Stronki na blogu

czwartek, 8 lipca 2010

„Wyspa tajemnic” (2010) – ani dobry, ani zły

Szeryf federalny Teddy Daniels wraz z partnerem przybywają na wyspę do ośrodka psychiatrycznego dla niebezpiecznych przestępców, aby wyjaśnić tajemnicze zniknięcie jednej z pacjentek. Śledztwo coraz bardziej się zapętla, a to co wydawało się jasne na początku z każdą chwilą się komplikuje.

Film głośny jak cholera. Ludzie oszaleli na jego punkcie, a liczne reklamy tylko dodatkowo potęgowały to ogólne szaleństwo. Dlatego między innymi tak długo zwlekałam z obejrzeniem tej produkcji. Nie lubię filmów rozreklamowanych, więc oglądam je tylko wtedy, gdy nie mam niczego innego pod ręką. I odkładam tę „przyjemność” tak długo, jak tylko się da. Ale szczerze mówiąc mogłam obejrzeć „Wyspę tajemnic” o wiele wcześniej, bo ku mojemu niezmiernemu zaskoczeniu nie była taka zła. Nie mówię, że jest to jakaś genialna pozycja, nie jest nawet dobra (przynajmniej moim zdaniem), ale do tragicznych także nie należy. Mam ambiwalentny stosunek do tego filmu, ponieważ moje odczucia względem niego utrzymują się na średnim poziomie. Z jednej strony mamy doskonałe aktorstwo, profesjonalną realizację, oryginalny scenariusz, nastrojową muzykę i kontrowersyjne zakończenie. Ale z drugiej strony mamy produkcję rozwleczoną tak bardzo, iż przez większą część seansu nie dzieje się nic godnego uwagi, co trochę męczy, a już na pewno zanudza.

Jeśli chodzi o obsadę to byłam absolutnie zadowolona z obecności w tym filmie Leonarda DiCaprio – możecie mówić, że zachowuję się jak tępa nastolatka, ale ten aktor zawsze mi się podobał ze względu na jego talent i oczywiście wygląd:) Nastrój też chwilami daje radę, ale do najwspanialszych nie należy. Tymczasem zakończenie to chyba największy atut tej produkcji. Szczerze mówiąc można go interpretować na dwa sposoby, przez co zdania widzów są podzielone. I dobrze, bo takie zmuszające do dyskusji momenty w filmach, jak najbardziej mnie zadowalają. Dodam, że ja też opowiedziałam się po jednej ze stron tego sporu, ale nie zdradzę tutaj, jak ja rozumiem zakończenie:) Sporo osób twierdzi, że „Wyspa tajemnic” jest kinem ambitnym, zmuszającym do myślenia i niezwykle skomplikowanym, ale ja nie podzielam tego zdanie. Scenariusz jest niebanalny, wręcz niepowtarzalny, ale czy tak bardzo trudny do skumania? Dla mnie nie, ale każdy musi to ocenić sam.

Podsumowując, jeśli ktoś ma trochę czasu i nie boi się, że przez większą część filmu skazany będzie na nudę to niech zaryzykuje, bo chyba warto trochę pocierpieć dla takiego zakończenia oraz wszystkich plusów wymienionych przeze mnie. Nie ma czym się podniecać, ale nie ma też potrzeby mieszać tego filmu z błotem.

11 komentarzy:

  1. Oglądałam, w zakończeniu nie mam pojęcia o co chodziło, chyba miał "rozdwojenie jaźni" (?). W każdym razie super sceneria, muzyka i film całkiem niezły.

    OdpowiedzUsuń
  2. Są dwie interpretacje zakończenia. UWAGA SPOILER. Jedno to, że on miał rację i lekarze chcieli zronbić z niego szaleńca. A drugie to, że on naprawdę był chory psychicznie i wszystkie wydarzenia przedstawione wcześniej tylko mu się uroiły. KONIEC SPOILERA Ja opowiadam się za drugą interpretacją tego zakończenie - wydaje mi się bardziej prawdopodobna.

    OdpowiedzUsuń
  3. co jest gorsze, żyć jako potwór, czy umrzeć jako dobry czlowiek?
    Te słowa na koncu filmu które wypowiada Leo sprawiły, że wybiram pierwszą interpretacje zakończenia. Leo zdał sie na łaskę "partnera", wszystko zależy od tego czy wezmie on sobie te słowa do serca i pomoże Leonardo uciec, bycmoze narazając swoje życie (umrze jako dobry człowiek), czy pozwoli, aby zabito, lub doprowadzono Leo do szalenstwa (i bedzie życ jako potwór)

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem, że nawet przekonujące. Ale wydaje mi się, że wszystkie te poszlaki w trakcie trwania filmu - ta laska co zabiła swoje dzieci, ten koleś co podpalił dom Leo wraz z jego żoną. Myślę, że to na końcu zostało połączone w jedną całość w taki sposób, że rzeczywiście zdawało się kompatybilne z obłedem leo i tym, że sam podpalił swój dom, zabił żonę, która sprzątnęła ich dzieci. Moim zdaniem po to była ta cała zawiła fabuła, aby na końcy, kiedy lekarze przekonują Leo do jego obłędu wszystko ładnie się poukładało. A jeśli miałaby być ta pierwsza interpretacja to wszystko inne co wydarzyło się wcześniej nie nabiera aż takiego, głębszego dna. Wydaje się być kompletnie niepotrzebne. Poza tym, jeśli Leo naprawdę był normalny to dlaczego na końcu nie pamiętał rozmowy z lekarzami pod koniec filmu? Najpierw przyznał się do tego, co zrobił - wszystko mu się przypomniało,a potem znowu zapomniał o koszmarze, jaki przeżył bodajże dwa lata temu - czyli tak jak mówili lekarze, nawrót choroby. Ale oczywiście obie interpretacje są prawdopodobne i myślę, że realizatorom właśnie o to chodziło - nie można jednoznacznie stwierdzić, która jest dobra, a która zła, bo równie dobrze obie mogą być właściwe.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie się film podobał. Lubię takie pokręcone historyjki i pomimo, że początkowo byłam sceptyczna, to obraz ten miło mnie zaskoczył.
    Jak dla mnie to najlepsza kreacja DiCaprio, za którym kooooszmarnie nie przepadam ;]

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, ten film jest z deczka pokręcony. A ja uwielbiem Leo, a szczególnie jego wygląd, heh:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka "Wyspa skazańców" była jeszcze bardziej pokręcona :P Mnie również film się podobał, pewnie dlatego, że ogromnie podobała mi się ksiażka. Dość wierny, niepotrzebnie tylko reżyser zmienił imiona utopionych synków Laeddisa UWAGA SPOILER w oryginale to byli Theodore i Daniel, co wyjaśniałoby skąd zdrobnienie Teddy od Edwarda. Osobiście opowiadam się za opcją pierwszą, podobnie jak Gosia. O dwuznacznym zakończeniu można mówić w przypadku książki, bo w filmie zostało to aż nadto podkreślone "czy lepiej umrzeć/stać się warzywem, czy żyć ze świadomością zbrodni". Laeddis nie ma odwagi lub możności aby się ukarać - zabić, więc postanawia udać, że znów stracił pamięć, aby Naehring zrobił mu lobotomię i zmienił go w warzywo nie nękane wyrzutami sumienia KONIEC SPOILERA. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Sorry, coś mi się pomyliło - za opcją drugą jak Buffy. Nie wiedzieć czemu wczoraj wydało mi się że ta w której Laeddis był szaleńcem to pierwsza, a ta w której chcą z niego zrobić wariata to druga (to pewnie przez tę późną porę). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy, właśnie ksiązki nie miałam jeszcze okazji przeczytać. Zastanawiam się nad jej kupnem. Sporo osób mi ją poleca, dlatego chyba będę musiała nadrobić zaległości:) Ja sądzę, że on zabił żonę i dzieci, ale przyznaję, że w tym przypadku każdy może mieć rację - zalezy od interpretacji i odbioru filmu. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. W takim razie przyłączam się i również gorąco Ci ją polecam, to klasyk, który trzeba przeczytać, podobnie jak "Psychozę" czy "Milczenie owiec". Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń