"Śmiertelna gorączka 2" jest horrorem komediowym. Trochę szkoda, że w sequelu zrezygnowano z poważnego tonu jedynki. W końcu Eli Roth zostawił dogodną furtkę dla udanej kontynuacji, więc bądź co bądź dwójka miała idealną szansę na pójście w ślady swojego pierwowzoru. Można było stworzyć kawał klimatycznego, krwawego i co najważniejsze apokaliptycznego horroru. A tak mamy tylko lekko pikantną komedyjkę z nastolatkami w rolach głównych (a la "American Pie") ze sporą dawką drastycznych scen, gdzie przede wszystkim rzuca się w oczy mało przekonująca, zbyt jasna krew. No właśnie, skoro mowa o drastycznych scenach powinnam wspomnieć, że większa ich część jest często spotykanym w kinie gore pomieszaniem humoru z obrzydliwością. UWAGA SPOILER 1) Chłopak wyciąga ze spodni swojego penisa i wyciska z niego jakąś białą wydzielinę. 2) Koleś odcina sobie dłoń na pile tarczowej, dziewczyna przypala mu kikut palnikiem i zakleja go taśmą samoprzylepną... Cała ta obrzydliwa sekwencja kończy się namiętnym pocałunkiem. Co ciekawe, chłopak poddany tej nowatorskiej operacji, ani na chwilę nie stracił przytomności, no i rzecz jasna nie przeszła mu ochota na małe lizanko. 3) Striptizerka pokazuje widzom zaropiałe, zainfekowane piersi, a faceci obserwujący to stw
ierdzają ze spokojem, że i tak by ją posunęli. Później podczas całowania z jednym z nich dziewczyna wymiotuje wprost na swojego klienta KONIEC SPOILERA. Oglądając ten film należy pamiętać, żeby nie porównywać go do jedynki, bo oba obrazy nie mają ze sobą wiele wspólnego. Poza tym dwójka jest ewidentną komedią z elementami gore, więc podejście do niej z dystansem jest niestety konieczne - w przeciwnym razie cały seans będzie dla widza czasem straconym. Ja już podczas pierwszej sceny zorientowałam się, że kluczowym elementem tej produkcji będzie humor, więc postanowiłam obejrzeć ją z przymrużeniem oka. I choć nie jest to obraz wysokich lotów, choć wiele można mu zarzucić to na pewno nie można odmówić mu efekciarskich scen. Najbardziej przypadła mi do gustu scena w toalecie UWAGA SPOILER Dziewczyna robi chłopakowi loda, a nastepnie wypluwa jego nasienie do umywalki. Ta scena po prostu mnie rozwaliła. Nie wie, czy była śmieszna, obrzydliwa, czy zwyczajnie żałosna. I właśnie przez te mieszane odczucia tak bardzo przypadła mi do gustu:) KONIEC SPOILERA.
Warto też wspomnieć, że sekwencje początkowe i końcowe są animowane. Wiem, że brzmi to mało przekonująco i prawdę mówiąc nie jest to ciekawy zabieg, który zdawałby egzamin w horrorze, ale niestety należy z cierpliwością przez to przebrnąć (pod żadnym pozorem nie przewijać), ponieważ ujrzymy tam istotne dla akcji filmu wątki.
"Śmiertelna gorączka 2" jest całkowicie pozbawiona klimatu, mrocznej atmosfery i w ogóle większej logiki. Ti West (reżyser filmu) postanowił zrobić horror na wesoło i w tej materii zdał egzamin, ale równocześnie bardzo zawiódł pasjonatów pierwowzoru. Nie będę o
ceniać, czy jego podejście do kontynuacji było słuszne czy nie. Powiem za to, że wykazał się wielką odwagą, która niestety nie bardzo mu się opłaciła. Na koniec wspomnę tylko, że aktorstwo w tym obrazie jest jakby żywcem wyjęte z planu jakiejś amerykańskiej komedii o nastolatkach. Nie charakteryzuje się niczym godnym uwagi za wyjątkiem dwuznacznych dialogów, które głównie obracały się wokół seksu. Z obsady nie ma, co o kimkolwiek wspominać, ponieważ dzieciaki tutaj występujące są raczej mało znane i mało uzdolnione. Jednakże w roli pamiętnego policjanta z jedynki zobaczymy tego samego wymoczkowatego aktora, który znowy namiesza:)
Boję się komukolwiek polecać ten film. Mnie osobiście nawet zaciekawił - co prawda tylko przez chwilę, ale zawsze. Jestem wielbicielką pierwowzoru, więc odczuwam też pewien niedosyt po zobaczeniu sequela. Ale myślę, że fanom kina gore z elementami komediowymi może się spodobać. Jeśli ktoś nie widział jedynki także może śmiało po niego sięgnąć. Oczywiście, nikt nie powinien zapominać, że ten obraz to przede wszystkim komedia - elementy horroru można tutaj dojrzeć dopiero na drugim planie.




"Złe domy sprawiają, że musimy paść na kolana. Złe domy nienawidzą naszego ciepła, naszego człowieczeństwa. Ta ślepa nienawiść do naszego człowieczeństwa to jest to, co my mamy na myśli używając słowa NAWIEDZONY. [...] Mówimy NAWIEDZONY, ale mamy na myśli to, że dom oszalał."
Tym razem "czarnymi charakterami" okażą się Ellen Rimbauer oraz Sukeena (zagrana przez tą samą aktorkę, co w prequelu), które zarówno w książce jak i prequelu reprezentują pozytywne osobowości, które doprowadzone do ostateczności poprzez dom, jak i Johna Rimbauera, potwora w ludzkiej skórze, dokonują rzeczy zarówno strasznej, jak i wyzwoleńczej dla nich samych. Nie będę streszczać tutaj wszystkich zawiłości fabularnych, ponieważ "Czerwona Róża" przy okazji rzeczywistej akcji przenosi nas także do świata Ellen i Johna Rimbauerów z wykorzystaniem licznych retrospekcji. Zaznaczę tylko, że w tym filmie z osobowiści Ellen i Sukeeni ostało się tylko zło oraz rzecz jasna obsesja na punkcie rozbudowywania domu. A czoło ma im stawić piętnastoletnia autystyczna dziewczynka obdarzona niezwykłymi mocami. Ciekawą postacią jest także główna bohaterka, Joyce Reardon, która raczej nie wzbudza sympatii widza. To kobieta, której siłą napędową jest obsesja w najczystszej postaci - obsesja na punkcie domu, na punkcie Rose Red. Jak można się spodziewać to uzależnienie wkrótce zamieni się w szaleństwo, które okaże się tragiczne w skutkach dla pozostałych członków "parapsychicznej ekspedycji". Akcja może dla niektórych widzów być chwilami nużąca, ponieważ ciągnie się nadzwyczaj długo, ale nie jest to filmu z rodzaju tych, gdzie będziemy mogli zaobserwować tylko jakieś przemykające cienie. Twórcy cały czas starają się rzucać nam jakieś perełki w postaci duchów - tak widzimy duchy, a nie jak to ma miejsce w wielu horrorach nastreojowych tylko ich kontury. Ten fakt nie pozwoli nam się zbyt długo nudzić. Może na chwilę nasza czujność zostanie uśpiona, ale możecie być pewni, że szybko się obudzi. 



Może i ten film nie jest jakimś fenomenem w światku horrorów, może i nie straszy, może i jest miejscami bardzo niespójny i chaotyczny, ale mimo tego bardzo przypadł m do gustu. Zaznaczam raz jeszcze, że czytałam książkę, więc nie miałam problemu ze zrozumieniem fabuły i doskonale wiedziałam do czego prowadzą wszystkie przedstawione wcześniej wydarzenia. Natomiast zastanawiający jest fakt, że film mi się spodobał, zważywszy na to, że nie przepadam za horrorami nastrojowymi. Kto wie, może nieświadomie zaczynam zwracać się w kierunku takich filmów grozy. Kto nie oglądał zachęcam gorąco, ale najpierw radzę sięgnąć po książkę, ponieważ przeczytanie jej wzmocni tylko wrażenia podczas seansu i na pewno bardzo pomoże w ogólnym odbiorze filmu.











