Stronki na blogu

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

Lisa Jewell „Idealna rodzina”

 

Libby Jones po swoich dwudziestych piątych urodzinach otrzymuje z funduszu powierniczego ustanowionego przez jej dawno zmarłych biologicznych rodziców, drogą posiadłość leżącą w zamożnej londyńskiej dzielnicy. Dziewczyna szybko dowiaduje się, że niedługo po jej narodzinach jej rodzice, Martina i Henry Lambowie, wraz z jakimś niezidentyfikowanym mężczyzną odebrali sobie życie. W domu oprócz ich ciał odnaleziono żywe niemowlę, dziewczynkę, która potem przybrała nazwisko Libby Jones. Jej biologiczni rodzice mieli jeszcze dwoje dzieci, ale nigdy ich nie odnaleziono. Wszystko wskazywało na to, że posiadłość Lambów była siedzibą jakiejś żyjącej po spartańsku wspólnoty, ale policji nie udało się znaleźć ani jednego naocznego świadka wydarzeń poprzedzających samobójczą śmierć trójki osób i tajemnicze zaginięcie nieletnich mieszkańców domu w Chelsea. Chcąc dowiedzieć się więcej o swoich korzeniach, Libby Jones łączy siły z dziennikarzem śledczym, który zajmował się tą sprawą.

Urodzona i mieszkająca w Londynie, Lisa Jewell, swoją pisarską karierę zaczęła pod koniec lat 90-tych XX wieku. Po odejściu z branży modowej przyjęła wyzwanie od swojej przyjaciółki - miała napisać trzy rozdziały powieści w zamian za kolację w jej ulubionej restauracji. Koniec końców spisała całość, kompletną powieść, która została wydana pod tytułem „Ralph's Party” (pol. „Impreza u Ralpha”) i była najlepiej sprzedającym się powieściowym debiutem w 1999 roku na terenie Wielkiej Brytanii. Jewell ma już na koncie blisko dwadzieścia powieści, z których część trafiło do pierwszej dziesiątki list bestselerów „The New York Timesa” i „The Sunday Times”. Jej pierwotnie wydany w 2019 roku dreszczowiec „The Family Upstairs” (pol. „Idealna rodzina”) swoje powstanie zawdzięcza dość prozaicznemu wydarzeniu. Będąc na wakacjach we Francji, Lisa Jewell zwróciła uwagę na kobietę, która prowadziła swoje małe dzieci pod prysznic w prywatnym klubie plażowym. Jej zachowanie było na tyle niespokojne, że w Jewell narodziło się podejrzenie, że nieznajoma nie jest członkiem klubu. W kolejnych dniach pisarka tak często myślała o tej kobiecie, że w końcu zdecydowała się dać jej jakąś – oczywiście zmyśloną – historię. „Idealna rodzina” w zasadzie została napisana dla tej nieznajomej, której Jewell nadała imię Lucy.

Współczesny powieściowy thriller spisany przez kobietę pochodzącą z Anglii. Więcej w zasadzie mi nie trzeba. Mogę brać w ciemno - nie zadając sobie trudu przeczytania chociażby skrótowego opisu fabuły widniejącego na okładce. W taki też sposób podeszłam do „Idealnej rodziny” Lisy Jewell i... tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że od angielskich powieściopisarek w thrillerze można spodziewać się wszystkiego najlepszego. Przyznaję jednak, że przez chwilę miałam lekkie obawy w związku z tą historią. Okazało się bowiem, że ta licząca sobie trochę ponad trzysta pięćdziesiąt stron publikacja, porusza się po trzech fabularnych torach. Kryje trzy, ponad wszelką wątpliwość powiązane ze sobą, historie, z których dwie toczą się w umownej teraźniejszości, a ostatnia, jedyna spisana w pierwszej osobie, daje nam wgląd w przeszłość. Sporo, jak na taki gabaryt, przygotowałam się więc na skrótowe przejście przez fabułę. Niepotrzebnie, jak się okazało. Książka wprawdzie niezbyt obszerna, ale niesamowicie, nienormalnie wręcz, bogata w treść. Opisy zawarte w „Idealnej rodzinie” są tak obrazowe, i tak zaskakująco (wziąwszy pod uwagę powyższe argumenty) rozbudowane, że nie pozostawało mi nic innego, jak pożegnać się z moim światem i obejrzeć mroczny świat przedstawiony przez tę oszałamiająco sprawnie poruszającą się w ramach thrillera, brytyjską powieściopisarkę. Historie Libby, Lucy i Henry'ego Juniora co prawda mają mocno zbliżoną objętość - właściwie nie zauważyłam, żeby któraś długością wysforowywała się przed inne - ale gdybym miała wskazać wątek przewodni „Idealnej rodziny”, to byłoby to terytorium Libby Jones. Jak to się mówi, żyjącej od pierwszego do pierwszego, starannie planującej swoje wydatki, dwudziestopięcioletniej kobiety, pracującej w firmie projektującej ekskluzywne zabudowy kuchenne. Libby lubi mieć wszystko zaplanowane, jest osobą maksymalnie, może nawet nadmiernie, zorganizowaną. Swoich biologicznych rodziców nigdy nie poznała, bo jak szybko się okazuje, zmarli dziesięć miesięcy po jej narodzinach. Libby, ich najmłodsze, i możliwe że jedyne wciąż żyjące, dziecko, dopiero teraz dowiaduje się, że popełnili samobójstwo wraz z jakimś niezidentyfikowanym mężczyzną. Ich zwłoki znaleziono w ich dużym domu w bogatej londyńskiej dzielnicy, który właśnie stał się własnością Libby. Tym samym nasza bohaterka z dnia na dzień staje się milionerką, a w każdym razie tak będzie, gdy sprzeda posiadłość, którą przekazano jej w ramach funduszu powierniczego ustalonego przez jej biologicznych rodziców. Którzy, jak wszystko na to wskazuje, byli członkami jakiejś podejrzanej wspólnoty. A droga, acz rozpaczliwie wymagająca remontu, nieruchomość w Chelsea, którą właśnie odziedziczyła Libby Jones, stanowiła jej siedzibę. Siedlisko zła? Na pewno miejsce, w którym doszło do tragedii. W którym życie postradały przynajmniej trzy istnienia. Przynajmniej, bo słuch o nieletnich mieszkańcach tego przerażających domostwa, zaginął. Libby miała bowiem rodzeństwo. Siostrę i brata Henry'ego Juniora Lamba, który opowie nam swoją przygnębiającą, niepokojącą historię. Historię z końca lat 80-tych i początku 90-tych XX wieku. Historię dorastającego chłopca, którego życie drastycznie się zmieniło wkrótce po przybyciu obcych. W ten oto sposób narodziła się wspólnota ludzi, którzy, jak słusznie zauważa nasz narrator, pod pewnymi względami wyprzedzali swoją epokę. Młody Henry przede wszystkim jednak skupia się na procesie rozpadu, gnicia jego małego światka. Coraz to bardziej klaustrofobicznego, hermetycznego, odpychającego i najpewniej śmiertelnie niebezpiecznego.

Idealna rodzina” Lisy Jewell, jak zresztą można się domyślić po samym tytule, opiera się na motywie rodzinnych tajemnic. Mrocznych, brudnych sekretach, „zdeformowanych korzeniach”, które dwudziestopięcioletnia Libby Jones stopniowo będzie odkrywać. Praktycznie cały czas starając się dogonić czytelnika, który równolegle będzie zapoznawał się z relacją naocznego świadka, mimowolnego uczestnika koszmaru, jaki przed wieloma laty rozegrał się w posiadłości, która właśnie stała się wyłączną własnością Libby. Ostatnia gałąź tej nadzwyczaj wciągającej opowieści w centralnym punkcie stawia niejaką Lucy, samotnie wychowującą dwójkę dzieci, dwunastoletniego Marca i pięcioletnią Stellę, bezdomną kobietę, którą wbrew staraniom autorki, łatwo umiejscowić w historii Libby i Henry'ego. Łatwo odgadnąć, kim jest ta kobieta, ale nie należy przez to rozumieć, że omawiana pozycja nie ma do zaoferowania żadnych niespodzianek, żadnych nieprzewidzianych, zdumiewających zwrotów akcji. Takie wrażenie może przez dłuższy czas nam towarzyszyć – przekonanie, że w zasadzie wszystko już wiemy. Wiemy, w jakim kierunku to się potoczy, znamy najważniejsze fakty (część od autorki, trochę z własnych domysłów) i teraz już tylko czekamy na dopełniające obrazu detale, mniej istotne okoliczności tragicznych dziejów niegdyś majętnego rodu Lambów. W sumie ciekawa rzecz: masz podejrzenie graniczące z pewnością, że do żadnych rewelacji się już nie dokopiesz, a jakoś oderwać się możesz. Z najprawdziwszymi wypiekami na twarzy śledzisz tę, ogólnie rzecz biorąc, przebiegającą zgodnie z oczekiwaniami, opowieść „trzy w jednym”. No może poza wątkiem reprezentowanym przez Libby. Niekorzystna wypadkowa relacji Henry'ego Juniora (wiemy więcej od Libby), ale i w niewielkim stopniu również coraz szerszego rozeznania w przygnębiających, naprawdę smutnych przeżyciach Lucy, desperacko starającej się zapewnić wikt i opierunek swoim dzieciom. I psu. Poza tym portret Libby w zestawieniu z pozostałymi czołowymi postaciami „Idealnej rodziny” wypada dość ubogo. Autorka też to zauważyła – stąd późniejsze zwierzenia Libby na użytek dziennikarza śledczego, w którym znalazła sprzymierzeńca w poszukiwaniu prawdy o jej krewnych, zagłębieniu się w tragiczną historię Lambów – ale trochę za późno. I za mało. Wciąż mniej niż o Henrym i Lucy. Postaciach, które na dodatek wnoszą zdecydowanie więcej mroku w tę powieść. Właściwie to nieoficjalne śledztwo Libby Jones w sprawie śmierci jej biologicznych rodziców i zaginięcia jej starszego rodzeństwa, traktowałam jako swoistą odskocznię, rzadko pożądaną, od depresyjnej atmosfery emanującej z przeszłości Henry'ego i teraźniejszości Lucy. On: małoletni chłopak bezsilnie przyglądający się nieśpiesznie postępującej degradacji w jego jeszcze do niedawna wystawnym, przytulnym, bezpiecznym domu. Ona: mająca za sobą toksyczny związek, kiedyś maltretowana przez męża, a dzisiaj żyjąca na ulicy z dwójką swoich dzieci, które kocha ponad życie. Marzy o zapewnieniu im lepszego bytu, stara się wydobyć ich z tej okropnej matni, z tego piekła, w jakie zamieniło się ich życie. Więcej zdradzać nie trzeba. Tyle, mam nadzieję, wystarczy by zachęcić wszystkich fanów gatunku do przeczytania tej trzymającej w napięciu, niepokojącej, mocno przygnębiającej powieści o rozkładających się, cuchnących trupach w szafach w posiadłości pewnej rodziny, którą spotkał tragiczny koniec. O potencjalnej sekcie, która niegdyś zagnieździła się w tym, wtedy jeszcze imponującym, domu. I wreszcie o nierozerwalnych rodzinnych więziach, więzach krwi, które mogą być albo największym przekleństwem, albo najcenniejszym darem, spoiwem poplątanych, ciężkich, czy najzwyczajniej boleśnie niekompletnych żywotów. Książka trochę w duchu „Kwiatów na poddaszu” Virginii C. Andrews. Gęsta, po części gotycka (Jewell uderza w te specyficzne struny na nieszczęsnym terenie posiadłości w Chelsea, zarówno w retrospekcjach, jak w umownej teraźniejszości), przygniatająca atmosfera, której głównymi nosicielami są ludzie, nie zaś, bądź co bądź, przeraźliwie zimna, niegościnna sceneria, nieprzytulne domostwo, które od dawna czekało na powrót dziecka. Możliwe, że ostatniej z rodu Lambów, która na swoje nieszczęście, albo szczęście, zapragnie wydobyć na światło dziennego, wszystko to, co dotychczas, zapewne nie bez powodu, pozostawało w ukryciu. Wszystkie niewygodne, wstrząsające fakty na temat nigdy niepoznanych najbliższych krewnych. Nieidealnej rodziny.

Idealna rodzina” - prawie idealny dreszczowiec. Powieść brytyjskiej bestsellerowej autorki Lisy Jewell, w której prawie na pewno przepadniecie. Wy wszyscy, którzy cenicie sobie mroczniejsze klimaty. Depresyjne, klaustrofobiczne, na swój sposób przerażające historie o starych domach kryjących potworne tajemnice. Domach przeklętych. Nawiedzonych... przez śmiertelników. Ludzi podłych, zachłannych, okrutnych, ale i najzwyczajniej mocno pogubionych, rozpaczliwie pragnących fundamentalnych zmian w swojej dotychczas subiektywnie pustej egzystencji. Gorąco polecam wszystkim sympatykom powieściowych thrillerów. Bo to jedna z tych dość rzadkich książek, która spodoba się nieomal każdemu, kto zwykł zaczytywać się w dreszczowcach. Zakład?

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu

2 komentarze: