Stronki na blogu

środa, 20 lipca 2022

Izabela Janiszewska „Apartament”

 

Prowadzący zajęcia z analizy filmu w Warszawskiej Szkole Filmowej, autor bestsellerowej książki o jego osobistej tragedii, Tomasz Engel i jego żona Nina, tancerka teatralna, zamierzają spędzić kilka dni w ekskluzywnym hotelu w Karkonoszach o nazwie Wichrowe Wzgórza. Chcą odpocząć od pracy i nacieszyć się swoim towarzystwem, ale to miejsce zdecydowanie nie spełnia ich oczekiwań. Pierwszy wieczór Tomasz spędza w hotelowym barze, gdzie poznaje aroganckiego młodego mężczyznę, który przedstawia się jako Wiktor Abart i najwyraźniej sporo wie o Engelu. Niedługo po tym nieprzyjemnym dla Tomasza spotkaniu, jego żona jakby zapada się pod ziemię. Coraz bardziej spanikowany mężczyzna przedstawia sprawę menadżerce hotelu Łucji Serafin, która z czasem zaczyna kwestionować przybycie Niny do Wichrowych Wzgórz.

Po głośnej trylogii z niezależną reporterką Larysą Luboń i policjantem Brunonem Wilkiem, „Wrzasku”, „Histerii” i „Amoku, oraz depresyjnym thrillerze psychologicznym „Niewybaczalne”, doświadczona w dziennikarstwie prasowym i telewizyjnym, fascynująca się neuropsychologią, neuropsychiatrią i epigenetyką, nowa gwiazda polskiej literatury kryminalnej, Izabela Janiszewska, postanowiła wykorzystać tematy, które od dłuższego czasu chodziły jej po głowie. W swoim „Apartamencie”, którego pierwsze wydanie ukazało się w roku 2022 pod szyldem wydawnictwa Czwarta Strona. Motyw tajemniczego zaginięcia żony połączony z tematem zainspirowanym reportażem Pawła Piotra Reszki – artykuł opublikowany w „Gazecie Wyborczej” oraz jego książka non-fiction pt. „Białe płatki, złoty środek. Historie rodzinne”. I motto przewodnika duchowego Anthony'ego de Mello: „wszelkie zło pochodzi ze strachu”. „Apartament” to też opowieść o okłamywaniu innych i samych siebie oraz przeszłości, która nie daje o sobie zapomnieć, która wraca w najmniej spodziewanych momentach. Thriller psychologiczny w dużej części rozgrywający się w fikcyjnym kurorcie w Karkonoszach, aczkolwiek wzorowanym na istniejącym hotelu.

Nowoczesny hotel w malowniczej górskiej scenerii, skrywający mroczne tajemnice. Tajemnice ludzkiego umysłu? Nic dziwnego, że „Apartament” Izabeli Janiszewskiej niektórym czytelnikom przywiódł na myśl „Lśnienie” Stephena Kinga i/lub jego filmową adaptację w reżyserii Stanleya Kubricka. Nie ukrywam, że ten tytuł też przemknął mi przez głowę podczas desperackich poszukiwań głównego bohatera i przewodniego narratora piątej wydanej powieści pani Janiszewskiej, mocniej jednak pachniało mi „Niechcianym gościem” Shari Lapeny i Zamknij wszystkie drzwi Rileya Sagera. A pozostawiła mnie Janiszewska ze wspomnieniem innej powieści Stephena Kinga, co, jak mniemam, nie było zaplanowane. Umownym sprawozdawcą wydarzeń rozgrywających się w „Apartamencie” autorki pamiętnego „Niewybaczalne”, jest twórca jednego literackiego przeboju i wykładowca w Warszawskiej Szkole Filmowej, Tomasz Engel, który czasami przekazuje pałeczkę swojej żonie – „kartki wyrwane” z dziennika Niny, fragmenty retrospektywne. Po raz pierwszy spotykamy ich w drodze do Wichrowych Wzgórz, drogiego hotelu w Karkonoszach. Wiecznie zaganiane, zapracowane małżeństwo z Warszawy szukające relaksu w górach. To nie wróży dobrze. Nie po tej stronie beletrystyki, którą upodobała sobie pani Janiszewska. Nina i Tomasz, pomimo albo właśnie dzięki dużej różnicy wieku (kobieta jest młodsza o piętnaście lat) wydają się tworzyć udany, szczęśliwy związek. Schorowana matka Niny wprawdzie nigdy specjalnie nie starała się ukryć swojej niechęci do Tomasza, spokojnie można powiedzieć, że nigdy nie zaakceptowała bodaj najważniejszego życiowego wyboru dokonanego przez jej jedyne dziecko. Tak naprawdę Nina nie bardzo miała wybór, bo jak człowieka trafi strzała Amora... Tomasza też trafiła, po szesnastu latach kawalerskiego życia. W zasadzie wdowiec, mężczyzna, który bezpowrotnie stracił swoją pierwszą żonę w okolicznościach, które wyjaśnią się później. Ciężko to przeżył. I napisał o tym książkę, która rozsławiła jego nazwisko. Szerzej nieznany, skromny nauczyciel akademicki nagle stał się prawdziwą gwiazdą sceny literackiej (była i przygoda z filmem). Mówi się, że w każdym człowieku tkwi materiał na przynajmniej jedną książkę i niewykluczone, że czołowa postać „Apartamentu” już wyczerpała swój limit. Tomasz od lat próbuje wycisnąć z siebie jakąś – jakąkolwiek – historię, ale nic z tego. Blokada twórcza, która po poznaniu Niny co prawda jakby się poluzowała, jednak nie trwało to długo. Ale nasz główny przewodnik po świecie przedstawionym w „Apartamencie” nie zamierza tak łatwo się poddać. Może pomoże mu zmiana otoczenia? Tak czy inaczej, Tomasz,w przeciwieństwie do Niny, nie zdecydował się na tę wycieczkę jedynie z myślą o odpoczynku, ale też, jeśli nie przede wszystkim, o pracy. Czy enigmatyczny Wiktor Abart, którego Engel poznaje w hotelowym barze u schyłku pierwszego dnia spędzonego w Wichrowych Wzgórzach, rzuci mu koło ratunkowe, czy raczej doszczętnie zrujnuje jego życie? Zarozumiały, wręcz narcystyczny najwyżej trzydziestoparoletni, elegancko się noszący mężczyzna, który najwyraźniej czerpie jakąś perwersyjną przyjemność z poniżania innych. Całkowite przeciwieństwo Tomasza: spokojnego, kulturalnego gościa Wichrowych Wzgórz, którego cierpliwość też zapewne ma swoje granice. Bo gdy ludzie z jakiegoś sobie tylko znanego powodu uparcie próbują, brzydko mówiąc, zrobić z ciebie wariata, to pozostaje tylko czekać, aż spełnisz oczekiwania takiego Abarta. Aż wyjdzie z ciebie diabeł. Tym bardziej, gdy najbliższa osoba przepadła jak kamień w wodę. Tomasz poważnie rozważa spisek zawiązany przynajmniej przez niektórych pracowników i niektóre pracownice luksusowego hotelu w górach, w którym właściwie od początku panuje atmosfera zaszczucia, równie dobrze mogąca płynąć z otchłani splątanego umysłu jednostki – nieubłaganie kurcząca się pułapka zastawiona na małżeństwo z Warszawy z niebezpiecznym przechyłem w stronę paranoi jednej z rzekomych ofiar. Spisek czy wyparcie? Trudno niezachwianie podzielać stanowisko nie do końca spełnionego pisarza, który prawdopodobnie nie spocznie, dopóki nie odnajdzie swojej żony. Żywej lub martwej. Trudno nieustannie dopatrywać się w działaniach menadżerki hotelu Łucji Serafin oraz niektórych jej podwładnych, celowego działania wymierzonego w jednego z gości tego imponującego przybytku. W jakim celu mieliby to robić? Żeby zatuszować zbrodnię lub śmiertelny w skutkach, przez nikogo niezawiniony wypadek? Czyżby wszystko rozbijało się o coś tak płytkiego, jak renoma hotelu? A w każdym razie nieporównywalnie mniej istotnego od prawdy o losie jednej z osób, która na swoje nieszczęście wkroczyła w te nieskromne progi. Albo nie. Albo małżonki Tomasza nigdy tu nie było.

Apartament” Izabeli Janiszewskiej to historia podana z punktu widzenia człowieka, któremu wszystko mogło się pomieszać (i doprawiona obrazkami z mniej i bardziej – ale nie za bardzo – odległej przeszłości, umownie utrwalonymi przez Ninę na kartach jej dziennika). Fałszywe wspomnienia. Reakcja obronna mózgu, który najzwyczajniej nie był w stanie przetrawić brutalnych faktów. Ostatnich chwil z ukochaną. Zajmująca zabawa w domniemania. Maksymalnie angażująca gra wytrawnej manipulantki (to komplement) przypuszczalnie z coraz bardziej zdezorientowanym czytelnikiem, którego jednak wspomóc może ewentualne doświadczenie z podobnymi historiami. Wcześniejsze kontakty z motywami, z których Janiszewska zbudowała swój mroczny „Apartament”. Moje dotychczasowe doświadczenia – powiedzmy, czysta statystyka – przemawiały za teorią ukutą przez wytrwałego, nieustępliwego poszukiwacza bezcennego skarbu przypuszczalnie ukrytego na terenie koszmarnego kurortu. Koszmarnego dla Tomasza Engela, ale tego samego na pewno nie można powiedzieć o prawie wszystkich pozostałych aktualnych gościach Wichrowych Wzgórz. Tamci są w niebie, Tomasz jest w piekle, a Wiktor Abart potwornie się nudzi. W każdym razie tak twierdzi. Tak tłumaczy swoje zaangażowanie w sprawę zaginięcia tancerki z Warszawy. Główny bohater lub antybohater omawianej powieści woli nie wchodzić w żadne układy z tym śliskim typem. Woli poszukać innych sojuszników, ale kiedy już wydaje się, że zyskał silne wsparcie w postaci menadżerki hotelu, na wierzch wypływają informacje zadające kłam jego opowieści. Dowody, które raczej nie przekonają odbiorców książki, ale trochę na pewno nadszarpną ich zaufanie do pamięci Tomasza. Nie ukrywam, że chwilami wpadałam w stan, który najpewniej dożywotnio w pierwszej kolejności będę kojarzyć z „Dzieckiem Rosemary”, powieścią Iry Levina i jej ekranizacją wyreżyserowaną przez Romana Polańskiego. Jakby udzielała mi się paranoja mojego przewodnika po karkonoskim kurorcie położonym nieopodal zalewu Modrzewiówka. Wielokrotnie łapałam się na tym, że o udział w spisku posądzam nie tylko wszystkich pracowników Wichrowych Wzgórz, ale też gości i miejscowych policjantów! Chłodna analiza materiału dowodowego, czy jak kto woli poszlakowego, zazwyczaj studziła ten wariacki nastrój, hamowała tego narowistego rumaka, który po krótkim odpoczynku, znowu i znowu ruszał do ataku. Przeciąganie liny – raz po stronie Tomasza, innym razem w obozie Łucji. Logika doradzała nieustającą czujność, skupienie nie tylko na tym, co dzieje się na pierwszym planie, ale i obejmowanie wzrokiem wszystkiego wokół. Czytanie między wierszami i... odrzucanie tego, co najzacieklej zabiega o uwagę? Nie co, tylko kto. Człowiek enigma. „Mefistofeles”, który znalazł nowego „doktora Fausta”. Mroczny człowiek przedstawia Tomaszowi ofertę, którą ten w pierwszym odruchu odrzuca, ale da się zauważyć, że nieznajomy wzbudził zainteresowanie w autorze jednego literackiego przeboju. Wbrew pozorom „Apartament” Izabeli Janiszewskiej kryje w sobie całkiem złożoną intrygę. Błądząc z Tomaszem Engelem po klaustrofobicznych korytarzach górskiego hotelu, zaglądając w mniej i bardziej mroczne zaułki tego przepastnego, naszpikowanego kamerami gmaszyska i oczywiście eksploatując niemożliwie splątaną psychikę udręczonego, niewątpliwie cierpiącego mężczyzny, który w każdej chwili może wybuchnąć, łatwo nabrać przekonania, że Izabela Janiszewska w gruncie rzeczy konfrontuje nas z prostą, i co też wypada zaznaczyć, nieoryginalną opowieścią. Wyrzućmy ozdobniki - sprytne odwracacze uwagi od rzeczy istotnych? - to zostanie jednowątkowa tragedia mężczyzny, który stracił kolejną żonę, ale tym razem niekoniecznie na zawsze. No dobrze, jeszcze jeden wątek dobudowałam sobie, przed wyznaczonym przez autorkę czasem, a naprowadził mnie pewien utwór Stephena Kinga, ale szczęśliwie dla mnie, to nie jedyne ciężkie działo wytoczone w tym przygnębiającym „Apartamencie”. Temat na dobrą sprawę z życia wzięty. Brutalna rzeczywistość, na którą Izabela Janiszewska – i za to najbardziej ją cenię – nie zwykła zamykać oczu.

Głęboko poruszająca rzecz! Dobra passa Izabeli Janiszewskiej trwa. W każdym razie moim oczekiwaniom „Apartament” sprostał. Jedna z tych pozycji, która według mnie dobitnie pokazuje, że na znanych fabularnych fundamentach można wznieść zupełnie nowe albo przynajmniej niepospolite budowle. Cegła po cegle złożyć coś, obok czego trudno przejść obojętnie. Paranoiczny, klaustrofobiczny, ponury dreszczowiec o mężczyźnie szukającym żony, której krew może być na jego rękach. Absolutnie wciągający thriller psychologiczny, który przeniesie Was do niekomfortowego górskiego kurortu. Ekskluzywnego hotelu, w którym doprawdy dziwne rzeczy się dzieją. Doprawdy?

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz