Danny North mieszka z dużą rodziną w wielkim domu na odludziu. Northowie są jedną z wielu familii magów zamieszkujących Ziemię. Jednak oni przez wzgląd na błąd, który przed laty popełnił członek ich rodziny, Mag Wrót, który odciął dostęp czarodziejom do ich mitycznego świata, są nieustannie pilnowani przez inne, magiczne rodziny, chcące się upewnić, że w razie narodzin Maga Wrót, dotrzymają umowy i zabiją go. Tymczasem Danny odkrywa, że posiada tę zakazaną moc. Ucieka więc z domu, starając się ułożyć sobie życie w ukryciu, wśród ludzi.
Pierwsza część nowej serii fantasy dla młodzieży. Orson Scott Card zabierze swoich czytelników do świata czarodziejów, władających różnego rodzaju mocami oraz skomplikowanych relacji pomiędzy poszczególnymi magicznymi rodzinami. Autor na kartach tej powieści tworzy swoją własną, wymyśloną rzeczywistość i choć nie grzeszy ona oryginalnością (fabuła nieco przypomina „Jumpera” Douga Limana) ma szansę zainteresować młodych odbiorców. No właśnie, obawiam się, że „Zaginione wrota” mogą trafić jedynie w gusta nastoletnich czytelników – wątpię, żeby dorosły odbiorca, poszukujący ambitnej, wymagającej wzmożonego wysiłku intelektualnego prozy, znalazł tutaj coś dla siebie. Płynny, nieskomplikowany styl Carda, pozbawiona większych zwrotów akcji fabuła, sprawiają, że pozycję tę czyta się lekko i przyjemnie, ale po skończonej lekturze praktycznie nic nie zostaje w pamięci odbiorcy.
Akcja posuwa się do przodu dwutorowo – czytelnik śledzi losy Danny’ego oraz pewnego mężczyzny, również władającego magią wrót, który po wyjściu z drzewa osiedlił się u pewnej rodziny królewskiej. Oczywiście, najwięcej miejsca poświęcono losom Danny’ego. Autor prezentuje nam przekrój trzech lat jego trudnej egzystencji, podczas której zmaga się, ale również czerpie niewysłowioną radość z przekleństwa, jakie go dotknęło. Z uwagi na młody wiek głównego bohatera Card nie miał trudnego zadania z jego sferą psychologiczną – w końcu procesy myślowe Danny’ego nie są tak skomplikowane, jak u osób dorosłych. Jednakże, należy oddać autorowi sprawiedliwość, ponieważ udało mu się w miarę wiarygodny sposób wykreować tę konkretną postać. Szkoda tylko, że poboczni protagoniści w zestawieniu z Danny’m wypadają tak mało przekonująco.

Myślę, że jeśli ktoś gustuje w modnych ostatnimi czasy młodzieżowych powieściach fantasy (obiecuję, że bez pseudo wampirów, których wszędzie pełno) powinien być zadowolony z lektury „Zaginionych wrót”. Jednakże, czuję się w obowiązku przestrzec koneserów poważnej literatury – tej pozycji nie napisano z myślą o was, więc aby nie narazić się na niepotrzebną nudę lepiej sobie odpuśćcie.
Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu
Okładka naprawdę kusi, ale jednak książka chyba nie dla mnie. Twoja recenzja utwierdza mnie w przekonaniu, że z książek dla młodzieży już wyrosłam.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!:)
Może spróbuję? Pozdrawiam ;)
OdpowiedzUsuń