Stronki na blogu

wtorek, 25 stycznia 2022

Adele Parks „Kłamstwa, wszędzie kłamstwa”

 
Recenzja przedpremierowa

Londyn. Daisy i Simon Barnes, powinni być szczęśliwi. Mają piękną i utalentowaną córeczkę Millie, która przyszła na świat po długich staraniach. Wygodny dom, grono wiernych przyjaciół oraz satysfakcjonującą pracę. Ona jest nauczycielką z powołania, a on projektantem wnętrz. Wydaje się, że osiągnęli wszystko, o czym wiele innych par może tylko pomarzyć. Ale na tym obrazku są poważne rysy, a największa to uzależnienie Simona od alkoholu. W przeciwieństwie do Daisy mężczyzna uważa, że powinni się postarać o kolejne dziecko. Poczynił już pewne kroki w tym kierunku, nie bacząc na zdanie żony. I wtedy pojawiły się wątpliwości. Podejrzenie, że Daisy go zdradziła, że nie jest biologicznym ojcem Millie. Ale najgorsze dopiero ma nadejść. Wypadek, który prawdopodobnie na zawsze odmieni ich życie.

Kłamstwa, wszędzie kłamstwa” (oryg. „Lies Lies Lies”) to pierwotnie wydany w 2019 roku bestsellerowy thriller psychologiczny/domestic noir pióra angielskiej pisarki Adele Parks, w 2022 roku odznaczonej Orderem Imperium Brytyjskiego. Parks urodziła się w Teesside w Anglii, a siedem lat później zaczęła marzyć o zostaniu powieściopisarką. Studiowała język angielski na Uniwersytecie Leicester i przez jakiś czas pracowała w reklamie jako konsultantka ds. zarządzania. Jej debiutancka powieść, „Playing Away”, ukazała się w roku 2000. Obecnie ma na koncie około trzydzieści książek, z których część ma zostać przeniesiona na ekran (prawa sprzedane w 2020 roku). W tym „Kłamstwa, wszędzie kłamstwa”, nominowany do British Book Award w kategorii Fiction Book 2020, głośny dreszczowiec, który trafił na sam szczyt listy bestsellerów magazynu „The Sunday Times”, i który nie przeszedł również bez echa na arenie międzynarodowej. Książki Adele Parks, kojarzonej głównie z tak zwaną literaturą kobiecą, w samej Wielkiej Brytanii rozeszły się w przeszło czterech milionach egzemplarzy (szacunki ze stycznia 2022 roku).

Nie oceniaj po pozorach. To jedna z ulubionych nauk autorów i autorek współczesnych thrillerów psychologicznych. Powieści o ludziach mających tajemnice. Kreujących się na lepszych albo gorszych, niż są w istocie. Nie mówiących całej prawdy o sobie. Adele Parks chciała, by czytelnicy „Kłamstwa, wszędzie kłamstwa” przez cały czas mieli tę świadomość. Wiedzieli, że nie pokazuje im wszystkiego, że przynajmniej główni bohaterowie coś ukrywają. Nie są tacy, jak się wydaje. Parks, niezgodnie ze swoim zwyczajem, tytuł (tj. „Lies Lies Lies”) wybrała - razem ze swoim redaktorem - na samych końcu, gdy tekst był już gotowy. Tytuł, który miał (to było jak najbardziej zamierzone) nastawić czytelnika niejako przeciwko czołowym postaciom. Odbiorca od początku miał patrzeć na Daisy i Simona Barnesów podejrzliwym okiem. Szukać prawdy w morzu kłamstw. Parks lubi dopasowywać utwory muzyczne do swoich bohaterów. A Simon w jej oczach stanowi istne ucieleśnienie „Don't Threaten Me With A Good” Panic! At The Disco. Nic nie jest w stanie odciągnąć go od butelki. Żyje już tylko po to, by rozkoszować się procentami. Simon jest alkoholikiem, ale jak wielu z nich nie przyjmuje tego do wiadomości. Nie uważa tego za problem. Pije, bo lubi, a nawet jeśli w alkoholowym zamroczeniu zdarzy mu się coś zbroić, to nie jest to nic, czego nie można puścić w niepamięć. Według niego problemem jest raczej to, że jego „świętoszkowata żona” ewidentnie nie potrafi wybaczać. Jedna z tych, co to zwykle doszukują się drzazg w oczach innych, a belki w swoich jakoś nie widzą. Daisy nie zawsze była taka. Kiedyś potrafiła się bawić. To ona się zmieniła, nie on. Tak w każdym razie patrzy na to Simon. Człowiek, który najwyraźniej znienawidził kobietę, z którą od wielu lat pozostaje w związku małżeńskim. To na nią spada większość obowiązków związanych z prowadzeniem gospodarstwa domowego i opieką nad ich jedynym dzieckiem. To ona zarywa noce, gdy jej mąż wraca pijany do domu – odprowadza go do łóżka, kąpie i pilnuje, by nie zadławił się własnymi wymiocinami. Sprząta po nim i wstydzi za niego podczas praktycznie wszystkich spotkań towarzyskich. Pewnie dlatego Daisy od dłuższego czasu wynajduje najróżniejsze wymówki, ilekroć ich najbliżsi przyjaciele fotografka Connie i architekt Jake Bakerowie organizują domową imprezę. Simon, wręcz przeciwnie, nie widzi powodu, dla którego mieliby sobie odmawiać darmowego alkoholu. Ale dla świętego spokoju podporządkowuje się woli Daisy. Jak zawsze zresztą. We wszystkich innych sprawach, które nie dotyczą jego picia. Z tego zrezygnować nie zamierza. Adele Parks w „Kłamstwa, wszędzie kłamstwa” postawiła na zapewne doskonale znaną miłośnikom współczesnych thrillerów psychologicznych, narrację. Poza nielicznymi wyjątkami, punkt widzenia Daisy (w pierwszej osobie) nierównomiernie przeplata się z bardziej bezpośrednim zapisem przeżyć Simona (w trzeciej osobie, z nim w centrum). Czytelnik dostaje więc wgląd – dodam, że całkiem szeroki – w umysły obu połówek tego najwyraźniej gnijącego jabłka. Simona poznajemy jeszcze w dzieciństwie, w prologu, a potem przenosimy się do roku 2016. Kiedy to nasze nieszczęśliwe małżeństwo robi pierwszy krok w kierunku spełnienia pragnienia, jak się wydaje, tylko jednego z nich. To Simon marzy o kolejnym dziecku. W każdym razie on jest gotowy zaryzykować przejście przez dobrze im już znane katusze. Daisy potrafi się ciszyć z tego, co ma. W zupełności wystarczy jej jedno dziecko. Sześcioletnia już córeczka Millie, o którą bardzo długo się starali. Daisy nie ma więc najmniejszej ochoty na realizację w ich sytuacji nader ambitnego planu dania Millie siostry lub brata. Ustępuje jednak mężowi. Jak zwykle.

Nie sposób poznać drugiego człowieka. Nie słuchaj, kiedy ktoś ci wmawia, że jest inaczej.”

Kłamstwa, wszędzie kłamstwa” Adele Parks przed długi czas bardziej przypominają dramat niż dreszczowiec. Wolno rozwijająca się opowieść o rodzinie z problemami. Monotonia dnia codziennego: praca, spotkania z przyjaciółmi, obowiązki domowe, drobne rozrywki organizowane z myślą o dziecku, ale czasami też z potrzeby odkupienia swoich grzechów. Zaniedbań dopuszcza się Simon, mężczyzna zdaje sobie z tego sprawę, ale w jego ocenie, część winy leży też po stronie Daisy. Gdyby nie jej poświęcenie, ich związek zapewne nie przetrwałby tak długo. Ich rodzina rozpadłaby się. Ona i Millie pewnie jakoś, by sobie poradziły, ale Simon niekoniecznie. Przegrałby swoje życie jeszcze szybciej niż z Daisy. Gdy go poznajemy wszystko wskazuje na to, że mężczyzna nie zdaje sobie sprawy z tego, jakie miał szczęście trafiając na taką kobietę, jak ona. A raczej jaką stała się po latach życia z człowiekiem mającym słabość do alkoholu. Męczennica. Kobieta, która wprawdzie nie bez skarg, ale jednak znosi wszelkie niedogodności, przykrości, problemy powodowane przez partnera, który najwyraźniej już jej nie kocha. Co innego Millie. Mimo że Simon nie jest już tak pewny, jak do niedawna, że to on jest jej biologicznym ojcem. Ma powody przypuszczać, że żona parę lat temu dopuściła się zdrady, której owocem jest Millie. Dziewczynka, za którą dosłownie skoczyłby w ogień. Ale Opatrzność zaplanowała coś zgoła przeciwnego. Jego wina, jej chwila słabość, zresztą nie pierwsza, jeśli o tym mowa. Ona nie uparła się przy swoim, on niechcący doprowadził do tragedii. Gdyby nie poszli na to przyjęcie, a jeszcze lepiej gdyby on nie wpadł w szpony nałogu, to nie musieliby przez resztę życia dźwigać brzemienia, jakie dla wielu kochających rodziców byłoby nie do udźwignięcia. Genialne w swojej prostocie. Tragedia, której potworność zasadza się głównie na tym, że na dobrą sprawę mogłaby spotkać każdego rodzica. To mogłoby się zdarzyć. Nie tylko w stanie nietrzeźwości. Chwila nieuwagi. Znalezienie się w nieodpowiednim miejscu w najgorszym czasie. Wystarczy sekunda, by całe życie obróciło się w proch. Byś stracił wszystko, co miałeś. Ale tego nie doceniałeś. Pojmiesz to, gdy będzie już za późno. Może się wydawać, że Adele Parks nieco za mocno skupiła się na odmalowywaniu obrazków z dnia codziennego Barnesów. W oczach czytelnika nastawionego na solidny dreszczowiec tak szczegółowe opisy w gruncie rzeczy dość pospolitych sytuacji, mogą nie wypaść zbyt korzystnie. Może się pojawić niepożądane podejrzenie, że zamiast trzymającej w nieznośnym napięciu rozrywki, trafił się dramat rodzinny, ewentualnie powieść obyczajowa. Nie na to się pisał, nie tego pragnął, ale... najgorsze, co taki czytelnik może w tej sytuacji zrobić, to zrezygnować z dalszej lektury. W każdym razie ja na pewno odmówiłabym sobie mnóstwa wrażeń. Zresztą w moim przypadku sprawa była o tyle ułatwiona, że wprost przepadam za wolniejszymi rytmami. Kawałek po kawałku odkrywać bohaterów, milimetr po milimetrze zanurzać się w ich małych światkach, nieśpiesznie rozplątywać ich poplątane myśli. Smakować słowa. Całą sobą wejść w klimat danej opowieść. I mieć czas, mnóstwo czasu, na szukanie odpowiedzi. W „Kłamstwa, wszędzie kłamstwa” nienaturalnie długo (jak na współczesny thriller psychologiczny) wszystko wydawało się oczywiste. To znaczy tak by było, gdyby nie tytuł. Właściwie jedyne źródło pytań. Kto kłamie i jakież to kłamstwa? Jakie sekrety może mieć Daisy? Kobieta zasługująca na współczucie, choć powiedziałabym, że zbyt szybko oceniająca innych. Osadzająca, długo chowająca urazę nawet jeśli sprawa nie dotyczy jej osobiście, a osoba, której dotyczy, poszkodowana, przeszła nad tym do porządku dziennego. Nie tyle puściła rzecz w niepamięć, ile nie widzi już powodu, by ciągnąć konflikt. Czytelnik zapewne szybko dojdzie do wniosku, że Daisy najlepiej by zrobiła, gdyby uwolniła się od Simona. Rozwiodła się, zamiast toczyć boje o człowieka, któremu najwyraźniej nie zależy. A na pewno nie wkłada on tyle wysiłku w utrzymanie ich małżeństwa, ile wkłada jego okrutnie zapracowana żona. Tak, jeśli już ktoś tutaj kłamie, to na pewno Simon. Tyle że pierwszy tego rodzaju cios inkasuje właśnie on. Co jeśli Millie nie jest jego córką? Załóżmy, że Daisy miała, lub nadal ma, romans z jego najlepszym przyjacielem. Jeśli okłamała go w takiej sprawie, to aż strach pomyśleć w ilu pomniejszych kwestiach zdobywała się na drobne oszustwa. Ile tak naprawdę tajemnic ma ta kobieta? A on? Czy Simon był względem niej tak szczery, jak się wydaje? Jego grzechy są odkryte, znamy jego wady, słabości, stosunkowo szybko poznamy prawdopodobnie największy błąd, jaki w całym swoim życiu popełnił. Simon, w przeciwieństwie do Daisy, daje się nam poznać od gorszej strony. A zatem niczym nie może nas zaskoczyć? Cała nadzieja w niemal krystalicznej Daisy? Pod tą powłoką najprędzej kryją się swego rodzaju smakołyki dla fanów dreszczowców. Jeśli już ktoś, to najpewniej rzekomo lepsza połowa tego trującego owocu, za jaki w oczach odbiorcy „Kłamstwa, wszędzie kłamstwa” może uchodzić małżeństwo Barnesów, podzieli się z nami, jakimiś soczystymi rewelacjami na swój temat. I raczej nie będzie to przyjemne przeżycie. Adele Parks niejeden mocny cios mi zadała. Przyznaję, że płakałam jak dziecko. Aż mnie głowa rozbolała:) Mimo że nie poszła na całość - rok 2016 mógł przynieść nieporównywalnie większą tragedię, a zatem przysporzyć większych cierpień odbiorcom książki, bo podejrzewam, że mało komu los tych ludzi będzie obojętny. Efekt starannego odmalowania ich życia, aktualnych dziejów, ale też niemałej garści wspomnień, nie mówiąc już o dogłębnych rysach psychologicznych – rzecz jasna tyczy się to Barnesów, ale w gronie ich znajomych jedna osoba szczególnie przykuła moją uwagę: kobieta, o towarzystwo której, delikatnie mówiąc, Daisy nie zabiegała.

Kłamstwa, wszędzie kłamstwa” pióra poczytnej angielskiej autorki, Adele Parks, to powieść pełna niespodzianek. Nie zawsze dobrych, czasami wręcz przerażających. Poruszająca opowieść o niszczącym nałogu, o poświęceniu, zniewoleniu człowieka, o czynach odrażających i imponujących. O wyjątkowo ciężkim życiu niedoskonałych ludzi, bo tacy najpewniej nie istnieją, których los ze sobą złączył. Na dobre i złe, ale niekoniecznie na najgorsze. Bolesna historia nieszczęśliwego małżeństwa, dla którego prawie na pewno nie ma przyszłości. Bo oni kłamią? Thriller psychologiczny, domestic noir czy jak kto woli marriage thriller, od niektórych czytelników mogący wymagać niemałych pokładów cierpliwości (wolne tempo, szeroka płaszczyzna obyczajowa/dramatyczna), ale warto poczekać. Wierzcie mi, Adele Parks najlepsze przygotowała na później. No normalnie rewelacja!

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz