Stronki na blogu

środa, 29 marca 2023

Anna Górna „Dolina straconych złudzeń”

 

W Niederwalden, turystycznym miasteczku u podnóża Alp w Oberlandzie Berneńskim, grasuje seryjny morderca, którego modus operandi wskazuje na odprawianie jakichś pogańskich rytuałów. Zwłoki są znajdowane w maskach nawiązujących do alpejskiego folkloru, a to wcale nie jest najbardziej wymowny element makabrycznej scenografii tajemniczego sprawcy. Piotr Sauer, prywatny detektyw z Zurychu, który przed paroma laty wyemigrował z Polski wraz z żoną Karoliną, z którą obecnie jest w separacji i córką Wiktorią, przyjmuje zlecenie od dyrektorki Sternen Resort & Spa, luksusowego hotelu w Niederwalden, Susanne Fuchs, krewnej jednej z ofiar tak zwanej Bestii z Niederwalden, niewierzącej w powodzenie oficjalnego śledztwa. Fuchs chce, by Sauer przeprowadził równoległe dochodzenie, spróbował rozpracować tożsamość człowieka, którego zbrodnicza działalność, poza wszystkim innym, zabija główny filar gospodarki w malowniczym Niederwalden. Na czas śledztwa detektyw przeprowadza się do Sternen, a niedługo potem nieoczekiwanie dołącza do niego jego zaufana asystentka Mia Kovač, która ostatnie miesiące spędziła poza krajem.

Druga powieść Anny Górnej, urodzonej w Częstochowie absolwentki Uniwersytetu Wrocławskiego, prawniczki od lat mieszkającej w Szwajcarii, która na scenie wydawniczej zadebiutowała w 2022 roku, nominowaną między innymi w plebiscycie LubimyCzytać pt. Książka Roku w kategorii Debiut i do Nagrody Literackiej Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego za Kryminalny Debiut Roku 2022, powieścią „Kraina złotych kłamstw”, pierwszą odsłoną mrocznych przygód Piotra Sauera i Mii Kovač. Wypuszczona w 2023 roku przez wydawnictwo Czwarta Strona w sugestywnej okładce projektu Magdy Bloch, „Dolina straconych złudzeń” to druga część tej planowanej kryminalnej serii Anny Górnej, która, podobnie jak pierwsza, porusza ważne dla niej kwestie. Na przykład negatywne aspekty życia na obczyźnie: niezasłużona nieufność ze strony rodowitych mieszkańców, swoiste piętno obcego/obcej noszone także przez w gruncie rzeczy imigrantów zintegrowanych. Według autorki „Doliny straconych złudzeń” to również opowieść o działaniu wbrew innym. Dążeniu do celu pomimo kłód rzucanych pod nogi przez nieżyczliwe istoty ludzkie. Kryminał/thriller detektywistyczny w przeważającej mierze rozgrywający się w fikcyjnej alpejskiej miejscowości, szwajcarskim kurorcie osadzonym w autentycznym naturalnym krajobrazie, znanym Górnej nie tyle ze zdjęć, ile z osobistych kontaktów z tą przyrodniczą wizytówką drugiego państwa, w którym się zakotwiczyła.

Powieściowy serial killer thriller w hipnotycznym małomiasteczkowym klimacie. Pogoń za śmiertelnie niebezpiecznym osobnikiem w olśniewającej alpejskiej scenerii. Według mnie przeskoczenie wysoko zawieszonej poprzeczki w „Krainie złotych kłamstw”, pierwszym epickim występie Anny Górnej. Kreatorki niesamowicie plastycznych światów, swego rodzaju koalicji twardych realiów z licentia poetica. Nieistniejąca miejscowość wkomponowana w istniejący krajobraz, w naturalne tło Oberlandu Berneńskiego. Znany odbiorcom „Krainy złotych kłamstw”, były komisarz policji z Polski, aktualny prywatny detektyw z Zurychu, Piotr Sauer do Niederwalden, pozornie bajecznego miasteczka u podnóża Alp, przybywa w czerwcu 2019 roku w nadziei na rozwiązanie sprawy od wielu miesięcy spędzającej sen z powiek nie tylko stróżom prawa i lokalnym przedsiębiorcom zależnym od turystów - napływ tych ostatnich przez działalność przypuszczalnie seryjnego zabójcy drastycznie się zmniejszył. Rozczarowany wynikami, czy raczej brakiem wyników, policyjnego śledztwa w sprawie Bestii z Niederwalden (a to tylko jeden z pseudonimów nadanych temu nieuchwytnemu drapieżcy) zarząd największego hotelu w Niederwalden, odstającego od uroczych drewnianych nieruchomości rozsianych w tym górskim zakątku, ekskluzywnego zamczyska w skrócie nazywanego Sternen, w końcu postanowił poszukać pomocy w sektorze prywatnym. Padło na Piotra Sauera, Polaka od paru lat mieszkającego w Szwajcarii, a od paru miesięcy z sukcesami działającego w branży detektywistycznej. Ofertę przedstawia mu dyrektorka Sternen, Susanne Fuchs, mająca też osobistą motywację do schwytania największego postrachu Niedewalden. Wszystko wskazuje bowiem na to, że jej ukochany szesnastoletni siostrzeniec Nicolas Winter, padł ofiarą tego samego maniaka, który odpowiada za śmierć Antona Zieglera, starszego mieszkańca tego przeklętego kurortu, któremu przyklejono łatkę miejscowego dziwaka. Sauer nie potrzebuje dużo czasu do namysłu, w końcu to doskonała okazja, by rozreklamować swoją jednoosobową agencję detektywistyczną. Jednoosobową? Ostatnio co prawda pracował sam, ale osoby, którym nieobca jest debiutancka powieść Anny Górnej, wiedzą, że swoją pierwszą dużą kryminalną sprawę w Szwajcarii rozpracował z pomocą studentki prawa Mii Kovač. Ich kontakt bynajmniej się nie urwał, ale mniej więcej od pół roku jego niegdysiejsza asystentka przebywa poza krajem. Tak myśli detektyw, który dostaje darmowe zakwaterowanie w najdroższym, najbardziej ekskluzywny hotelu w Niederwalden – taki niemały bonus od dyrektorki tego przybytku, w porozumieniu z pozostałymi członkami zarządu, gotowej wyłożyć sporą sumkę za zwykle tańsze usługi Piotra Sauera. Jako że niemal od samego początku towarzyszymy i Piotrowi, i Mii (później do tej narracyjnej przeplatanki, bez wyjątku w trzeciej osobie, dołączy nitka komendantki z Niederwalden Kathrin Wyss; pomijam już mniejsze wglądy w żywoty jakichś pojedynczych postaci), w przeciwieństwie do tego pierwszego, wiemy, że ta druga wróciła już na łono ojczyzny. I niedługo przyjdzie nam czekać na ponowne uformowanie tego dwuosobowego zespołu wytrwale i z narażeniem życia goniącego za Prawdą. Tym razem za zorganizowanym mordercą, prawdopodobnie już rozglądającym się za następną ofiarą. Ofiarą dla jakichś pogańskich bożków? Mordy rytualne czy sprytne inscenizacje, mające wywieść w pole bynajmniej niedeptających mu po piętach śledczych? Tak czy inaczej, swego rodzaju autografem Bestii z Niederwalden, powszechnie znanym podpisem maniaka z górskiej doliny są maski Krampusa (nie tylko), szkaradnej postaci z alpejskiego folkloru. W ten prosty sposób Górna w moim poczuciu dodała tej kryminalnej opowieści horrorowego posmaczku. Delikatny aromat teoretycznie najmroczniejszego gatunkowego królestwa. Pewnie nie tyle faktyczna, ile odczuwalna nadnaturalność, cieniutki całun przykrywający do niedawna oblegane miasteczko w bliskim sąsiedztwie dumnego Eigeru.

W „Dolinie straconych złudzeń” Anna Górna w moim przekonaniu w mistrzowskim stylu operuje atmosferą zaszczucia. W szwajcarskim odpowiedniku Derry w stanie Maine:) Niederwalden to jedna z tych, myślę dobrze znanych fanom mroczniejszej beletrystyki, niewielkich miejscowości, które pod słodką polewą skrywają sfermentowane owoce. Mentalna zgnilizna panosząca się pod różową powierzchnią. Degrengolada jednostek, a niewykluczone, że niemal całego społeczeństwa zaszczutego i szczującego. Piotr Sauer i Mia Kovač prędko się przekonają, że nie są mile widziani w dolinie straconych złudzeń. Oczywiście są wyjątki, ale wielu zdaje się marzyć o pozbyciu tej wścibskiej dwójki. Ksenofobia w miejscowości turystycznej. Wydawać by się mogło, że region, który utrzymuje się głównie z turystyki, będzie bardziej przyjazny w stosunku do przyjezdnych. Niby tak, ale w Niederwalden żyją też osoby tęskniące za utraconym spokojem tego miejsca. Marzące o odzyskaniu swojej wygodnej oazy, praktycznie zawłaszczonej przez hałaśliwych i nierzadko bezmyślnych turystów. Nie bez znaczenia może być też zwykła ludzka solidarność. Trzymanie ze swoimi nawet wtedy, a może zwłaszcza wtedy, gdy nogi im się powijają. Prywatny detektyw i jego zaufana asystentka to para obcych mająca czelność wchodzić w paradę nieobcej komendantce. Powszechnie szanowanej w tych stronach Kathrin Wyss, niezbyt szczęśliwej żonie też lubianego właściciela sklepu odwiedzanego przede wszystkim przez amatorów wspinaczki i mniej ryzykownych spacerów po górskich szlakach, Patricka. Adopcyjni rodzice szesnastoletniego Eliasa, jednego z uprzywilejowanych uczniów liceum w Niederwalden. Potencjalna druga ofiara najpewniej najbardziej poszukiwanego człowieka w Oberlandzie Berneńskim, Nicolas Winter, mógł jedynie pomarzyć o takim statusie w szkole, jakim najwyraźniej cieszą się Elias i jego najlepszy przyjaciel, syn możliwe, że najbardziej wpływowego człowieka w tej klaustrofobicznej mieścinie. Nicolas co prawda nie uchodził za takiego wyrzutka jak poprzednia ofiara istnej zmory tytułowej doliny, ale zdecydowanie nie był istną duszą towarzystwa. Można założyć, że doskwierała mu samotność, przynajmniej od wyprowadzki jego jedynego przyjaciela. Nie licząc matki i ciotki, na które zawsze mógł liczyć. Pytanie, czy stale korzystał z ich wsparcia? Czy chłopak przypadkiem nie miał jakichś mrocznych, wstydliwych czy po prostu przykrych sekretów? Tajemnic, które przypieczętowały jego tragiczny los? Sauer wprawdzie zdaje sobie sprawę z tego, że przebiegły zabójca z alpejskiej krainy może celować praktycznie na oślep, że jego lista śmierci może być zupełnie przypadkowa albo ma znaczenie tylko dla niego. Dla pokrętnego umysłu sprawcy. Szaleńca? Tak mówią, ale instynkt Sauera, w połączeniu ze wstępnymi informacjami po części pozyskanymi jeszcze w Zurychu (ogólnie dostępne dane, doniesienia medialne), jakby kłócił się z tą wygodną etykietką. Przechodzący poważny kryzys małżeński, łebski detektyw, mężczyzna w średnim wieku od lat obficie posypujący głowę popiołem, pokutujący, a jednocześnie popełniający wciąż ten sam grzech (z perspektywy jego życiowej wybranki, zatroskanej matki ich czternastoletniej córki) – niebezpieczna praca – obawia się, że drapieżca grasujący w Niederwalden jest o wiele bardziej wymagającym przeciwnikiem. Doskonałym, na swój diaboliczny sposób, strategiem, bystrym psychopatą, czerpiącym perwersyjną przyjemność z przelewania krwi (nie)winnych, który być może na swoje nieszczęście coraz śmielej sobie poczyna. Pewność siebie, brawura, to koniec końców może zgubić „niewidzialnego człowieka” z doliny krzywdzących szufladek, o czym może zaświadczyć choćby lokalna artystka, czarownica XXI wieku. Kto czytał „Krainę złotych kłamstw”, tego nie powinno zaskoczyć zamiłowanie Anny Górnej do detali. Wyczerpujące, fenomenalnie obrazowe opisy. Niepowierzchowne portrety psychologiczne nie tylko duetu prowadzącego, czołowych postaci tego oby jak najdłuższego literackiego cyklu. Pomysłowe modus operandi sprawcy i konsekwentnie, bez zbytniego pośpiechu, wręcz z imponującą cierpliwością, płynnie poprowadzone czynności operacyjno-śledcze/detektywistyczne. A na dokładkę trafne komentarze, ośmielę się stwierdzić, nie tylko na temat szwajcarskiego społeczeństwa. Solidna płaszczyzna społeczno-obyczajowa i nie mniej angażujące rodzinne dramaty, domowe wojenki, problemy i pomniejsze niesnaski mniej czy bardziej szczelnie zamknięte w czterech ścianach „szarych domków szarych ludzi”. Trzymająca w napięciu złożona intryga, którą tylko w połowie udało mi się przedwcześnie rozpracować.

Rozkosznie klimatyczny thriller kryminalny od autorki głośnej „Krainy złotych kłamstw”. Drugi tom pasjonujących przygód prywatnego detektywa Piotra Sauera i jego młodej asystentki Mii Kovač. Moim zdaniem lepszy od poprzedniego – niemały wyczyn zważywszy na fakt, że debiutancka powieść pani Anny Górnej wprawiła mnie w niemały zachwyt. Wielki wyczyn! W tej magicznej „Dolinie straconych złudzeń”, w alpejskiej ciasnej mieścinie z domniemanym deficytem przyjaznych dusz. Przyjaźnie nastawionych do naszych znajomych z Zurychu. W sumie można brać w dowolnej kolejności, ale jeśli ktoś ma taką możliwość, to mimo wszystko radziłabym najpierw wejść do krainy, a dopiero potem do doliny Anny Górnej. Bezwstydnie zdolnej powieściopisarki!

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz