sobota, 24 marca 2012

Virginia C. Andrews „Kwiaty na poddaszu”

Wydana po raz pierwszy w 1979 roku pierwsza część sagi o rodzinie Dollangangerów, dzisiaj już uważana za pozycję kultową. W roku 1987 światło dzienne ujrzała wstrząsająca adaptacja powieści ze znakomitą ścieżką dźwiękową skomponowaną przez Christophera Younga oraz porażająco mrocznym klimatem.
Narratorką książki jest Cathy, która w przejmujący sposób opowiada czytelnikom o swoim tragicznym dzieciństwie. Dowiadujemy się, że mając lat dwanaście Cathy wraz ze starszym o dwa lata bratem, Christopherem oraz małymi bliźniętami, Cory’m i Carrie, zostali zmuszeni do wyjazdu z przytulnego domku, w którym wiedli szczęśliwe życie do czasu tragicznej śmierci ich ojca. Ich matka, nie mając środków do życia postanawia wrócić do swoich rodziców, którzy przed laty wyrzekli się jej z powodu bluźnierczej rzeczy, której się dopuściła. Postanawiając na powrót wkupić się w łaski bogatego, umierającego ojca, aby ten wpisał ją do testamentu, decyduje się zamknąć swoje dzieci w pokoju na piętrze, dając im również do dyspozycji wielkie poddasze. Uwięzione rodzeństwo, od tego momentu, będzie musiało znosić towarzystwo fanatycznej babci, która po wyjawieniu im wstrząsającej prawdy o nich samych nie cofnie się przed niczym, aby zmusić ich do posłuszeństwa. A co gorsza, dzieci wkrótce odkryją również nowe oblicze własnej matki…
„Coraz częściej myślę o nas jako o kwiatach na poddaszu. Papierowych kwiatach. Narodzeni w jasnych barwach, ciemniejących z każdym dniem długiego, ponurego, męczącego, koszmarnego czasu, który spędziliśmy jako więźniowie nadziei i ofiary zachłanności. Nigdy nie dane nam było pomalować naszych kwiatów na żółto.”
Książka, choć stosunkowo krótka, porusza cały szereg trudnych w odbiorze tematów, które z jednej strony mają za zadanie szokować odbiorców, a z drugiej zmusić ich do obrania innego punktu widzenia. Problem kazirodczych związków, nakreślony tak sugestywnie przez Andrews zbulwersuje pewnie każdego, ale równocześnie zostaje przez autorkę całkowicie usprawiedliwiony, a co za tym idzie czytelnik zostaje wręcz zmuszony do tolerowania tego odrażającego tematu tabu. Zupełnie inaczej rzecz ma się z zachowaniem babci i matki czwórki rodzeństwa – w tym aspekcie autorka nie żałowała sobie słów potępienia. Biedne, zamknięte w czterech ścianach, niewinne dzieci latami zmagają się z fizycznymi karami wymierzanymi przez ich babcię, ale to i tak nie jest najgorsze. Stara kobieta, mimo ewidentnych zapędów katowskich oraz trudnego do zdefiniowania fanatyzmu religijnego, w żaden sposób nie może równać się z matką dzieci, która nie tylko bezlitośnie manipuluje nimi, ale również w ogóle nie przejmuje się faktem uwięzienia własnych pociech – jest przekonana, że drogie prezenty wystarczą im do szczęśliwej egzystencji bez słońca, bez czystego powietrza. Kobieta, zaślepiona żądzą pieniądza, myśli jedynie o testamencie swojego ojca, nie zważając na męki własnych dzieci, które z dnia na dzień coraz bardziej podupadają na zdrowiu, które wraz z upływem lat coraz bardziej tracą nadzieję na upragnioną wolność. Podczas, gdy ona dobrze bawi się na wykwintnych przyjęciach, obraca się wśród elity, przyozdabia swoje ciało w drogą biżuterię i ubrania jej dzieci powoli umierają na zakurzonym poddaszu. A ich matka zdaje się tym w ogóle nie przejmować… Naprawdę niezwykle ciężko jest przebrnąć przez tego rodzaju problematykę, którą Andrews na szczęście przeplata również z dobrymi chwilami na poddaszu, gdzie dzieci mogą oddawać się beztroskiej zabawie w dzieciństwie, a w miarę dorastania najstarsze rodzeństwo dopuszcza się grzechu, przed którym tak zaciekle przestrzegała ich babka – co jeszcze ciekawsze, choć Chris i Cathy robią coś, co w cywilizowanym społeczeństwie jest zwyczajnie odrażające wcale ich nie potępiamy, wręcz przeciwnie, cieszymy się, że znaleźli sposób na osiągnięcie choćby tak szczątkowego szczęścia w pełnej mroku egzystencji.
Barwny, patetyczny styl Andrews znakomicie wpasowuje się w problematykę powieści i choć czasem może wydawać się odrobinę za bardzo podniosły to idealnie potęguje cierpienia czwórki rodzeństwa. Czytelnik nie tylko bez trudu zatopi się w brudnych tajemnicach rodziny Foxworth’ów, ale będzie wręcz pożerał każdą kolejną stronę, aż do porażającego zakończenia, podczas którego odkryje rzeczy, o jakich nawet mu się śniło, odkryje, że istnieją ludzie, dla których pieniądze są ważniejsze od życia ich własnych dzieci. Lektura przeznaczona jest przede wszystkim dla osób lubiących przeżywanie całej gamy emocji podczas czytania, niekoniecznie tylko tych pozytywnych. „Kwiaty na poddaszu” poruszą nawet najtwardsze serca, sprawią, że przez długi czas będziemy pamiętać o tragedii niewinnych dzieci, które w zamian za miłość, jaką obdarzyli swoją matkę otrzymali jedynie odrzucenie. W końcu, jakie mieli szanse w pojedynku z wielkim bogactwem?

2 komentarze:

  1. O mamo,oglądałam kiedyś film który opowiadał dokładnie tę historię. Nie pamiętam tytułu ale jego tematyka i to cierpienie dzieci zapadły w pamięć na długo...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również widziałam film i był naprawdę ciekawy i dość dołujący. Muszę sobie odświeżyć, bo już prawie całkiem o nim zapomniałam. Dzięki za bardzo ciekawą recenzję! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...