Któż
nie zna, choćby ze słyszenia, „451° Fahrenheita” i „Jakiś potwór tu nadchodzi” autorstwa nieżyjącego już Amerykanina Raya
Bradbury'ego, jednego z najpopularniejszych twórców fantastyki? A
kto nie słyszał o jego „Kronikach marsjańskich”? Nie trzeba
interesować się literaturą science fiction i horrorem, żeby wciąż
natykać się na te tytułu w różnego rodzaju analizach mniej czy
bardziej znanych dzieł, bo Bradbury inspirował (i nadal inspiruje)
niezliczonych artystów. Publikacja zbiorcza wydawnictwa MAG,
przełożona na język polski przez Pawła Ziemkiewicza i moją
ulubioną tłumaczkę Paulinę Braiter, to prawdziwa gratka nie tylko
dla zagorzałych miłośników twórczości tego pisarza (Bradbury
był również scenarzystą), ale także, albo przede wszystkim, dla
osób, którzy dotychczas nie mieli okazji przeczytać żadnego z
jego utworów. Wydanie to, według mnie, idealnie nadaje się na
początek, jestem o tym przekonana, dłuższej przygody z Rayem
Bradburym w roli przewodnika. Przewodnika po światach stworzonych
przez niego dziesiątki lat temu, a zdecydowanie bardziej
przypominających naszą współczesność niźli okres, w jakim one
powstawały. Bradbury nazywany jest wizjonerem, prorokiem, wiele jego
utworów określa się mianem ponadczasowych i chyba nikt, kto
zapozna się z tekstami zamieszczonymi w tym jakże atrakcyjnym
zbiorze wydawnictwa MAG, nie będzie miał co do tego wątpliwości. W formie książkowej pierwotnie opublikowane kolejno w 1950, 1951 i 1953 roku, „Kroniki
marsjańskie”, „Człowiek Ilustrowany” i „Złociste jabłka
słońca [i inne opowiadania]” oferują niepokojąco znajome
historie – kawałki z życia wzięte. Z naszego życia, czyli z
przyszłości, w którą to Bradbury jakimś cudem zajrzał...
„-
Szukałem ziemskiej logiki, rozsądku, uczciwych rządów, pokoju i
odpowiedzialności.
- I wszystko to zostało na Ziemi?
- Już nie. Nie znalazłem niczego. Może to już nigdy nie powróci. Może oszukiwaliśmy się, sądząc, że kiedykolwiek istniało.”
„Złociste
jabłka słońca [i inne opowiadania]” (taka pisownia, bo
na okładce widnieje tylko jeden człon tego tytułu, całość
natomiast mamy wewnątrz omawianego wydania) tak jak „Człowiek
Ilustrowany” jest zbiorem opowiadań, ale w przeciwieństwie do
niego nie posiada klamry. Mamy tutaj osiemnaście tekstów, które to
również nie wiążą się ze sobą w taki sposób, jak to miało
miejsce w „Kronikach marsjańskich”. Tutaj, co zauważyło wielu
odbiorców twórczości nieodżałowanego Raya Bradbury'ego, pisarz
ów był bardziej poetycki niż zazwyczaj. To nie znaczy, że język
jakim zwykle operował poetycki nie był (a przynajmniej tak wnoszę
z paru recenzji anglojęzycznych wydań, bo ja mogę opierać się
tylko na polskojęzycznych wersjach, a to przecież nie musi
dokładnie odzwierciedlać stanu faktycznego - styl tłumaczy też
trzeba brać pod uwagę), ale teksty zamieszczone w tym zbiorku
zdecydowanie silniej emanują czymś na kształt lirycznej energii,
czymś, że tak to ujmę, bardziej uduchowionym. Chcę przez to
powiedzieć, że Bradbury koncentruje się na duchowej stronie życie
w sposób przywodzący na myśl poezję, ale formalnie te krótkie
opowieści pozostają epiką (abstrahując, rzecz jasna, od
gdzieniegdzie widniejących wierszy). „Złociste jabłka słońca
[i inne opowiadania]” nie wydawały mi się aż tak ponure, tak
skrajnie pesymistyczne, nie przygniatały mnie porównywalnym
poczuciem beznadziei, jak poprzednie utwory. Niektóre wręcz
podnosiły na duchu, napawały (wiem, że złudną) wiarą w lepsze
jutro, ale zdecydowana większość tych opowiadań i tak
optymistyczna nie była. Gorzki posmaczek dominował. Bradbury nie
zawiódł moich oczekiwań w kwestii analizy gatunku, do którego
niestety przynależę i nie raz, nie dwa wykazał się typową dla
siebie zadziwiającą zdolnością przewidywania przyszłości.
Ludzie tak uzależnieni od przenośnych telefonów, że praktycznie
niewyobrażający już sobie rozmów z współpasażerami komunikacji
miejskiej, wpadający w panikę jeśli uniemożliwi im się, ten
niemalże ciągły, kontakt na odległość. Brzmi znajomo? Nie? To
podczas najbliższej podróży autobusem czy pociągiem rozejrzyjcie
się. Przyjrzyjcie się innym pasażerom, a potem wróćcie i
powiedziecie, że Bradbury się pomylił, że nie opisał okropnego
zjawiska, które rozgrywa się na naszych oczach. I tak jak w jego
opowiadaniu prostą drogą zmierza to do punktu, w którym to ludzi
niedotkniętych tą niszczącą obsesją będzie się uznawało za
chorych psychicznie (z własnego doświadczenia wiem, że są już
tacy, którzy osoby nieposiadające konta na pewnym portalu
społecznościowych uważają za, delikatnie mówiąc, dziwne).
Bradbury skonstruował zarówno takie opowieści, które powinny
wzruszyć nawet najtwardsze serca, nad którymi trudno nie uronić
paru łez, jak i takie które mogą mocno zaniepokoić niejednego
odbiorcę, z długoletnimi miłośnikami literatury grozy włącznie.
Znajdziemy tutaj historie o samotności, rasizmie, dziwacznych
obsesjach, o bezgranicznej ludzkiej głupocie, o Marsie oczywiście i
destrukcyjnej/autodestrukcyjnej naturze rzekomo
najinteligentniejszych stworzeń zaludniających Ziemię, o żywocie
nielegalnych imigrantów, o podróżach astralnych i jakżeby inaczej
końcu świata, na którym to wydaje się, że bardzo nam zależy (a
przynajmniej tak wynika z poczynań ludzkości). W większości
opowiadania te nie są tak agresywne jak te zamieszczone w „Człowieku
Ilustrowanym”, nie cechują się porównywalnym stopniem
beznadziei, którą sami sobie zgotowaliśmy, ale to bez wątpienia
się czuje. Piękne słowa opisują tutaj rzeczy szpetne, Ray
Bradbury w ten silnie przemawiający do podświadomości, niemal
poetycki sposób, przedstawia okrutną prawdę o nas samych, o
świecie, w którym żyjemy, i o drodze, którą od lat podążamy. I
jakimś cudem tylko niemająca siły przebicia mniejszość zdążyła
się zorientować dokąd tak naprawdę nas ta ścieżka prowadzi. Na
pewno nie tam, gdzie chciałoby dojść zdrowe na umyśle
stworzenie...
Trzy
w jednym: „Kroniki marsjańskie”, „Człowiek Ilustrowany”
oraz „Złociste jabłka słońca [i inne opowiadania]”. W twardej
oprawie, w doskonałym tłumaczeniu i przystępnej cenie. Kultowe
utwory jednego z najwybitniejszych twórców literatury
fantastycznej, Raya Bradbury'ego. Wciągające, barwne, wizjonerskie,
ponadczasowe, zróżnicowane tematycznie i wprost oszałamiające
mrocznym, pesymistycznym, upiornym klimatem nie tak do końca
przyszłości. A w każdym razie nie do końca naszej, bo autor ten
nie bez powodu przez wielu nazywany jest istnym prorokiem... I co tu
jeszcze dodać? Zarekomendować tę powieść każdemu czytelnikowi,
bez względu na jego literackie preferencje? Taką zachętę
znajdziecie na tylnej okładce tego wydania „Kronik marsjańskich”,
„Człowieka Ilustrowanego” oraz „Złocistych jabłek słońca
[i innych opowiadań]” i nie ma w tym oczywiście żadnego
przekłamania, ale czy uważam, że w tym przypadku gorące
rekomendacje są niezbędne? Raczej nie. Wydaje mi się, że nazwisko
Raya Bradbury'ego jest największą reklamą. Mogę się założyć,
że samo ono zachęci do sięgnięcia po tę pozycję osoby
niezaznajomione z jego twórczością, a i takie, które zdążyły
już poznać zebrane w tym tomie utwory (wszystkie bądź część),
z poprzednich czy to zagranicznych, czy polskich wydań („Złociste
jabłka słońca [i inne opowiadania]” w ten oto sposób debiutują
na naszym rynku), bo śmiem podejrzewać, że co najmniej większość
z nich nie może się już doczekać ponownego spotkania z tymi
znakomitymi opowieściami zebranymi w niniejszym jakże atrakcyjnym
tomie.















