Stronki na blogu

poniedziałek, 16 sierpnia 2021

Daniel Radziejewski „Dziecięcy Kram”

 

São Paulo, Brazylia. Klara Silva w dziesiątym roku swojego życia straciła oboje rodziców i trafiła do domu dziecka. Teraz ma dwadzieścia cztery lata i pięcioletniego syna Victora, którego wychowuje w pojedynkę. Każdy dzień jest dla niej ogromnym wyzwaniem, Klara nie ma bowiem stałej pracy, ani mieszkania. Oprócz poprawienia swojej sytuacji materialnej, dziewczyna marzy o rozwikłaniu tajemnicy zaginięcia swojego ojca, Laonarda Silvy. W ten sposób nawiązuje znajomość z blogerką Lucimarą Santos, która zdobyła nieznane Klarze informacje w tej sprawie. Trochę wcześniej Klara poznaje dostojnego dżentelmena Alonsa Bastosa i jego młodego pracownika Lucasa Pereirę. Ten pierwszy nieodpłatnie oferuje jej i jej synkowi tymczasowe lokum oraz zatrudnia Klarę w swoim sklepie z używaną odzieżą dziecięcą i zabawkami funkcjonującym pod nazwą Dziecięcy Kram. Kiedy już kobieta nabiera przekonania, że jej życiowa sytuacja wreszcie się poprawia, odzywa się rodzinna przypadłość Silvów. Klara i Victor w domu Bastosa widują istoty z zaświatów, a jakby tego było mało, kobieta zaczyna podejrzewać, że jej pracodawca i jego wierny pomocnik mają jakieś mroczne tajemnice.

Pochodzący z Leszna absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – kierunek: filologia angielska – nauczyciel języka angielskiego, który większość zawodowego życia spędził poza granicami Polski (Brazylia, Arabia Saudyjska, Irlandia), Daniel Radziejewski, na rynku literackim debiutował w roku 2008, powieścią „Metodyk”. Potem były „Grzech ojca” i „Miasteczko Anterrey. Znamię” (w przygotowaniu sequel tej powieści; w najbliższych planach jest też thriller/sensacja od Radziejewskiego, która to powieść prawdopodobnie będzie miała tytuł „Ani słowa!”). Gościł też w antologii opowiadań „Ludzie potrafią latać” przygotowanej przez wydawnictwo Novae Res, z którym to Radziejewski od początku swojej pisarskiej kariery niezmiennie współpracuje. Pomysł na powieść grozy „Dziecięcy Kram”, której premiera przypadła na rok 2021, przyniosło doniesienie prasowe, na które autor natknął się przeglądając polskojęzyczny portal informacyjny. Wstrząsająca sprawa, z którą ten miłośnik horrorów, kryminałów i literatury sensacyjnej zapoznał się będąc we Włoszech. Akcję Radziejewski umieścił w São Paulo w Brazylii, gdzie mieszkał na przełomie 2017 i 2018 roku, i które to miasto zwykł nazywać Nowym Jorkiem Ameryki Południowej.

Połączenie „Szóstego zmysłu” M. Nighta Shyamalana ze „Sklepikiem z marzeniami” Stephena Kinga. Czwarta opublikowana powieść polskiego autora Daniela Radziejewskiego i moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. Pasjonujący, klimatyczny, wielowątkowy horror z wyczuciem wykorzystujący sprawdzone w kinie i literaturze grozy motywy. Autor „Dziecięcego Kramu” to „absolwent starej szkoły straszenia”. Bardziej przeraża nas to, czego nie widzimy, co podsuwa nam wyobraźnia, nie zaś to, co wychodzi z ukrycia. Przyczajony, chowający się za zasłoną intruz, często zdejmuje większym lękiem, aniżeli odmalowana ze wszystkimi odrażającymi szczegółami, nawet najwymyślniejsza bestia. W „Dziecięcym Kramie” autor chętnie korzysta z tej, coraz rzadziej praktykowanej, metody siewu nasion zwanych niepokojem. I jest w tej niełatwej przecież sztuce skuteczny. Oczywiście upiory w „Dziecięcym Kramie” nie będą przez cały czas ukrywać się w cieniu. Radziejewski nie będzie wiecznie „odwracał wzroku” od szczegółów ich upiornej fizjonomii. A zatem i my, odbiorcy jego pełnokrwistej powieści grozy, niekiedy będziemy mogli dokładnie przyjrzeć się istotom widywanym przez młodą Brazylijkę i jej uroczego synka. Główna bohaterka i jednocześnie narratorka większej części omawianej powieści, dwudziestoczteroletnia Klara Silva prawie przez całe swoje życie ma mocno pod górkę. Czarne chmury zawisły nad nią czternaście lat wcześniej, kiedy to jednego dnia straciła oboje rodziców: matka zmarła, ojciec zaginął. Dziesięcioletnia dziewczynka trafiła do domu dziecka, a niedługo po osiągnięciu pełnoletności, a więc wydostaniu się z tego generalnie przygnębiającego miejsca, znalazła swoją pierwszą miłość. Anglika Jasona Evansa, który dał jej syna, Victora. Reszty można się domyślić. Historia stara jak świat: facet zapładnia, facet ucieka. Synek Klary ma już pięć lat i podobnie jak jego matka marzy o własnym kącie. Radziejewski kreśli doprawdy smutny, tragiczny wręcz obraz straszliwie pognębionych przez złośliwy los matki i dziecka. Wieczna tułaczka, niezmiennie z maleńkim groszem przy duszy. Bez mieszkania, bez stałej pracy i właściwie bez perspektyw na lepsze jutro. Niebywale ciężki żywot w zatłoczonym brazylijskim mieście złożonym z silnych kontrastów. Zdecydowanie niesprawiedliwy, depresyjny los sympatycznej kobiety i jej nie mniej sympatycznego synka. Potworne, nieomal wyciskające łzy z oczu, ściskające krtań, przeklęte poczucie beznadziei – z całym przekonaniem muszę stwierdzić, że Radziejewski sprowadził to praktycznie do perfekcji. Czarna rozpacza, niekończąca się udręka, okropne fatum, okropna niesprawiedliwość, ale i nadzieja, niesłabnąca, choć może naiwna nadzieja wyrwania się wreszcie z tej koszmarnej matni. Kolczastej klatki, mrocznej otchłani życia. W której Klara, z krótkimi przerwami, przebywa od dziesiątego roku życia, a jej jedyne dziecko od urodzenia. Już w prologu Radziejewski ujawnia, że Klara prawdopodobnie jest obciążona rodzinną (ze strony matki) przypadłością. Zdolnością, którą jak pamiętamy miał też Cole Sear z „Szóstego zmysłu”. Między innymi, bo podobnych historii mieliśmy już całkiem sporo. Także od Stephena Kinga (na przykład „Lśnienie”, na przykład „Później”), którego twórczość Danielowi Radziejewskiemu na pewno obca nie jest. Pytanie, czy ma już za sobą lekturę „Sklepiku z marzeniami” Kinga, ewentualnie jej filmowej wersji w reżyserii Frasera C. Hestona? Czy Alonso Bastos powstał pod natchnieniem Lelanda Gaunta, czy to raczej jeden z nadzwyczajnych zbiegów okoliczności, którymi niestety wspomaga się autor „Dziecięcego Kramu” w budowie dosyć złożonej intrygi ukrytej pod wpadającą oko okładką projektu Michała Duławy (Novae Res, rok 2021). Trochę za dużo tych niewiarygodnych zrządzeń losu... Czego świadom był także sam autor, bo jakieś tam – mnie nieprzekonujące - wyjaśnienie tej „zagadki” podrzucił, zasugerował. Poza tym wypowiedzi poszczególnych postaci czasami wydawały mi się troszkę nienaturalne, ale to już detale. Incydentalne, sporadyczne momenty.

(źródło i zwiastun książki: https://www.youtube.com/watch?v=PUES2Kq0hlk)

Daniel Radziejewski w „Dziecięcym Kramie” multiplikuje wątki. Zaczyna już na początku i nie każe swoim czytelnikom długo czekać na otwarcie wszystkich ścieżek, którymi będziemy podążać. Rodzinna przypadłość, dar albo raczej przekleństwo, motyw widzenia zmarłych ludzi. Motyw nawiedzonego przez duchy domu, który z czasem przejdzie w inny, też już sprawdzony temat, tj. niejednokrotnie wykorzystywany już w opowieściach z dreszczykiem. Do tego wielce podejrzany jegomość, dystyngowany mężczyzna prowadzący tytułowy Dziecięcy Kram, sklepik z używaną dziecięcą odzieżą i zabawkami, który ponad wszelką wątpliwość ukrywa przed światem swoją prawdziwą, mroczną, zdegenerowaną naturę. Radziejewski nie pozostawia nam żadnych wątpliwości, że Alonso Bastos to drapieżnik w owczej skórze. Wytrawny manipulator, zepsuty do szpiku kości człowiek, który bezlitośnie nagina zagubione dusze do swojej odrażającej woli. W każdym razie na pewno jedną osobę, dwudziestoparoletniego Lucasa Pereirę, uzależnionego od narkotyków mężczyznę, który wykonuje dla swojego „wybawcy” najcięższe prace związane z prowadzeniem sklepu. Wyjątkowo wymagającego pracodawcy, który „w swojej szczodrości” dał mu również dach nad głową w wilgotnej, brudnej, cuchnącej piwnicy. Klarze i Victorowi Bastos zaoferował zdecydowanie wygodniejszy kącik. Udostępnił im bowiem swój dom stojący rzut beretem od Dziecięcego Kramu. Nowego miejsca pracy Klary. Tymczasowej, bo za dwa tygodnie główna bohaterka powieści ma podjąć pracę gdzie indziej. Jest jeszcze motyw tajemniczego zaginięcia Leonarda Silvy, ojca Klary. Mężczyzna przepadł jak kamień w wodę przed czternastoma laty. Sprawa nadal nie została wyjaśniona, a Klara naturalnie bardzo chciałaby dowiedzieć się, co spotkało jej rodziciela. I tutaj „na scenę” wkracza ponad trzydziestoletnia blogerka Lucimara Santos. Zaradna, empatyczna, piękna kobieta gotowa wspomóc nowo poznaną Klarę Silvę w jej małym śledztwie w sprawie zaginięcia ojca. Jak można się tego spodziewać ich współpraca szybko zamieni się w najprawdziwszą, wspaniałą przyjaźń. Ten sympatyczny, doskonale się uzupełniający duet „nieustraszonych”, bardzo zdeterminowanych, uparcie goniących za prawdą kobiet, swoją „detektywistyczną działalność” z czasem rozciągnie też na inne, wydaje się, bardziej palące kwestie. Zjawy widywane przez Klarę i Victora w domu Alonsa Bastosa. I sam Bastos – sekrety mrocznego mężczyzny prowadzącego prosperujący sklepik z artykułami dla dzieci. A w związku z tym także sekrety jego młodego pomocnika, Lucasa Pereiry, który jak z czasem zauważa nawet Klara, zmaga się z jakąś bardzo uciążliwą chorobą. „Nawet Klara”, bo nie jest to zbyt spostrzegawcza, a już na pewno ostrożnie wchodząca w nowe znajomości, osoba. W zasadzie przypominała mi bohaterki gotyckich powieści grozy. Ufność granicząca z naiwnością, łatwość w wyrzucaniu z głowy wszystkich złych myśli o jej nowym pracodawcy, ilekroć pojawi się choćby najmniejsza przesłanka świadcząca na jego korzyść. Klara często drastycznie (od skrajności w skrajność) zmienia zdanie na temat tego dla czytelnika nieprzerwanie śliskiego, niebezpiecznego, jegomościa. Radziejewski nie starał się ukryć przed nami jego prawdziwej natury, z wyjątkiem... powiem tylko, że możecie spodziewać się mocnego uderzenia, czegoś naprawdę potwornego; parę mniejszych niespodzianek nasz rodak też ma w zanadrzu. Lucimara Santos wie dokładnie tyle o Alonsie Bastosie, ile jej nowa przyjaciółka, ale jej nie przychodzi z taką łatwością ignorowanie dzwonków alarmowych wysyłanych przez tego człowieka i jego słabowitego pracownika. Niewolnika? Wszystko na to wskazuje. Wszystko wskazuje też na to, że ci ludzie zajmują się czymś nielegalnym. Wiadomo czym. Z tego też autor „Dziecięcego Kramu” żadnej tajemnicy nie robi. Ot, złodzieje. Psychopata i jego sponiewierany wspólnik. Ofiara uwikłana przez nadzwyczaj przebiegłego, pozbawionego skrupułów władcę marionetek w najwyraźniej oczywisty proceder. Niezbyt pomysłowy, niewidowiskowy, w sumie całkiem zwyczajny, żeby nie rzec nijaki. Już straciliście zainteresowanie? Zniechęciliście się do „Dziecięcego Kramu”? Oby nie. Bo Daniel Radziejewski ma Wam jeszcze dużo do pokazania. Ujawnienia. A tymczasem zaprasza do nawiedzonego domostwa (ta dbałość o stosowny klimat – zjawy pochowane po kątach, przyczajone nadnaturalne zagrożenie, mroczne obecności, upiorności nie z tego świata – to konsekwentne, skrupulatne intensyfikowanie napięcia, agresywne wytrącanie ze strefy komfortu) i może nawet bardziej niebezpiecznego sklepiku z dziecięcymi marzeniami.

Niepowierzchowny styl, mroczny klimat, interesujące postaci i dramatyczne, nadzwyczaj przygnębiające losy niektórych z nich, zaskakujące zwroty akcji, chwilami wręcz nieznośne napięcie i wielowątkowa, wciągająca fabuła. Znane motywy w rękach człowieka, który dobrze wie, jak poruszać się po tych niby ogranych schematach. Daniel Radziejewski w swoim „Dziecięcym Kramie” dobitnie pokazuje, że stare pomysły, stare metody straszenia, stare historie wciąż się sprawdzają. Ja w każdym razie bawiłam się wyśmienicie. Fascynująca ghost story niekoniecznie do poduszki:) Ale oczywiście polecam wszystkim sympatykom mrocznej beletrystki. Gorąco, gorąco, ogniście!

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu


2 komentarze:

  1. Bardzo dziękuję za tak wnikliwą recenzję Dziecięcego Kramu. Jestem pod wrażeniem. Cieszę się, że powieść zapewniła sporo emocji. Podziękowałem Pani za recenzję na swojej stronie autorskiej na FB. :-)
    Jeśli to możliwe, prosiłbym również o umieszczenie tej recenzji i oceny na Lubimy Czytać i może paru innych stronach.
    Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam serdecznie!
    Daniel Radziejewski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żadna "Pani" - zwykła Anka:) Nie ma za co dziękować: jak dobra książka to i recenzja pochwalna. Więc to ja dziękuję za pasjonującą lekturę i czekam na kolejne.
      Na Lubimy Czytać reckę zamieszczę jeszcze dziś.
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń