Stronki na blogu

sobota, 2 grudnia 2023

Dan Simmons „Czarne Góry”

 
W 1876 roku podczas bitwy nad rzeką Little Bighorn dziesięcioletni Siuks Paha Sapa w swoim przekonaniu zostaje opętany przez ducha białego człowieka George'a Armstronga Custera, podpułkownika dowodzącego zdziesiątkowanym wówczas 7. Regimentem Kawalerii. Zdesperowany chłopiec z niezwykłą zdolnością patrzenia wstecz i naprzód ratunku szuka u świętych mężów plemienia Lakotów, wśród których jest jego ukochany opiekun, przyszywany dziadek Kulawiec. Tym sposobem Paha Sapa naraża się legendarnemu wojownikowi Szalonemu Koniowi.
W 1936 roku Paha Sapa czyni ostatnie sekretne przygotowania do uroczystego odsłonięcia popiersia prezydenta Thomasa Jeffersona wykutego w najświętszej górze. Siuks należy do zespołu Gutzona Borgluma, nieustępliwego rzeźbiarza mającego nader ambitne plany w związku z rozbudową pomnika demokracji nazwanego Mount Rushmore. Jego najbardziej pracowity strzałowy Paha Sapa nie tylko zamierza je udaremnić, ale także bezpowrotnie zniszczyć efekty kilkuletniej pracy setek mężczyzn: niewybaczalną profanację arcydzieła Matki Natury.

Okładka książki. „Czarne Góry”, Vesper 2023

Nadnaturalna powieść egzystencjalna w realiach historycznych. Od Zagłady Indian do Zagłady Żydów. Krwawa historia ludzkości z perspektywy rdzennego mieszkańca Ameryki Północnej z „małymi wizjami dotykającymi wstecz” i „małymi wizjami dotykającymi naprzód”, Siuksa pewnego, że w życiowej wędrówce towarzyszy mu niewidzialny wasicun. Nie pierwsza („Terror” wszczęty w 2007 roku) i nie ostatnia („Abominacja” szerząca się od roku 2013) fikcja historyczna wielokrotnie nagradzanego amerykańskiego pisarza Dana Simmonsa. Powieść „Black Hills” (pol. „Czarne Góry”) swoją światową premierę miała w roku 2010, a pierwsze polskie wydanie pojawiło się trzynaście lat później w ofercie wydawnictwa Vesper – edycja w twardej oprawie wdzięcznie zagospodarowanej przez Macieja Kamudę i w finezyjnym tłumaczeniu Tomasza Chyrzyńskiego. „Mitologia faktograficzna” Wielkiego Dana Simmonsa, jak zwykle kompleksowo przygotowanego do wzniesienia niebanalnej budowli literackiej; korzystającego z rozlicznych źródeł historyczny. I przepowiadającego przyszłość przynajmniej w zakresie twórczości własnej - „Piąty kier”, który pokaże się, nomen omen, pięć lat po pierwszym wydaniu „Czarnych Gór”.

Najbardziej samotny człowiek jakiego poznałaś albo mogłaś kiedykolwiek poznać […] człowiek, który stracił swoje imię, krewnych, honor, żonę, syna, swoich bogów, przyszłość, nadzieję i wszelką powierzoną mu świętość”. Paha Sapa (Czarne Góry) vel Billy Powolny Koń vel Billy Slovak z plemienia Lakotów. Po raz pierwszy spotykamy go Na Śliskiej Trawie w roku 1876. Ostatni Bastion Custera lub Ostatnia Wielka Bitwa Indian, która odcisnęła trwałe piętno na chłopcu, który nad rzeką Little Bighorn zaliczył swój pierwszy cios. Niespełna jedenastoletni Siuks, który nigdy nie marzył o zostaniu wojownikiem, zwietrzył okazję do pomyślnego przejścia próby odwagi – wypatrzył Długie Włosy, dowódcę Regimentu Kawalerii armii białych najeźdźców, właśnie ponoszącego historyczną porażkę głównie za sprawą współplemieńców Paha Sapy. Podpułkownik/generał George Armstrong Custer w przekonaniu głównego bohatera „Czarnych Gór” Dana Simmonsa też wykorzysta okazję. Niechcący bądź naumyślnie wniknie w ciało wychowanka Kulawca, czyli jednego z najbardziej szanowanych członków lakockiej grupy mężnie walczącej z wasichu (Simmons nie szczędzi mowy Siuksów), Złodziejami Tłuszczu, białymi i w mniejszości czarnymi najeźdźcami; plemionami wasicunów, posługujących się między innymi „językiem anielskim” i - zasłyszane przez małoletniego protagonistę książki - plamieniem Czarnuchów. Niechciany współlokator ciała Naturalnej Wolnej Istoty Ludzkiej Paha Sapy, też posługuje się tą egzotyczną anielską mową. Niezrozumiałą dla małego Indianina mimowolnie zaglądającego w przeszłości i w przyszłość, ale z irytującego słowotoku domniemanego ducha, Czarne Góry wyławia parę powtarzających się obcych wyrazów, które niedokładnie przekazuje mądrzejszym członkom szczepu, w naiwnej nadziei na uwolnienie go od największego problemu, któremu po piętach depczą małe wizje, niepokojąca zdolność do przyswajania cudzych wspomnień (z obecnych i przyszłych akt w danym ludzkim banku pamięci) poprzez dotyk. Przy czym nie każdy kontakt cielesny sprowadza na Paha Sapę lawinę obrazów i dźwięków, których najpewniej nie zatrze bezwzględny Czas, który w swojej wszechmocy ustępuje chyba tylko Sześciu Dziadkom. Dlaczego najstraszniejszą z Wizji zesłali na tak zawodną istotę jak jedenastoletni podopieczny czcigodnego Kulawca? Dlaczego tak niegodne, okrutnie rozczarowujące - w swojej ocenie - stworzenie jak Paha Sapa zostało obarczone tak monstrualną odpowiedzialnością? Brzemię niezadowolonego z siebie chłopca i tajna misja mężczyzny w podeszłym wieku. Z wtrąceniami hipotetycznego generała George'a Armstronga Custera i okresem pomiędzy Incydentem Na Śliskiej Trawie i Górą Rushmore. Nieuporządkowany ciąg wydarzeń, niechronologiczne zapisy „w dzienniku prowadzonym w dwóch epokach Ameryki Północnej”. Fragmentaryczna biografia rdzennego mieszkańca Nowego Świata, naszpikowana „niebezpieczeństwami” w postaci drobiazgowych opisów architektonicznych czy nawet indiańskich, zwyczajów, obrzędów, rytuałów. Nie wspominając już o projekcie Mount Rushmore, artystycznych pracach budowlanych na wysokościach: rzeźbieniu dłutem i dynamitem. Oferta może nie wyłącznie dla pasjonatów, ale obawiam się, że niejeden czytelnik da za wygraną przy którymś z tych długich przystanków. Właściwie „Czarne Góry” to w moim poczuciu jeden z najmniej treściwych utworów Dana Simmonsa, jakie przeczytałam. Najdłużej czytana, choć nie najdłuższa powieść tego Wielkiego Literata, z jaką dotychczas się spotkałam. Pasjonująca i męcząca – szalenie nierówna przygoda w czasach niekoniecznie bezpowrotnie minionych, historia bowiem lubi się powtarzać. To dobrze czy źle?

Okładka książki. „Black Hills”, Reagan Arthur 2011

Wiedza czasami jest przekleństwem, najgorszym co człowiekowi może się przytrafić. Bohater tragiczny „Czarnych Gór” Dana Simmonsa przekonuje się o tym już w dzieciństwie, tak naprawdę jeszcze przed okropnym darem bogów, przed pierwszą Wizją. Wrodzony talent do sięgania wstecz i naprzód, małe wizje Paha Sapy, pierwsze pokazały jak ekstremalnie niewygodna potrafi być wiedza. Zwłaszcza gdy nie wiesz, jak ją wykorzystać. Młody Siuks wychodzi z założenia, że nic i nikt nie jest w stanie zawrócić biegu historii. Fatalista i niewdzięczny wybraniec bogów. Nigdy nie marzył o takim zaszczycie, tak jak nie marzył o pójściu śladami takich historycznych postaci, jak choćby Szalony Koń czy Siedzący Byk. A już przede wszystkim nie widział siebie jako podwładnego białego człowieka. Gutzon Borglum, kolejna autentyczna postać tej na poły fikcyjnej opowieści, generalnie rzecz biorąc nie jest osobą szczególnie lubianą nawet wśród swoich (tj. białych ludzi ze skradzionej, przemocą zagrabionej Ameryki Północnej). Nieskłonny do kompromisów rzeźbiarz z rozbuchanym ego, który wprawdzie nie jest najgorszym pracodawcą w karierze Paha Sapy, ale prawdopodobnie najgorszym człowiekiem. Zbezcześcił najświętsze pasmo górskie, trwale okaleczył naturalną świątynię jego plemienia. Kamienne kolosy, mordercy bizonów dotarły do Czarnych Gór. Wszystkiemu winni są biali ludzie ze Starego Kontynentu? Rasa czy gatunek? Indianie, Żydzi... kto następny? Od holocaustu do holocaustu. Paha Sapa w swoim długim życiu zobaczył dość, by nabrać absolutnej pewności, że niszczenie jest domeną białoskórych. Niekończące się igrzyska śmierci dynamizowane tak zwanym postępem i pożywnym tłuszczem. Betonoza i kult bydła. „Ranczerzy wasichu (wraz ze swoimi wiernymi indiańskimi towarzyszami) wybili resztkę pozostałych drapieżników – ostatnie wilki, ostatnie niedźwiedzie, ostatnie lwy górskie – i wypowiedzieli wojną innym gatunkom, takim jak pieski preriowe (dominujący mit głosi, że bydło łamie sobie nogi w dziurach jam), a nawet nienarzucające się kojoty […] miliony mosiężnych łusek nabojów wystrzelonych do tych wszystkich gatunków, których zbrodnią było wejście w paradę... bydło”. Rodzisz się, masz jakieś marzenia, coś tam budujesz, a potem życie tak daje ci w kość, że marzysz już tylko o śmierci. Nadzieja nie tyle gaśnie, ile zostaje pożarta. Kawałek po kawałku. W latach 30. XX wieku Paha Sapa powoli już żegna się z tym łez padołem. Usłyszał już wyrok śmierci – nowotwór złośliwy – ale ma nadzieję odejść na własnych zasadach. Spełniając swoją świętą powinność. Szumne odsłonięcie popiersia Thomasa Jeffersona, uroczystość z udziałem prezydenta Franklina Delano Roosevelta, twarzy Nowego Wału... to znaczy Ładu. Typowa polityczna szopka, ale jeśli wszystko pójdzie zgodnie ze ściśle tajnym planem Paha Sapy, zapisze się w historii jako trumf Czarnych Gór nad Górą Rushmore. Ostatnie zwycięstwo Naturalnych Wolnych Istot Ludzkich, większe niż sławna bitwa nad Little Bighorn, ale wciąż ledwie ukucie dumnych Złodziei Tłuszczu. Czy jeden z nich faktycznie utknął w ciele Siuksa? Inna sprawa, czy George Armstrong Custer vel Długie Włosy, przez najbardziej zaangażowanego przewodnika po nieubłaganie zmieniającym się świecie przedstawionym (wstecz i naprzód, naprzód i wstecz) w niezupełnie odartych z nadziei, ale dość pesymistycznych „Czarnych Górach”, po tych wszystkich latach wspólnej tułaczki jest traktowany bardziej jak wróg aniżeli przyjaciel? Tak czy owak, jeśli duch Custera nie jest wymysłem nietwardo stąpającego po ziemi stworzenia, Naturalnej Istoty szeroko otwartej na sferę mistyczną, to na tym świecie mogła zatrzymać go solenna obietnica dana ukochanej żonie Elizabeth 'Libby' Bacon Custer. Skandaliczne wspominki amerykańskiego bohatera? Niektórych odbiorców „Czarnych Gór”, oburzyły/zniesmaczyły intymne wyznania postaci, która w rzeczywistości prowadziła przecież, jak na tamte czasy, dosyć pikantną, pełną seksualnych aluzji, czy tam dwuznacznych uwag korespondencję z życiową wybranką, nieugiętą obrończynią dobrego imienia ukochanego oficera kawalerii amerykańskiej, wcześniej w miarę możliwości dotrzymującej mu towarzystwa na Wielkich Równinach. Miłość dzika i stateczna, pieprzna i słodka. Obie doprawione gorzkim smakiem przemijania. Miłość George'a Armstronga Custera i miłość Paha Sapy. Można się wzruszyć, można też ubolewać nad narracją rozproszoną. Skutecznie rozpraszającą, niepożądanie usypiającą moją uwagę. W przegrzewającym się wehikule czasu – najczęściej tak się czułam w tych historycznych realiach przepuszczonych przez wyobraźnię Dana Simmonsa. Imponująco bogatą, ale tego nie dowiedziałam się z „Czarnych Gór”.

Subiektywnie: spadek formy wybitnego pisarza. Obiektywnie: skarbnica informacji o rdzennych mieszkańcach Ameryki Północnej, ze wskazaniem na Siuksów, o ekspansji kolonialnej mieszkańców Europy dokonywanej w Ameryce Północnej w XIX wieku; kompendium wiedzy o Moście Brooklińskim i Mount Rushmore. Fikcyjna opowieści w stroju historycznym. Brutalizm i mistycyzm, sacrum i profanum, przeszłość i przyszłość... I tak na moje niewprawne oko nielekko, ociężale, ospale toczy się ta machina. Koło widokowe Dana Simmonsa, nieoszałamiające „Czarne Góry”.

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu

 

1 komentarz: