Stronki na blogu

czwartek, 24 marca 2022

C.J. Farrington „Śmierć w transsyberyjskim ekspresie”

 

Olga Puszkina mieszka w zapadłej wsi Rozłazne na Syberii, nieopodal Tajgi. Czas zajmuje jej pomaganie bliskim i wypełnianie obowiązków zawodowych. Olga pracuje jako dróżniczka, a towarzystwa w budce przy torach dotrzymuje jej zaprzyjaźniony mały jeż Dmitri. W wolnych chwilach kobieta zwykle pracuje nad swoją książką. Olga marzy o studiowaniu literatury na uniwersytecie w Tomsku oraz zostaniu bestsellerową pisarką i robi wszystko co w jej mocy, by osiągnąć te cele. Pewnego dnia kobieta otrzymuje anonimy list pełen nienawistnych słów, który jak przypuszcza adresatka, został napisany przez któregoś członka maleńkiej wspólnoty Rozłaznego. Olga więc zapewne dobrze zna człowieka, który z jakiegoś sobie tylko znanego powodu postanowił przysporzyć jej przykrości. Kiedy z ekspresu transsyberyjskiego wprost na Olgę wypada martwy mężczyzna z monetami dziesięciorublowymi w ustach, list od tajemniczego osobnika przestaje zaprzątać umysł wielkodusznej dróżniczki. Śledztwo w tej sprawie prowadzi sierżant Wasilij Maruszkin z Nowosybirska, który z czasem zostanie niejako zmuszony do zawiązania współpracy z Olgą Puszkiną.

Wychowany w Szkocji, obecnie, wraz z żoną Claire i córką Acacią, dzielący swój czas między Cambridge w Anglii i Kapsztad w RPA, C.J. Farrington, inspirację do swojej debiutanckiej książki, powieści kryminalnej pod tytułem „Death on the Trans-Siberian Express” (pol. „Śmierć w transsyberyjskim ekspresie”) zaczerpnął z kolejowych podróży. Na taki pomysł spędzania wolnego czasu wpadła jego małżonka, w czym zresztą on szybko zasmakował. Podróże ekspresem transsyberyjskim, transmongolskim, kolejami chińskimi i wietnamskimi – Farringtonowie w ten sposób zwiedzili „pół świata”, i tym właśnie wycieczkom swoje literackie istnienie zawdzięcza Olga Puszkina. Dróżniczka z syberyjskiej wsi Rozłazne, która na świat wyszła w roku 2021, a do Polski dotarła już w kolejnym, pod parasolem wydawnictwa Prószyński i S-ka. „Śmierć w transsyberyjskim ekspresie” to pierwszy tom planowanej serii kryminalnej z tą poczciwą kobietą na tropie zbrodni i pomniejszych zdrożnych uczynków. Część druga już w przygotowaniu - prawdopodobnie w oryginale zostanie wydana pod tytułem „Blood on the Siberian Snow”.

Śnieg, trzaskający mróz i maleńka rosyjska wioska, którą nagle wstrząsa zbrodnia. Niejedna. Coś dla fanów twórczości Agathy Christie i Arthura Conana Doyle'a. Panna Marple z Syberii. Trzydziestoparoletnia singielka raczej nie z wyboru, która praktycznie nie ma własnego życia. Otóż, główna bohaterka „Śmierci w transsyberyjskim ekspresie” pióra C.J. Farringtona, większość dnia przeważnie spędza w ciasnej budce przy torach, a po pracy spełnia zachcianki swojego ojca nieroba, Michaiła Puszkina i jego nie mniej wymagającej siostry, Zoi Kuzniecowej. Kiedy tylko sytuacja tego wymaga, Olga śpieszy z pomocą swojej najlepszej przyjaciółce Annie Kabalewskiej, która w zasadzie w pojedynkę wychowuje trójkę swoich dzieci. Jej mąż jest zajęty robieniem jakichś szemranych interesów. I wlewaniem w siebie hektolitrów alkoholu. Podczas gdy on się bawi, jego żona pożycza pieniądze na życie od Olgi Puszkiny, a kiedy musi załatwić coś pilnego, to właśnie Olga, naturalnie zupełnie nieodpłatnie, ma oko na jej dzieci. Anna wydaje się jedyną osobą w najbliższym otoczeniu Olgi, która traktuje ją z należytym szacunkiem. To znaczy, nie wydaje się, żeby Kabalewska bezwstydnie wykorzystywała nieszczęsną dróżniczkę. Korzysta z jej pomocy, ponieważ nie ma innego wyjścia. Nie uważa, że jej się to po prostu należy, jak z pewnością myślą Michaił i Zoja. Z drugiej strony nawet Olga w pewnym momencie zwątpi w czyste intencje Anny. Nawet ona, kobieta, która zazwyczaj bez szemrania wykonuje polecania innych. Feminizm? Wynalazek zgniłego Zachodu. W Rozłaznem kobiety „znają swoje miejsce”. Takich punktów na mapie Rosji w domyśle jest więcej – mentalność bliższa średniowieczu niż czasom obecnym, w których to toczy się akcja omawianej powieści. Łatwo o tym zapomnieć, patrząc na postacie zaludniające ten świat przedstawiony. Włącznie z Olgą Puszkiną, która tęskni do wielkiego miasta. Tam, w domyśle, kobietą żyje się przynajmniej trochę lżej. Tak czy inaczej, te co ambitniejsze mogą zdobyć wyższe wykształcenie i bardziej rozwinąć na gruncie zawodowym. Olga nie ma już większej nadziei na awans w obecnej pracy. Pracy, w której, gwoli ścisłości, tkwi od dawna. Dla niej to środek prowadzący do celu, nie cel sam w sobie. Dzień w dzień gnieździ się w maleńkiej budce przy torach, ślęcząc nad papierami, ale i odmrażając sobie cztery litery podczas obchodów, które też należą do jej obowiązków. Tak samo jak walczenie z różnymi usterkami na trasie przejazdu pociągów przewożących towary i turystów z całego świata. Olga Puszkina to bohaterka dynamiczna. Postać, w której wraz z postępem akcji zachodzą fundamentalne zmiany. Potulna, dająca się wykorzystywać, niepoprawna marzycielka, stopniowo przeistacza się w tak zwaną kobietę wyzwoloną. Samowystarczalną, waleczną, niedającą sobie w kaszę dmuchać, czy po prosto znającą swoją wartość, ambitną niewiastę, która mówi „dość”. Koniec z wyzyskiem. Koniec z uległością wobec mężczyzn. Koniec z byciem dziewczynką do bicia. Koniec z pomiataniem, jak by nie patrzeć, przyszłą gwiazdą sceny literackiej. Bo Olga wydaje się być święcie przekonana, że książka, nad którą od jakiegoś już czasu pracuje, książka, której nadała tytuł Znajdź swoją kolejową tożsamość: 100 życiowych lekcji z Kolei Transsyberyjskiej, będzie absolutnym hitem. Tym samym otwierając jej drogę do wymarzonej, oszałamiającej kariery pisarskiej. Jeszcze będzie kimś ta nasza potulna dróżniczka. Kochająca zwierzęta – ale nie fretki, oj nie fretki – a szczególnie małego jeża, którego prawie dosłownie wyrwała z paszczy lisa, nazwała Dmitri i wzięła go pod swoje opiekuńcze skrzydła, cicha myszka, na którą zawsze można liczyć. Nie ma dzieci, nie ma męża, ma tylko ojca lenia, który nie szczędzi jej przykrych słów i starszego brata Paszę, z którym ostatni raz widziała się jakieś dwa lata wcześniej – mężczyzna jest w wojsku, gdzie o dziwo bardzo mu się podoba. Mimo że, podobnie jak jego ukochana siostra, nie jest zwolennikiem Władimira Putina. Właściwie Pasza, bo jego też będziemy mogli bliżej poznać, jest przekonany, że gdyby „odwieczny” prezydent Rosji go poznał też, delikatnie mówiąc, nie byłby zachwycony jego osobą. Żeby tacy wywrotowcy w „najpotężniejszej armii na świecie”... Farrington w „Śmierci w transsyberyjskim ekspresie” dokonuje czegoś w rodzaju żartobliwej, zaskakująco lekkiej rozprawy na temat życia w Rosji. Nie tylko. Autor od czasu do czasu uderza też w poważniejszą tonację – wieje smutkiem, beznadzieją, trwaniem w istnej pułapce przez w gruncie rzeczy sympatyczne, zasługujące na jakiś większy uśmiech losu, osoby, nie tylko płci żeńskiej, tak uciśnionej w Rozłaznem, osadzie niby żywcem wyjętej z wieków ciemnych.

(źródło: https://pl-pl.facebook.com/Proszynski/)

W Rozłaznem piszczy bieda, trzaska mróz, a z pociągów wypadają trupy. Właściwie jeden trup. Młody mężczyzna z poderżniętym od ucha do ucha gardłem i ustami wypełnionymi dziesięciorublowymi błyszczącymi monetami. Olga Puszkina została dosłownie znokautowana przez tego nieszczęśnika. I w sumie dobrze się złożyło. Dobrze, że była na miejscu, gdy z ekspresu transsyberyjskiego wypadł ten ograbiony z życia turysta, ponieważ wyrwało ją to z marazmu, stagnacji, w której tkwiła przynajmniej od śmierci swojej ukochanej matuszki. Impuls do działania. Do zmian. Do zaprowadzenia porządku w swoim znojnym życiu. Olga Puszkina pokaże na co ją stać. I biada wszystkim, którzy już zdążyli jej się narazić, ale i tym, którzy dopiero nadepną jej na odcisk. Doprawdy zabawna postać. Potrafi zirytować (obudźże się wreszcie, kobieto!), a przynajmniej zadziwić swoją niedzisiejszą osobowością (to w końcu Rosja...). Olga ma w sobie coś z dziecka – zupełnie jakby dopiero uczyła się życia, a przecież liczy już sobie ponad trzydzieści wiosen. Ta ciekawość, to bujanie w obłokach, ta naiwność. Ten zapał. Tak, może i Olga nie ma bladego pojęcia o pracy detektywistycznej, może i nie potrafi łączyć kropek, może i nie wie, jakie pytania powinna zadawać osobom przewijającym się w tym zwariowanym dochodzeniu w sprawie morderstwa w Orient Expressie, to znaczy ekspresie transsyberyjskim, ale nadrabia animuszem. Zwłoki wypadające z pociągu to dopiero początek - jak można się tego spodziewać sprawa z czasem się skomplikuje. Autor, na dobrą sprawę, już wcześniej to sygnalizował. Seryjny morderca, korupcja i... Baba-Jaga: lokalny postrach, który jak musi przypominać sobie Olga Puszkina jest czystym wymysłem. Nic, czym należałoby się przejmować. Tak to sobie tłumaczy, ale to jakoś nie pomaga jej uwolnić się od przypuszczalnie zupełnie irracjonalnego lęku, dobrze znanego też paru innym duszyczkom zaludniającym wioskę, która najpiękniej prezentuje się zimą. Gdy śnieg przykryje te rozpaczliwie domagające się remontu chałupki. Te zamieszkane i te opuszczone, porzucone. Olga od dawna marzy o pójściu śladami tych wszystkich, w jej mniemaniu, szczęśliwców, którzy wyjechali z tej „zabitej dechami” syberyjskiej wioski, której centralnym punktem wydaje się być podła knajpa należąca do mężczyzny, który złego słowa na swojego przywódcę, czy raczej boga, powiedzieć nie da. Tylko spróbuj skrytykować Władimira Putina w tych ekstremalnie skromnych progach, gdzie wieczorami zwykła gromadzić się „śmietanka towarzyska” z Rozłaznego. By uprawiać bodaj ulubiony sport w Rosji. Sport narodowy:) Picie wódki, czy innych „życiodajnych eliksirów”, samogonów nie dla elegancików ze zdeprawowanego Zachodu. C.J. Farrington „prowadzi swoje śledztwo” dość niekonsekwentnie. Rozgardiasz, który mógł być celowy. W tym chaosie mogła być metoda. Podczas lektury tej dość odświeżającej, że tak to ujmę, uroczo prymitywnej, kryminalno-obyczajowej historyjki, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że autor celowo zrobił z tego taką trochę (trochę?) parodię śledztwa. Gdyby akcja była osadzona w jakimś demokratycznym kraju, czy to gdzieś w Europie czy w Ameryce Północnej, to nie miałabym wątpliwości, że nie należy brać tego na poważnie, że to komedia kryminalna - policjanci, przestępcy i detektywi-amatorzy w krzywym zwierciadle - ale jeśli chodzi o Rosję... Wydaje mi się, że tam wszystko jest możliwe. Niezbyt bystra dróżniczka dopuszczona do czynności śledczych (może pomóc w przesłuchaniach personelu feralnego pociągu i innych osób żyjących z tej kolejowej turystyki) bynajmniej nie przez jakiegoś żółtodzioba, którego sytuacja rychło zmusi do zacieśnienia współpracy z tą zaskakująco skuteczną dziewczyną do niedawna żyjącą pod butem swojego rodziciela. Dziewczyną, która wypowiada wojnę całemu złu jakie rozpleniło się w jej otoczeniu. Prosta, umiarkowanie przyjemna, niewzbudzająca jakichś silniejszych emocji, bardziej odprężająca niż elektryzująca opowieść o nieopierzonej „pani detektyw”, która z „modelowej rosyjskiej kobiety” powoli przeobraża się w „modelową zachodnią kobietę”. Przeobraża czy po prostu wreszcie jest sobą? Taką Olgą, jaką zawsze była, ale nie miała odwagi, siły, na obudzenie w sobie tego milusiego demona. Opowieść sporo zawdzięczająca samemu miejscu akcji - malownicza, dzika, odizolowana zimowa sceneria, gdzie grubą tkaninę ciszy przecinają głównie przejeżdżające pociągi, pijackie burdy w jedynym barze we wsi oraz wrzaski panów na ich niewolnice, czyli mężów na żony. Opowieść do poduszki. Słodkich snów... o Babie-Jadze z Syberii;)

Śmierć w transsyberyjskim ekspresie”, otwarcie planowanej powieściowej serii z Olgą Puszkiną, pracownicą kolei angażującej się w śledztwa, autorstwa debiutującego autora szkockiego pochodzenia, C.J. Farringtona, wymaga trochę innego nastawienia od tego, z którym myślę zwykle zasiada się do utworów kryminalnych. Większych niespodzianek, wzmożonego napięcia czy innych emocjonalnych uniesień, jakich można spodziewać się od tego typu prozy, ta pozycja prawie na pewno nie dostarczy. To coś lżejszego. Pozytywnie zakręcona, nieszkodliwa, żartobliwa, prosta, naiwna (co wydaje się zamierzone – prędzej celowy zabieg niż wypadki przy pracy początkującego powieściopisarza) historyjka, przy której mimo wszystko minka nieraz może nieco zrzednąć. Trochę śmiechu, szczypta smutku i cuda. Ludziska, prawdziwe cuda w zimowej scenerii. Rosyjskiej krainie lodu. Zabawa może nie na sto dwa, ale nie przeczę, trochę sobie pobrykałam z luzackim panem Farringtonem „tam, gdzie Baba-Jaga mówi dobranoc”.

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz