Stronki na blogu

piątek, 19 grudnia 2014

Levi Henriksen „Śnieg przykryje śnieg”

Premiera 14 stycznia 2015 roku

Po wyjściu z więzienia, Danem Kaspersenem, wstrząsa wiadomość, że jego młodszy brat, Jakob, popełnił samobójstwo. Po pogrzebie Dan decyduje się spędzić parę dni w wiosce Skogli, na rodzinnym gospodarstwie, w ostatnich latach zajmowanym przez brata. Kiedy najbogatszy mieszkaniec Skogli, Oscar Thrane, dziadek Kristiana, mężczyzny przez którego Dan trafił do więzienia zostaje pobity podejrzenia policji skupiają się na Kaspersenie. Tymczasem ten odkrywa, że Jakob przez jakiś czas spotykał się z siostrą bliźniaczką Kristiana, narcystyczną Kristine. Choć ma podejrzenia, co do rodziny Thrane jest zdecydowany opuścić wieś i poszukać swojego miejsca poza granicami Norwegii. Do czasu, aż na jego drodze stanie Mona Steinmyra, pierwsza kobieta od lat, która zdobyła jego serce.

Pierwsza powieść norweskiego pisarza, która w 2004 roku została uhonorowana Nagrodą Norweskich Księgarzy. Wcześniej Henriksen wydawał zbiory opowiadań i esejów. W Polsce nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukazał się jego zbiorek zatytułowany, „W drodze do domu. Opowieści wigilijne z Norwegii”. Pozytywny odbiór czytelników zapewne zachęcił wydawnictwo Smak Słowa do zaznajomienia ich z dłuższą formą Henriksena, która cieszy się dużym uznaniem norweskich krytyków.

„Zastanawiał się, jak dużo czasu – lub jak mało – potrzeba, żeby człowiek został zapomniany przez wszystkich poza najbliższymi, poza najbliższą osobą.”

„Śnieg przykryje śnieg” klasyfikuje się, jako thriller psychologiczny, ale w moim mniemaniu przynależność gatunkowa jest bardziej skomplikowana. Odnajdziemy tutaj zarówno echa psychologicznego dreszczowca, kryminału, dramatu, obyczajówki, jak i romansu. Taki miszmasz miejscami służył opowiadanej przez Henriksena historii, ale niestety zdarzały się też słabsze momenty. Tak jakby autor chwilami nie mógł się zdecydować, w jakiej konwencji osadzić następny wątek. Pierwsza połowa książki prezentuje się zdecydowanie lepiej. Poznajemy Dana Kaspersena, znakomicie wykreowanego bohatera, który powraca do rodzinnej Skogli po samobójczej śmierci brata. Samotne życie na gospodarstwie Jakoba daje mu się we znaki – nie może pogodzić się z desperackim krokiem młodszego brata, za którego winą obarcza siebie. Lekkomyślna współpraca z Kristianem Thrane, przy przemycie narkotyków skończyła się dla niego więzieniem, co w mniemaniu Dana przygnębiło Jakoba. Długie rozmyślania Kaspersena odmalowują przed czytelnikiem prawdziwie depresyjny obraz człowieka bez celu w życiu, dźwigającego ciężar dawnych win, których teraz po śmierci brata nie będzie w stanie mu zrekompensować. Choć mieszkańcy Skogli nie piętnują Dana, on sam z wyboru egzystuje z dala od ludzi, od lat przemieszczając się z miejsca na miejsce, bez długofalowych perspektyw na życie. Pierwsza połowa książki oprócz wątków stricte psychologicznych delikatnie ociera się również o kryminał. Sprawa pobicia Oscara Thrane, liczne bójki Dana z Kristianem i jego znajomymi oraz tajemniczy związek Jakoba sprzed paru miesięcy z siostrą bliźniaczką tego drugiego. A to wszystko potęgowane ciągłymi przesłuchaniami Kaspersena przez pragnącego zniszczyć go policjanta, głównie z osobistych pobudek. Kolejnym mocnym elementem pierwszej połowy tej powieści jest mroźny norweski klimat, w okresie przedświątecznym i liczne nawiązania do tradycji i folkloru tego państwa. Rozbudowany, dojrzały styl Henriksena, pełen epitetów, metafor i mądrości o naturze ludzkiej oraz porządku świata jest idealnym dopełnieniem mroźnej, ale również malowniczej atmosfery spokojnej, pozornie idyllicznej norweskiej wsi. Druga połowa książki, pomijając wspomnienia z przeszłości Dana (obecne również wcześniej) w głównej mierze skupia się na nudnawym wątku romantycznym, do którego autor, co gorsza wraca ilekroć wytraca rozpęd w innych konwencjach. Tak, więc rozwój śledztwa tropem oprawcy Oscara Thrane i amatorskiego dochodzenia Dana, śladem motywacji brata, która popchnęła go do samobójstwa aż za często są przerywane spotkaniami Kaspersena z Moną. Wielbiciele literatury romantycznej zapewne będą zadowoleni z takiego urozmaicenia aspektów kryminalnych, ale ja nie potrafiłam odnaleźć się w tej mdlącej treści. Szkoda, że Henriksen nie odchodził od niej częściej w stronę thrillera, albo chociaż dramatu, i że rozwiązał śledztwo w tak dalece przewidywalny, niesatysfakcjonujący sposób. 

„Człowiekowi nigdy nie udaje się odpokutować swoich grzechów, człowiek staje się swoimi grzechami i niesie je ze sobą, z każdym krokiem zbliżając się do sosnowej skrzyni.”

Choć Levi Henriksen może poszczycić się dojrzałym, jak na literaturę skandynawską stylem i celnymi spostrzeżeniami na temat natury ludzkiej myślę, że nie bardzo wiedział jak rozwinąć historię zaproponowaną w tej powieści. Miszmasz gatunkowy być może ułatwił mu zadanie (mógł uciekać w konwencję romansu ilekroć brakło mu pomysłu na pociągnięcie wątku kryminalnego), ale w ostatecznym rozrachunku nie zaprezentował się przystępnie. Podczas gdy pierwsza połowa książki zachwyciła mnie konsekwencją przekazu, warsztatem autora i swego rodzaju aurą tajemnicy, podaną w iście malowniczym klimacie, druga zanadto zapętliła się w nudnawych miłostkach. Mogła z tego wyjść prawdziwa perełka literatury skandynawskiej, co umożliwiał przede wszystkim styl Henriksena, ale ostatecznie powstała zwykła średniawka, z przewagą wątków romantycznych. Co powinno zachęcić do lektury wielbicieli tego gatunku, bo koneserzy grozy raczej nie znajdą tutaj zbyt wiele dla siebie.

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu

1 komentarz:

  1. Zapraszam na konkurs świąteczny na mojego bloga!
    Do wygrania bardzo ciekawy zestaw, a trzeba odpowiedzieć na jedno pytanie:
    Co wprowadza Was w świąteczny nastrój?

    elkaja.blogspot.com

    Uwielbiam takie klimaty wiec obserwuje :))

    OdpowiedzUsuń