Stronki na blogu

poniedziałek, 10 lipca 2023

Peter Watts „Rozgwiazda”

 
Przymocowana do dna oceanicznego stacja Beebe unosi się pośród wód Pacyfiku, nieopodal Komina Channer na Grzbiecie Juan de Fuca, a wokół niej krążą gigantyczni przedstawiciele tutejszego środowiska głębinowego. Stacja jest częścią projektu geotermalnego korporacji Grid Authority, którego częścią jest tworzenie tak zwanych ryfterów: modyfikacja ludzkich organizmów, zabiegi obliczone na przystosowanie człowieka do egzystowania tysiące metrów pod wodą. Przystosowanie szablonowych dręczycieli i ofiar. W klaustrofobicznych bebechach Beebe najdłużej przebywa Lenie Clarke, młoda kobieta z ogromnym bagażem doświadczeń, introwertyczna istota po straszliwych przejściach, która wbrew sobie wyrasta na nieformalną liderkę problematycznego zespołu Grid Authority.

Okładka książki. „Rozgwiazda”, Vesper 2023

Debiutancka powieść autora między innymi „Ślepowidzenia”, „Echopraksji” i „Poklatkowej rewolucji”, jednego z najpopularniejszych współczesnych powieściopisarzy specjalizujących się w hard science fiction, Kanadyjczyka Petera Wattsa. Z wykształcenia (i zawodowego doświadczenia) biologa morskiego – uzyskał stopień doktora zoologii i ekologii morskiej na Uniwersytecie Kolumbii Brytyjskiej w Vancouver – a od 2011 roku w związku małżeńskim z Caitlin Sweet, kanadyjską powieściopisarką kojarzoną głównie z literaturą fantasy. Korzenie pierwotnie opublikowanej w 1999 roku „Rozgwiazdy” (pod tytułem „Starfish”), otwarcie Trylogii Ryfterów (oryg. „Rifters”) - dalej „Wir” (oryg. „Maelstrom”) i „Behemot” (oryg. „βehemoth: β-Max” i „βehemoth: Seppuku”; powieść rozbita na dwa tomy) – sięgają lat 80. XX wieku, ale wbrew pozorom nie mają nic wspólnego z „głębinową erupcją w kinematografii”, boomem na mroczne „opowieści wodne”. Nie ma „Rozgwiazda” nic wspólnego z choćby takimi produkcjami, jak „Lewiatan” George'a P. Cosmatosa, „Obcy z głębin” Seana S. Cunninghama czy „Otchłań” Jamesa Camerona. Ani nawet z „Kulą” Michaela Crichtona, powieścią z 1987 roku, na ekran przeniesioną jedenaście lat później przez Barry'ego Levinsona. Pierwsza wydana powieść Petera Wattsa to rozbudowana wersja jego opowiadania „A Niche” (1990), jednego z laureatów Aurora Award 1991 w kategorii Najlepsze Opowiadanie, napisanego przed „oceanicznymi atrakcjami” w salach kinowych.

W 2023 roku ruszyła nowa seria wydawnictwa Vesper. Operacja Wymiary, skierowana przede wszystkim do miłośników szeroko pojętej fantastyki. Utwory starsze i młodsze, żelazna klasyka gatunku i współczesne godne uwagi dokonania na tym polu. Wznowienie „Rozgwiazdy” Petera Wattsa to pierwsza pozycja na tej, miejmy nadzieję, długiej wydawniczej liście – edycja w twardej oprawie zagospodarowanej przez Macieja Garbacza (projekt graficzny serii sporządził Maciej Kamuda; spójna szata). Jedno z najważniejszych – jeśli nie najważniejsze – pisarskich dokonań kanadyjskiego mistrza Hard SF w tłumaczeniu Dominiki Rycerz-Jakubiec. W oceanicznej głębi nikt nie usłyszy twojego krzyku. Czyli coś dla fanów „Obcego - 8. pasażera Nostromo” Ridleya Scotta, nie wspominając już o „podwodnych przygodach” między innymi twórcy „Piątku trzynastego” (1980), twórcy „Nieuchwytnego wroga” (1983) i wreszcie twórcy „Obcego - decydującego starcia” (1986). Klaustrofobiczno-paranoiczny koszmar rzekomego niepoprawnego pesymisty. Niemającego wielkiej wiary w ludzkość, wręcz mizantropicznego „bajkopisarza”. Mającego dystans do siebie (dowody między innymi w odautorskich dodatkach do „Rozgwiazdy” - prawdziwa wisienka na tym Vesperowym torcie to esej Wattsa datowany na marzec 2023 i wygląda na to, że dedykowany polskim czytelnikom) poważnego literata z niemałymi zasługami dla twardej fantastyki naukowej. Tuż przy granicy z horrorem. W zasadzie pierwszy tom Trylogii Ryfterów czyta się jak rasowy horror science fiction. Szalenie klimatyczna, wchodząca pod skórę (pełzający strach) opowieść o niekonwencjonalnej adaptacji środowiskowej. Stacja Beebe (ku pamięci amerykańskiego zoologa, oceanografa, pioniera w dziedzinie badań głębinowych Williama Beebe) to jeden z potworków potężnej korporacji Grid Authority (GA); przytwierdzona do dna Oceanu Spokojnego „blaszana puszka” z niedługo optycznie powiększonym wnętrzem (sztuczka z lustrami). Nowy dom ryzykownej zbieraniny zmodyfikowanych istot ludzkich. Albo podrzędny hotel. Na pierwszy plan „Rozgwiazdy” szybko wysuwa się Lenie Clarke, nietowarzyska, żeby nie powiedzieć gburowata ryfterka, która chcąc nie chcąc zaskarbiła sobie sympatię zachwyconego tłumu czytelników „Rozgwiazdy” z przeróżnych zakątków świata. W teorii charakter nieprzystępny, w praktyce niesamowicie przyciągający. Niechętny lep na ryfterowe muchy. Okrutnie poraniona dusza, potwornie skrzywdzona jednostka, (nie)klasyczna postać tragiczna, która najwyraźniej wreszcie znalazła swoje miejsce na ziemi. Zastanawiająco wygodną dla niej niszę, w towarzystwie przerośniętych morskich stworzeń. Naturalnych anomalii, pomyłek Matki Natury albo efektów ubocznych bodaj najambitniejszego programu Grid Authority. Działalności ukierunkowanej na pozyskiwanie energii geotermalnej. A przynajmniej taką wersję żarłoczna firma z łatwością sprzedała nieczujnej opinii publicznej. W świecie przedstawionym w „Rozgwieździe” Petera Wattsa korporacje (a przynajmniej te największe, najbardziej dochodowe) zajmują najwyższy szczebel cywilizacyjnej, niby demokratycznej drabiny. Ktoś mógłby powiedzieć, że zupełnie jak w naszym świecie, w naszych czasach - „Rozgwiazda” to niezbyt optymistyczna wizja przyszłości – Peter Watts spróbuje jednak przekonać go, że w rzeczywistości między innymi nieszczęsnej Lenie Clarke rekiny biznesu mają zdecydowanie większy potencjał niszczący. Dopuszczeni do najgorszego wynalazku dumnej ludzkości, ale nie zapominajmy o postępie technologicznym, niezatrzymanej pięknej i bestii.

Okładka książki. „Starfish”, Tor Books 2014

W dodatku do „Rozgwiazdy” (Vesper, 2023), zajmującej, cudnie dowcipnej i prawdopodobnie bezcennej dla największych fanów jego twórczości, opowieści samego autora o Trylogii Ryfterów, Peter Watts wspomina blogera (jeden z przypisów), który nazwał go ukrytym pedofilem, nie trudząc się rozwinięciem tej zbyt daleko idącej konkluzji. Zwerbalizowanej myśli jednego z zawiedzionym czytelników debiutanckiej powieści kanadyjskiego biologa morskiego, który i tak był mile zaskoczony reakcjami na dłuższą opowieść o swojej Syrenie. Długoletniej wyśnionej prześladowczyni Petera Wattsa. W każdym razie staranny architekt „Rozgwiazdy” bezskutecznie wypatrywał źródła tych jednostkowych(?) podejrzeń. Może to reakcja na współczucie? Może Gerry Fischer wzbudził w tamtym recenzencie takie same odczucia, jakie rozbudził we mnie? Skrajnie niewygodny stosunek do jednego z członków zespołu Beebe. Trudna sztuka, która naturalnie wiąże się z ogromnym ryzykiem. Wprawdzie nie jestem pewna, czy to było świadome przedsięwzięcie młodego Wattsa, czy zdawał sobie z sprawę z tego, że pedofil Gerry ogrzeje się w blasku iluś łaskawszych spojrzeń, tak czy inaczej – jakkolwiek dziwnie to zabrzmi - zaimponował mi autor „Rozgwiazdy” pójściem po linii największego oporu. Łatwo zaprzyjaźnić czytelników z szablonowymi (pożyczone od Lenie Clarke) ofiarami stłoczonymi w depresyjnym pudełku w alarmująco nęcącym otoczeniu, ale stworzyć jakąś więź z szablonowymi oprawcami... Mam czelność twierdzić, że to wymaga większej – niektórzy mogą powiedzieć, że specyficznej – wrażliwości. „Szkolny łobuz” Michael Brander i „ulubiony chłopiec do bicia” Gerry Fischer. Nieustraszona Judith Caraco i jej gorsza połowa (w swoim mniemaniu) Alice Nakata. Izolujący się Kenneth Lubin, niedoszły zabójca własnej żony i wreszcie nieciesząca się największym autorytetem w tym nietypowym gronie Lenie Clarke. A to nie wszyscy lokatorzy Beebe. Najeźdźcy z powierzchni, którzy nadspodziewanie mocno wsiąkną „w tutejszą kulturę”. Naturalną koleją rzeczy – bo najdłużej przebywa w tym hipotetycznie niegościnnym środowisku – „syreni śpiew” najpierw usłyszy przyszła mimowolna przywódczyni prawdopodobnie najbardziej zaskakującej kolonii ryfterów stworzonej przez Grid Authority. Zew oceanu. Powiedziałabym, że to drugie z największych uzależnień straumatyzowanej młodej kobiety, ale sprawa jest bardziej skomplikowana. Najprostsze wyjaśnienia w tym czarownym świecie mogą nie mieć racji bytu. To w końcu Peter Watts, tęga głowa, z której „wyskoczyły” takie moim zdaniem bardziej wymagające pozycje jak chociażby „Ślepowidzenie” i „Echopraksja”. Uważam, lektury trudniejsze od fenomenalnej „Rozgwiazdy”, (nie)rozrywkowej” superpowieści w większości osadzonej tysiące metrów pod powierzchnią. W największym i najgłębszym oceanie na planecie Ziemia, gdzie życie z roku na rok pozornie staje się coraz prostsze. Najbardziej inwazyjny gatunek w tym pechowym zakątku wszechświata jakiś czas temu zachłysnął się tak zwanymi inteligentnymi żelami, obecnie jednak większą furorę wśród zwykłych zjadaczy chleba może, ale nie musi robić następca internetu. Nazwijmy to niemarną rekompensatą – uczciwą wymianą - za podobno nieplanowane (jakiś wirus?) odcięcie większości społeczeństwa od najlepszego przyjaciela poprzednich pokoleń. Enigmatycznie na powierzchni, szczegółowo pod powierzchnią wody. Plastyczny podwodny świat, gdzie największym zagrożeniem wcale nie muszą być mutanty mniej czy bardziej wytrwale krążące wokół znienawidzonej twierdzy garstki ryfterów. Niezdefiniowane zagrożenie uparcie wiszące nad tym „marsjańskim spodkiem”. Właściwie nie mogłam oprzeć się poczuciu, że groza zdążyła już przedrzeć się przez mury obronne Beebe. Niewidzialna bestia wdarła się do tego przeraźliwie ciasnego, okropnie dusznego, przygniatającego obiektu (czytaj: coś wspaniałego). Mroczny intruz... z przyjaznymi zamiarami? Taki oksymoron? W każdym razie jeśli domniemany „8. pasażer Beebe” knuje coś niedobrego, to w żadnym razie nie daje tego po sobie poznać. Nie z perspektywy pełnoprawnych mieszkańców tej przeklętej stacji na Grzbiecie Juan de Fuca. Największy sojusznik przynajmniej w większości niechętnych, niezupełnie dobrowolnych (wybór między dżumą a covidem) ochotników, królików doświadczalnych korpo-burzycieli albo przebiegły władca marionetek. Cichy zabójca z komina hydrotermalnego, przypomnijmy, w książkowej osobowości paranoicznej. Zarażającej swoją bądź co bądź nieprzesądzoną, niezdiagnozowaną poważną przypadłością, co akurat mnie niezmiernie cieszyło. Skutki długotrwałego przebywania pod wodą (tak, straciłam kontakt z rzeczywistością), ewentualne negatywne oddziaływanie oceanicznej głębi na zwierzę lądowe. Albo to, albo przypałętał się tu jakiś duch.

Magiczny świat Petera Wattsa. Mroczny, brutalny, tajemniczy. Ekstatyczna przygoda głęboko pod wodą. Wybitnie zachęcające otwarcie Trylogii Ryfterów. Pierwsza opublikowana powieść światowej sławy kanadyjskiego specjalisty ds. hard science fiction. Zjawiskowa „Rozgwiazda”. Żelazna Dama (pod)gatunku. Podwodnych opowieści upiornych. Klaustrofobiczny zawrót głowy, od którego można się uzależnić. A w moim przekonaniu to tylko jeden z powodów, dla których warto rekomendować ten „leczniczy produkt” amatorom mocniejszych wrażeń. Miażdży klimatem!

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz