Stronki na blogu

wtorek, 12 września 2023

„Run Rabbit Run” (2023)

 
Sarah, rozwiedziona lekarka specjalizująca się w leczeniu bezpłodności, organizuje skromne przyjęcie urodzinowe dla swojej jedynej córki Mii, właśnie kończącej siedem lat. Przed imprezą dziewczynka przygarnia białego królika znalezionego na ich posesji, a po imprezie przyłapuje matkę na próbie pozbycia się go. Odtąd Sarah z narastającym niepokojem będzie się przyglądać drastycznym zmianom w zachowaniu córki. Dziewczynka zacznie ukrywać swoją twarz pod własnoręcznie zrobioną maską królika i stanowczo dopraszać spotkania z kobietą, której nigdy nie poznała, tłumacząc to tęsknotą. Co gorsza Mia będzie się upierać, że jest kimś innym, postacią z przeszłości straumatyzowanej Sarah.

Plakat filmu. „Run Rabbit Run” 2023, Carver Films, XYZ Films, VicScreen

Australijski horror/thriller psychologiczny będący drugim pełnometrażowym osiągnięciem reżyserskim (po komedii z 2010 roku pt. „I Love You Too”) Dainy Reid, realizującej się głównie w branży serialowej – między innymi „Opowieść podręcznej” na motywach powieści Margaret Atwood, „Lśniące dziewczyny” na podstawie książki Lauren Beukes i mały wkład w „Outsidera”, adaptację utworu Stephena Kinga. Scenariusz napisała debiutująca w tej roli Hannah Kent, powieściopisarka, której sławę przyniosła zbeletryzowana wersja autentycznej historii Agnes Magnúsdóttir, ostatniej osoby straconej (kara śmierci) w Islandii; obsypana nagrodami powieść „Burial Rites” (pol. „Skazana”), którą zainteresowali się już filmowcy. W 2017 roku do publicznej wiadomości podano informację, że rozpoczęciu prac nad filmową adaptacją, którą ma wyreżyserować Luca Guadagnino - twórca między innymi „Suspirii” (2018), remake'u horroru Dario Argento z 1977 roku, oraz „Do ostatniej kości”, obrazu kanibalistycznego opartego na powieści Camille DeAngelis – a w roli głównej ma wystąpić Jennifer Lawrence. Pomysł na scenariusz „Run Rabbit Run” Hannah Kent podsunął film dokumentalny o chłopcu z Glasgow z przekonaniem opowiadającym o swoim poprzednim życiu. Główne zdjęcia powstawały w Waikerie w Australii Południowej oraz Melbourne, stolicy australijskiego stanu Wiktoria, pod producenckimi szyldami Carver Films i XYZ Films (projekt współfinansowany przez VicScreen, Screen Australia, South Australian Film Corporation i Filmology Finance). Światowa premiera „Run Rabbit Run” odbyła się w styczniu 2023 na Sundance Film Festival, a szeroka dystrybucja (Netflix) ruszyła w czerwcu tego samego roku.

Pierwszym wyborem - ujawnionym w czerwcu 2020 roku - na odtwórczynię pierwszoplanowej postaci „Run Rabbit Run” była Elisabeth Moss (m.in. „Strych” Mary Lambert, „To my” Jordana Peele'a, „Niewidzialny człowiek” Leigh Whannella na motywach kultowej minipowieści Herberta George'a Wellsa), która wcześniej pracowała z Dainą Reid przy „Opowieści podręcznej”. W grudniu 2021 roku ogłoszono, że pani Moss wycofała się z niniejszego projektu z uwagi na inne zobowiązania, a zastąpiła ją Sarah Snook, którą fani kina grozy mogą pamiętać z „Klątwy Jessabelle” Kevina Greuterta czy „Winchester. Domu duchów” Michaela i Petera Spierigów. Projektu wszczętego przez Annę McLeish i Sarah Shaw, producentki filmowe związane z firmą Carver Films, które zapytały poczytną powieściopisarkę Hannah Kent, czy ma jakiś pomysł na scenariusz. Tak się złożyło, że miała – pomysł na dramat psychologiczny o odtrąconej matce, zdesperowanej kobiecie, od której zawzięcie opędza się jej jedyne dziecko. Ostatecznie z dramatu wykluła się opowieść grozy, której obejrzenie dla pani Kent było pewnym wyzwaniem. Normalnie jak ognia unika strasznych historii, ponieważ bardzo silnie na nią działają. Niemile wspomina swoje nieliczne spotkania z horrorami i choć na premierze „Run Rabbit Run” też czuła się mocno niekomfortowo, po wszystkim publicznie wyrażała swoje zadowolenie z finalnego kształtu jej dramatycznej opowieści. Zarzekała się też, że wszelkie podobieństwa do postaci i zdarzeń z innych filmów grozy są zupełnie przypadkowe, a przynajmniej ona nie czerpała z gatunkowego źródełka, które jak by nie patrzeć jest jej praktycznie obce. Ale już sam sposób snucia tej historii niektórym odbiorcom „Run Rabbit Run” przywiódł na myśl inny australijski horror, a mianowicie przebojowego „Babadooka” Jennifer Kent. W pierwszych recenzjach omawianej mrocznej sagi rodzinnej przewinęły się też między innymi takie tytuły (skojarzenia), jak „Dziedzictwo. Hereditary” Ariego Astera, „Czarny łabędź” Darrena Aronofsky'ego, „Relikt” Natalie Eriki James, a nawet „Wstręt” Romana Polańskiego. UWAGA SPOILER Na gruncie fabularnym „Run Rabbit Run” też wykazuje pewne podobieństwa do „Babadooka”, który obok „Siły strachu” Johna Polsona, był moim głównych „duchowym towarzyszem” KONIEC SPOILERA w hermetycznych światku zdetronizowanej matki niebędącej sobą dziewczynki. Siedmioletnia Mia (zachwycający występ Lily LaTorre) twierdzi, że nie jest Mią tylko Alice. Jak w „Inwazji porywaczy ciał” Jacka Finneya tylko bez obcych. Twórcy „Run Rabbit Run” podsuwają inne nieprzyziemne wyjaśnienie przypadku Mii-Alice. Sugerują kradzież powłoki cielesnej przez ducha - klasyczne opętanie i nieklasyczna reinkarnacja. Sarah (widowiskowa kreacja Sarah Snook: intrygująco zimna, alarmująco szorstka; raz posągowa, innymi razy ekstrawertyczna) oczywiście opędza się od tego wyjaśnienia, najpierw źródła problemu wypatrując w ewentualnym prześladowaniu Mii w szkole, samotnym zmaganiu z jakimś małym łobuziakiem. Na ten trop kobietę naprowadza atak paniki Mii na szkolnym placu zabaw oraz nagła potrzeba córki do chowania się za własnoręcznie wykonaną maską, którą mógł zainspirować jej nowy pupil albo ulubiony pieszczotliwy zwrot jej matki. Z czasem jednak Sarah zacznie podejrzliwie przyglądać się samej dziewczynce. Posądzać ją o okrutne zabawianie się jej kosztem?

Plakat filmu. „Run Rabbit Run” 2023, Carver Films, XYZ Films, VicScreen

Daina Reid łapie nową falę kina grozy. Wychodzi więc naprzeciw oczekiwaniom entuzjastów niehałaśliwych opowieści z dreszczykiem, nieśpiesznie rozwijanych filmowych tkanin fabularnych utrzymanych w mrocznej kolorystyce. Ponurych historii, które z założenia mają wchodzić głębiej pod skórę odbiorców, mościć sobie niewygodne gniazdka w organizmach oglądających, z zamiarem zostania w nich na dłużej. Myślę, że określenie „kameralny arthouse horror” nie będzie tutaj na wyrost, obawiam się jednak, że historia okaże się rażąco przewidywalna przynajmniej dla namiętnych zjadaczy grozowego chleba. W końcu to miała być opowieść tajemnicza, budująca się na frapujących i niepokojących zagadkach z umownej teraźniejszości i przeszłości postaci prowadzącej. Utrzymującej przyjazne stosunki ze swoim byłym mężem i ledwie tolerującej jego aktualną partnerkę, która zdaniem Sarah nazbyt pobłażliwie traktuje swojego kilkuletniego syna. Rozwydrzony bachor – obstawiam, że mama Mii tak w myślach nazywa Toby'ego. A później własne dziecko? Dysocjacyjne zaburzenie tożsamości czy próba ukarania rodzicielki? Wstrętne przedstawienie siedmiolatki? Wykorzystanie sprawdzonego motywu upiornego dziecka i tajemnych rysunków (patrz: powieść Jasona Rekulaka)? Małoletnia sadystka bądź „syndrom Audrey Rose” (Robert Wise, 1977). Dziewczynka rozpaczliwie próbująca zwrócić na siebie uwagę zabieganej matki czy podmieniec/odmieniec z bajek ludowych?Opętana przez dziewczynkę ze starych fotografii rodzinnych? Ducha, który znalazł sposób na powrót do świata żywych? Zwierzątko przygarnięte przez Mię w dniu jej siódmych urodzin symbolizuje między innymi wsparcie w podróży duchowej, ale czy pomogło Alice odnaleźć drogę do domu? Tak czy inaczej, biały królik został tak wyeksponowany, by zachęcić odbiorców do doszukiwania się drugiego dna w tym nieoczekiwanym prezencie niekoniecznie od ślepego losu dla dziewczynki szalenie tęskniącej za niejaką Joan. W zasadzie twórcy szybko przybliżą nam tę postać, już wcześniej nie pozostawiając wątpliwości, że Sarah jest niechętna budowaniu relacji Mii z tą kobietą. Jest przekonana, że dziewczynka nigdy z nią nie rozmawiała, ze zdziwieniem przyjmuje więc wyznanie dziewczynki, że za nią tęskni. Jak można tęsknić za kimś, kogo się nie poznało? Może to po prostu jej pomysł na wypełnienie okropnej pustki po niedawno zmarłym ukochanych dziadku, może dziecko myli poczucie straty z tęsknotą za kimś innym? Sarah mogłaby przysiąc, że gorzej radzi sobie z żałobą, że podczas gdy ona wciąż rozpacza po utracie ojca, Mia lekko przeszła nad tym do porządku dziennego. Ale może była nadmierną optymistką? Może powinna była uważniej przyglądać się swojej potencjalnie tłumiącej przykre emocje bezcennej latorośli? I dopuścić ją do grona wtajemniczonych? Uchylić rąbka tajemnicy nie tylko przez ojcem Mii, ale także nią samą? Sekretny koszmar Sarah. Nieprzepracowana trauma, potworne wspomnienia, które przez lata wytrwale trzymała w niebezpiecznym zamknięciu. Wyparcie czy świadome odsuwanie od siebie bolesnych akt z banku pamięci? Rany rozdrapywane przez jej jedyne dziecko. Albo istotę, która przejęła jej biedne ciało. Eteryczną dziewczynkę niedyskretnie spacerującą po skąpanej w nocnych ciemnościach imponującej nieruchomości cenionej lekarki, zamazaną sylwetkę z drugiego planu – na przykład znieruchomiałą za plecami gospodyni zaalarmowanej dziwnymi odgłosami. Nieśmiało zaznaczającą swoją obecność, nierobiącą nadmiernego hałasu, nieskorą do zabawy w „buu!”, a więc skuteczniej wytrącającą mnie ze strefy komfortu. Z idyllicznego przedmieścia niebawem przeniesiemy się do ponurego zacisza; pustynnego zakątka promieniującego naturalnym pięknem i nadnaturalną groźbą. Do samotnego, zakurzonego domku na zdradzieckim wzniesieniu, nad przepaścią... otchłanią szaleństwa całej rodziny? Udręczonej matki, zniewolonej córki, (nie?)słodkiej Alicji i kobiety, która poświęciła całe swoje życie na czekanie. Wydrążonej przez nadzieję, być może jedyne, co trzymało ją przy tym padole łez. Zakotwiczona w świecie doczesnym przez niesłabnącą wiarę w powrót obiektu bezwarunkowej miłości. Smutna kronika rodzinna wykazująca się dużym zrozumieniem dla podmiotów swoich rozważań o trudach życia i nieprzewidywalności śmierci. O nieutulonym żalu, niekończącej się żałobie, rozdzierającej tęsknocie, gargantuicznym wstydzie i wreszcie wyobcowaniu rodzica oraz dziecka w sytuacji nadzwyczajnej. Kiedy Mia wpada w króliczą norę, a Alicja z Krainy Czarnoksięstwa zeń wypada. Mnie nie udało się zaskoczyć, ale nie ukrywam, że trzymało w niepewności, że z rosnącym napięciem przyglądałam się postępującemu rozkładowi małej rodziny. Że zafrapowała mnie ta obliczalna opowieść, której raczej nie poleciłabym poszukiwaczom oryginalnych straszydeł.

Empatyczna rozprawa o rzeczach ważnych, choć może trochę za często poruszanych we współczesnym kinie grozy? Mnie jeszcze się nie przejadło, ale inni odbiorcy „Run Rabbit Run” Dainy Reid mogą nie być w tym punkcie tak wyrozumiali. Jakaś część miłośników gatunku najzwyczajniej zmęczyła się opowieściami o traumach i domniemanych opętaniach, czy tam reinkarnacjach. To może chociaż docenią klimat tego australijskiego potencjalnie nadprzyrodzonego horroru/thrillera psychologicznego? Efektywną oprawę audiowizualną dla przykuwających uwagę popisów aktorskich? Dla mnie całkiem apetyczne powolne spalanie z posypką art.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz