Stronki na blogu

środa, 12 lipca 2023

„You're Killing Me” (2023)

 
Nastoletnia Eden Murphy stara się uzyskać list referencyjny na wymarzoną uczelnię od kongresmena Schrodera. Przedłużająca się nieuchwytność mężczyzny zmusza zdesperowaną dziewczynę do spróbowania szczęścia u jego syna, znajomego z klasy Barretta. A gdy chłopak odmawia jej pomocy w walce o miejsce na elitarnym uniwersytecie, Eden uznaje, że odpowiednim miejscem na ubłaganie młodego Schrodera będzie jego domowa impreza tematyczna, na którą udaje się ze swoją najlepszą przyjaciółką Zarą. Wieczór układa się po myśli Eden, do czasu przejęcia telefonu kumpla Barretta. Dziewczyna znajduje na nim filmik z zaginioną Melissą Brown, którego nie udaje jej się obejrzeć w całości, ale to, co zdążyła zobaczyć w połączeniu z napastliwym zachowaniem gospodarza imprezy i jego przybocznych, Goocha i Kendry, każe jej sądzić, że ta trójka doskonale wie, co stało się z poszukiwaną przez policję nastolatką. A ona przypadkiem zdobyła najpewniej obciążający ich materiał, którego wyniesienie z posiadłości Schroderów na pewno łatwe nie będzie.

Plakat filmu. „You're Killing Me” 2023, Iris Indie International

Amerykański thriller popcornowy w reżyserii debiutantki Beth Hanny i twórcy „Stay Out of the F**king Attic” (2020) oraz „Mrocznego lokatora” (2022), Jerrena Laudera. Scenariusz „You're Killing Me” to wspólne dzieło Walkera Hare'a i Brada Martocello, wcześniej noszące tytuł „Full Ride”. Obraz zadedykowano Anne Heche (m.in. „Koszmar minionego lata” Jima Gillespiego, „Psychol” Gusa Van Santa, „Medium” Stephena Kaya, „Nie ma się czego bać” Anthony'ego Leonardi III), odtwórczyni jednej z ról, która w sierpniu 2022 roku - „You're Killing Me” był wówczas w fazie postprodukcji - miała śmiertelny w skutkach wypadek samochodowy. Film nagrywano w stanie Georgia pod producenckim szyldem Iris Indie International, a głównym dystrybutorem „You're Killing Me” została amerykańsko-kanadyjska firma Quiver Distribution. Zapowiadany przez producentów wykonawczych Berry'ego Meyerowitza i Jeffa Sackmana jako „mrożąca krew w żyłach krytyka polityki związanej z rekrutacją na studia”, obraz, został uwolniony w kwietniu 2023 w usłudze VOD.

Charyzmatyczny występ McKaley Miller, którą fani kina grozy mogli widzieć choćby w „Ma” Tate'a Taylora, obok nieodżałowanej Anne Heche, najjaśniej błyszczącej gwiazdy „You're Killing Me” Beth Hanny i Jerrena Laudera. Jaśniej od bardziej doświadczonego, a co za tym idzie bardziej rozpoznawalnego Dermota Mulroneya (m.in. „Psychopata” Jona Amiela, „Zodiak” Davida Finchera, „Stoker” Parka Chan-wooka”, „Naznaczony: rozdział 3” Leigh Whannella, „Lavender” Eda Gassa-Donnelly'ego, „Umma” Iris K. Shim, „Krzyk VI” Matta Bettinelliego-Olpina i Tylera Gilletta), który miał już okazję współpracować z Jerrenem Lauderem, przy okazji „Mrocznego lokatora” (2022). Z kolei z Anne Heche Mulroney poprzednio spotkał się na planie telewizyjnego dramatu kryminalnego z 2011 roku, „Milczącego świadka” Petera Markle'a. McKaley Miller w „You're Killing Me” wciela się w postać licealistki Eden Murphy, która na tyle dobrze zna realia, by w gonieniu za swoim marzeniem nie zdawać się wyłącznie na uczciwą, ciężką pracę. Wzorowa uczennica szkoły średniej wie, że w procesie rekrutacyjnym nie mniej ważne od wyników w nauce są listy polecające. Może nawet ważniejsze. W tym świecie najwybitniejsi uczniowie nie mają szans z uprzywilejowanymi trójkowiczami – mniej więcej taki podtekst zawarto w scenariuszu „You're Killing Me”. Thrillera, którego lepiej nie traktować zbyt poważnie. I nie mam tutaj na myśli krytyki amerykańskiego (w zasadzie mam podejrzenie graniczące z pewnością, że nepotyzm i kolesiostwo rządzą wszędzie) systemu rekrutacji na studia. Chodzi o prowadzenie poszczególnych postaci. Iście slasherowe? Szczerze mówiąc, nie mogę sobie przypomnieć ani jednego reprezentanta rzeczonej gałęzi horroru, który aż tak naginałby rzeczywistość do swoich potrzeb. Właściwie tak zwane nielogiczne zachowania bohaterek i bohaterów kina slash akurat moją cierpliwość niezmiernie rzadko wystawiają na próbę, bo w prawdziwym świecie nie takie „nielogiczne działania” już widziałam. Też sama podejmowałam – nocne szwendanie się po „dzikich zakątkach” (zwykle bez telefonu), podążanie za zagadkowymi odgłosami i tak dalej. Myślę jednak - może się oszukuję - że nawet ja, podręcznikowa slasherowa ofiara;), na miejscu głównej bohaterki „You're Killing Me” nie chwaliłabym się swoją nowo zdobytą wiedzą. A przynajmniej nie tak szybko. Mogła udawać, że nie dobrała się do telefonu Goocha (przekonująca kreacja Wila Deusnera), nie tyle przyjaciela, ile służącego Barretta Schrodera (przeciętne wykonanie Brice'a Anthony'ego Hellera), jedynego syna prawdopodobnie najbardziej wpływowego człowieka w mieście, kongresmena, który posiada klucz do złotych uniwersyteckich bram. Z takiego założenia wychodzi Eden Murphy, ambitna dziewczyna wywodząca się z klasy robotniczej. Razem ze swoją przyjaciółką Zarą (Keyara Milliner, która całkiem nieźle wywiązała się z zadania, polegającego na... irytowaniu widza?) szkołę wyższą wybrała już w dzieciństwie, ale jak na razie tylko jedna z nich została przyjęta na tę upragnioną uczelnię. Zara wprawdzie uważa, że to szalony pomysł, ale koniec końców daje się zaciągnąć na domową imprezę tematyczną – pod tytułem „Heaven and Hell” - chłopaka ze szkolnej ławy, Barretta Schrodera. Na pierwszy rzut oka niemożebnie rozpieszczonego synalka ważnego polityka, pławiącego się w luksusie, niemającego żadnych zmartwień, aroganckiego „młodego boga”, który „łaskawie” wziął pod swoje nieopiekuńcze skrzydła dorównującą mu bezwzględnością, szkolną sportsmenkę Zarę (ładnie popisująca się, stosownie dokazująca Morgana Van Peebles) i poniżanego przez własnego ojca Goocha. Anioły i demony w posiadłości uprzywilejowanej amerykańskiej rodziny.

źródło: https://www.moviemeter.com/

Rozrywkowy thriller z drugim dnem. Trzeźwa ocena współczesnego świata wdrukowana w prostą opowieść o dziewczynie walczącej ze złem. Walczącej o sprawiedliwość. Normalnie nie dawałabym Eden Murphy absolutnie żadnych szans, ale skoro to film... W „You're Killing Me” Beth Hanny i Jerrena Laudera mamy uczennicę ostatniej klasy liceum, która stanowi realne zagrożenie dla wysoko postawionej rodziny. Najpierw jednak musi wydostać się z terenu wroga, swojego równolatka Barretta Schrodera, którego ustosunkowany ojciec raczej nie opuści go w potrzebie. I znowu: normalnie pewnie by nie opuścił, ale skoro to film, to musiałam liczyć się z obecnością prawego polityka, co w moich uszach brzmi jak oksymoron, ale pewnie przesadzam. Oburzająco uprzedzona do wybrańców narodów. A zatem pozostaje trzymać kciuki za wcześniejszy powrót do domu kongresmena Schrodera (Dermot Mulroney robił, co mógł, ale z takim orężem, z tak mało wyrazistą rolą, niepodobna wyjść z cienia tak intrygującej postaci jak pani S. – bezbłędna Anne Heche). Politycy dobrzy są i sprawiedliwi są, więc Shroder senior twardo stanie po stronie nieproszonego gościa z silnym kręgosłupem moralnym. Czego nie można już powiedzieć o najlepszej przyjaciółce Eden (symboliczne stroje imprezowe), której przyznam wróżyłam lepszą przyszłość. Jeśli chcesz mieć wygodne życie bądź oportunistą, to najpewniejszy sposób na wyprzedzenie innych w wyścigu szczurów. Bądź Zarą, nie Eden. Chyba że chcesz mieć wiecznie pod górkę. Walka o sprawiedliwość, to walka z wiatrakami. Droga słuszna, niepopłatna, ale słuszna. A przynajmniej mnie bardziej imponują takie postawy, jakie przedstawia centralna postać „You're Killing Me”. Niezłomny charakter, osoba, której śmierć najwyraźniej jest mniej straszna od zamknięcia oczu na udział jej znajomych w sprawie zaginięcia innej licealistki. Eden nie zna szczegółów, ale podejrzewa, że trzyma je w ręku – cała prawda o losie Melissy Brown w rozładowanym telefonie Goocha. Ciekawy sposób na zawiązanie intrygi, czy raczej zagęszczenie atmosfery w rezydencji Schroderów. Genialny w swojej prostocie... Nie, „genialny” to za mocne słowo, ale mnie zdecydowanie na tę niewyszukaną wędkę złapać się udało. Wcześniej wymądrzałam się, że niby Eden powinna odegrać scenkę rodzajową pt. „nic nie widziałam, nic nie słyszałam”. To się zgadza, mogła, ale żeby mieć jakieś szanse powodzenia, musiałaby odłożyć telefon Goocha tam, skąd go wzięła. Tym samym wypuszczając z rąk domniemany dowód zbrodni, a jak już sobie wyjaśniliśmy Eden nie jest z tych, co to przedkładają własne bezpieczeństwo nad interes publiczny (bo chyba w interesie publicznym leży schwytanie w najlepszym razie porywaczy, a w najgorszym zabójców człowieka?). Woli więc utknąć w oblężonej sypialni (oczywiście jednej z wielu w tej okazałej nieruchomości) z przylegającą doń łazienką i modlić się o to, by Barrettowi i ferajnie nie chciało się siłować z drzwiami? E tam, uwięziona nastolatka na pewno coś wymyśli. Tym bardziej, że niepatyczkujący się z zabytkowymi meblami panicz Schroder, nie jest już tak chętny do niszczenia drzwi. A tymczasowa – przymusowa – współlokatorka Eden nie garnie się do działania na rzecz ich obu. Zara gra do swojej bramki, naiwnie wszak uważa, że wystarczy spełnić żądanie „toczących pianę z ust rówieśników”, aby wreszcie wrócić do domu. Innymi słowy, najlepsza przyjaciółka Eden większego problemu upatruje w niej niż rzekomych oprawcach Melissy Brown. A nawet jeśli najgorsze przeczucia Eden są trafne, to nie powinna płakać nad rozlanych mlekiem, tylko przypilnować, by nie wylało się więcej. Powinna myśleć o sobie, i oczywiście o Zarze, a nie cierpieniach na dobrą sprawę obcej rodziny. Co ją to obchodzi? Tylko Eden współczuć takiej sojuszniczki. O drabinie powie jej później, ale za żadne skarby świata po niej nie zlezie. A gdyby tak Eden zostawiła tę przekupną istotę na „gorącym blaszanym dachu”? Żeby tak zmarnować taką szansę. UWAGA SPOILER Że tak to ujmę, gdyby główna bohaterka „You're Killing Me” była większą egoistką, to paradoksalnie bilans ofiar śmiertelnych tej koszmarnej imprezy mógłby wyjść na zero. O ironio, wystarczyło wybrać inny kierunek po skorzystaniu z „magicznej fasoli zasianej przez Jasia”, któremu bezczelnie skradziono telefon KONIEC SPOILERA. Pomijając ewidentne ułatwianie sobie zadania przez scenarzystów, zmuszanie obywateli tego świata przedstawionego do podejmowania różnych dziwnych decyzji - nie do końca przemyślane przesuwanie pionków po tej całkiem solidnej szachownicy, choć przydałoby się zagęścić atmosferę, postarać się o mroczniejszy klimacik – nieobficie oblany sztuczną krwią (zaskakująco przekonująca imitacja) „You're Killing Me” Beth Hanny i Jerrena Laudera oglądało się nadspodziewanie znośnie. Lekkostrawna przekąska.

Oferta dla niewymagających widzów. Głupawy amerykański thriller z cynicznym (jak zapewne orzekłyby gadające głowy w telewizorni) podtekstem od początkującej reżyserki Beth Hanny i trochę bardziej doświadczonego filmowca Jerrena Laudera, którzy wzięli na warsztat scenariusz Walkera Hare'a i Brada Martocello. Nieciągnąca się opowieść nie tylko o nastolatkach. Nieprzesadnie dynamiczna, ale slow burning to na pewno nie jest. Wypadałoby więc doradzić zdwojoną ostrożność preferującym tę drugą formułę w podchodzeniu do niniejszego dziełka. Tak swobodnego, że aż naciąganego, niewybuchowego widowiska pod tytułem „You're Killing Me”. Wypadałoby, ale chyba nie mnie. Zwolenniczki wolniejszych filmowych rytmów, która całkiem miło spędziła czas z tym wadliwym utworkiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz