Stronki na blogu

niedziela, 24 października 2021

Anna Krystaszek „W cieniu terapeutki”

 

Rok 2018. Psycholożka Magdalena Różycka przed sześcioma laty straciła w wypadku samochodowym męża i jedyne dziecko. Niedługo później na służbie została zamordowana policjantka, która zajmowała się tą sprawą, Kamila Grzesiak. Jedyna osoba uważająca, że śmierć bliskich Różyckiej była wynikiem czyjegoś celowego działania. Teraz Magda dostaje anonimową wiadomość, wskazującą na to, że Grzesiak miała rację. W sprawę angażują się przyjaciel Kamili, komisarz Paweł Wilk i jego partnerka podkomisarz Iga Banasz. Po przeprowadzeniu wstępnych czynności, ich przełożonych podejmuje decyzję o ponownym otwarciu śledztwa. Wszystko wskazuje na to, że zabójca Różyckich i policjantki wznowił swoją zbrodniczą działalność, a w centrum jego zainteresowania jest Magda. Wśród podejrzanych jest jeden z jej pacjentów, młody mężczyzna zmagający się z nerwicą lękową, Adam Nawrocki. Ale śledczy nie wykluczają też sprawstwa samej Magdaleny Różyckiej.

W cieniu terapeutki” to powieściowy debiut Anna Krystaszek, z wykształcenia pedagog i socjoterapeutki, która po kilkunastu latach pracy w zawodzie (terapeutka), postanowiła w całości poświęcić się swojej drugiej pasji: pisaniu. Krystaszek już wcześniej słała do różnych wydawnictw swoje dzieła, niezmiennie poczynając od wydawnictwa Muza. Można więc wyobrazić sobie jej radość, gdy jej ulubione wydawnictwo zdecydowało się na publikację jej dzieła. Thrillera psychologicznego „W cieniu terapeutki”. Pracując nad tą powieścią Krystaszek korzystała ze swojego doświadczenia zawodowego i na tyle przywiązała się do niektórych postaci, że – choć tego nie planowała – uznała, iż nie warto się jeszcze z nimi rozstawać. Na pewno z prokuratorem Janem Hejdą. Krystaszek zamierza zrobić z tego powieściową serię. Każdy tom ma przedstawiać inną historię, inną sprawę kryminalną.

W swojej twórczości Anna Krystaszek - jak na terapeutkę przystało:) - przede wszystkich chce skupiać się na portretach psychologicznych swoich postaci. Zagłębiać się w ich psychikę. Tworzyć barwne osobowości, które czytelnik będzie mógł poznać od podszewki. Autorce „W cieniu terapeutki” zależy na tym, by odbiorcy jej twórczości w pełni rozumieli motywacje jej postaci, które przeważnie wynikają ze wcześniejszych doświadczeń życiowych. Tę zależność najdobitniej obrazuje na przykładzie Magdaleny Różyckiej i Adama Nawrockiego. Głównej bohaterki swojej pierwszej opublikowanej książki i jednego z jej pacjentów, który zmaga się z doskonale znaną mi chorobą. Łatwo więc było mi się utożsamić z tym młodym mężczyzną. Człowiekiem, przy którym Magda nie czuje się bezpiecznie. Ten fakt zostaje ujawniony bardzo szybo, bo zaraz po prologu - zabójstwo policjantki sprzed sześciu lat – podczas rozmowy ewidentnie mocno zdenerwowanej, wręcz spanikowanej Magdaleny Różyckiej z jej superwizorką. Ze słów tej pierwszej wyłania się obraz uporczywego prześladowcy, stalkera, pogubionego mężczyzny z mroczną obsesją na punkcie swojej psychoterapeutki. Magda od trzech lat nieprzerwanie prowadzi jego terapię i jak myśli jest jedyną stałą osobą w jego życiu. Jedyną osobą, z którą utrzymuje kontakt, której zaufał, ale nie na tyle, żeby opowiedzieć jej o swojej przeszłości. Na ich spotkaniach Adam uparcie skupia się na swoich koszmarnych snach. Ostatni, jakim się z nią podzielił, przeraził Magdę, ale zapewne nie tak, jak niby przypadkowe spotkania z Adamem poza jej gabinetem. Nawrocki powiedział jej, że prawie nie wychodzi z domu, ale Magda nie ma już powodów mu wierzyć. Czuje się osaczona przez tego możliwe, że niebezpiecznego człowieka. Kobieta od sześciu lat mieszka sama w domu na wsi, pod lasem, gdzie niedługo po spotkaniu ze swoją superwizorką, zostaje podrzucona zaadresowana do niej krótka, niepodpisana wiadomość, która brzmi jak groźba. Na dodatek wynika z niej, że wypadek samochodowy, w którym zginęli bliscy Magdy tak naprawdę był wynikiem celowego działania. Po stracie męża Huberta i syna Maksa, kobieta pogrążyła się w rozpaczy. Jej kontakt z bliskimi z czasem się urwał – wszystkimi poza jej najlepszą przyjaciółką Olgą i Jakubem Grzesiakiem, synem policjantki, która zajmowała się sprawą śmierci Huberta i Maksa – zgasła w niej też wola życia, co wedle jej słów, trwa do dziś. Główna bohaterka „W cieniu terapeutki” nie boi się śmierci. Właściwie to od sześciu lat tak jakby z wytęsknieniem na nią czekała. Czemu trudno się dziwić, zastanawiać mogą natomiast jej reakcje na zagrożenia. A przynajmniej jedno, jeśli założyć, że jej problem z Adamem Nawrockim nie ma nic wspólnego z najnowszymi zawirowaniami w jej życiu. Reakcja Magdy na podejrzane zachowanie jej pacjenta, raczej nie jest reakcją, jakiej można się spodziewać po osobie, która nie może się doczekać zejścia z tego padołu łez. Wręcz przeciwnie: dla czytelnika to może być wyraźny sygnał, że wbrew jej własnemu przekonaniu, tli się w niej jeszcze wola życia, że mimo wszystko nie chce jeszcze żegnać się z tym światem. Magda jeszcze sobie tego nie uświadamia, ale najwyraźniej ten etap ma już za sobą. Gdzieś w głębi duszy odżyła już w niej chęć do życia. Na potwierdzenie tej hipotezy nie będzie trzeba długo czekać. Krystaszek szybko rozwieje wszelkie wątpliwość, wleje w nas absolutną pewność, że Magda jest już gotowa na nowo ułożyć sobie życie. Pozbywa się twardego pancerza, którym otoczyła się po śmierci męża i jedynego dziecka, szerzej otwiera się na ludzi, nie jest już tak zdystansowana jak przez ostatnie lata. Powoli żegna się z samotnością i jednocześnie coraz bardziej utwierdza w przekonaniu, że jej rodzina padła ofiarą tajemniczego zabójcy, który teraz dybie na jej życie. Konstrukcja, jaką Krystaszek nadała tej opowieści – kilku narratorów, a wśród nich oczywiście Magdalena Różycka – daje nam, być może fałszywe, poczucie, że właściwie wszyscy, a już na pewno policjanci zajmujący się tą sprawą, mają mniejszą wiedzę od nas. W przeciwieństwie do nich możemy być pewni, że Magda jest ofiarą, a nie sprawczynią, ale... Cóż, nie takie zmyłki w tego typu powieściach już stosowano.

(źródło: https://www.facebook.com/pages/category/Writer/Anna-Krystaszek-108336234646028/)

Wielowątkowa, dość skomplikowana intryga przedstawiona na kartach „W cieniu terapeutki”, ten szkielet fabularny, ramy, jakie Anna Krystaszek wytyczyła dla swojego pierwszego opublikowanego utworu, może i nie są wyrazem jakiejś wielkiej kreatywności, ale potrafią zaciekawić. Większym problemem – największym – był dla mnie styl autorki. Konstrukcja zdań, a już przede wszystkim dialogów: wypowiedzi poszczególnych postaci często nie brzmiały dla mnie naturalnie (mniej zaimka „ja”, poza tym już w całym tekście mnie wulgaryzmów i mowy potocznej i byłoby mi o niebo wygodniej w tym świecie przedstawionym), ale i zbyt mała jak dla mnie plastyczność we fragmentach opisowych. Za szybko, zbyt pobieżnie. Nierzadkie „cofanie zegara”, a czasem kart kalendarza, o dzień-dwa, też odrobinę wytrącały mnie z rytmu. Część z tych nieodległych retrospekcji w ogólnym zarysie była mi już znana (autorka najpierw dane wydarzenie streszcza, a zaraz potem wraca do tego momentu: przeprowadza nas przez niego, można powiedzieć, w czasie rzeczywistym), a zatem moje zainteresowanie w takich razach spadało niemal do zera. Spodobała mi się natomiast główna bohaterka Plusik ode mnie także za Adama, co chyba już dałam do zrozumienia oraz żonę prokuratora Jana Hejdy, Katarzynę, której przydałoby się dać większy udział w tej sprawie, rozwinąć tę niewątpliwie charyzmatyczną, inteligentną, obdarzoną imponującą intuicją, osobowość. Wracając do Magdaleny Różyckiej, kobiety do bólu szczerej, z dosyć konfrontacyjnych nastawieniem, także, a wręcz przede wszystkim do policjantów zajmujących się sprawą domniemanego seryjnego mordercy, który prawdopodobnie (ale nie na pewno) ma na celowniku naszą psychoterapeutkę po strasznych przejściach. Okaleczoną, poturbowaną, okrutnie doświadczoną kobietę, która w wyniku działalności jakiegoś niezidentyfikowanego osobnika, nabiera przekonania, że śmierć jej bliskich nie była zwykłym wypadkiem. Wreszcie bierze na poważnie wersję, którą bezskutecznie starała się przeforsować policjantka Kamila Grzesiak, matka Jakuba Grzesiaka, który po jej zabójstwie, zgłosił się na terapię właśnie do Magdy Różyckiej. Gdy ich poznajemy, Kuba wciąż jest jej pacjentem, choć jak sam zauważa, ich relacja wykroczyła poza te ramy. To już bardziej przyjaźń, a może i coś więcej... Tożsamość sprawcy, jego motywacja, ewentualne powiązania ze straumatyzowaną terapeutką, to nie jedyne zagadki, jaki roztacza przed nami Anna Krystaszek. Jest jeszcze, ponad wszelką wątpliwość, potworna przeszłość Adama Nawrockiego i jego rola w sprawie, w którą w jakiś sposób jest zamieszana jego terapeutka. Ofiara albo, co mniej prawdopodobne, ale możliwe, zabójczyni. Stosunkowo szybko dowiadujemy się, że Nawrocki dawniej był uzależniony od narkotyków i że stracił przynajmniej jedną bliską osobę. Jeszcze wcześniej autorka ujawnia, że chłopak jest samotnikiem, że tak naprawdę jedyną osobą w jego życiu jest Magda. A może nie? Może Adam okłamuje swoją psychoterapeutkę? Autorka szybko (w sumie wszystko dzieje się tu szybko) daje nam dowód na to, że Nawrocki ma kogoś jeszcze, że ma jakieś życie towarzyskie. Niekoniecznie satysfakcjonujące. Niekoniecznie zdrowe... Przy takiej ilości wątków – wydarzenia z umownej teraźniejszości, na które w pewnym sensie nakładają się zdarzenia z przeszłości; historie sprzed lat przypuszczalnie doprowadziły do tragedii obecnie zachodzących w otoczeniu Magdy) – według mnie przydałoby się zwiększyć objętość tej publikacji. Przedstawić to bardziej szczegółowo. Zwolnić, także po to, by jeszcze niżej pochylić się nad bohaterami, a przynajmniej bardziej zainteresować się klimatem. Zintensyfikować wrażenie zaszczucia, które naturalnie dopada główną bohaterkę, ale niekoniecznie będzie się udzielało odbiorcy książki, w każdym razie u mnie kiepsko z tym było. Lepiej wykorzystać miejsce zamieszkania głównej bohaterki – spokojna wieś w bliskim sąsiedztwie lasu. Alienacja, klaustrofobia: jakoś tego nie czułam, a założyłam, że danie Magdzie takiego domu było spowodowane między innymi chęcią wzbogacenia „W cieniu terapeutki” tymi pierwiastkami. Zapewnienia czytelnikom również takich mocno niewygodnych, ale od tego gatunku, myślę, jak najbardziej pożądanych, wrażeń. Za mało suspensu. Napięcie mniejsze od tego, do którego zdążyłam przywyknąć obcując ze współczesnymi literackimi dreszczowcami. Ale przynajmniej nie udało mi się przedwcześnie rozpracować tej intrygi. Tożsamość sprawcy na pewno była dla mnie zaskoczeniem. Nic wstrząsającego (gorzej, że nie obyło się bez jednego dużego zbiegu okoliczności), ale zdecydowanie nie byłam przygotowana na taki obrót spraw. Właściwie podwójne uderzenie: kto przeczyta, ten zrozumie, o co chodzi.

W cieniu terapeutki” Anny Krystaszek wydaje się być dobrą propozycją przede wszystkim dla tych sympatyków powieściowych thrillerów psychologiczny, ale i kryminałów, którzy lubią szybciej postępujące opowieści. Bez wdawania się w długie opisy, w których aż roi się od detali. Historie w prostych słowach spisane. Krótko, ale z jakąś tam dbałością o postacie. Na pewno większą niż o klimat. Powieść nie do końca w moim guście – bawiłam się raczej średnio – ale wydaje mi się, takie mam dziwne przeczucie, że na tym nie skończy się pisarska kariera pani Krystaszek, że będzie o niej głośno przynajmniej w tym naszym polskim piekiełku. Takie powieści zwykle dobrze się sprzedają. Podatny grunt na takie historie na pewno jest. I to niemały, więc spodziewam się dynamicznego rozwoju jej kariery pisarskiej. Której ja raczej nie będą bacznie obserwować, ale nie mam wątpliwości, że grono osób, które wprost nie będą mogli się doczekać kolejnego spotkania z prozą Anny Krystaszek, po przeczytaniu jej debiutanckiej powieści, będzie się szybko rozrastać. Już jest spore, a będzie jeszcze większe. Taką mam wizję:)

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz