Stronki na blogu

czwartek, 27 kwietnia 2017

„All I Need” (2016)

Młoda kobieta, Chloe, budzi się związana i zakneblowana w pokoju motelowym. W pomieszczeniu znajduje się wiele innych nadal śpiących dziewcząt, ale Chloe najpierw dostrzega młodą kobietę leżącą obok niej na podłodze. Krótko po tym, jak jej sąsiadka odzyskuje przytomność do pokoju wchodzi mężczyzna i wywleka ją na zewnątrz. Podczas gdy on za drzwiami znęca się nad bezbronną ofiarą przy Chloe wyrasta młoda kobieta, której udało się pozbyć więzów. Po odejściu tajemniczego mężczyzny obie próbują znaleźć jakiś sposób na wydostanie się z pokoju motelowego.
Szukający pracy Andrew odbiera telefon od nieznanego mężczyzny, który proponuje mu dobrze płatne zajęcie. Jego zadaniem ma być dostarczanie pod wskazane adresy paczek zostawianych pod jego drzwiami. Andrew nie jest przekonany, co do legalności owego przedsięwzięcia, ale jego obawy szybko zostają rozwiane przez zleceniodawcę. Mężczyzna przyjmuje ofertę, tym samym stając się osobistym kurierem nieznajomego człowieka, który kontaktuje się z nim wyłącznie za pośrednictwem telefonu.

Thriller „All I Need” to pełnometrażowy debiut Dylana K. Naranga na podstawie jego własnego scenariusza. Od 2007 do 2011 roku nakręcił pięć shortów, których scenariusze pisał sam. Dopiero w 2016 roku ukazał się jego pierwszy pełnometrażowy film, który nie cieszy się dużą oglądalnością, również w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii (gdzie jest rozpowszechniany pod tytułem „Wake in Fear”,) a większości z tej garstki osób, która „All I Need” opiniuje nie szczędzi gorzkich słów krytyki po jego adresem. W dużej mierze zarówno ostracyzm tylu widzów, jak i nieprzychylne spojrzenie wielu odbiorców pełnometrażowego debiutu Naranga są następstwem jego niskiego budżetu. To produkcja niszowa, skierowana do wąskiej grupy widzów, nie powinno więc dziwić, że spotyka się z tyloma głosami sprzeciwu. Niesprawiedliwością byłoby jednak tłumaczenie negatywnych reakcji, jak się wydaje, większości odbiorców „All I Need” tylko i wyłącznie jego egzystowaniem z dala od głównego nurtu kina grozy, bo niechęć u niektórych z nich budzi sam scenariusz, nie zaś (albo w mniejszym stopniu) tanie wykonanie.

Gdybym sugerowała się subiektywnymi ocenami recenzentów, a nie suchymi informacjami o filmie zawartymi w niektórych opiniach to najpewniej nigdy nie zasiadłabym do seansu „All I Need”. Niski budżet zawsze był dla mnie zachętą, ale po tę produkcję sięgnęłam głównie przez pokrótce przybliżone w paru recenzjach ujęcie problematyki filmu. Widz zostaje wrzucony w sam środek akcji, bez uprzedniego poznania chociażby samej głównej bohaterki w jej naturalnym środowisku. Widzimy przebudzenie młodej zakneblowanej i związanej kobiety, Chloe (bardzo dobrze wykreowanej przez Caitlin Stasey), w brudnym pokoju motelowym, na twarzy której najpierw odmalowuje się zdezorientowanie, te z kolei zaraz potem przechodzi w skrajne przerażenie. Twórcy zanadto rozciągnęli tę wstępną sekwencję – jak mniemam ich zamiarem było zmuszenie widza do wczucia się w sytuację bezbronnej ofiary, w czym miały dopomóc długie najazdy kamer na jej sylwetkę, ale początkowe zaczątki tego rodzaju intymności szybko wyparowały, w efekcie czego już w pierwszych minutach filmu zaczęłam się niecierpliwić. Przez chwilę, bo sytuacja została wkrótce zaogniona pojawieniem się niezidentyfikowanego osobnika, który bezceremonialnie wywlekł na zewnątrz kobietę wcześniej leżącą obok głównej bohaterki. Twórcy nie pozwalają nam przyjrzeć się temu, co spotyka za drzwiami obskurnego pokoju motelowego nieszczęsną ofiarę, ale odgłosy dochodzące naszych uszu są na tyle wymowne, że właściwie nie pozostawiają pola na luźne domysły. Wiemy, że młode kobiety przetrzymywane w tym pomieszczeniu ma spotkać bolesna śmierć, nie znamy jedynie motywów sprawcy, UWAGA SPOILER bo jego tożsamość łatwo szybko rozszyfrować KONIEC SPOILERA. Już na początku Dylan K. Narang raczy nas iście zagadkową sytuacją, przy okazji podchodząc do domniemanej tematyki seryjnego mordercy od mniej pospolitej strony. Oprawca jest enigmą – jedyne co o nim wiemy na pewno (co zostaje w dobitny sposób zasugerowane) to to, że planuje zabić wszystkie porwane dziewczęta. Nie widzimy jego twarzy nie tylko z powodu kierowania kamery na dolne partie jego ciała, ale również za sprawą noszonego przez niego wymyślnego nakrycia głowy, ukrywającego również jego oblicze. Skoro więc nie pozwala nam się dokładnie poznać osobowości mordercy można się spodziewać zupełnie innego podejścia do jego ofiar. Przygotowujemy się więc na szczegółowe portrety niektórych z nich, a przynajmniej głównej bohaterki Chloe – sądzimy, że Narang poświęci sporo miejsca na wyłuszczenie nam ich skrótowych biografii, ale jak się z czasem okazuje początkujący twórca nie zamierzał w taki sposób się wspomagać. Aby wzbudzić w oglądającym odpowiednie emocje musiał sprawić, żeby obchodził go los przynajmniej głównej bohaterki, nie zdecydował się jednak uczynić tego poprzez jak się wydaje jeden z łatwiejszych zabiegów. Ograniczył kwestie więzionych kobiet do absolutnego minimum, nie pozwolił nawet Chloe opowiedzieć o swoim dotychczasowym życiu, skupił się jedynie na jej (i dwóch innych porwanych kobiet) reakcjach na aktualną, wielce niewygodną sytuację. Ryzykował tym sprowadzenie ofiar tajemniczego mężczyzny do pozycji „mięsa armatniego”, pozbawionej indywidualności pożywki dla maniaka, który regularnie odwiedza „swój harem”. Jakież więc było moje zdumienie, gdy uświadomiłam sobie, że zżyłam się z Chloe do tego stopnia, że szczerze życzę jej wyjścia cało z tej pułapki. A tą jest nieduży pokój motelowy z przylegającą do niego ciasną łazienką – obskurne, mroczne, brudne pomieszczenia, które wywołują iście klaustrofobiczne wrażenie doprawione nutką odrazy. Twórcy „All I Need” zadbali o doprawdy odpychającą scenerię, którą dodatkowo uatrakcyjniały lekko ziarniste, przybrudzone zdjęcia. Dopomógł im w tym niewielki budżet – gdyby to była hollywoodzka superprodukcja pewnie bez masy plastiku by się nie obyło. Zamiast zmęczonych, zaniedbanych twarzy młodych kobiet i przybrudzonych zdjęć najprawdopodobniej dostalibyśmy wymalowane gwiazdeczki ze starannymi fryzurami oraz silnie skontrastowane obrazy mieniące się żywymi barwami, może co najwyżej okraszonych małą porcją metalicznych czerni.

Wątki rozgrywające się w pokoju motelowym twórcy przeplatają z losami niejakiego Andrew, mężczyzny szukającego pracy, głównie po to, aby móc płacić należne alimenty swojej nastoletniej córce. Tutaj również szybko zostajemy skonfrontowani z wielce zagadkową sytuacją wynikłą z doprawdy niezwykłej oferty przedstawionej mężczyźnie przez telefon. Nieznajomy osobnik (jeśli mnie uszy nie myliły) z rosyjskim akcentem przedstawia mu dziwaczną propozycję, która nęci możliwością godziwego i jak się wydaje łatwego zarobku. W tym momencie w głowie właściwie każdego oglądającego powinny odezwać się dzwonki alarmowe, które z biegiem trwania tego wątku najpewniej będą zyskiwać na sile. Reakcje Andrew natomiast będą wręcz odwrotne – jego początkowa podejrzliwość zostanie zastąpiona przekonaniem o całkowitej nieszkodliwości jego nowego zajęcia i rzecz jasna o ogromie szczęścia, jakie go spotkało. Łatwo domyślić się, do czego to wszystko go doprowadzi, UWAGA SPOILER osobiście nie miałam nawet trudności z zestawieniem tego wątku z drugim. Byłabym jednak niesprawiedliwa zarzucając „All I Need” przewidywalność w absolutnie każdym aspekcie jego scenariusza. Bo nawiązania do pewnej historycznej postaci się nie spodziewałam. Zorientowałam się, że Narang pójdzie w tę stronę, gdy Elizabeth (imię nie jest przypadkowe) zaczęła mówić o młodości, ale wziąwszy pod uwagę fakt, że zaraz potem pojawia się wyraźne nawiązanie do znanej „wampirzycy” nie mogę w tym miejscu utyskiwać na przewidywalność KONIEC SPOILERA. Wydarzenia koncentrujące się na Andrew dostarczyły mi odrobinę napięcia, nawet pomimo tego, że doskonale wiedziałam, do jakiego punktu to wszystko zmierza (w ogólnym zarysie, z wyłączeniem istotnych detali), w porównaniu jednak do sekwencji poświęconych Chloe jego siła była raczej niewielka. Sekwencje skupiające się na zaszczutej, uwięzionej dziewczynie były wręcz przesycone nieustannie intensyfikowanym napięciem, którego nie psuły nawet niektóre nieco naciągane sytuacje. Na przykład długie grzebanie przez nią palcami w ranie, odniesionej podczas iście dramatycznej próby wydostania się z motelu przez szyb wentylacyjny, która moim zdaniem pojawiła się głównie z chęci zniesmaczenia odbiorcy, bo wydaje mi się, że aby oszukać mordercę wystarczyło czy to przyłożyć krwawiące miejsce do otworu w ścianie, czy zwyczajnie przenieść krew za pomocą dłoni (choć z drugiej strony wówczas z pewnością byłoby jej zdecydowanie mniej). Finalną konfrontację również uważam za mało realistyczną, ale szczerze powiedziawszy nie przeszkadzało mi to w żywym reagowaniu na prezentowane wydarzenia. Niektórzy widzowie mogą dopatrywać się głupoty w początkowej bierności drugiej towarzyszki Chloe w obliczu zbliżającego się zagrożenia uosabianego przez mordercę próbującego wedrzeć się do zabarykadowanego pokoju. Moim zdaniem jednak Narang doskonale oddał w tej scenie paraliż, jaki w rzeczywistości ogarnia wiele osób znajdujących się w iście koszmarnym położeniu, czy przestraszonych jakimś niespodziewanym incydentem (jump scenka hehe). W ogóle to wykazał się tutaj dużym zrozumieniem różnych mechanizmów zachodzących w psychice ofiar i co więcej potrafił na tyle dobrze oddać je na ekranie, żebym bez żadnego wkładu ze swojej strony całkowicie wsiąkła w ten wątek (choć oczywiście nie obyło się bez drobnych bzdurności). W ten drugi też, ale w zdecydowanie mniejszym stopniu.

Nie mogę polecić „All I Need” wszystkim wielbicielom thrillerów o wszelkiej maści maniakach i ich ofiarach, bo ta produkcja może przypaść do gustu jedynie części z nich. I to raczej niewielkiej. Największą szansę na odnalezienie się w omawianym obrazie Dylana K. Naranga mają sympatycy niskobudżetowych, minimalistycznych dreszczowców, czy to o seryjnych mordercach, czy jego ofiarach, przetrzymywanych w niewielkim pomieszczeniu, po to, aby wkrótce umrzeć w jakiś bolesny sposób. Nie jestem jednak przekonana, czy aby wszystkie osoby z takimi preferencjami filmowymi dadzą się przekonać tej propozycji, choćby ze względu na drobne niedostatki w scenariuszu, czy ryzykowne podejście do portretu głównej bohaterki, które to może nie sprawdzić się w przypadku każdego odbiorcy. Mnie pełnometrażowy debiut Dylana K. Naranga przekonał. W sumie to życzyłabym sobie więcej podobnych niszówek, ale to jeszcze nie powód, żeby z czystym sumieniem rekomendować ten obraz każdemu wielbicielowi mrocznych thrillerów.

1 komentarz:

  1. Film bardzo specyficzny. Nie ma tutaj żadnego długiego wprowadzenia. Nie ma również przedstawiania bohaterów. Od samego początku widz śledzi losy przetrzymywanych dziewczyn. Czasami akcja przeskakuje na historię Andrew żeby coś widzowi wyjaśnić. Podobało mi się takie rozwiązanie. Oceniam film bardzo pozytywnie.

    OdpowiedzUsuń