachalnie koncentrują się na rozważaniach teologicznych Eloy’a i Alby, podają nam wiele mówiące daty poszczególnych wydarzeń i przede wszystkim sporo zdradzają już w prologu. Wystarczy sobie to wszystko poskładać, aby większość faktów odkrytych w finale przewidzieć już dużo wcześniej, a co za tym idzie zaprzepaścić cały zamysł reżysera. Jedyne, co mnie zaskoczyło w końcówce to prawdziwa relacja pomiędzy Eloy’em i Albą – wszystkie inne kulminacje poszczególnych wątków rozszyfrowałam już dużo wcześniej. Łącznie z Asmodeuszem – coś filmowcy ostatnimi czasy uparli się na tego demona. W tym roku widziałam już jeden horror („The Appearing”) o nim, a zważywszy, że wcześniej w obrazach religijnych się nie pojawiał można dojść do wniosku, że albo twórcy się zmówili, albo kopiowali od siebie.

Do aktorstwa i klimatu nie mam żadnych zarzutów. To drugie zadowala profesjonalną pracą kamery i mroczną kolorystyką obrazu, chociaż dużo traci na nieprzystającej ścieżce dźwiękowej. Natomiast obsada spisała się bardzo dobrze, szczególnie odtwórczyni roli Ony, Irene Montala, młoda Claudia Pons kreująca Albę i oczywiście główny bohater, Lluis Marco.

Chociaż „Asmodexii” należy się pochwała za odcięcie się od ogranej konwencji amerykańskich horrorów o opętaniach i egzorcyzmach, za profesjonalną pracę kamery i mroczną kolorystykę obrazu oraz obsadę dużo traci na ewokacji grozy. Ścieżka dźwiękowa zniszczyła wszystkie sceny, które z pogłośnioną muzyką mogłyby robić wrażenie, a przewidywalna fabuła zaprzepaściła zamysł twórców, na którym notabene oparto całą dramaturgię. Naprawdę bardzo się starałam przekonać do tego filmu, ale podczas seansu nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jest najzwyczajniej w świecie tylko przeciętny. Mógłby miażdżyć dynamizmem i grozą, ale niestety twórcy nie wykorzystali potencjału, wypracowanego sobie w kilku ujęciach.

3 komentarze:

  1. Lubię horrory, ale ten sobie raczej daruję.
    http://pasion-libros.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. O filmie słyszałam, ale jeszcze nie miałam okazji go oglądać. Choć nie jest jakiś rewelacyjny - wg twojej opinii- to i tak kiedyś go nadrobię. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. http://telecinema.tv/asmodexia-10219

    OdpowiedzUsuń