a małej dziewczynki popełnia samobójstwo ojciec postanawia zabrać ją na wieś. Niestety, pomysł, który w planach miał pomóc małej Emily tylko pogarsza jej stan. Wkrótce dziewczynka wymyśla sobie przyjaciela, który bynajmniej nie jest pokojowo nastawiony... Uwielbiam ten film. Szczerze mówiąc jest to jeden z najlepszych thrillerów psychologicznych, z jakim miałam dotychczas okazję się zapoznać. Naprawdę solidnie zrealizowane kino z gwiazdorską obsadą i niebanalną fabułą. No właśnie, jeśli chodzi o akcję to posuwa się ona do przodu w iście żółwim tempie, ale jak na ironię przykuwa uwagę. Pewnie dlatego, że fabuła skrywa gdzieś pod powierzchnią (pod przykrywką prostej, oczywistej historyjki) straszną tajemnicę, wyczuwalną dla widza już od pierwszych minut seansu. Jak okazuje się później, centralnym punktem tej tajemnicy jest mała dziewczynka, która nie ma najmniejszego zamiaru szybko jej wyjawić. Reżyser wplata też w tę monotonność małe smaczki, które nie pozwolą nam się nudzić. Za przykłąd może tu posłużyć pamiętna scena z wanną, kiedy to ojciec odsuwa kotarę i odkrywa napis "Pozwoliłeś jej umrzeć", który bezpośrednio odnosi się do jego żony. Mężczyzna od razu dochodzi do wniosku, że winną tego niewybrednego żartu jest jego córka i zaczyna uważniej obserwować jej zachowanie.
Nastrój... hmm, jeśli powiem, że stopniowanie atmosfery to istne mistrzostwo świata to pewnie znacznie zaniżę swoją ocenę. Nie znam po prostu słów, które będą adekwatne do tego, co robi z widzem reżyser za pomocą samego nastroju. Przez pół filmu nie pokazuje się nam nic godnego uwagi, ale jesteśmy do tego stopnia zelektryzowani samą atmosferą, że nie pot
rafimy oderwać wzroku od ekranu. Inaczej nie da się tego opisać, trzeba to poczuć i tyle:)
No i jest jeszcze Charlie - tajemniczy przyjaciel naszej małej bohaterki. W rzeczywistości to właśnie wokół niego obraca się cała akcja filmu. To on przeraża Emily, a przy okazji i nas. Boimy się go, ponieważ go nie widzimy i w gruncie rzeczy nawet nie wiemy, czy w ogóle istnieje. Szczerze mówiąc to mało wiemy, aż do zakończenia. Wiemy tylko, że z Emily i z jej wymyślonym przyjacielem jest coś nie tak, ale w żadnym razie nie możemy dojść, co to takiego. Reżyser wyjaśnia wszystko dobitnie dopiero w finale, a po drodze rzuca nam tylko nędzne skrawki, które naprawdę ciężko jest ułożyć w jedną spójną całość. Przejdźmy może do drugiej części recenzji fabularnej, ponieważ wydaje mi się nieco ciekawsza:)
UWAGA SPOILER UWAGA SPOILER
Teraz będę tak spoilerować, że osobom, które nie widziały filmu radzę opuścić tą część recenzji, bo w przeciwnym razie zepsują sobie całą przyjemność z oglądania. Zakończenie nie jest w żadnym wypadku oryginalne - zaskakujące na pewno, ale równocześnie nie pokazuje nam nic, czego byśmy już wcześniej nie znali. "Siła strachu" okazuje się być kolejnym filmem traktującym o rozdwojeniu osobowości. W kinie grozy ten motyw był już wielokrotnie wałkowany, poczynając od "Psychoz
y" przez "Blady strach" i "Sekretne okno" na wielu innych kończąc. I o ile w trakcie filmu może przemknąć nam przez głowę pomysł z takim rozwiązaniem akcji to na pewno będziemy podejrzewać Emily, gdy w rzeczywistości chory okazuje się jej ojciec. Reżyser przez cały seans nas zwodzi, na wszystkie sposoby próbuje nam wmówić, że to z dziewczynką jest coś nie tak i... udaje mu się to. Jak to się mówi w slangu młodzieżowym: robi nas w konia po całości. Steruje nami jak chce, aby na koniec dać nam coś tak banalnego, często spotykanego, ale równocześnie zwalającego z nóg. Nie wiem, jak mam ocenić takie bezczelne oszustwo, ale jedno jest pewne - okazałam się być ofiarą manipulacji, a co ciekawe przez cały seans nawet nie próbowałam myśleć nad zakończeniem. Tańczyłam tak, jak zagrał mi reżyser i nie jestem z tego powodu, ani trochę wkurzona. Od dawna nic mnie w takim stopniu nie zaskoczyło w kinie grozy, więc mogę chyba wybaczyć twórcom tę małą manipulację:) Wielka tajemnica towarzysząca widzowi przez cały seans zostaje w końcu wyjaśniona w jakże prosty, żeby nie rzec naiwny sposób, a mimo to nie czuje się zawodu, ponieważ i tak nie sposób było tego przewidzieć. Oczywiście, nie twierdzę, że każdy da się tak podpuścić jak ja, ale osobiście uważam, że jest bardzo mała szansa na to, aby ktoś doszedł do sedna tajemnicy przed końowymi scenami filmu. Podoba mi się też finalne "mrugnięcie do widza" przedstawiające rysunek Emily, na którym widnieje ona sama z dwoma głowami. Daje do myślenia i pozostawia nas z pewnym intrygującym niedopowiedzeniem.
KONIEC SPOILERA KONIEC SPOILER
Muzyka mnie urzekła - szczególnie ta hipnotyzująca melodia na początku filmu, kiedy to główni bohaterowie jadą samochodem do nowego domu na wsi, no i oczywiście na napi
sach końcowych. Poza tym, jak już wspomniałam mamy tu do czynienia z gwiazdorską obsadą. W rolach głównych Robert De Niro, Dakota Fanning i Famke Janssen. Oczywiście nie mam nic do zarzucenia aktorstwu, ponieważ swoją robotę wykonali profesjonalnie i przede wszystkim przekonująco. Osobiście nie lubię młodej Fanning, ale za to wysoko cenię panią Janssen, więc wszystko się zrównoważyło:)
Chyba nikt nie potrzebuje większej zachęty, aby sięgnąć po tę pozycję. Dodam jeszcze tylko, że o ile pierwsza połowa filmu bazuje głównie na nastroju grozy to w drugiej akcja rusza z kopyta w zastraszającym tempie, a w zakończeniu osiąga wyżyny kulminacji. Naprawdę warto poświęcić ułamek życia dla tak dobrego thrillera psychologicznego, jakim jest "Siła strachu".
"Śmiertelna gorączka 2" jest horrorem komediowym. Trochę szkoda, że w sequelu zrezygnowano z poważnego tonu jedynki. W końcu Eli Roth zostawił dogodną furtkę dla udanej kontynuacji, więc bądź co bądź dwójka miała idealną szansę na pójście w ślady swojego pierwowzoru. Można było stworzyć kawał klimatycznego, krwawego i co najważniejsze apokaliptycznego horroru. A tak mamy tylko lekko pikantną komedyjkę z nastolatkami w rolach głównych (a la "American Pie") ze sporą dawką drastycznych scen, gdzie przede wszystkim rzuca się w oczy mało przekonująca, zbyt jasna krew. No właśnie, skoro mowa o drastycznych scenach powinnam wspomnieć, że większa ich część jest często spotykanym w kinie gore pomieszaniem humoru z obrzydliwością. UWAGA SPOILER 1) Chłopak wyciąga ze spodni swojego penisa i wyciska z niego jakąś białą wydzielinę. 2) Koleś odcina sobie dłoń na pile tarczowej, dziewczyna przypala mu kikut palnikiem i zakleja go taśmą samoprzylepną... Cała ta obrzydliwa sekwencja kończy się namiętnym pocałunkiem. Co ciekawe, chłopak poddany tej nowatorskiej operacji, ani na chwilę nie stracił przytomności, no i rzecz jasna nie przeszła mu ochota na małe lizanko. 3) Striptizerka pokazuje widzom zaropiałe, zainfekowane piersi, a faceci obserwujący to stw





"Złe domy sprawiają, że musimy paść na kolana. Złe domy nienawidzą naszego ciepła, naszego człowieczeństwa. Ta ślepa nienawiść do naszego człowieczeństwa to jest to, co my mamy na myśli używając słowa NAWIEDZONY. [...] Mówimy NAWIEDZONY, ale mamy na myśli to, że dom oszalał."
Tym razem "czarnymi charakterami" okażą się Ellen Rimbauer oraz Sukeena (zagrana przez tą samą aktorkę, co w prequelu), które zarówno w książce jak i prequelu reprezentują pozytywne osobowości, które doprowadzone do ostateczności poprzez dom, jak i Johna Rimbauera, potwora w ludzkiej skórze, dokonują rzeczy zarówno strasznej, jak i wyzwoleńczej dla nich samych. Nie będę streszczać tutaj wszystkich zawiłości fabularnych, ponieważ "Czerwona Róża" przy okazji rzeczywistej akcji przenosi nas także do świata Ellen i Johna Rimbauerów z wykorzystaniem licznych retrospekcji. Zaznaczę tylko, że w tym filmie z osobowiści Ellen i Sukeeni ostało się tylko zło oraz rzecz jasna obsesja na punkcie rozbudowywania domu. A czoło ma im stawić piętnastoletnia autystyczna dziewczynka obdarzona niezwykłymi mocami. Ciekawą postacią jest także główna bohaterka, Joyce Reardon, która raczej nie wzbudza sympatii widza. To kobieta, której siłą napędową jest obsesja w najczystszej postaci - obsesja na punkcie domu, na punkcie Rose Red. Jak można się spodziewać to uzależnienie wkrótce zamieni się w szaleństwo, które okaże się tragiczne w skutkach dla pozostałych członków "parapsychicznej ekspedycji". Akcja może dla niektórych widzów być chwilami nużąca, ponieważ ciągnie się nadzwyczaj długo, ale nie jest to filmu z rodzaju tych, gdzie będziemy mogli zaobserwować tylko jakieś przemykające cienie. Twórcy cały czas starają się rzucać nam jakieś perełki w postaci duchów - tak widzimy duchy, a nie jak to ma miejsce w wielu horrorach nastreojowych tylko ich kontury. Ten fakt nie pozwoli nam się zbyt długo nudzić. Może na chwilę nasza czujność zostanie uśpiona, ale możecie być pewni, że szybko się obudzi. 



Może i ten film nie jest jakimś fenomenem w światku horrorów, może i nie straszy, może i jest miejscami bardzo niespójny i chaotyczny, ale mimo tego bardzo przypadł m do gustu. Zaznaczam raz jeszcze, że czytałam książkę, więc nie miałam problemu ze zrozumieniem fabuły i doskonale wiedziałam do czego prowadzą wszystkie przedstawione wcześniej wydarzenia. Natomiast zastanawiający jest fakt, że film mi się spodobał, zważywszy na to, że nie przepadam za horrorami nastrojowymi. Kto wie, może nieświadomie zaczynam zwracać się w kierunku takich filmów grozy. Kto nie oglądał zachęcam gorąco, ale najpierw radzę sięgnąć po książkę, ponieważ przeczytanie jej wzmocni tylko wrażenia podczas seansu i na pewno bardzo pomoże w ogólnym odbiorze filmu.








