Stronki na blogu

czwartek, 14 marca 2019

Tara Isabella Burton „Obsesja”

Louise Wilson przyjechała do Nowego Jorku, by otworzyć sobie drzwi do kariery pisarskiej, ale jej życie w tym ogromnym mieście ułożyło się zupełnie inaczej. Większość jej czasu pochłaniały nisko płatne prace. Dręczyła ją samotność i ledwo wiązała koniec z końcem. Aż poznała Lavinię Williams, młodą kobietę wywodzącą się z bogatej rodziny, która prowadziła rozrywkowy tryb życia. Przyjaźń z nią nie jest łatwa, ale Louise bardzo ją sobie ceni. Właściwie to trudno jej już wyobrazić sobie życie bez Lavinii. Przy niej Louise staje się zupełnie inną kobietą. Lavinia wprowadza ją do swojego towarzystwa i pokazuje jak wygląda nocne życie Nowego Jorku. Suto zakrapiane alkoholem imprezy i spełnianie wszystkich zachcianek Lavinii to nowa rzeczywistość Louise. Ma ona swoje wady, ale Louise i tak nie zamieniłaby jej na żadną inną. A już na pewno nie chciałaby wrócić do dawnego trybu życia. Pytanie, jakie granice jest gotowa przekroczyć, aby utrzymać się w tym nowym dla niej świecie?

„Obsesja” to debiutancka powieść Amerykanki Tary Isabelli Burton, która wcześniej zajmowała się pisarstwem podróżniczym. Jej prace na temat religii i kultur z różnych rejonów świata publikowano między innymi w „National Geographic”, „The Wall Street Journal” i „The Telegraph”, a obecnie pracuje dla kanału informacyjnego Vox. Jej pierwsza powieść została przetłumaczona na wiele języków i doceniona przez krytykę. Znalazła się między innymi na listach polecanych książek sporządzonych przez Barnes and Noble, „The New York Times” i „New York Post”. Na 2019 rok zaplanowano wydanie jej książki non-fiction, zatytułowanej „Strange Rites: cults and Subcultures After the Death of God”.

Nie od dziś wiadomo, że imprezowy styl życia ma właściwości uzależniające. Bardzo łatwo się w nim zatracić, trudniej go porzucić. Louise Wilson przekona się o tym na własnej skórze. Ta dobiegająca trzydziestki kobieta wkrótce pozna uroki nocnego życia w Nowym Jorku, gdzie wszystko wydaje się być możliwe, zwłaszcza jeśli przy swoim boku ma się charyzmatyczną osobowość, która nie musi przejmować się pieniędzmi. Lavinia Williams nie musi pracować, bo rodzice dbają by niczego jej nie brakowało. Ta dwudziestotrzyletnia kobieta może szastać pieniędzmi, zaspokajać wszystkie swoje zachcianki, ale i zapewniać wygodne życie kobiecie, która nigdy nie mogła sobie pozwolić na nieprzemyślane zakupy. Przyjaźń z Lavinią poniekąd daje Louise swobodę finansową. „Poniekąd”, bo stosunkowo szybko okazuje się, że tryb życia niejako narzucony jej przez Lavinię mimo wszystko naraża Louise na spore wydatki. Tara Isabella Burton na kartach „Obsesji” tworzy obraz toksycznej przyjaźni dwóch młodych kobiet, które przynajmniej na początku znacznie się od siebie różnią. Louise Wilson jest rozważną, odpowiedzialną, ciężko pracującą osobą, która marzy o zostaniu pisarką, ale kiepska sytuacja materialna już jakiś czas temu mocno osłabiła jej determinację. Chroniczny brak czasu i nieustanne zmęczenie natchnęły ją poczuciem beznadziei, odebrały chęci do realizowania planu, z którym przybyła do Nowego Jorku. Louise bynajmniej nie jest pierwszą i na pewno nie ostatnią ambitną młodą osobą, którą po przyjeździe do tej wiele obiecującej metropolii spotkało okrutne rozczarowanie. Można powiedzieć, że Nowy Jork ją przeżuł i wypluł... A potem na drodze Louise pojawiła się kilka lat młodsza od niej Lavinia Williams, która w krótkim czasie odmieniła jej życie. Tylko czy aby na pewno na lepsze? Ta szastająca pieniędzmi rodziców, robiąca wszystko na co ma ochotę i przyciągająca do siebie ludzi jak magnes, młoda kobieta, wciąga Louise do swojego świata i bynajmniej nie musi do tego używać siły. Louise bowiem wydawała się tylko czekać na taką szansę, tęsknić za swobodą, której tak naprawdę nigdy nie miała. Co innego Lavinia – ona z kolei nigdy nie musiała zmagać się z problemami dnia codziennego dobrze znanymi tzw. zwykłym śmiertelnikom. Lavinia tak na dobrą sprawę nigdy nie dorosła, bo i nie musiała. Krótko mówiąc Burton przedstawia nam rozpieszczonego dzieciaka w ciele dwudziestokilkuletniej kobiety, która wprost uwielbia być w centrum uwagi i jest przyzwyczajona do tego, że inni są gotowi zrobić wszystko, o co ich poprosi. Autorka „Obsesji” czyni trochę starań, by ocieplić wizerunek Lavinii – daje do zrozumienia, że jej osobowość jest bardziej złożona, że nosi ona w sobie cechy postaci tragicznej, że nie jest tak zepsuta, jak może się wydawać na początku książki. Początkowo Lavinia jawi się niczym zwykła egoistka, wyrachowana manipulantka, bezlitośnie wykorzystująca ludzi, którym na niej zależy, po czym bez mrugnięcia okiem wyrzucająca ich ze swojego życia. Jeśli jednak wejrzeć w nią głębiej, można dostrzec w niej cechy, które do pewnego stopnia przeczą temu pierwszemu wrażeniu. Trudno jednak przedrzeć się przez tę zewnętrzną skorupę, wniknąć w jej umysł w stopniu, który można by uznać za w pełni satysfakcjonujący. Obraz Louise jest bardziej szczegółowy, tę postać Burton pozwoliła mi lepiej poznać, ale to nie znaczy, że jej portret choćby zbliżył się do doskonałości. W sensie, że on również nie był kompletny, a i przedzieranie się przez te warstwy jej osobowości, które autorka „Obsesji” zechciała omówić, nie było dla mnie łatwe. Męczył mnie styl obrany przez Tarę Isabellę Burton – nazbyt uproszczony język oraz niewygodna konstrukcja tj. mnóstwo zbędnych akapitów i budowanie fabuły przede wszystkim za pośrednictwem dialogów (fragmentów opisowych dla mnie było tutaj zdecydowanie za mało). Dialogów, które nie obfitują w detale i co jeszcze gorsza część z nich wydawała mi się niedopasowana do sytuacji. Wpychanie w to cytatów z ponadczasowych dzieł różnych poetów także nie ułatwiało mi przechodzenia przez kolejne etapy historii wymyślonej przez Burton, głównie dlatego, że mocno gryzło mi się to z prostackimi odzywkami poszczególnych postaci, z tym ich zwyczajowym językiem.

Nie potrafię jednoznacznie ocenić debiutanckiej powieści Tary Isabelli Burton. Mam do niej ambiwalentny stosunek, bo na jednej szali jest styl, który nielicho mnie wymęczył, a na drugiej interesujące ramy fabularne, wzbudzający ciekawość zarys opowieści, który w dodatku zawiera czytelny i trafny komentarz społeczny oraz w w miarę makabryczny zwrot akcji. Chociaż chyba bardziej pasuje tutaj słowo „makabreska”, ponieważ nawet z tak tragicznej serii wydarzeń wypływa trochę czarnego humoru. „Nawet”, bo Burton często pozwala sobie na ironiczne, całkiem zabawne komentarze, które pomijając wszystko inne podkreślały groteskowość niektórych sytuacji. Szkoda, że autorka „Obsesji” nie poszła dalej, że nie pchnęła akcji w kierunku UWAGA SPOILER obranym chociażby w „Mrocznym instynkcie” w reżyserii Joego D'Amato, bo nadzieję na coś w ten deseń we mnie wzbudziła (pomyślałam też o przechowywaniu jakiejś części ciała w mieszkaniu, jak w pewnym filmie Lamberto Bavy, tytułu którego nie podam na wypadek, gdyby czytał to ktoś, kto jeszcze tego filmu nie widział) KONIEC SPOILERA. Ale i taki (łagodniejszy) przebieg wydarzeń przyniósł mi trochę emocji, które jednak byłyby zdecydowanie silniejsze, gdyby spisano to w bardziej wyczerpujący sposób. I gdyby akcja nie była tak boleśnie porwana – według mnie wkradł się w to niemały chaos, wyglądało mi to trochę tak, jakby autorka nie mogła się zdecydować, czy chce mówić przede wszystkim o imprezowym stylu życia w Nowym Jorku, czy snuć klasyczną opowieść o niszczącej obsesji, uzależnieniu od drugiej osoby i od bezproduktywnego stylu życia. Są w „Obsesji” wątki osadzone w konwencji thrillera, wyrastające z tradycji tego gatunku, ale i doprawione odrobiną inwencji autorki, jednakże historia ta nader często i nazbyt gwałtownie zbacza na doprawdy nużące tory, którymi są suto zakrapiane alkoholem imprezy w gronie niewzbudzających sympatii ludzi, którzy zwykli zachowywać się tak jakby jutro miało nigdy nie nadejść. Romanse, pijackie wynurzenia, huczne balangi, wspólne wypady na miasto nieustannie nęcące fałszywymi obietnicami i kupowanie wszystkiego, czego tylko dusza zapragnie – o takim życiu rozpisuje się tutaj Tara Isabella Burton, i samo w sobie nie byłoby to takie złe, gdyby tak często nie pozwalała, by te wątki przykrywały wszystko inne. Nawet motyw przewodni nierzadko jest tutaj spychany poza margines – zamiast bardziej skoncentrować się na budowaniu napięcia w związku ze stopniowym grzęźnięciem jednej z postaci „Obsesji” w istnym bagnie, Burton miota się w tym odmóżdżającym imprezowym życiu, które (i to ma być jeden z morałów) zawsze ma identyczny przebieg. Z drugiej jednak strony pozwala by wspomniany wyżej trafny komentarz społeczny wybrzmiał nader głośno. To całkiem ciekawa, i mam nadzieję, że co poniektórym da ona trochę do myślenia, podwalina pod tę opowieść o niszczącym uzależnieniu, o niespodziewanym wkroczeniu na zbrodniczą ścieżkę i uporczywych staraniach w kierunku uniknięcia, jak pewnie będzie się wydawać czytelnikom, nieuchronnej kary. UWAGA SPOILER Co w tych naszych skomputeryzowanych czasach nie jest znowu takie trudne – zwłaszcza jeśli mówimy o osobach, które prowadzą tak intensywne wirtualne życie, że wielu ludziom może się ono wydawać bardziej prawdziwe od życia w realu. A więc wychodzi na to, że powołać do życia można dowolnie wybraną wymyśloną, czy niegdyś faktycznie żyjącą osobę. Wystarczy założyć jej profile na portach społecznościowych i voila: człowiek jak żywy. Nawet sam Frankenstein nie powstydziłby się takiego dzieła KONIEC SPOILERA.
 
Myślę, że „Obsesją” Tary Isabelli Burton powinni zainteresować się przede wszystkim ci miłośnicy literackich thrillerów psychologicznych, do których przemawia maksymalnie uproszczony styl, którzy nie mają nic przeciwko budowaniu akcji w większym stopniu za pośrednictwem dialogów niż przy pomocy dłuższych fragmentów opisowych. Ale i ci fani wspomnianego gatunku, którzy potrafią przymknąć oko na te, z ich punktu widzenia, mankamenty, według mnie mogą zaryzykować lekturę debiutanckiej powieści Burton, choćby dla niektórych składników fabularnych, tj. tych wątków, które egzystują w ramach klasycznego thrillera, bo niestety przewijają się też tutaj wydarzenia, które jeśli nawet mają w sobie jakieś znamiona dreszczowca, to są one mało dostrzegalne/odczuwalne. Ja znalazłam tutaj co nieco dla siebie. Chociaż tyle, bym nie musiała jakoś mocno przymuszać się do lektury, ale do dosyć szerokiego grona sympatyków „Obsesji” Tary Isabelli Burton dopisać się nie mogę. Jakoś się to czytało, ale nie aż tak dobrze, żeby dołączyć do chóru tych wszystkich zachwytów płynących z różnych stron świata, nie tylko z rodzimych autorce Stanów Zjednoczonych.

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz