Stronki na blogu

sobota, 6 stycznia 2024

Konrad Możdżeń „Listy z Miasta Wiatraków”

 
Sentymentalna podróż autora „Chodź ze mną”, Książki Roku LubimyCzytać w kategorii Horror 2020 oraz opowiadania „Nomen nominandum” z „Grobowca. Zarazy” wydawnictwa Vesper, kolekcji krótszych historii z dreszczykiem polskich piór. Wspomnienia z beztroskiego dzieciństwa w makabrycznej licentia poetica, genialne zwieńczenie blogerskiej działalności Konrada Możdżenia - „sekrety przeszłości, historie ze starych fotografii i z zamkniętych kopert”, czyli zaadresowane do internautów „Listy z Miasta Wiatraków”. We współpracy z oficyną Vesper utalentowany wrocławianin przygotował osiem dłuższych opowiadań grozy (plus posłowie), których akcja rozgrywa się w miasteczku Śmigiel - i okolicach - jego idyllicznej krainie leżącej w województwie wielkopolskim. Od XIX do XXI wieku, przy mocnym wsparciu rodzinnego archiwum internetowego śmigielskiego Centrum Kultury oraz książki Huberta Zbierskiego pt. „Śmigielskie ABC”. Ponad siedemset gęsto zapisanych (drobny druk) stron w unikalnej twardej „kopercie” zaprojektowanej przez Michała Loranca – też autora nastrojowych ilustracji zdobiących strony tytułowe opowieści z Miasta Koźlaków – na której widzimy śmigielski kościół św. Stanisława Kostki oraz skan autentycznego dokumentu, zaświadczenia o niekaralności praprapradziadka Konrada Możdżenia wystawionego w 1915 roku. Okładkowe arcydzieło zarówno od strony wizualnej, jak opisowej (notatka na odwrocie koperty pana Loranca). „Listy z Miasta Wiatraków” zaadresowane do bibliofilów. Wiatraków, których wedle lokalnej legendy nie powinno być więcej niż dziewięćdziesiąt dziewięć, bo jak uczy historia nadwyżkę niechybnie pokona ogień lub wiatr.

Okładka książki. „Listy z Miasta Wiatraków”, Vesper 2023

Ośmiotysięcznik Konrada Możdżenia, Mount Everest krótkiej formy literackiej. Wybitna korespondencja, w rewelacyjnym i bardzo dobrym (tak od strony stylistycznej, jak tematycznej) towarzystwie. Standardowo zacznę od moich ulubieńców. Od lat 1938-1939, od niesamowicie depresyjnej „Schedy”, umownej opowieści (narracja pierwszoosobowa) starszego mężczyzny patrzącego wstecz. W chacie na skraju lasu mieszka ubogi, przeraźliwie samotny chłopiec, osierocony w okresie niemowlęcym i wychowany przez dziadków, który od śmierci babci z rosnącym niepokojem obserwuje zmiany zachodzące w drugim opiekunie prawnym. Długie samotne spacery szczelnie zamkniętego w sobie, nietypowo milczącego starszego mężczyzny, resztę czasu przeważnie spędzającego w dawnej izbie małżeńskiej, skąd od czasu do czasu wydobywa się dziwna woń. Zakazana komnata, alarmujące rytuały żałobą motywowane. Dojmujący smutek, nieprzepuszczalna, niesamowicie ciężka mgła beznadziei. Nieustępliwy smog szczelnie wypełniający płuca. Toksyczna mieszanina nieznośnej samotności, dotkliwego głodu, i paraliżującego strachu. Rozpacz, chłód, alienacja. Żywot tak marny, tak wściekle niesprawiedliwy, bezrozumnie okrutny, że aż palący trzewia. Przeraźliwie ponure, duszące, nieubłaganie wstrętne, dokumentnie odarte z nadziei opowiadanie o niewinności mimowolnie skalanej przez człowieka obdarzonego platoniczną miłością, ale niekoniecznie bezgranicznym zaufaniem. O wychudzonym, przemarzniętym i słusznie zalęknionym dziecku, z którym trudno się nie utożsamić. Ten tekst zostaje w człowieku, więc miejcie się na baczności.
W „Błękicie” bezimienny narrator przedstawia koszmar z lat 70. XX wieku. Rodzinna idylla drastycznie przerwana w domu przyszywanej cioci Bogumiły Woźniackiej, starszej pani po potwornych przejściach, dla której chociaż jesień życia okazała się łaskawsza. Ostatnie lata na tym padole łez spędziła z przemiłymi ludźmi, którym w umowie dożywocia przekazała swoją nieruchomość. Przeprowadzka trzyosobowej rodziny do przytulnego domku w sielskiej miejscowości, przyjście na świat uroczej Kasi, ukochanej siostry narratora. Po śmierci cioci Bogusi, piętnastoletni chłopak stopniowo nabiera przekonania, że jego dziewięcioletnia siostrzyczka zmaga się z jakimś nadzwyczajnym problemem. Zachowuje się jak opętana. Pierwszorzędny horror nadnaturalny! Plastyczne opisy martwego dziecka nocy, natrętnego intruza o iście demonicznej aparycji. Kreatywna kreatura i postępujący rozkład rodziny, ze wskazaniem na dramat małej dziewczynki i determinację starszego chłopca, z którą nie może konkurować nawet w pełni uzasadniony strach przed nieznanym. Nawiedzony dom opętany, w którym atmosfera gęstnieje dosłownie ze strony na stronę, a nieodwracalna katastrofa czyha tuż za progiem. Takiego klimatu i takiej krwawej uczty mogliby Konradowi Możdżeniowi pozazdrościć najwytrawniejsi architekci przeklętych światów przedstawionych, największe gwiazdy najmroczniejszej sceny gatunkowej. Arcydzieło.

Epistolarne” perełki z zabytkowego sejfu Wielkiego Literata. Dokument z nagłówkiem „Więcej grzechów nie pamiętam” dotyczy Kazimierza Bednarczyka, cenionego kowala z Miasta Wiatraków, który podczas drugiej wojny światowej, pod okupacją niemiecką, w przeciwieństwie do wielu sąsiadów zachował dom i zakład. W latach 70. XX wieku w Śmiglu zjawia się nowy wikary, dobrze wykształcony Jan Woźniak z Lublina. Kazimierz i jego ukochana żona Helena czym prędzej zaprzyjaźniają się ze stosunkowo młodym księdzem, a parę lat później stary kowal pogrąża się w najczarniejszej rozpaczy. Upada, ale w końcu nieśmiało, niepewnie zaczyna się podnosić. I wtedy zauważa bacznie obserwującego go mężczyznę, najpewniej przyszłego nadawcę złowieszczej wiadomości zostawionej w skrzynce na listy Bednarczyka. Dwie epoki z mocnymi interludiami – okupacja niemiecka i rosyjska – składające się na egzystencjalną zawieruchę śliskiego kowala. Przechwalającego się wyjątkowym fachem w rękach, którego dopiero w jesieni życia doganiają krwiożercze demony wewnętrzne. Rzekomo uporządkowane życie bezceremonialnie burzone przez, jak się wydaje, nieznajomego prześladowcę człowieka w podeszłym wieku. Na pozór długo nic się nie dzieje – przyglądamy się monotonnemu życiu bogobojnego małżeństwa z wieloletnim stażem, zaniedbywanego przez jedynego syna – na tym sielskim obrazku da się jednak zauważyć drobne pęknięcia, które w dalszej partii w zastraszającym tempie będą się powiększać. Brutalnie poruszająca rzecz!

W prywatnych zbiorach dżentelmena z Wrocławia znalazła się też „Ostatnia spowiedź” pewnego duchownego. A zaczęło się od największej sprawy w milicyjnej karierze sierżanta Czesława Leśniaka. Zaginięcie proboszcza ze Śmigla i makabryczne odkrycia mieszkańców. Najpierw zwłoki chwilowo niezidentyfikowanego mężczyzny odnalezione w świątyni, następnie topielec w sutannie, ale nawet to nie przygotuje małomiasteczkowych przedstawicieli władzy na kolejną rzeź nieznanego sprawcy. Na posterunek trafia też list od poszukiwanego plebana z niepokojącą wiedzą na temat mordów w Śmiglu. Spowiedź księdza i zagadkowe zbrodnie w Mieście Wiatraków. Blady strach pada na mieszkańców domniemanego rewiru seryjnego mordercy. „Gdzie jest sprawiedliwość” na tym świecie? Gdzie błogi, regenerujący sen? Upiorna rzeczywistość i bynajmniej lepsze wizje w objęciach Morfeusza. Oniryczne paskudy z przebogatej wyobraźni kompozytora niebanalnego utworu o pozornie nieuchwytnym zbrodniarzu i pozornie nieustraszonym glinie. O szaleńczej pogoni za sprawiedliwością: potencjalną pułapką na ludzi prawych, bo jak przestrzegał Friedrich Nietzsche „kto walczy z potworami, ten niechaj baczy, by sam przytem nie stał się potworem”. Emocjonująca rozgrywka solidnie osadzona w czasach minionych. Szerzej nieznana (fikcyjna) uzależniająca sprawa kryminalna z lat 70. XX wieku.
Pora na akta z teczki podpisanej „Kalendarium”. Pora na fana motoryzacji Michała Nadolnego, w 1980 roku oferującego podwózkę nieznajomemu, starszemu mężczyźnie, który przedstawia mu się jako Stanisław Lis i zdradza, że zajmuje medycyną niekonwencjonalną, a konkretnie ziołolecznictwem. Na prośbę Nadolnego intrygujący staruszek mieszkający w lesie wręcza mu mieszankę ziół, która ma zaradzić jego problemom ze snem. W drodze do domu dobry samarytanin zwraca uwagę na skórzany notes z kłódką, który musiał wypaść jego przypadkowemu pasażerowi. Zabiera zgubę znachora do swego mieszkania, a wieczorem parzy sobie magiczną herbatkę według receptury interesującego pustelnika. Efekty są zdumiewające... i przerażające. A jakby tego było mało, Michał nie może oprzeć się magnetycznej sile kajetu, do którego wolałby nie zaglądać. Tak trudno jednak oprzeć się ciekawości. Pomysłowe ujęcie znanych motywów, rzekomo wyeksploatowanych tematów. Dzikie żądze, morderczy szał, instynkt zabójcy teoretycznie budzony przez jakąś zewnętrzną siłę. Zagadkowe znalezisko o właściwościach praktycznie niespotykanych w bezdennej szufladzie gatunkowej. Imponujące panowanie nad napięciem; właściwie nieustanne pojenie bestyjki – kropla po kropli, z farmaceutyczną dokładnością bolesne wstrzykiwanie „toksycznej herbatki” do krwiobiegu czytelnika. Schizofreniczna symfonia gore.
Misterium” Karola Morawskiego, którego spotykamy w 2019 roku we Wrocławiu. Chory psychicznie, dręczony przez liczne fobie i uzależniony od leków psychotropowych mężczyzna mimowolnie sięgający myślami pamiętnego roku 1991, tradycyjnie spędzanego u dziadków. Niespełna jedenastoletni wrocławianin jak zawsze niecierpliwie wyczekiwał wakacji w czarodziejskim Śmiglu, uroczej miejscowości wolnej od okropnego hałasu i przerażającej ciżby, ale kiedy improwizowana zabawa z kuzynami w wywoływanie duchów wejdzie na wyższy poziom sztuki tajemnej, dobiegnie krasu wiek niewinności, beztroski i czystej radości życia. Upalne lato z dewocjonaliami. Mroczne sekrety domu dziadków. Ogień, pioruny, różaniec i zmora. Hipnotyczna atmosfera niesamowitości, niedookreślone, nienazwane(?) zagrożenie, zaszczucie w dziecięcej krainie szczęśliwości. Dławiąca panika, celowo bądź przypadkiem podsycana przez tę, która powinna uspokajać. Wprawne pogrywanie aluzjami, niewyobrażalna siła sugestii Konrada Możdżenia. Świadomość, że ludzkiej wyobraźni nie trzeba wiele, by się rozbrykała. Wystarczy delikatnie pociągnąć za odpowiednie sznureczki, aby doprowadzić do erupcji niepokojących skojarzeń i makabrycznych możliwości rozwoju nieszczęsnego żywota chłopaka, który się lękał.

Źródło, oficjalny fanpage autora: https://www.facebook.com/KonradMozdzenAutor/

Odrobinkę mniej zajmujące akta z Miasta Wiatraków, z naciskiem na pierwsze słowo. „Aqua Vitae” po części rozgrywa się w pod koniec pierwszej połowy XIX wieku, a w drugiej części w latach 20. XX wieku. W odleglejszej przeszłości odwiedzamy znajdujący się na skraju bankructwa wyszynk należący do Oskara Matzla, w którym niebawem zawita przypuszczalnie niewypłacalny klient. Szukający pracy, najlepiej z zakwaterowaniem, awanturnik i włóczykij Leo Holzer. I tak się niefortunnie składa, że właściciel lokalu ma dla niego ofertę nie do odrzucenia. W nie tak zamierzchłej przeszłości przyjrzymy się natomiast Zygmuntowi Włodarczakowi, prowadzącemu nielegalną działalność gospodarczą, skromny biznes bimbrowniczy, kochającemu mężowi Wandy, której nie wtajemniczył we frapujące odkrycie związane z jego pasją. Niebawem jego coraz bardziej skołowaną głowę bardziej zaprzątnie niedyskretny obserwator, wścibski nieznajomy, który z jakiegoś sobie tylko znanego powodu uwziął się na nikomu niewadzącego bimbrownika. Obskurna esencja „Chodź ze mną”, debiutanckiej powieści Konrada Możdżenia. Ten charakterystyczny, cuchnący mrok, który można już chyba uznać za wizytówkę twórczości nostalgicznego pisarza ze stolicy Dolnego Śląska. Artysty bezkompromisowego, odważnie zaglądającego w otchłań szaleństwa. Niemrawy początek i wreszcie makabra desperacją malowana. Motyw z jakim dotychczas się nie spotkałam. Genialny w swojej prostocie. Mocna nalewka z etykietą „Love Forever”.
W „Drodze na Robaczyn” podążamy za młodym mężczyzną Romanem Wilskim, któremu w 1973 roku na niemal kompletnym pustkowiu psuje się samochód. Resztę drogi do domu narzeczonej i przyszłych teściów decyduje się więc pokonać pieszo, w oczy szybko jednak rzuca mu się stary młyn, który na pierwszy rzut oka wygląda na opustoszały. Przeczy temu jednak snop światła wychwycony przez pechowego podróżnego, który odpowiada dobijaniem się do drzwi jednak zamieszkałego obiektu i wołaniem o pomoc. Zamiast pomocnej dłoni otrzymuje solidny cios, a przytomność odzyskuje w mrocznym budynku, na zimnej podłodze, w ostrym aromacie stęchlizny. W jaskini drapieżnika. Polowanie w porzuconej cukrowni. Przydługie, z lekka męczące opisy błądzenia w ciemnościach, muszę jednak przyznać, że w tym krętym tunelu łatwo nabawić się klaustrofobii. Mimo wszystko udało się autorowi ożywić ten „mroczny organizm”: pełzająca, lepka, atramentowa czerń w „nawiedzonym zamczysku”. I po rozwlekłym wstępie wprowadzić angażującą koncepcję na motywach wojennego obłędu.

Nostalgia jegomościa z bujną wyobraźnią. „Unikatowy album ze starymi pocztówkami w skórzanej okładce z otwartą kłódką”. Wehikuł czasu Konrada Możdżenia, skonstruowany pod natchnieniem malowniczego polskiego miasteczka słynącego z koźlaków. Dziecięca utopia smagana piorunami wyobraźni dorosłego. Osiem wypraw w nieznane pod prawdziwie upiorną banderą. Fenomenalne „Listy z Miasta Wiatraków” od rozbrajająco sentymentalnego pasjonata historii mrocznych i tajemniczych. Księcia beletrystycznej makabry.

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu

czwartek, 4 stycznia 2024

„Delirium” (2023)

 
Nie mogąc znaleźć pracy, Ingi korzysta z protekcji swojej partnerki Snædís i udaje się na rozmowę kwalifikacyjną z jej krewnym, właścicielem średniej firmy nieszczędzącym mu przykrych słów. Po powrocie do domu dowiaduje się, że wpłynęły skargi na okropny zapach wydobywający się z mieszkania przeznaczonego na wynajem. W środku bezrobotny mężczyzna dokonuje makabrycznego odkrycia, a po przeprowadzeniu czynności przez policję, z pomocą profesjonalnego sprzątacza niezwłocznie przystępuje do prac porządkowych. Ingi zamierza pozbyć się wszystkich rzeczy po lokatorze, który najwyraźniej targnął się na własne życie, ale robi wyjątek dla drewnianej szkatułki, w której znajduje między innymi taśmę z niewiarygodnym wyznaniem nieszczęsnego najemcy. Zmagającego się z bezsennością i zanikami pamięci, zdesperowanego człowieka przekonanego, że spadła na niego straszliwa klątwa. Najgorsze, że Ingi nie ma żadnych powodów, by wątpić w opowieść poprzedniego posiadacza szkatułki, ponieważ od jej otwarcia identyczne objawy obserwuje u siebie.

Plakat filmu. „Óráð” 2023, 1801 Film Productions, 7 Stafir, Delirium

Islandzki horror psychologiczny w potencjalnym związku z nadprzyrodzonym będący debiutem reżyserskim Arró Stefánssona, operatora filmowego, który pracował między innymi przy takich serialach komediowych, jak „Hreinn Skjöldur” (2014) i „Steypustöðin” (2017-2018). „Delirium” (oryg. „Óráð”, międzynarodowy: „Wrath” aka „Delirium”) może być pierwszą islandzką produkcją zrealizowaną (częściowe finansowanie) z wykorzystaniem kryptowaluty bitcoin. Stefánsson pracował z własnym scenariuszem, ponadto stając na czele zespołu operatorskiego, tj. odpowiada też za chłodne zdjęcia z okrutnie pokomplikowanego życia kochającego partnera i ojca kilkuletniej dziewczynki, którego rozpaczliwe poszukiwania stabilnego toru w egzystencjalnego podróży, drastycznie przerywa niewinnie wyglądająca drewniana szkatułka. Światowa premiera filmu odbyła się ostatniego marca 2023 roku w jego rodzimej Islandii, a w Polsce obraz zjawił się pod koniec grudnia tego samego roku, na platformie CDA Premium.

Hjörtur Jóhann Jónsson jako przypadkowy sukcesor domniemanego samobójcy i jeszcze nie mogąca pochwalić się porównywalnym doświadczeniem aktorskim, ale dobrze rokująca Heiddis Chadwick Hlynsdottir jako główna żywicielka rodziny coraz bardziej zaniepokojona stanem swego wybranka. Bojąca się powtórki z przeszłości. Ingiego, niepewnego przewodnika po ponurym świecie przedstawionym w „Delirium”, poznajemy na drodze ku lepszemu. Unika alkoholu, cieszy zaufaniem ukochanej Snædís i z dumą przygląda idealnemu owocowi ich pięknego związku, uroczej Lilji (pierwszy występ w pełnometrażowej produkcji fabularnej Anny Sigrún Fannarsdóttir, co niestety widać), na zabawy z którą ma aż nadto czasu. Podczas gdy matka dziewczynki dzieli czas na dom, pracę na etacie i dodatkową działalnością zarobkową – mieszkanie na wynajem – Ingi zapewnia, że niestrudzenie rozgląda się za jakąś posadą. Najlepiej przy biurku, bo nie po to studiował, żeby teraz urabiać sobie ręce po łokcie na jakimś nisko płatnym stanowisku. Innymi słowy praca fizyczna mu śmierdzi, ale czy może sobie pozwolić na długie wybrzydzanie? Snædís anielsko cierpliwa jest, sytuacja może się jednak diametralnie odwrócić, gdy Ingi uniesie się honorem w kontaktach z jej wujem. Odrzuci wspaniałomyślną propozycję opryskliwego prezesa nieprzynoszącej kokosów firmy, nieukrywającego, że bez wstawiennictwa jego siostrzenicy, Ingi nie miałby najmniejszych szans „w bitwie” o miejsce w jego zakładzie. Lepszy obcy niż ktoś taki, ale Snædís zawsze potrafiła przebić się przez jego nadzwyczaj grubą skórę. Przedsiębiorca najzwyczajniej nie potrafi jej odmawiać, na czym teraz ma też skorzystać niebudzący jego zaufania, fatalny wybranek kobiety, która w odróżnieniu od Ingiego, ciężkiej pracy się nie boi. A przynajmniej takie wrażenie można odnieść w pierwszej fazie „Delirium” Arró Stefánssona. Nie tyle wyznawca „kultu nieróbstwa”, ile obywatel przekonany, że tacy jak on - wykształcenie wyższe - nie powinni z mozołem piąć się po drabinach firmowych, tylko zaczynać od wyższych szczebli. Z drugiej strony nie ulega wątpliwości, że w Ingim jest dość mocne postanowienie poprawy, silne pragnienie stanięcia na nogach. Podobnie jak Jack Torrance z „Lśnienia” Stephena Kinga, bardzo chce naprawić to, co popsuł. To, co jeszcze można naprawić. Tym bardziej przykre będzie wejście w kolejny życiowy zakręt. Jak po grudzie, ale jednak szło ku dobremu. Ki diabeł go podkusił, by zatrzymać niedawną własność kłopotliwego najemcy? Właściwie za życia nie stwarzał właścicielom lokalu żadnych problemów – skargi zaczęły wpływać dopiero po jego śmierci. Narzekanie sąsiadów na smrodek wybijający na korytarz. Trupi odór. Makabryczne odkrycie czołowej postaci „Delirium” blednie przy intrygującym wykopalisku z worka na odpady. W ten sposób przechodzimy do sprawdzonego w kinie grozy motywu „szatańskiego przedmiotu”. Złośliwości rzeczy martwych. Teoretycznie nawiedzona drewniana skrzyneczka – nie otwieraj, bo wylezie jakaś zołza z zaświatów! Teraz to mówisz? No tak, kluczowe informacje poznasz dopiero po otwarciu. Instrukcja (nie)obsługi diabolicznej skrytki. Żadna tam przestroga tylko musztarda po obiedzie; niepocieszające solidaryzowanie się z aktualnym posiadaczem wielce problematycznego pudełka. Pełzająca zaraza, jak się wydaje, każdorazowo atakująca tylko jeden ludzki organizm. Nieprzesądzona(?) klątwa od dekad przechodząca z człowieka na człowieka – niewykluczone okresy wyciszenia mściwej duszy przypuszczalnie mieszkającej we frapującej skrzynce.

Kadr z filmu. „Óráð” 2023, 1801 Film Productions, 7 Stafir, Delirium

Na oko niedrogie to przedsięwzięcie początkującego islandzkiego reżysera – chwilami dość mocno wieje cyfrową tandetą (wygenerowane komputerowo ogniste dodatki) – które mimo warsztatowych niedociągnięć (montaż, kadrowanie zdjęć; bynajmniej ścieżka dźwiękowa, depresyjne melodie, a zatem idealnie współgrające też z niewesołą fabułą) niemniej zawzięcie walczy o maksymalną uwagę widza. Hipnotyzuje fabułą i aurą. Angażujące prowadzenie w gruncie rzeczy nieinnowacyjnych wątków. Pewnie będą mówić, że nieznośnie konwencjonalna to opowieść, ale nie będę zaskoczona, gdy co najmniej równie liczna grupa zgoła inaczej ustosunkuje się do tego imponująco skromnego dziełka. Nieprzemądrzałego, niepopisującego się, niepajacującego „Delirium” Arró Stefánssona. W epoce, w której opakowanie ma znaczenie (mniejsza o treść, najważniejsze, by ładnie wyglądało na półce), pojawia się taki oto niemodny gość, który nade wszystko skupia się na zawartości. Nie zachęcał plakat, nie wróżyły dobrze pierwsze kadry, upór jednak się opłacił. Koniec końców pogratulowałam sobie, że przedwcześnie nie wymeldowałam się z tego filmowego lokalu. Nie żebym wykazała się tutaj jakąś ogromną cierpliwością, bo prawdę mówiąc wpadłam na wczesnym etapie tej nieprzekombinowanej przeprawy nieludzko zaszczutego Islandczyka. Gwoli ścisłości, jeszcze przed startem, przed otwarciem niecudownego znaleziska, ale już po otwarciu wynajętego mieszkania. Bałagan, obklejona ściana i źródło fetoru, na który uskarżali się sąsiedzi. Ingi i Snædís ledwo wiążą koniec z końcem, nie korzystają więc z usług firm sprzątających – przed przybyciem nowych lokatorów w domyśle zawsze sami doprowadzali mieszkanie do porządku. Minimalizacja kosztów, którą główny (anty?)bohater „Delirium” przeprowadza i w tym ekstremalnym przypadku, zakrwawioną łazienkę musi jednak odstąpić specjaliście. Nie chce już na to patrzeć i tym bardziej nie chce by Snædís tam wchodziła. Nie, dopóki wykwalifikowany konserwator powierzchni płaskich nie odprawi swoich niemagicznych rytuałów. Biała magia luzaka zaangażowanego przez Snædís i nie pierwsza czarna godzina Ingiego. Klątwa z tego czy tamtego świata? To wszystko zwyczajnie czy niezwyczajnie go przerosło? Wrócił do złych nawyków czy przyczepiła się do niego jakaś mroczna istota? Permanentna bezsenność, halucynacje bądź mimowolne patrzenie wstecz (wojenny koszmar) i czas dosłownie wyjęty z życiorysu. Okresy niepamięci, nawet całe godziny, których Ingi za nic sobie nie przypomni. Film mu (i nam) się urywa. Jest w jednym miejscu, cięcie, i już jest w innym. Jest dzień, cięcie, i już po zmierzchu. Jakby działał na autopilocie lub coś przejmowało kontrolę nad jego ciałem i umysłem. Bezwolna marionetka z tymczasowo wyłączanym zapisem danych w osobistym banku pamięci lub przypadłość bardziej zbliżona do somnambulizmu. Nie, nie, już prędzej zombizmu, bo twórcy coraz wyraźniej dają nam do zrozumienia, że Ingi stanowi poważne zagrożenie dla innych. To przekleństwo wątpliwego bohatera, ten ułomny wehikuł czasu (właściwie natrętne zawieszenia systemu), u mnie sprawę przesądziły. Najlepsza atrakcja w niewesołym miasteczku Arró Stefánssona. Minorowym światku człowieka, który się starał... Ale wredne życie starało się bardziej? Bohater tragiczny, który przy bliższym poznaniu możesz stracić, miast zyskać. Kibicowałam, choć swoje podejrzewałam. Moje przewidywania (włącznie z finałem bardziej szczegółowo zobrazowanej gehenny błądzącego człowieka) okazały się jak najbardziej trafne, nie pogratulowałam sobie jednak domyślności, bo filmowcy nie przyłożyli się zbytnio do ukrywania tropów. Wręcz przeciwnie: czułam się jakby za rękę prowadzili i mnie od jednego śladu do następnego, tłumacząc co oznaczają. Niechcący, z rozpędu, ale to nie zmienia faktu, że do mety dotarłam niepożądanie przygotowana. Co miało też swoją dobrą - na swój niedobry sposób;) - stronę. Niewygodna więź z postacią, dyskomfort wynikający z bezwiednego dopingowania człowiekowi, który jak by nie patrzeć UWAGA SPOILER jakąś karę ponieść powinien - nie twierdzę, że taką, ani że nie taką - z czym on sam przed „wokandą z innego świata” z całą pewnością by się nie zgodził. W głębi ducha może i przyznawał się do winy, ale na „wokandzie z tego świata” był zdecydowany walczyć o uniewinnienie. Byle sprawiedliwości nie stała się zadość KONIEC SPOILERA. Manifestacje upiorzycy i inne (na przykład przypominający się nieboszczyk z plastikowym workiem na głowie) obliczone na straszenie elementy świata przedstawionego w „Delirium” Arró Stefánssona w moich oczach w większości broniły się praktycznym, a przy tym dostatecznie fantazyjnym wykonaniem. Broniły przed niezgrabnym montażem (nieudana zabawa w „buu!”, mnie jednakże najbardziej zabolała zabawa w „pojawia się i znika” za i przed samochodem; odrobina płynności i mogłabym się pozachwycać) tudzież kiczowatymi dodatkami komputerowymi.

Obłęd po islandzku. Śmierć w szkatułce. Życie w ruinie. Delirium tremens ghost story obszyte. Islandzki operator kamery daje próbkę swoich ukrytych talentów: zdolności pisarskich i reżyserskich. Warto to obadać, tym bardziej jeśli gustuje się w niepociesznych klimatach filmowych. Horror psychologiczny z faktyczną bądź urojoną ingerencją nadprzyrodzonego, który umie się przypodobać. „Delirium” Arró Stefánssona wielkiego hałasu zapewne nie zrobi, ale stęsknionym za klimatycznymi straszakami przegapić nie wypada:) A poważnie, polecam przejedzonym plastikowymi horrorami głośnymi.

wtorek, 2 stycznia 2024

Zapowiedzi na rok 2024

 
Poniżej krótka lista filmów grozy zapowiedzianych na rok 2024. Standardowo niektóre premiery – mogą się przesunąć – i standardowo starałam się pomijać pozycje, które uwzględniłam w zeszłorocznych zestawieniach oraz odrębnych postach („Urojenie” Jeffa Wadlowa).
 

Sok z żuka 2”, reż. Tim Burton

Materiał promocyjny. „Beetlejuice 2”, Plan B Entertainment, Tim Burton Productions, Tommy Harper Productions

Najbardziej wyczekiwana przeze mnie produkcja filmowa: sequel kultowego obrazu Tima Burtona z 1988 roku z Winoną Ryder ponownie wcielającą się w Lydię Deetz i Królową Krzyku Jenną Ortegą w roli jej córki Astrid. A tytułową barwną postać okrutnie rozrabiającego ducha znowu powierzono Michaelowi Keatonowi, który nie ukrywał, że to była jedyna filmowa kontynuacja, w jakiej pragnął wystąpić. Fabuła jest objęta ścisłą tajemnicą, ale ujawniono, że nad scenariuszem pracował duet z serialu „Wednesday”, Alfred Gough i Miles Millar, a głównym pomysłodawcą historii był Seth Grahame-Smith, który z kolei wcześniej pracował z Timem Burtonem przy „Mrocznych cieniach” (2012).
 

Nosferatu”, reż. Robert Eggers

Materiał promocyjny. „Nosferatu”, Focus Features, Stillking Films, Studio 8

Remake „Nosferatu - symfonii grozy” z 1922 roku, nieautoryzowanej adaptacji wybitnej powieści Brama Stokera, reprezentanta niemieckiego ekspresjonizmu filmowego stworzonego przez Friedricha Wilhelma Murnaua. Wampiryczny horror w klimacie gotyckim, nad którym Robert Eggers rozpoczął pracę w 2015 roku (reżyser i scenarzysta filmu), po wydaniu „Czarownicy: Bajki ludowej z Nowej Anglii”. Choć jak stwierdził „wydaje się brzydkie, bluźniercze, egoistyczne i obrzydliwe, że filmowiec taki jak on robi nową odsłonę Nosferatu. Może dlatego odłożył rzecz na potem; po nominowanym do Oscara za zdjęcia czarno-białym widowisku grozą podszytym pt. „Lighthouse” (2019) i przygodowym „Wikingu” (2022). Miał nadzieję na udział Anyi-Taylor Joy, z którą dobrze mu się współpracowało przy jego bajce ludowej, ale aktorka odrzuciła propozycję, tłumacząc się innymi zobowiązaniami. Do obsady za to dołączyły takie gwiazdy jak Willem Dafoe i Bill 'Pennywise' Skarsgård.
 

Przeklęta woda”, reż. Bryce McGuire

Materiał promocyjny. „Night Swim”, Atomic Monster, Blumhouse Productions, Universal Pictures

Rozszerzona wersja około czterominutowego obrazu z 2014 roku pod tym samym oryginalnym tytułem („Night Swim”). „Krótkich spodek” zaprojektowanych przez Bryce'a McGuire'a, uszytych już w ścisłej współpracy z Rodem Blackhurstem. Pełnometrażowy horror młodej kobiety terroryzowanej ciemną nocą w basenie przez jakąś nadnaturalną istotę, obmyślili razem, ale na karty scenariusza McGuire przelał ją już sam. Reżyserię też wziął na siebie, łącząc siły z takimi prestiżowymi firmami jak Universal Pictures, założona przez Jamesa Wana Atomic Monster i Blumhouse Productions.
 

Alien: Romulus”, reż. Fede Alvarez

Materiał promocyjny. „Alien: Romulus”, 20th Century Studios, Hulu, Scott Free Productions

Twórca między innymi zaskakująco udanego remake'u legendarnego niskobudżetowego horroru Sama Raimiego, „Martwego zła” z 2013 roku i przewrotnego thrillera z nurtu home invasion „Nie oddychaj” (2016), wkracza w rzeczywistość ksenomorfów, inwazyjnej pozaziemskiej formy życia na ekranie po raz pierwszy zaprezentowanej w 1979 roku, w kultowym „Obcym – ósmym pasażerze Nostromo” Ridleya Scotta, który ponoć był zachwycony szkicem scenariusza dostarczonym mu przez jego autora Fede Alvareza. Akcja „Alien: Romulus” prawdopodobnie będzie osadzona gdzieś pomiędzy „Obcym – ósmym pasażerem Nostromo” i „Obcym – decydującym starciem” Jamesa Camerona i skupiać na kolejnym nazbyt bliskim spotkaniu trzeciego stopnia.
 

Return to Silent Hill”, reż. Christophe Gans

Materiał promocyjny. „Return to Silent Hill”, Ashland Hill Media Finance, Davis-Films, Hassell Free Productions

Silent Hill: Reaktywacja. Reżyser pierwszej adaptacji głośnej serii gier komputerowych, wybornie klimatycznego horroru z 2006 roku z Radhą Mitchell, Seanem Beanem i Jodelle Ferland, Christophe Gans wspólnie z Williamem Josefem Schneiderem i Sandrą Vo-Anh przygotowuje scenariusz powrotu do mglistego miasta. Opowieść grozy, którą wyreżyseruje w pojedynkę. Opowieść podążającą za Jamesem Sunderlandem (Jeremy Irvine), zwabionym do tytułowej przeklętej miejscowości obietnicą odzyskania miłości jego życia. Tajemniczy list i plejada upiornych stworzeń, które drastycznie osłabią jego zaufanie do własnych zmysłów.
 

Cinderella's Curse”, reż. Louisa Warren

Materiał promocyjny. „Cinderella's Curse”, ChampDog Films

Wariacja na temat bajki Charlesa Perraulta spopularyzowanej przez Walt Disney Pictures. Kopciuszek w horrorze. Brytyjska odpowiedź na pokrzepiającą historyjkę o czarodziejskim wychodzeniu na prostą. Odpowiedź napisana przez Harry'ego Boxleya, która zainteresowała panią Louisę Warren, bardzo płodną reżyserkę i jeszcze bardziej zaangażowaną producentkę w najlepszym razie kojarzonej z kinem klasy B... No dobrze, może jednak Z.
 

Håndtering av udøde”, reż. Thea Hvistendahl

Materiał promocyjny. „Håndtering av udøde”, Einar Film, Filmiki Etairia, Zentropa International Sweden
Koprodukcja szwedzko-norwesko-grecka pod dyrekcją artystyczną współautorki scenariusza Thei Hvistendahl, która opierała się na pierwotnie opublikowanej w 2005 roku powieści „Handling the Undead” Johna Ajvide Lindqvista, autora między innymi dwukrotnie przenoszonej na ekran wampirycznej historii w Polsce wydanej pt. „Wpuść mnie”, który brał udział w pracach nad scenariuszem „Håndtering av udøde”. Niezwykłe zjawisko podczas fali upałów w Oslo. Udręka trzech rodzin odwiedzonych przez zmarłych bliskich.
 

We Harvest”, reż. Julia Tranfaglia

Materiał promocyjny. „We Harvest”, Divine Entertainment

Realizacja scenariusza Drew Dusterhoffa skupionego na ambitnym młodym chirurgu dołączającym do wspaniale prezentującego się zespołu z Las Vegas. Innowacyjna placówka medyczna, która wydaje się idealnym miejscem dla marzącego o wielkiej karierze lekarskiej, desperacko pragnącego się wykazać, niemającego odpowiednich znajomości i w gruncie rzeczy niedoświadczonego, ale za to zdolnego absolwenta szkoły medycznej. Tak bardzo zdeterminowanego, że kiedy zostaje wtajemniczony we właściwą działalność nieszczęsnego szpitala, polegającą na wymierzaniu sprawiedliwości na własna rękę, zamiast posłuchać sumienia, usiłuje je uciszyć. Daje się wciągnąć w tajną operację, która może nieodwracalnie przekreślić jego marzenia.
 

Candlewood”, reż. Myke Furhman

Materiał promocyjny. „Candlewood”, Bandstand Pictures, Digital Thunderdome, Lillinonah

Czerpiąc z historycznego źródełka Joseph Patrick Conroy wyszedł z propozycją nakręcenia horroru o tak zwanej mieszanej rodzinie, która przeprowadza się z Nowego Jorku do hermetycznego miasteczka w stanie Connecticut, gdzie zostaje obłożona swoistą klątwą. Spustoszenie w kręgach rodzinnych, zrywanie więzi nad otchłanią nieczystego obłędu. Reinterpretacja historii na papier przelana przez Myke'a Furhmana i Victorię Flores-Argue.
 

Goldilocks and the Three Bears: Death and Porridge”, reż. Craig Rees

Materiał promocyjny. „Goldilocks and the Three Bears: Death and Porridge”, Rees Dragon ProductionsGold Eagle Studios

Złotowłosa i trzy misie” według twórcy „Antebellum: The Curse of Salem” (2019), przed którą, że tak to ujmę, uczciwie przestrzegł rodziców grzecznych dzieci. Jego wersja znanej bajki ma zawierać drastyczne scenki, typu uszkodzenie gałek ocznych i miażdżenie głowy. W roli nieproszonego jasnowłosego gościa, bezczelnie raczącego się cudzą owsianką, mamy zobaczyć Olgę Solo.
 

They Turned Us Into Killers”, reż. Thomas Walton

Materiał promocyjny. „They Turned Us Into Killers”, PhilaDreams Films, Safier Entertainment, Lux Angeles Studios

i scenariusz Thomas Walton. Przeciągnięcie nitki Roba Zombie z kłębka „Halloween”? Takie informacje można już znaleźć w Sieci, w udostępnionym zarysie fabuły trudno jednak dopatrzyć się związków ze światem przeraźliwie zimnokrwistego Michaela Myersa. Co innego w obsadzie – Scout Taylor-Compton może się kojarzyć. Cokolwiek to będzie, fabułę ma zawiązać tragedia młodej kobiety spowodowana przez jej chłopaka BJ-a. Dziewczyna popełnia samobójstwo, wcześniej w liście zaadresowanym do swojej przyjaciółki Star (Scout Taylor-Compton) szczegółowo opisując swoje przejścia z przemocowym partnerem. Przyjaciółki, która poprzysięga krwawą zemstę.
 

Gruesome”, reż. James Helsing

Materiał promocyjny. „Gruesome”, Latinx Productions, Lombard Street Flickers, Publikro London

Szeryf Jesse Mendoza (w jego skórę prawdopodobnie wejdzie René Mena) i jego zastępca, poruszający się na wózku inwalidzkim Rico Santos prowadzą śledztwo w sprawie aktywnego seryjnego mordercy mieszkańców miasta, którzy w młodości prześladowali bliźnich. Lista podejrzanych jest długa, a zadania bynajmniej nie ułatwi im zacietrzewiony rasistowski sędzia zbierający podpisy pod petycją nawołującą o odebranie odznaki Mendozie. Tak w ogromnym skrócie ma przedstawiać się fabuła horroru kryminalnego skonstruowana przez Jamesa Helsinga.
 

Clowns”, reż. Alexander Kane

Materiał promocyjny. „Clowns”, Blitz Entertainment, Brickhouse Pictures, DMV Entertainment Group

Revenge horror, rozpisany i wyreżyserowany przez Alexandra Kane'a. Dziesięcioro nieznajomych budzi się w opuszczonym magazynie w strojach klaunów. Po przytoczeniu ponoć autentycznej historii porwani zostaną zmuszeni do konfrontacji z wewnętrznymi demonami przez filmowca, który nieprzypadkowo dobrał obsadę do makabrycznego spektaklu, w którym umiera się naprawdę.
 

In from Outside”, reż. Dan Walton

Materiał promocyjny. „In from Outside”, Sony, Telefilm Canada - Equity Investment Program

Kanadyjski horror science fiction, którego budżet oszacowano na milion dwieście tysięcy dolarów kanadyjskich. Obraz twórcy „American Conjuring” (2016), pewnie bardziej znanego ze swojej producenckiej działalności (m.in. „Mroźny wiatr” Gregory'ego Jacobsa, „Nails” Dennisa Bartoka, „Polaroid” Larsa Klevberga i przede wszystkim związki z serią „Piła” zapoczątkowaną w 2004 roku przez Jamesa Wana). „In from Outside” przeniesie nas do niezwykłej przydrożnej jadłodajni, niefortunnego przystanku trzech podróżujących par, gdzie w każdej chwili można zniknąć. Zagadkowe rozpływanie się w powietrzu istot ludzkich.
 

A Quiet Place: Day One”, reż. Michael Sarnoski

Materiał promocyjny. „A Quiet Place: Day One”, Paramount Pictures, Platinum Dunes, Sunday Night

W 2018 roku John Krasinski zachwycił wielu miłośników gatunku pomysłowym horrorem scence fiction pt. „A Quiet Place” (pol. „Ciche miejsce”), a dwa lata później przedstawił ciąg dalszy tej emocjonującej historii postapokaliptycznej. Pałeczkę przejął Michael Sarnoski (scenariusz i reżyseria, przy czym w obmyślaniu historii wspomógł go sam John Krasinski), bodaj najbardziej kojarzony z dramatem „Świnia” z Nicolasem Cage'em w roli głównej. Produkcja między innymi Paramount Pictures, kultowej firmy, która zdążyła już ogłosić, że „A Quiet Place: Day One” będzie spin-offem serii. I wszystko wskazuje na to, że z nową obsadą – niestety bez Emily Blunt.
 

The Conjuring: Last Rites”

Materiał promocyjny. „The Conjuring: Last Rites”, Atomic Monster, New Line Cinema, The Safran Company

W 2013 roku James Wan rozbił paranormalny bank „Obecnością” - nowa gałąź (seria) ze znaczkiem „oparto na faktach” i zarazem nowy pień (uniwersum) w kinematografii grozy. Z archiwum amerykańskich badaczy zjawisk nadprzyrodzonych, ekspertów w dziedzinie demonologii Eda i Lorraine Warrenów (tutaj niezmiennie kreowanych przez Patricka Wilsona i Verę Farmigę). Współscenarzysta „Obecności 2” (2016) i „Obecności 3: Na rozkaz diabła” (2021), David Leslie Johnson-McGoldrick, przygotował scenariusz następnego horroru nadnaturalnego z nieustraszonym małżeństwem, pojawiły się też pogłoski, że to jemu zostanie powierzone artystyczne kierownictwo nad produkcją roboczo nazwaną „The Conjuring: Last Rites”. Obsadę ma uświetnić Taissa Farmiga, młodsza siostra Very, która wejdzie w znaną skórę siostry Irene, bohaterki z tego samego filmowego uniwersum - „Zakonnica” (2018) i „Zakonnica 2” (2023).
 

Krzyk 7”

Materiał promocyjny. „Scream 7”, Spyglass Entertainment

Matt Bettinelli-Olpin i Tyler Gillett żegnają się z meta slasherową marką Wesa Cravena, a wita się Christopher Landon, twórca między innymi „Śmierć nadejdzie dziś” (2017), „Śmierć nadejdzie dziś 2” (2019) oraz „Pięknej i rzeźnika” (2020). Niedługo potem z pokładu zostaje wyrzucona odtwórczyni jednej z głównych ról w piątej i szóstej cegiełce serii „Krzyk”, Melissa Barrera, której wpisy w mediach społecznościowych na temat konfliktu zbrojnego w Strefie Gazy - aktorka wstawiła się za palestyńską ludnością cywilną dziesiątkowaną przez armię izraelską - zostają zinterpretowane przez czołowego producenckiego opiekuna „Scream 7” Spyglass Entertainment (a przynajmniej niektórych decyzyjnych członków zespołu) jako mowa nienawiści. Niemal równocześnie opinia publiczna zostaje poinformowana o ponoć podjętej wcześniej decyzji Jenny Ortegi, drugiej połówki przewodniego teamu dwuczęściowego wkładu Bettinelliego-Olpina i Gilletta w Scream Universe, o odejściu z ekipy Woodsboro. Swoje postanowienie umotywowała konfliktem z harmonogramem „Wednesday”, hitowego serialu firmy Netflix. Potem odszedł Christopher Landon z powodu zmian w obsadzie. Nowy plan opiera się na przywróceniu pierwotnej supergwiazdy franczyzy Neve Campbell, oczywiście w roli Sidney Prescott, która w zmaganiach z Ghostface/Ghostface'ami będzie mogła liczyć na pomoc starej przyjaciółki Gale Weathers (Courteney Cox).
 

The First Omen”, reż. Arkasha Stevenson

Materiał promocyjny. „The First Omen”, Kiwii, Phantom Four Films

Prequel „Omenu” Richarda Donnera, jednego z najważniejszych horrorów satanicznych w historii kina, wydanego niemal równocześnie z jego beletrystycznym odpowiednikiem „wyczarowanym” przez Davida Seltzera, też autora scenariusza. „The First Omen” to pisarska inicjatywa Tima Smitha, Keitha Thomasa i Arkashy Stevenson, która rzecz wyreżyserowała (tryb dokonany, bo obraz jest już gotowy). Film ma opowiadać o młodej Amerykance wysłanej do Rzymu, gdzie ma pracować na rzecz Kościoła, jej wiara w najświętszą z ziemskich misji zostanie jednak wystawiona na ciężką próbę, kiedy myśli zdominuje potencjalny spisek zawiązany w celu sprowadzenia Antychrysta.
 

The Watchers”, reż. Ishana Shyamalan

Materiał promocyjny. „The Watchers”, Blinding Edge Pictures, Inimitable Pictures, New Line Cinema

Reżyserski debiut córki M. Nighta Shyamalana na podstawie powieści A.M. Shine'a z 2021 roku. Dakota Fanning w tajemniczym lesie; niewidniejącej na mapach puszczy spoza czasu i przestrzeni. Awaria samochodu samotnie podróżującej młodej kobiety o imieniu Mina zmusza ją do poszukania pomocy w gęsto zadrzewionej okolicy. Znajduje krzyczącą kobietę, za namową której biegnie do pobliskiego bunkra. Wrota się zatrzaskują, a po zapadnięciu zmroku na zewnątrz, wewnątrz staje się jasność. I na żer wychodzą tajemnicze stworzenia – kto szybko nie dotrze do bunkra, ten prawdopodobnie pożegna się z życiem.
 

Speak No Evil”, reż. James Watkins

Amerykańskie podejście do duńsko-holenderskiego bezkompromisowego dreszczowca wyreżyserowanego przez Christiana Tafdrupa. „Goście” Jamesa Watkinsa, który dotąd w grozowym światku wydał takie duże owoce jak „Eden Lake” (2008) i „Kobieta w czerni” (2012), readaptacja neogotyckiej powieści Susan Hill. Znowu zaproszenie na weekend przez ledwo poznane małżeństwo mieszkające na idyllicznej prowincji, ale już niekoniecznie identyczny koszmar.
 

Terrifier 3”, reż. Damien Leone

Masakra w Halloween”, „Masakra w Święta” - ciekawe, pod jakim polskim tytułem objawi się trzeci rozdział makabrycznej kroniki klauna Arta. Komercyjny sukces „Terrifier 2” (2022) slasherowej makabreski Damiena Leone'a, brutalniejszego od poprzednika („Terrifier” z 2016 roku tego samego scenarzysty i reżysera), wzbudził niemałe zainteresowanie w środowisku producenckim. W każdym razie Leone mówił, że niejedno duże studio zgłosiło gotowość współpracy nad „Terrifier 3”, ale „ojciec” upiornego klauna wszystkie oferty grzecznie odrzucił, szykuje bowiem mocną akcję na początek i coś mu podpowiadało, że żadna „szanująca się firma” nie pozwoli na wypuszczenie czegoś tak kontrowersyjnego pod swoim szyldem. Uznał więc Leone, że najbezpieczniejszą opcją dla jego historii jest trzymanie się wypróbowanej strategii, której filarem jest całkowita niezależność. Czyli szukanie pieniędzy poza mainstreamem, tym razem dla masakry w Wigilię Bożego Narodzenia.