Stronki na blogu

piątek, 1 lutego 2019

„Dentysta 2” (1998)

Doktor Alan Feinstone ucieka ze szpitala psychiatrycznego i przyjeżdża do małego miasteczka Paradise w stanie Missouri. Używa tam nazwiska Lawrence Caine i zataja swoją prawdziwą biografię. Wynajmuje domek od pracownicy banku, Jamie Devers, zamierzając osiąść w Paradise na dłużej. Często dręczą go halucynacje, udaje mu się jednak utrzymywać to w sekrecie przed innymi. Feinstone wierzy, że uda mu się wrócić do pełnej równowagi psychicznej. Nie chce już zabijać, pragnie spokojnego życia u boku Jamie, a podejrzewa, że będzie to możliwe tylko jeśli nie wróci już do praktyki stomatologicznej. Z czasem zmienia jednak zdanie. Nabiera przekonania, że bycie dentystą w tym małym miasteczku nie wepchnie go z powrotem na zbrodniczą ścieżkę. Zgadza się więc na objęcie zwolnionego niedawno stanowiska stomatologa, jedynego dentysty w Paradise, i początkowo faktycznie nie czuje potrzeby zabijania swoich pacjentów. Jego stan psychiczny znacznie pogarsza się wówczas, gdy odkrywa, że jego aktualna sympatia jest obiektem westchnień miejscowego młodego mężczyzny.

Slasher „Dentysta” odniósł na tyle duży komercyjny sukces, że nie zwlekano z rozpoczęciem prac nad jego sequelem. Na krześle reżyserskim ponownie zasiadł Brian Yuzna, twórca między innymi niezapomnianego „Towarzystwa”, „Narzeczonej Re-Animatora”, „Beyond Re-Animator”, „Powrotu żywych trupów 3” oraz jednego segmentu filmowej antologii pt. „Necronomicon”. Scenariusz napisał Richard Dana Smith, na podstawie postaci stworzonych przez Stuarta Gordona, Dennisa Paoliego i Charlesa Fincha (scenarzyści części pierwszej). Technicy i aktorzy przyznawali, że prace nad kontynuacją „Dentysty” szły lepiej niż w przypadku jedynki. Zdradzili, że mieli wystarczająco dużo czasu i pieniędzy, chociaż budżet „Dentysty 2” był niższy niż w przypadku poprzedniego filmu – budżet jedynki oszacowano na dwa i pół miliona dolarów, a dwójki na milion osiemset tysięcy dolarów. „Dentysta 2” był nominowany w kategorii Best Film na Sitges Film Festival, ale nagrody nie otrzymał, a Brian Yuzna miał zamiar stworzyć trzecią odsłonę, ale nie udało mu się wprowadzić tego planu w życie, ponieważ zwyczajnie brakło mu na to czasu.

Akcja „Dentysty 2” toczy się jakiś czas po wydarzeniach pokazanych w pierwszej odsłonie. Scenarzysta nie precyzuje ile czasu minęło, ale można założyć, że seryjny morderca, doktor Alan Feinstone w szpitalu psychiatrycznym spędził lata, nie miesiące. Na początku „Dentysty 2” ów antybohater, w którego ponownie wcielił się Corbin Bernsen, ucieka z ośrodka dla psychicznie chorych i przyjeżdża do małego miasteczka Paradise w stanie Missouri. Najpierw udaje się do banku, w którym przez wszystkie te lata przechowywał fałszywe dokumenty i trochę gotówki, i w którym jest znany pod nazwiskiem Lawrence Caine. Innymi słowy dobrze się przygotował, już wcześniej brał pod uwagę to, że może zostać zmuszony do ukrywania się przede wszystkim przed organami ścigania. Feinstone nie wie, że osobą, której najbardziej zależy na odnalezieniu go jest jego żona. Kobieta do poszukiwań swojego męża wynajęła prywatnego detektywa i nawet jeśli nie widziało się pierwszej części nie będzie się powątpiewało w to, że nie ma ona względem tytułowego antybohatera przyjaznych zamiarów. Scenariusz Richarda Dana Smitha przypomina najistotniejsze fakty zawarte w części pierwszej, ale choć wydaje mi się, że dzięki temu osoby niezaznajomione z „Dentystą” z 1996 roku, nie będą miały problemów ze zorientowaniem się w fabule dwójki (zresztą nie jest ona skomplikowana), to i tak jestem przekonana, że wygodniej będzie im się ten horror oglądało po zapoznaniu się z poprzednim filmem o morderczym stomatologu, nieradzącym sobie z zazdrością. Bo to właśnie zazdrość między innymi uruchamia jego zabójcze popędy, wpycha go na ścieżkę zbrodni - o czym doskonale wiedzą odbiorcy „Dentysty” z 1996 roku. Czarny charakter początkowo wydaje się być jednak przekonany, że głównym wyzwalaczem morderczych popędów jest zawód, który przez całe swoje życie wykonywał, że aby żyć normalnie musi pożegnać się ze stomatologią. Według mnie największym walorem „Dentysty 2” jest jego małomiasteczkowy klimat. Przeprowadzka czarnego charakteru do takiego zacisznego miejsca była dobrym pomysłem, ale jeszcze lepsze było to, że ekipie technicznej udało się nadać temu odpowiednio złowróżbny wydźwięk. Inny słowy, mamy sympatyczne, senne miasteczko, w którym, jak to się mówi, nigdy nic się nie dzieje. Istna oaza spokoju, do której nagle wkracza bardzo niebezpieczny osobnik. Tylko my, widzowie, od początku wiemy kim jest nowy mieszkaniec Paradise, tylko my jesteśmy świadomi tego, że w końcu zacznie zabijać. Nie wiemy tylko kiedy. Społeczność Paradise jest do niego przyjaźnie nastawiona, Alan Feinstone, przedstawiający się teraz jako Lawrence Caine szybko nawiązuje nowe znajomości, zręcznie ukrywając swoją chorobę psychiczną. Bo poważnie chory bez wątpienia jest i w pewnym sensie zdaje sobie z tego sprawę. Wie, że ma problem, ale ze wszech miar stara się odsuwać od siebie tę straszną świadomość. Z halucynacjami walczy poprzez okaleczanie się – jedno, dwa cięcia zazwyczaj wystarczą, by na jakiś czas odgonić od siebie niepokojące wizje, ale pewnie żaden odbiorca nie będzie miał wątpliwości, że Feinstone już wkrótce całkowicie przestanie nad tym panować, że prędzej czy później wróci do zabijania bliźnich.

„Dentysta 2” to w gruncie rzeczy takie odcinanie kuponów – film płynący na fali popularności „Dentysty”, na którego według mnie nie miano jakoś szczególnie dobrego pomysłu. Ot, wykorzystujemy pomysły, na które wpadnięto wcześniej, w nadziei, że tego oczekują sympatycy pierwszej odsłony. Nie wiem, czy istotnie z takiego założenia twórcy „Dentysty 2” wyszli, ale właśnie takie wrażenie odnosiłam. Muszę przyznać, że odświeżenie sobie tej pozycji po latach, nie wyszło mi na dobre. Kiedyś lepiej przyjmowałam ten obraz, a więc zachowałam lepsze wspomnienia na jego temat, ale zdarzało się już, że z takich „spotkań po latach” wychodziłam, że tak to ujmę, dużo bardziej poturbowana. Chcę przez to powiedzieć, że „Dentystę 2” mimo wszystko oglądało mi się bez większych cierpień. Nie jest to slasher wyższych lotów, według mnie nie dorasta nawet do dobrego poziomu swojego poprzednika, ale w takich średniaczkach potrafię jako tako się odnajdywać. Tym bardziej, że jakoś poważnie nie zaniedbywano warstwy gore. Nie szafowano krwawymi efektami specjalnymi - slasher, to w końcu podgatunek, który ogólnie rzecz ujmując, celuje w niezbyt wygórowany stopień brutalności. I można powiedzieć, że tak też jest w „Dentyście 2”. Ale znalazła się jedna scenka, która delikatnie mówiąc, wprawiła mnie w niemały dyskomfort emocjonalny. Czułam prawie fizyczny ból na widok wiercenia w zębie ofiary i następującego niedługo potem wyrywania zdrowych zębów bez znieczulenia. Substancja robiąca za krew prezentowała się całkiem wiarygodnie, co tylko wzmagało nieprzyjemne, ale jakże oczekiwane przeze mnie od tego typu kina, doznania, na widok mąk dostarczanych pewnej wścibskiej, bardzo barwnej, przesympatycznej i komicznej (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) kobiecie. Wszystkie pozostałe tego typu sceny są już dużo łagodniejsze - nie charakteryzują się tyloma dosyć odrażającymi szczegółami, a i pomysłowymi też bym ich nie nazwała. No może z wyjątkiem tego, co pokazano na końcu, z wyłączeniem tego groteskowego epilogu. Czarny humor zawarto również w wielu wcześniejszych sekwencjach, ale szeroki uśmiech na mojej twarzy wywołała dopiero ostatnia scena, to całkiem osobliwe zamknięcie historii doktora Alana Feinstone'a. Pozytywnie przyjęłam też to, że w scenariuszu znalazło się miejsce dla żony szalonego doktorka, że zrobiono z niej kogoś na kształt samotnej mścicielki, która UWAGA SPOILER dwukrotnie oberwała w głowę od Jamie – drugi raz zupełnie przypadkowo, co tylko wzmogło humorystyczny wydźwięk jej finalnej konfrontacji ze swoim niegdysiejszym oprawcą. Konfrontacji, w której oczywiście wzięła też udział ostatnia sympatia tytułowego antybohatera KONIEC SPOILERA. Warstwę dramatyczną/obyczajową można było poprowadzić w ciekawszy sposób - tj. te wstawki z powiedzmy normalnego życia czarnego charakteru w Paradise, te stateczniejsze obrazki z jego egzystencji w małych miasteczku, z relacją z Jamie włącznie. Wątek romantyczny był rzecz jasna koniecznością, bo w końcu Alan Feinstone jest typem fikcyjnej osoby, u której mordercze instynkty budzi głównie (ale nie tylko) chorobliwa zazdrość o ukochaną kobietę. Niezbyt to wszystko wciągało, ale bezrefleksyjnie pogapić się w sumie można. Długość tych sekwencji jest w sam, ale możliwe, że film zyskałby, gdyby trochę te wątki skrócono, a czas jaki by dzięki temu zyskano wypełniono dodatkowymi halucynacjami doznawanymi przez antybohatera i scenami tortur/mordów osób, które na swoje nieszczęście zdecydowali się zasiąść na jego fotelu stomatologicznym.

Myślę, że obejrzeć „Dentystę 2” spokojnie można, ale lepiej nie obiecywać sobie zbyt wiele. Nastawić się na dosyć przeciętny slasherek, który przynajmniej w przypadku osób znających pierwszą odsłonę nie ma szans na dłużej zakotwiczyć się w głowie. Właściwie to radzę sięgnąć po ten film dopiero po zapoznaniu się z „Dentystą” z 1996 roku, również wyreżyserowanym przez Briana Yuznę. Rzecz jasna pod warunkiem, że ta pierwsza odsłona zostanie dobrze przez Was odebrana. Osoby, które najpierw zasiądą do seansu dwójki nie powinny mieć problemów ze zrozumieniem tej opowieści, ze zorientowaniem się w tej z gruntu prostej historii (jak na slasher przystało) o morderczym stomatologu, ale wierzcie mi lepiej prześledzić jego losy od początku, przypominajki wrzucone w część drugą, owszem, są bardzo pomocne, ale to nie to samo, co obejrzenie poprzedniej odsłony. Wiadomo, że zawsze lepiej zachowywać odpowiednią kolejność, ale jeśli dla kogoś nie będzie to możliwe, to nie musi się obawiać, że pogubi się w fabule dwójki. Nie, takich problemów mieć nie powinien, co nie znaczy, że na pewno przyjmie ten obraz w samych superlatywach, że nie znajdzie w tej produkcji absolutnie żadnych mankamentów.

2 komentarze:

  1. JAk by ludzie się za mało bali dentysty :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dentysta od małego dziecka mnie przeraża, dlatego nie poszłabym na taki seans.

    OdpowiedzUsuń