Stronki na blogu

czwartek, 14 grudnia 2023

„Zostaw świat za sobą” (2023)

 
Nieprzepadająca za ludźmi Amanda Sandford, bez konsultacji z bliskimi, wynajmuje luksusowy dom letniskowy na Long Island, chcąc odpocząć od wielkomiejskiego zgiełku wyłącznie w towarzystwie męża, wykładowcy uniwersyteckiego Claya oraz dwójki dzieci: szesnastoletniego Archiego i jego młodszej siostry Rose, mającej obsesję na punkcie kultowego sitcomu. Rodzinny relaks w zacisznym zakątku burzą jednak nieproszeni goście, mężczyzna przedstawiający się jako George 'G.H'. Scott, właściciel domu letniskowego wypożyczonego przez rodzinę z Nowego Jorku i młoda kobieta, która ma być jego córką o imieniu Ruth. Nieznajomi mówią o wielkiej awarii prądu w mieście i wspólnej decyzji o przeczekaniu kryzysu w swojej wiejskiej posiadłości. Amanda im nie ufa, nie znajduje jednak poparcia u męża, bezkrytycznie przyjmującego wyjaśnienia w gruncie rzeczy całkowicie obcych przybyszów. Podejrzanych ludzi, z którymi Sandfordowie spędzą potencjalną apokalipsę, domniemany cyberatak o zasięgu krajowym.

Plakat filmu © Netflix. „Leave the World Behind” 2023, Esmail Corp., Higher Ground Productions, Netflix Studios

Kojarzony głównie z serialami „Homecoming” (2018) i „Mr. Robot” (2015-2019) Sam Esmail, amerykański reżyser, scenarzysta, producent filmowy i aktor, podczas pandemii COVID-19 zwrócił uwagę na poczytną powieść apokaliptyczną Rumaana Alama, pierwotnie wydany w 2020 roku utwór pt. „Leave the World Behind” (pol. „Zostaw świat za sobą”). Miłośnik kina katastroficznego (wśród jego ulubieńców są chociażby takie filmy, jak „Płonący wieżowiec” Johna Guillermina, „Trzęsienie ziemi” Marka Robsona i „Pojutrze” Rolanda Emmericha) w książce Alama dostrzegł niewyeksploatowane pole gatunkowe – odwrotność twardej konwencji; skupienie nie tyle na elementach katastroficznych, ile wewnętrznych przeżyciach postaci, dla odmiany, nieznajdujących się w epicentrum apokaliptycznych wydarzeń, tylko patrzących jakby z boku, ze szczątkową (i nawet w tym niewielkim zakresie niepotwierdzoną, podawaną w wątpliwość) wiedzą na temat charakteru zagrożenia. Do Sama Esmaila głośno przemówiły też rozważania autora materiału źródłowego jego pełnometrażowej (przeszło dwugodzinnej) produkcji o hipotetycznym ataku hakerskim pod tym samym tytułem; rozważania o kruchości człowieczeństwa, o bezsensownym skakaniu sobie do gardeł także wtedy (zwłaszcza wtedy!), gdy od zjednoczenie może zależeć przetrwanie gatunku ludzkiego.

Amerykański thriller apokaliptyczny kręcony w kwietniu i maju 2022 roku na Long Island, w osadzie Katonah w stanie Nowy Jork oraz domu zaprojektowanym przez The Up Studio. Światowa premiera „Leave the World Behind” (pol. „Zostaw świat za sobą”) w reżyserii i na podstawie scenariusza Sama Esmaila przypadła na drugą połowę października 2023 roku: otwarcie AFI Fest. Wydarzenie bez udziału obsady z powodu strajku SAG-AFTRA 2023. Niecały miesiąc później film trafił do wybranych amerykańskich kin i pojawił się w usłudze Netflix. UWAGA SPOILER Co ciekawe w świecie przedstawionym przez Sama Esmaila, oczywiście podążającego – choć niezbyt uparcie – za głośną powieścią Rumaana Alama, odtwarzacze internetowe sromotnie przegrywają z odtwarzaczami fizycznymi. Te pierwsze okazują się kompletnie bezużyteczne w obliczu tutejszej katastrofy, co podkreśla palec dziewczynki z pilotem w ostatniej scence „Zostaw świat za sobą”. Wymowne pominięcie przycisku Netflix KONIEC SPOILERA. Katastrofa nienaturalna w ujęciu mikro z przemyślanymi akrobacjami operatorskimi, wypróbowanymi w innych dziełach Sama Esmaila (choćby wspomnianych już serialach), ale i podpatrzonymi u Alfreda Hitchcocka („Okno na podwórze”) i Stanleya Kubricka („Lśnienie”). Z kolei zwracanie się jakby bezpośrednio do widza, stosownie niepokojące interakcje „z pozornie” niewidzialnym obserwatorem, przypominały mi „Funny Games” Michaela Hanekego. Scenarzysta i reżyser pierwszej filmowej adaptacji „Zostaw świat za sobą” Rumaana Alama, jednego z producentów wykonawczych rzeczonego przedsięwzięcia, nie ukrywa, że natchnienie czerpał także z oscarowego „Uciekaj!” Jordana Peele'a, pysznie nieobliczalnego, według jego klasyfikacji, thrillera paranoidalnego, który jak dobrze wie i co zdaniem Esmaila przemawia tylko na korzyść tej produkcji (świadczy o jej gatunkowej wszechstronności) przez innych jest odbierany jako horror, a jeszcze innych czarna komedia. Swoją drogą do zespołu producentów wykonawczych dołączył jeden z miłośników literackiego oryginału, były prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama, a główną producentką została odtwórczyni jednej z głównych ról Julia Roberts, której na planie partnerował Ethan Hawke – zajmujące kreacje państwa Sandford, mizantropki i pantoflarza na niebajecznych wczasach w malowniczym, niegęsto zaludnionym regionie stanu Nowy Jork. Królowej śniegu i króla słońca na nieudanym rodzinnym wypadzie za miasto, niespodziance matriarchini rodu. W pierwszej scenie „Zostaw świat za sobą” Amanda Sandford, przed intensywną (muzycznie) czołówką, łaskawie wtajemnicza męża w swój najnowszy plan. Właściwie już zaczęła go realizować, co sądząc po reakcji Claya, nie jest żadną nowością w ich pożyciu – prędzej utarty zwyczaj, tradycja organizowania czasu najbliższym bez pytania ich o zdanie. Ugodowemu partnerowi, zbuntowanemu synowi i bujającej w obłokach córce. W nastoletniego Archiego w znakomitym stylu wcielił się Charlie Evans, a Farrah MacKenzie jako Rose Sandford, najmłodsza członkini barwnego nowojorskiego rodu, w moim poczuciu spokojnie kroku mu dotrzymywała, nie pozostawała w cieniu starszego, ale aktorsko mniej doświadczonego kolegi. Dziewczynka uzależniona od „Przyjaciół” (1994-2004), popularnego serialu przeżywającego swoją drugą młodość w erze VOD. Niestarzejącego się sitcomu, który jak podejrzewa jedna z bardziej wyeksponowanych postaci żeruje na nostalgii za czasami, których nigdy nie było. Wyidealizowana nie-rzeczywistość, zaspokajanie praktycznie nieustającego (z pokolenia na pokolenie) zapotrzebowania na odrywanie się od szarej codzienności i przyklejanie do codzienności różowej. Bo jak powiedziałaby pani Shirley Jackson: „Żaden żyjący organizm nie może istnieć zbyt długo w warunkach absolutnej rzeczywistości, nie popadając w szaleństwo”. A ucieczką małoletniej Rose od szalonej rzeczywistości jest marzenie o ponownym spotkaniu ze starymi przyjaciółmi z nieprawdziwego świata, dla niej będącego swojską alternatywą dla obcego świata, w którym przyszło jej żyć. W którym utknęła w najgorszym momencie; kiedy do obejrzenia został jej już tylko jeden, ostatni odcinek ukochanego serialu. Nadrzędnym celem Rose w tych teoretycznych warunkach apokaliptycznych jest poznanie wielkiego finału „Przyjaciół”, co w zestawieniu z bezcelowością pozostałych lokatorów ekskluzywnego domu wiejskiego, mnie wydało się... całkiem niegłupią postawą. Myślenie irracjonalne lepsze niż żadne. Najskromniejsze marzenia, niewzniosłe postanowienia kotwicą zdrowych zmysłów w morzu beznadziei.

Plakat filmu © Netflix. „Leave the World Behind” 2023, Esmail Corp., Higher Ground Productions, Netflix Studios

Państwo Sandford to widomy dowód na przyciąganie się przeciwieństw. Ona chorobliwie nieufna, wybitnie podejrzliwa; on niebezpiecznie szybko nawiązujący nowe znajomości, rozbrajająco towarzyski i nieuleczalnie łatwowierny. Ona odpycha, on przyciąga. Dystansująca się, apodyktyczna Amanda i uroczo naiwny, przeważnie radośnie podporządkowujący się jej woli, żeby nie powiedzieć grzecznie chodzący na smyczy, dziwnie sympatyczny Clay. Pesymistka i optymista. Kobieta przesadnie zamykająca się na bliźnich i mężczyzna nazbyt szeroko się na nich otwierający. Niedługo po pierwszym głośnym dzwonku alarmowym – aczkolwiek zignorowanym przez dobrze sytuowaną rodzinę z Nowego Jorku – po incydencie z niesfornym tankowcem, do drzwi wynajętej rezydencji na Long Island, zapukają nieznajomi, wprawdzie niezachowujący się jak typowe czarne charaktery z nurtu home invasion, ale podejrzewam, że miłośnicy kina grozy w tym małżeńskim sporze dość twardo staną po stronie niegościnnej pani cudzego domu, tym bardziej, że nie takie fałszywe maski przywdziewali już antybohaterowie gatunków mrocznych. Podobno domu jednego z nocnych przybyszów, niezbłąkanych wędrowców podających się za ojca i córkę, George'a 'G.H.' i Ruth Scottów. Bezbłędne występy Mahershali Aliego, który na pokładzie „Zostaw świat za sobą” Sama Esmaila zastąpił Denzela Washingtona, oraz Myha'li. W każdym razie niezapowiedziani goście przynoszą niedobrą nowinę o wielkiej awarii prądu w mieście, która miała skłonić ich do wprowadzenia zasadniczych zmian w umowie zawartej zdalnie z Amandą Sandford. Do poszukania schronienia w wynajętym domu na prowincji, gdzie przerwa w dostawie energii elektrycznej (na razie?) nie nastąpiła, ale w internecie już nie poserfujesz, tak samo jak nie obejrzysz ulubionych programów w telewizji i nie posłuchasz radia. Z drobnymi wyjątkami w postaci alarmujących, a przy tym frustrująco enigmatycznych, doniesień z kraju. Zagrożenie smakowicie niedookreślone, prędzej zarysowane niż maniakalnie analizowane. Pracując nad „Zostaw świat za sobą” Sam Esmail zapewne miał świeżo w pamięci nieprzebrany zalew mniej i bardziej przydatnych doniesień (nieustający szum informacyjny) o śmiercionośnym wirusie, a już z całą pewnością wspominał ostrożne obchodzenie się z paczkami ze sklepów internetowych i obstrzał nieufnych spojrzeń przechodniów, obchodzenie szerokim łukiem „współczesnych trędowatych”. To był czas kiedy dziadków bez cienia wstydu nastawiano przeciwko wnukom, to był czas kiedy dzieci nazywano „chodzącą zarazą”, masowymi zabójcami starszych. Tak runął mit o pięknym jednoczeniu się wspaniałego gatunku ludzkiego w obliczu zagrożenia. I tak bywało, ale Amanda Sandford pewnie upierałaby się przy tym, że koniec końców zło, jak zwykle, zatriumfowało nad dobrem. Każdy sobie rzepkę skrobie. Niejaki Danny (niewielka rola Kevina Bacona) w przeciwieństwie do niej z tego egoizmu czerpie pociechę – najwidoczniej uważa, że im mniej altruistów, tym większa szansa na przetrwanie nawet największych katastrof co rusz spadających na niemiłosiernie zaśmieconą (patrz: scena na plaży) Ziemię. Mówią, że tym razem doszło do ataku hakerskiego na Stany Zjednoczonego, który poza wszystkim innym wpłynął na migracje zwierząt, na przykład wygenerowanych komputerowo jeleniowatych i flamingów:) Dlaczego jakiś cyberatak miałby obchodzić dziką zwierzynę, w odróżnieniu od samozwańczych panów i władców globu ziemskiego, niezależną od energii elektrycznej? Twórcy tego też nie wyjaśniają, ale myślę, że to może mieć związek z tajemniczym szumem, z bombardowaniami dźwiękowymi, które zwieńczy całkiem mocna akcja w obiektywnie przestronnym, a subiektywnie nieubłaganie kurczącym się (od wpuszczenia niepewnych intruzów) nowoczesnym domu, nawet funta kłaków już niewartym. Założę się, że najobskurniejsze bunkry w tych alternatywnych Stanach Zjednoczonych, stały się towarem dużo bardziej pożądanym. Kiedy upada system, zmieniają się nagrody w odwiecznym wyścigu szczurów. Tylko skąd mają wiedzieć, w którym kierunku biec? Ba! Kto im powie, jak się biega, skoro nie ma wujka Google'a? Ewolucja wsteczna skutkiem ubocznym postępu technologicznego? Pytanie: czy jesteśmy bardziej zaradni od naszych odległych przodków? Czy aby w takiej sytuacji, w jakiej znaleźli się bohaterowie „Zostaw świat za sobą”, najmniej zaradny człowiek z wieków ciemnych, nie poradziłby sobie lepiej od najbardziej zaradnego przedstawiciela naszej światłej epoki? Przyjemnie kameralne to widowisko apokaliptyczne; wzorem literackiego pierwowzoru bardziej skupiono się na płaszczyźnie psychologiczno-socjologicznej i filozoficznej niż warstwie stricte katastroficznej (co niektórym przywiodło na myśl „Świt żywych trupów” George'a A. Romero, z tą różnicą, że u Esmaila niebezpieczeństwo jest bardziej skryte). Przyjemne choć okropnie nierówne. Po trzęsieniu ziemi napięcie gwałtownie spada i chociaż czeka nas jeszcze niejedno odbicie od dna, to obawiam się, że emocjonalna poprzeczka zawieszona w pierwszej partii filmu (wypada wspomnieć, że filmowcy skorzystali z „książkowej formy”: opowieść w paru rozdziałach, z planszami tytułowymi) w poczuciu niejednego odbiorcy „Zostaw świat za sobą” Sama Esmaila nie zostanie przesunięta. Nawet na sam koniec – w zasadzie finał może boleśnie rozczarować, toż złośliwa bestia... i zabawna w swojej przekorności, w swoim oślim uporze;)

Paranoiczny thriller apokaliptyczny dla zmęczonych demolką totalną. Efekciarskimi produkcjami katastroficznymi niepozostawiającymi miejsca dla wyobraźni odbiorcy. Oparte na bestsellerowej powieści Rumaana Alama, nieprzesadnie, wręcz zaskakująco skromnie, przystrojone w cyfrowe błyskotki, dziełko Sama Esmaila o neandertalczykach XXI wieku. Zabierz ludziom internet, a wrócą do jaskiń:) „Zostaw świat za sobą”, opuść ten monstrualny dom bez klamek, wypisz się z tego zbiorowego obłędu i rozglądaj za jakimś podziemnym schronem, bo to może być największa epidemia wścieklizny od 1977 roku (wskazówka: filmografia Davida Cronenberga). Przymusowy odwyk technologiczny, dreszczowiec „niegrzeszący” mrocznym klimatem, ale nadrabiający ciasnotą i przede wszystkim skupieniem na postaciach. Paranoik mający swój styl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz