Stronki na blogu

wtorek, 22 sierpnia 2023

„Cabin Girl” (2023)

 
Dwudziestoczteroletnia influencerka, Ava Robbins, kupuje kampera i rusza w podróż po Stanach Zjednoczonych, na bieżąco dzieląc się wrażeniami z szybko powiększającym się gronem subskrybentów. Nagle jej aktywność w mediach społecznościowych ustaje, a po powrocie do swojego internetowego królestwa, kobieta wyjaśnia, że miała wypadek i teraz urządza się w odizolowanej chatce, na którą wydała wszystkie oszczędności. Jej wielka podróż dobiegła końca, ale już wkrótce znajdzie nowy temat na swojego vloga. Spróbuje rozwiązać zagadkę śmierci niepopularnej dziewczyny z małego miasteczka, coraz bardziej utwierdzając się w przekonaniu, że tego życzy sobie jej niespokojny duch. Nadnaturalna obserwatorka Avy.

Plakat filmu. „Cabin Girl” 2023, Tubi, Filmopoly

Tubi przedstawia: niskobudżetowy horror nadprzyrodzony w reżyserii Jona D. Wagnera, jednego z producentów (producent wykonawczy i liniowy) między innymi „All Cheerleaders Die” Lucky'ego McKee i Chrisa Sivertsona, „Gwiazd w oczach” Kevina Kölscha i Dennisa Widmyera, „W kręgu nienawiści” Adama Egypta Mortimera, „Bone Tomahawk” S. Craiga Zahlera, antologii „Holidays” z 2016 roku, „Nieznajomych: Ofiarowania” Johannesa Robertsa, „Domu strachów” Scotta Becka i Bryana Woodsa oraz „Drogi bez powrotu. Genezy” Mike'a P. Nelsona. Scenariusz „Cabin Girl” jest dziełem raczkującej w branży filmowej Leslie Beaumont i Rory'ego Jamesa Wooda, wcześniej – w różnych rolach - pracującego głównie przy filmach krótkometrażowych. Obraz został udostępniony w lipcu 2023 roku na amerykańskiej platformie Tubi.

Śledztwo influencerki po zagadkowych przejściach. Ava Robbins (zaskakująco wydajny występ Rose Lane Sanfilippo) w tajemniczych – także dla niej – okolicznościach doznała urazu głowy w trakcie kamperowej wyprawy emitowanej w internecie. Przed paroma laty tytułowa postać tego skromnego obrazu Jona D. Wagnera straciła oboje rodziców, a ucieczki od bolesnej samotności poszukała w mediach społecznościowych. Tak narodziła się Van Girl, wpływowa influencerka, która niemile zaskoczyła swoich subskrybentów nagłą zmianą tematu. Z vloga podróżniczego do szaleńczej pogoni za duchem. Pierwsze sceny „Cabin Girl” kazały mi przygotować się na dominację „narracji internetowej” - chaotyczny świat wirtualny, adorowana architekta zakłamanych realiów, filmiki o niczym, viralowe głodne gadki „aktorki ze spalonego teatru” - ale na szczęście dla mnie współczesne trendy przegrały z tradycją. Tak zwane kręcenie z ręki i bezpośredni wgląd w wirtualne rodzinne gniazdko dwudziestoczteroletniej Avy, że się tak wyrażę, oddało prowadzenie konwencjonalnej narracji. Bo postać przewodnia nie ukrywa, że traktuje ich wszystkich jak członków rodziny, czyli setki tysięcy niestałych w uczuciach subskrybentów. Tutaj wybitnie cienka jest granica między miłością a nienawiścią - dzisiaj największych autorytet, jutro główny obiekt hejtu. Co się zdarzyło Avie Robbins? Z przebłysków wspomnień kobieta wnioskuje, że przed maskę jej kampera wbiegło dzikie zwierzę, ale widok zakrwawionej kobiety uderzającej w krzyk w swoim „okaleczonym” domku na kołach, automatycznie przywiódł mi na myśl jedną z gałęzi kina exploitation. Nie wiem dlaczego (coś w rodzaju przekazu podprogowego), ale to makabryczne odkrycie innego kierowcy, zwiastowało opowieść spod znaku rape and revenge. W czym utwierdził mnie tajemniczy prześladowca Avy. Właściwie ów bezimienny człek uparcie przypominał mi „Blady strach” Alexandre'a Aja, slasher podejrzewany o częściowe splagiatowanie powieści Deana Koontza pt. „Intensywność”, oficjalnie przeniesionej na ekran w 1997 roku przez Yvesa Simoneau. Ten, który chodzi za influencerką. Umarła Van Girl, narodziła się Cabin Girl. Nowa właścicielka chatki w lesie. Ava zawsze marzyła o zamieszkaniu w takim miejscu, bez wahania wydała więc wszystkie oszczędności na zakup tej od lat opuszczonej posesji w malowniczym przedsionku maleńkiej mieściny, gdzie od urodzenia mieszka jej „rycerz w lśniącej zbroi”, mechanik samochodowy, który przedstawia się jako Kellen (przyzwoita kreacja Austina Scotta) i wyraźnie jest zainteresowany dziewczyną z lasu. Przyjaciel, który chciałby być kimś więcej. Dla młodej kobiety, która wkrótce nabawi się obsesji. Na punkcie Hannah Granger, wątpliwej samobójczyni, poprzedniej lokatorki drewnianej nieruchomości niedawno zakupionej przez internetową celebrytkę. Ava dowiaduje się, że dziewczyna, która podobno skoczyła z mostu, pochodziła z zamożnej rodziny, która odcięła się od niej, gdy w miasteczku zaczęły krążyć wstrętne plotki na jej temat. Wstrętne, ponieważ Ava nie ma wątpliwości, że Hannah nie była czarownicą. Bo mamy XXI, a nie XVII wiek. Niesławny „Młot na czarownice. Malleus Maleficarum” Heinricha Kramera i Jacoba Sprengera biblią lokalnej społeczności? Niemożliwe! Z drugiej strony Ava nie może wyrzucić z głowy myśli o jednym z idiotycznych testów inkwizytorów. Nie skoczyła, tylko została zepchnięta z mostu celem sprawdzenia czy wyrosną jej skrzydła? To byłby koronny dowód na służenie Szatanowi, a skoro umarła to widać czarownicą nie była. Chyba że to diabelski podstęp. Uśpienie czujności bogobojnej wspólnoty przez Księcia Kłamstw. Czym skorupka nasiąknie... Avie udziela się mistyczny nastrój panujący na tym zwodniczo idyllicznym kawałku amerykańskiej ziemi. Podnosząca na duchu diagnoza lekarska – w szpitalu uprzedzono ją, że przez jakiś czas może mieć halucynacje – brzmi coraz mniej wiarygodnie domniemanej adresatce zawoalowanej wiadomości z zaświatów.

Kadr z filmu. „Cabin Girl” 2023, Tubi, Filmopoly

Frapujące zestawienie sprawdzonych motywów. Niesiląca się na oryginalność, przyjemnie kameralna (choć miejscami może zawiać techniczną tandetą) opowieść o prawdziwym bądź urojonym duchu. Małe amerykańskie miasteczko, zaniedbana chatka w lesie (ale niestrasząca wyglądam aż tak, jak legendarny domek z „Martwego zła” Sama Raimiego), tajemnicza śmierć i sekretny incydent na drodze, podejrzana hermetyczna społeczność, domniemany stalker i potworne psikusy wstrząśniętego mózgu oraz niewątpliwa obsesja być może gasnącej już gwiazdy social mediów. Wśród swoich obserwatorów Ava raczej nie znajdzie ekspertów od zjawisk nadprzyrodzonych, ale miejscowa barmanka zdaje się całkiem nieźle orientować w takich tematach. Tarocistka z planszą Ouija. Ejże, nie widziałaś „Egzorcysty Williama Friedkina? A co jeśli to ja jestem opętana? Rzednie mina adoratorowi Avy Robbins. Ciarki przechodzą sceptykowi po plecach, gdy dociera do niego, że dziewczyna naprawdę w to wierzy. Odkleiła się od rzeczywistości w swojej wariackiej pogoni za nieistniejącymi spiskami, ale na szczęście ma Kellena, ostoję normalności w obłąkanym świecie. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się tak efektywnych manifestacji nieznanego. Upiorna niewiasta (oklaski dla charakteryzatorów) pełzająca pod sufitem, spacerująca po wyśnionym lesie i wyrastająca za plecami śmiertelników (nie tyle wskakująca, ile jakby przypadkiem złapana w kadrach). Nawiedzony dom na odludziu. Mały duch i duży duch:) Nie zapominajmy o nieznajomym mężczyźnie, tajemniczym przybyszu ukradkiem, nomen omen, myszkującym po prywatnej posesji Avy. Nie ma wątpliwości, że nie trafił tutaj przypadkiem, że już od jakiegoś czasu szukał właśnie jej, dziewczyny z kamperem, która nieświadomie sama naprowadziła go na swój trop. Psychofan? Tak czy inaczej, Ava nie zaprząta sobie zbytnio głowy tym „cieniem za oknem”. Nie, kiedy jest jedyną nadzieją bestialsko zamordowanej dziewczyny, której nieśmiertelna dusza nie zazna spokoju, dopóki winny nie zostanie wskazany. Ava ciągle to słyszy - winny! winny! winny! - ale nie może się doprosić od swojej enigmatycznej prześladowczyni nazwiska jej zabójcy. Skoro jednak Hannah była czarną owcą w rodzinie, praktycznie wydziedziczoną, wygnaną do lasu przez wstydzących się jej krewnych, to wypada bliżej przyjrzeć się Grangerom. Ludziom, którzy spokojnie mogliby kupić sobie „sprawiedliwość”. Mają znajomości i śpią na forsie. Pierwsza partia „Cabin Girl” Jona D. Wagnera wprawdzie wystawiła moją cierpliwość na próbę – przegadana, bałaganiarska – ale potem moje zainteresowanie znacznie wzrosło. Było co robić, nie brakowało zagadek głośno dopominających się o rozwiązanie. Szczerze mówiąc czekałam, aż dopadnie mnie poczucie przesytu, ale w tym zalewie sekretnych wątków i tradycyjnych motywów, nadspodziewanie dobrze się odnalazłam. Niemniej nie sądzę, żeby to była najlepsza propozycja dla technicznych purystów, koneserów dopieszczonych produkcji filmowych, bo „Cabin Girl”, przynajmniej na płaszczyźnie wizualnej, wypada dość niekonsekwentnie. Perfekcja (szara strefa leśna; przepyszne nocne zdjęcia naturalnego krajobrazu) wymieszana z bylejakością. To nawet nie jest camp, tylko zwykły kicz, a przynajmniej mnie nieraz z rytmu nieprzyjemnie wytrącił jakiś niezręcznie oświetlony kadr, jakieś „fantazyjne” nachylenie kamery, toporne tło czy niewygodne cięcie. Mam słabość do niechlujnych horrorów, ale bardziej w stylu exploitation niż brazylijskiej telenoweli, zaznaczam jednak, że przykre zapaszki nie docierały do mnie znowu tak często, by w ogóle był sens o tym pisać:) À propos exploitation: wbrew temu, co pewnie zdążyłam dać do zrozumienia, w intymnym świecie przedstawionym w „Cabin Girl” wyczuwałam zbliżoną energię. Ta szorstkość, chropawość, ten smrodek, gnilny odór jakby emanujący z rzeczonego „filmowego cielska”. Współczesne opowieści o duchach oraz błędnie interpretowanych omamach wzrokowych i słuchowych, nie przyzwyczaiły mnie do takich klimatów. Zepsutych? Nie wiem, czy to dobre słowo, ale czułam się trochę tak jakbym oglądała jedną z tych ubiegłowiecznych paskud. Jakieś zapomniane video nasty. I przegięła. Yhm, poniosło mnie. Przedobrzyłam, odleciałam, mea culpa. „Cabin Girl” Jona D. Wagnera mimo wszystko bezpieczniej polecać osobom akurat rozglądającym się za jakąś bezpretensjonalną opowieścią o zjawiskach nadprzyrodzonych (tutaj kwestionowanych, niepewnych, rozpatrywanych jako jedna z dwóch możliwości), aniżeli jakimś bardziej zwyrodniałym, trujących, drastycznym „spektaklem”. Całkiem przebiegły kryminalny horror nadnaturalno-psychologiczny. Brzmi skomplikowanie, ale w gruncie rzeczy to bardzo prosta, swojska historia. Tak nieświeża, a tak nieprzewidywalna. Mnie w każdym razie udało się twórcom wodzić i wodzić za nos.

Ciekawostka ze świata horroru: „Cabin Girl” Jona D. Wagnera. Dziełko, którego nie spodziewam się zobaczyć w większość rankingów tegorocznych filmów grozy. Bo sobie nie zasłużył? Bo takie kino słabo się sprzedaje. Zauważalnie nakręcony tanim kosztem i złożony wyłącznie z tak zwanych wyświechtanych motywów. Pomysłowo tasowanych, ale obawiam się, że to nie wystarczy, że tym wielu „brzuchów” się nie napełni. Tylko beznadziejnie zakochanych w konwencjonalnych opowieściach o duchach czy ludziach, którym tylko się wydaje, że widzą duchy. Mnie się podobał, ale już wiem, że będę w mniejszości. No tak, prorokini się znalazła...

3 komentarze: