środa, 6 kwietnia 2011

"Za ścianą" (2008)


Władze małego miasteczka postanawiają zamienić tamtejszą latarnię morską w atrakcję turystyczną. Tymczasem emerytowany ksiądz, który jest temu przeciwny sprowadza do miasta dawną lokatorkę latarni, Katelyn, w nadziei, że dziewczyna powstrzyma przebudowę. Katelyn, która walczy ze wspomnieniami o swojej matce zamordowanej w latarni stara się odwieść inwestorów od realizacji planów. Jednak nikt jej nie wierzy, a tymczasem zaczynają ginąć ludzie.

Ostatnio telewizja częściej wyświetla horrory, z czego jestem bardzo zadowolona. Już pomijam poziom tych filmów - ważne, że pokazywane są produkcje grozy, których jeszcze nie mam w swojej kolekcji:) Tak więc wczoraj przyszła kolej na "Za ścianą". Przyznam się, że bardzo lubię oglądać filmy nakręcone specjalnie dla telewizji - niski budżet gwarantuje minimum efektów komputerowych. Dlatego z wielkim entuzjazmem zasiadłam do tej produkcji. Na początku muszę ustalić jedno: mimo moich dobrych przeczuć odnośnie tej pozycji nie jest to jakieś wybitne dzieło, film jest zaledwie średni, więc w jakimś tam stopniu zawiodłam się. Zacznę od minusów. Po pierwsze twórcy nie bardzo postarali się o fabułę. Szczerze mówiąc jest aż do bólu schematyczna i przewidywalna. Od momentu, gdy na scenę wychodzi emerytowany ksiądz i ostrzega wszystkich przed przebudową latarni (ale oczywiście nikt go nie słucha) widz wie, że to duchowny ma rację, którego rzecz jasna wszyscy mają za wariata. W ilu to horrorach mieliśmy podobny motyw domniemanego szaleńca, który przestrzega głupich ludzi przed niebezpieczeństwem? Jeśli dodamy do tego znany już wątek powrotu dziewczyny do rodzinnego miasteczka w dodatku gnębionej złymi wspomnieniami to otrzymamy horror nastrojowy jakich wiele. Jeśli ktoś liczy na sporą dawkę strachu to w tym aspekcie także się zawiedzie - od czasu do czasu usłyszymy jakieś tajemnicze szepty, a na końcu zobaczymy kiczowatego ducha, który jedyne co osiągnął swoim pojawieniem się to wybuch mojego śmiechu.

Ale są również plusy. Na początek odtwórczyni głównej roli Lindy Booth, znana już wielbicielom kina grozy, która ostatecznie przekonała mnie do siebie w filmie "Kłamstwo" (2005), a i w tym przypadku wywiązała się ze swojego zadania bardzo przyzwoicie. Szczerze mówiąc z całej obsady tylko ona jedyna jako tako udźwignęła swoją rolę. Reszta aktorów wypada przy niej blado i mało przekonująco. Twórcy zadbali również o klimat, który miejscami był w miarę mroczny, ale tylko miejscami, bo tych nastrojowych momentów było naprawdę bardzo mało. Poza tym dodam jeszcze, że mimo sztampowej fabuły wciągnęła mnie ta historia. Na pewno się nie nudziłam, a to już coś.

Podsumowując mogę polecić ten film tylko i wyłącznie wielbicielom niskobudżetowych, telewizyjnych produkcji, którzy mają ochotę na lekką, niewymagającą myślenia rozrywkę na jeden raz. W końcu jest to tego typu pozycja, którą zapominamy niemal natychmiast po obejrzeniu.

4 komentarze:

  1. Zgadzam się z Tobą, że fajnie jest od czasu do czasu obejrzeć w tv horror, nawet jeśli nie jest najwyższych lotów. Lepsze to niż milion marnych show, czym nas w coraz większym stopniu raczą. Ten film dla mnie też nie był czymś ekstra, ale obejrzeć można, zwłaszcza, jeśli tv nadaje takie filmy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. jakoś nie przekonuje mnie ten film do siebie. ostatnio zdecydowanie odwracam się plecami od horrorów więc... musi mnie fabuła naprawdę zakręcić. Ten wydaje się już z opisu kiepski.

    buźka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie no moim zdanie to zajbisty film ;P patrzyłam jakieś 4 lata temu ....;> z tego opisu wydaje się kiepski ale warto popatrzeć ;d

      Usuń
  3. Bardzooo niski budżet...Nudny,bez klimatu.Dno 1/10

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...