Stronki na blogu

sobota, 4 czerwca 2022

Luanne Rice „Ostatni dzień”

 

W Black Hall, miasteczku na wybrzeżu stanu Connecticut, w swoim własnym domu zostaje zamordowana współwłaścicielka tutejszej galerii sztuki, Beth Lathrop, która w chwili śmierci była w zaawansowanej ciąży. Ciało znajduje jej starsza siostra, pilotka Kate Woodward. Sprawę prowadzi detektyw wydziału kryminalnego Conor Reid. Mężczyzna przed dwudziestoma trzema laty odegrał pewną rolę w innej sprawie, w której ofiarami były nastoletnie wówczas siostry Woodward i ich matka. Głównym podejrzanym o brutalne morderstwo powszechnie lubianej, zamożnej kobiety i jej nienarodzonego syna, jest jej arogancki mąż Peter Lathrop, który wdał się w romans z dużo młodszą Nicolą Corliss. Beth wiedziała, że jej życiowy wybranek spotyka się z inną. Wiedziała też o tym ich szesnastoletnia córka Samantha i wszyscy z otoczenia Lathropów. Kate angażuje się w śledztwo dotyczące morderstwa jej siostry i nienarodzonego siostrzeńca. W efekcie czego stopniowo odkrywa sekretne życie Beth.

Zainspirowany prawdziwymi wydarzeniami powieściowy thriller kryminalny/domestic noir bestsellerowej amerykańskiej autorki, która w 2002 roku otrzymała tytuł doktora honoris causa, Luanne Rice. Urodziła się w New Britain w stanie Connecticut, a obecnie dzieli swój czas między Nowym Jorkiem, Południową Kalifornią i nadmorskim miastem Old Lyme w Connecticut. Jej debiutancka powieść, „Angels All Over Town”, ukazała się w roku 1985 i odtąd publikuje dość regularnie. Parę jej utworów zostało przeniesionych na mały ekran (filmy telewizyjne i jeden miniserial: „Beach Girls” z 2005 roku). Pomysł na „Ostatni dzień” (oryg. „Last Day”), którego światowa premiera przypadła na rok 2020, a polska 2022 (edycja przygotowana przez wydawnictwo Muza, w tłumaczeniu Pawła Wolaka), Rice zaczerpnęła ze sprawy kryminalnej z lat 80-tych XX wieku: kobieta zamordowana przez swojego męża. Życiowy partner Luanne Rice i jej pasierbica, która pomogła skazać sprawcę, byli świadkami. Rice wyjawiła, że jej rodzina początkowo była przekonana, że mąż nie mógł zabić – przebywał na łodzi, kiedy odnaleziono zwłoki jego żony i wszystko wskazywało na to, że był tam również w czasie zabójstwa – ale jej pasierbicy udało się podważyć to alibi (sztuczka z telefonem). Postać Kate Woodward skrystalizowała się w głowie Luanne Rice w małym samolocie, którym wraz ze swoją siostrą leciała na Block Island. Wtedy właśnie zobaczyła ją za sterami maszyny latającej, wtedy wybrała zawód dla jednej z głównych bohaterek „Ostatniego dnia”. Nieoficjalny partner Kate, detektyw wydziału kryminalnego Conor Reid, wystąpił też w wydanej rok później (2021) powieści, tej samej autorki, pt. „The Shadow Box” i niewykluczone, że i tam nie powiedział jeszcze ostatniego słowa – możliwa literacka seria z tym fikcyjnym policjantem.

W „Ostatnim dniu” Luanne Rice przenosi nas do jednego z tych zakątków, które szczególnie sobie upodobała. Nadmorskie senne miasteczko w jej rodzimych Stanach Zjednoczonych. Black Hall w stanie Connecticut, gdzie urodziły się i wychowały dwie wykreowane przez nią siostry, które dwadzieścia trzy lata przed bestialskim morderstwem jednej z nich przeszły przez inne piekło. One przeżyły, ich matka nie miała tyle szczęścia. I najwyraźniej tylko młodsza siostra, Beth Woodward, później Lathrop, przepracowała tę traumę. W każdym razie wszystko wskazuje na to, że na Katherine 'Kate' tamte straszliwe chwile w ciemnej piwnicy, w domu, w którym dorastały, odbiły się nieporównywalnie mocniej. Kate, w przeciwieństwie do swojej niewiele młodszej siostry, jakby straciła zdolność do zakochiwania się. Beth założyła rodzinę, a Kate przez wszystkie te lata żyła w przekonaniu, że na skutek tragicznych wydarzeń z przeszłości, dożyje swoich dni jako singielka. Wprawdzie nie miałaby nic przeciwko zmianie tego stanu rzeczy, ale kiedy ją poznajemy, w umownej teraźniejszości, główna bohaterka „Ostatniego dnia” jakoś szczególnie nie ubolewa nad swoim losem. Ma pracę, którą wprost uwielbia – poszła w ślady swojej nieustraszonej, ukochanej babci, która zmarła jakiś czas temu i została pilotką (Kate lata prywatnymi odrzutowcami) – uwielbianą siostrzenicę i przyjaciółki, na które, jak jej się wydawało, zawsze może liczyć. Róża Wiatrów: tak już w okresie młodzieńczym nazwały się Kate, Beth, Lulu i Scotty. Przyjaciółki na zawsze. Kiedyś przysięgały nie mieć przed sobą żadnych tajemnic. Zawarły pakt krwi. Po śmierci jednej z nich, po brutalnym morderstwie powszechnie szanowanej współwłaścicielki ekskluzywnej galerii sztuki w Black Hall, od pokoleń należącej do jej rodziny, na jaw wychodzą jednak tajemnice kobiet, do których Kate dotąd miała bezgraniczne zaufanie. Powieść otwiera z pozoru niewinne ujęcie z domu Lathropów, stojącego w miejscowości Black Hall, na wybrzeżu stanu Connecticut. Widzimy ciężarną kobietę leżącą na łóżku. Panią domu, którą za moment odwiedzi jej zaniepokojona siostra, w towarzystwie pary policjantów z najbliższego posterunku. I tak Kate Woodward zainkasuje drugi wszechpotężny cios od losu. Czy raczej ludzi, którzy w obu przypadkach najprawdopodobniej nie byli jej obcy. Architektem pierwszego piekła, przez jakie przeszła jedna z czołowym postaci „Ostatniego dnia” był wówczas bardzo bliski jej człowiek, jeśli zaś chodzi o przedwczesną śmierć jej ukochanej siostry, sprawa pozostaje otwarta. Śledztwo prowadzi detektyw wydziału zabójstw Conor Reid, który odegrał też pewną rolę w głośnej sprawie dotyczącej rodziny Woodwardów sprzed niemal ćwierćwiecza. I przez wszystkie te lata czuł się odpowiedzialny za Kate i Beth. „Niewidzialny anioł stróż”. Conor, podobnie jak Kate, wyrzuca sobie niedostateczne zaangażowanie w sprawy Beth. Obwinia się za jej śmierć, jej i jej nienarodzonego syna, Matthew. Jedyne co jeszcze może zrobić, to dopaść sprawcę tej ohydnej zbrodni. Od samego początku podejrzewa jej męża, Pete'a Lathropa. Aroganckiego typa, który w ostatnim czasie przysporzył swojej małżonce mnóstwo cierpień. Wszystko, co miał – majątek, stanowisko prezesa w rodzinnej firmie Woodwardów, prestiżowej galerii sztuki w Black Hall – zawdzięczał swojej żonie, którą zdradzał z dużą młodszą kobietą, Nicolą Corliss. Robił to praktycznie na widoku; jakby nie zależało mu na ukryciu tego faktu. Luanne Rice właściwie od początku przekonuje nas, że Pete to jedna z tych osób, co to uważają, że wszystko im się od życia należy. Wszystko dla nich, nic od nich. Potencjalna osobowość narcystyczna, może nawet psychopatyczna i sadystyczna. Problem w tym, że Pete ma dość mocne alibi. Wszystko wskazuje na to, że nie było go w domu, gdy jego żona wydawała ostatnie tchnienie w ich wspólnej sypialni. Conor Reid ma jednak co do tego poważne wątpliwości. Jego zdaniem Peter, w końcu członek Mensy, przeprowadził działania mające odsunąć od niego podejrzenia. Sprytny, acz prosty sposób na zamydlenie oczu śledczym. Z drugiej strony Reid nie wyklucza, że popełnia „szkolny błąd”. Błąd żółtodzioba, czy po prostu kiepskiego gliny. Zamiast podejść do śledztwa z otwartą głową, zafiksował się na jednym człowieku. Najpierw wytypował podejrzanego, a potem z werwą przystąpił do dopasowywania dowodów i poszlak do swojej tezy? Co więcej, zbliżył do jednej z bohaterek, albo antybohaterek, tej niegreckiej tragedii.

Małe miasteczka i ich wstydliwe sekrety. Luanne Rice w swoim „Ostatnim dniu” przedstawia całkiem plastyczny, na pierwszy rzut oka, idylliczny krajobraz. Jedno z tych miejsc, w których, jak to się mówi, nigdy nic się nie dzieje. W każdym razie najgrubsze sprawy, jakimi zwykle zajmuje się tutejsza policja to wypadki samochodowe, bójki w barach i bodaj najrzadziej rodzinne kłótnie. Stali mieszkańcy Black Hall nie wyglądają wszak na takich, którzy chętnie dzielą się swoimi problemami z innymi. Już prędzej upychają trupy w szafach. Nie pozwalają, by co bardziej niewygodne fakty z ich rodzinnego życia wychodziły poza starannie pomalowane mury ich przytulnych domów. Bezpieczna przystań dla klasy średniej, szczególnie przyjazna artystom. Oczywiście ten region stanu Connecticut jest też domem dla różnych typów spod ciemnej gwiazdy oraz ludzi, którym najzwyczajniej się w życiu nie powiodło. Którzy nie mieli tyle szczęścia, co jedna z ich dobrodziejek, Beth Lathrop. Lokalna filantropka, kochająca matka i nieszczęśliwa żona. Dobra kobieta, która skończyła marnie. Tak może się wydawać na początku tej dość poplątanej drogi, ale zaryzykuję przypuszczenie, że wierni czytelnicy thrillerów i kryminałów, nie dadzą się zwieść pozorom. Że wyjdą ze zgoła innego założenia, ale będą musieli trochę poczekać na jakieś rysy na wizerunku Beth. Wątpliwe rysy, domniemane pęknięcia na tym śnieżnobiałym portrecie kobiety, która nie doczekała się swojego drugiego dziecka. Pierwsze skrzypce w „Ostatnim dniu” niewątpliwie grają Kate Woodward i detektyw Conor Reid, ale będziemy też odwiedzać inne postacie, tj. Luanne Rice w centralnym punkcie niektórych rozdziałów stawia innych mieszkańców Black Hall. Ludzi z najbliższego otoczenia powszechnie szanowanej mieszkanki Black Hall, zamordowanej przez niezidentyfikowaną osobę. Autorka daje nam więc dość szeroki, ale niekoniecznie kompletny, wgląd w środowisko, w jakimś obracała się jedna z ofiar tajemniczego mordercy bądź morderczyni. Właściwie udało mi się rozwiązać tę zagadkę, przedwcześnie rozpracować tożsamość sprawcy/sprawczyni, ale przyznaję, że trochę to potrwało. Więcej niż trochę. Rice dość długo trzymała mnie w niepewności – mnóstwo podejrzanych, jeszcze więcej fałszywych tropów, nie we wszystkich przypadkach zupełnie ślepych uliczek, ale tak czy inaczej, odwracających moją uwagę od usilnie wypatrywanej czarnej gwiazdy Black Hall. Najgorzej znosiłam opowieści o sztuce, ale też niezbyt chętnie uczestniczyłam w podniebnych przeżyciach Kate Woodward. Zbędne były też niektóre powroty do przeszłości – właściwie powtórzenia materiału, przywoływanie znanych już scenek z pierwszego koszmaru sióstr Woodward, który pociągnął za sobą jedną ofiarę śmiertelną: ich biologiczną matkę, którą obie bardzo kochały. Tragedia rodzinna, mogąca mieć ścisły związek z tym, co dwadzieścia trzy lata później spotka noszącą pod sercem swoje drugie już dziecko, Beth Lathrop. Jeden szczegół łączy tę sprawę z napadem sprzed dwudziestu trzech lat. To może być jednak kolejna próba zmylenia śledczych przez uporczywie poszukiwanego agresora. Upozorowanie rabunku przez osobę, która miała jakiś osobisty uraz do Beth. Albo kobieta „wpadła w oko” seryjnemu gwałcicielowi i raczej nie przypadkiem stała się jego pierwszą ofiarą śmiertelną. Płaszczyzna stricte kryminalna, dwa połączone śledztwa – oficjalne, policyjne, na czele którego stoi detektyw Conor Reid i amatorskie, acz nie mniej owocne dochodzenie Kate Woodward (od początku czuć, że tych dwoje ciągnie do siebie, nawet jeśli oni sami nie zdają sobie z tego sprawy, a na pewno takiego poczucia nie ma nasza twarda na zewnątrz, miękka w środku pilotka, na którą autorka przelała swoją miłość do Natury) – całkiem wdzięcznie stapia się w „Ostatnim dniu” z płaszczyzną obyczajowo-dramatyczną. Słodko-gorzkie żywoty nieświętych. Miłosne uniesienia, wewnętrzne demony (bolesne wspomnienia, niezaleczone rany, nieprzepracowane traumy), nałogi, poważne problemy z komunikacją. Problemy małżeńskie, które odbijają się na ich latoroślach (tutaj najwięcej uwagi Rice poświęca Sam Lathrop, szesnastoletniej córce Beth i Pete'a). I być może nie tylko na nich... Tak czy inaczej, ta bardziej prozaiczna warstwa „Ostatniego dnia”, te opowieści o amerykańskiej klasie średniej, poza nielicznymi wyjątkami, zajmowały mnie nieomal równie mocno, co poszukiwania sprawcy odrażającej zbrodni w pocztówkowej scenerii. Mieścinie pełnej sekretów, coraz głośniej dopraszających się o uwagę. Gdzie do głosu dojdzie też nieszczęsna nieboszczka, co przypomniało mi popularny serial „Gotowe na wszystko” (2004-2012).

Ostatni dzień” Luanne Rice to na pewno nie jest jedna z tych powieści, która zostanie ze mną na dłużej. Nie mogę powiedzieć, że pierwsze moje spotkanie z tą amerykańską poczytną autorką, dostarczyło mi jakichś silniejszych emocji, ale większych przeszkód na tej drodze ku niezaskakującej prawdzie, nie napotkałam. Gładko czytająca się opowieść kryminalna, szczodrze doprawiona cierpkim sokiem obyczajowo-dramatycznym. Z całkiem starannie wykreślonymi, przekonującymi postaciami pierwszo- i drugoplanowymi. Mieszkańcami nadmorskiego amerykańskiego miasteczka, którym wstrząsa okropna zbrodnia. Uroczego Black Hall, gdzie aż roi się od mniej uroczych sekretów. Może nie doskonała, ale godna rozważenia propozycja dla zwolenników kryminalnych opowieści, dramatów rodzinnych, ale i utworów obyczajowych. Wszystko to znajdziecie w „Ostatnim dniu” nagradzanej pisarki, działaczki na rzecz ochrony środowiska i rzeczniczki ofiar przemocy domowej.

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz