sobota, 10 sierpnia 2013

„Obecność” (2013)

Recenzja na życzenie (Kaes)

Carolyn i Roger Perron wraz z pięcioma córkami przeprowadzają się do nowego domu na odludziu. Po kilku dniach dziewczynki zaczynają świadkować niecodziennym zjawiskom, którym zaczyna dawać wiarę ich matka, gdy sama przeżywa coś niewytłumaczalnego. Z dnia na dzień jest coraz gorzej – ingerencje z zaświatów są coraz bardziej natarczywe, coraz wyraźniej zagrażają życiu mieszkańców. Carolyn zwraca się do znanych „łowców demonów”, zaaprobowanych przez Kościół, Warrenów – jasnowidzącej Lorraine i jej męża Eda. Doświadczeni badacze staną oko w oko z najgorszym koszmarem w całej swojej karierze.

Głośna ghost story Jamesa Wana, twórcy między innymi „Piły”, „Martwej ciszy” i „Naznaczonego”, która ze starcia z jego wcześniejszymi horrorami w moim mniemaniu wychodzi zwycięsko – a to prawdziwy komplement, biorąc pod uwagę niską kondycję większości najnowszych filmów grozy oraz niebywale wysoki poziom „Naznaczonego”. „Obecność” rzekomo oparto na prawdziwych wydarzeniach, zrelacjonowanych przez znanych demonologów Lorraine i Eda Warrenów. Piszę „rzekomo”, bo jak zwykle w takich przypadkach nie istnieją przekonujące dowody, potwierdzające prawdomówność małżeństwa, a same ich słowa dla zatwardziałych sceptyków mogą okazać się niewystarczające. Choć zasilam grono takich niepoprawnych racjonalistów muszę przyznać, że Wanowi kilkukrotnie podczas seansu udało się zawiesić moją niewiarę, przynajmniej chwilowo zmusić mnie do bezkrytycznego przyjęcia obrazowanych wydarzeń, a pomijając wszystkie ozdobniki do tego przede wszystkim zmierza każdy szanujący się film grozy.

Akcja „Obecności” rozgrywa się w 1971 roku, co pozwoliło twórcom na częściowe utrzymanie swojego obrazu w estetyce kina tamtych lat, zarówno pod kątem scenografii i stylu bohaterów, jak i momentami lekko sepiowego, ziarnistego obrazu, co chyba najmocniej potęguje niebywały wręcz mroczny klimat, z którego nieustannie spoziera niezdefiniowane zagrożenie, jakiś przerażający byt, którego celem stała się siedmioosobowa rodzina Perronów. Oczywiście, poszukiwacze innowacyjności na pewno nie będą mieli, czego szukać w niniejszym filmie, bowiem Wan podobnie jak to miało miejsce w „Naznaczonym” postawił na mix często przewijających się w nadnaturalnych horrorach, konwencjonalnych motywów: przeprowadzka do nowego domu, badanie nawiedzonego obiektu przez specjalistów oraz klasyczne opętanie przez demona – taka kompilacja „Ducha” z „Egzorcystą”, ale zobrazowana w najlepszym z możliwych stylu. Pierwsza połowa filmu w zdecydowanej większości bazuje głównie na jump scenach – znanych wielbicielom ghost stories samoistnie trzaskających drzwiach, spadających ze ścian obrazach oraz łomotach w drzwi szafy, znacznie urozmaiconych dziecięcą zabawą, kiedy to jedna osoba poszukuje reszty z zawiązanymi oczami, kierując się ich klaskaniem (jest to pretekstem dla pełnej nieznośnego napięcia sceny z duchem klaskającym w szafie tuż przed twarzą niczego nieświadomej Carolyn). Co najciekawsze, pomimo niepreferowanej przeze mnie mody na jump sceny, tak dalece eksplorowanej w niniejszej produkcji przez Wana byłam całkowicie zadowolona z ich wykorzystania, a powód jest dziecinnie prosty: otóż, reżyser wycisnął z takowych momentów maksimum grozy, natchnął je tak dalece idącym napięciem, że chwilami naprawdę ciężko było to nagromadzenie aury tajemniczości wytrzymać. Dodatkowym smaczkiem było czasowe skupianie akcji na Warrenach: ich mrożących krew w żyłach wykładach z przeprowadzanych badań oraz zgubnego wpływu na przeciążoną psychikę Lorraine, która wbrew sobie ma nieszczęście świadkować przerażającym imaginacjom przeszłości. Kiedy nasi „łowcy duchów” przekroczą próg domostwa Perronów zacznie się, kolokwialnie mówiąc, prawdziwa jazda bez trzymanki. Oszczędne wizualizacje zjaw z zaświatów zastąpi daleko idąca dosłowność, a widz o słabszych nerwach z pewnością ostanie się bez paznokci:)

Mogłabym bez końca wymieniać wszystkie maksymalnie dosłowne, pełne niewyobrażalnej grozy sceny: wisielec na drzewie, chłopiec ukazujący się w lusterku pozytywki, znakomicie ucharakteryzowana maszkara skacząca z szafy na dziewczynkę, nawiedzona lalka strasząca córeczkę Warrenów (Wan ma chyba jakąś obsesję na punkcie lalek, czytaj: „Martwa cisza”) i wreszcie opętanie oraz egzorcyzmy, w których ofiara demona sprawia tak niepokojące wrażenie (scena z zakrwawioną twarzą wyłaniającą się spod prześcieradła), że nawet ja poczułam lekkie dreszcze przebiegające po plecach. Wszystko w tym obrazie stoi na właściwym miejscu począwszy od niebywałego klimatu na ścieżce dźwiękowej skończywszy, wszak Wan nie tylko dobrał odpowiednie takty muzyczne, ale również z dokładnością szwajcarskiego zegarka przewidział, w których momentach najlepiej je pogłośnić, kiedy zaatakować słuch widza – co najczęściej czynił wespół z bombardowaniem wzroku najczystszą grozą.

Jak na wysokobudżetowy obraz przystało widz może liczyć na przyzwoitą obsadę. Zdecydowanie najlepiej wypadła Vera Farmiga, która też mogła pochwalić się najciekawszą, dostarczającą odbiorcom najbardziej niepokojących emocji, rolą. Ale partnerujący jej Patrick Wilson oraz Lili Taylor warsztatowo nie pozostali daleko w tyle, czego niestety nie można powiedzieć o słabszym Ronie Livingstonie i odtwórczyniach postaci jego córeczek, ale w natłoku tych wszystkich przerażających wydarzeń, zobrazowanych w „Obecności” tych maleńkich mankamentów prawie się nie dostrzega.

Nie wiem, co mam powiedzieć, żeby zachęcić absolutnie wszystkich wielbicieli ghost stories do seansu (no może za wyjątkiem poszukiwaczy oryginalności fabularnej), bo naprawdę grzechem byłoby nie zaryzykować seansu. Moim zdaniem to jak na razie najlepszy tegoroczny horror i zaprawdę ciężko będzie jakiemukolwiek twórcy go przebić… Groza w najczystszej postaci!

41 komentarzy:

  1. Ostatnio koleżanka mi polecała go obejrzeć, lecz zapomniałam jaki był tytuł, dzięki tobie przypomniałam i mam pewność, że na pewno obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaintrygowalas mnie tym opisem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam bardzo ciekawa twojej recenzji. Nigdy nie przypuszczałam, że w tym roku natrafię na horror, który mnie tak zaabsorbuje. W tym dniu jak oglądałam, to akurat mi królik zachorował i został dla obserwacji u mnie w pokoju, ale w nocy przeżuwał tak głośno siano, że się obudziłam. Muszę przyznać, że trochę się bałam kiedy zanosiłam go do szopy. Nie wiem dlaczego, ale wciąż miałam w głowie tę czarownicę. Najgorsze było to, że obudziłam się dokładnie o tej godzinie, w której stanęły te zegarki w filmie.
    Swoją drogą, który film ci się bardziej podobał Nawiedzony czy Sinister?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy, który "Nawiedzony". W porównaniu z tym z 1999 roku "Sinister" podobał mi się bardziej, ale równocześnie przegrywa w starciu z tym z 1995 roku.

      Usuń
    2. Faktycznie, a co sądzisz o zestawieniu Obecność vs. Naznaczony. Klimat był bardzo podobny i jakoś nie mogę się zdecydować, który jest lepszy. W Obecności spodobała mi się ta cała otoczka "na faktach", w Naznaczonym spodobał mi się z kolei ten motyw z projekcją astralną.

      Usuń
    3. Bardziej podobała mi się "Obecność", ale minimalnie, bo w gruncie rzeczy poziom obu filmów jest bardzo zbliżony. Optuję za "Obecnością", bo moim zdaniem aktorzy poradzili sobie znacznie lepiej, no i miała o wiele mniej scen pozbawionych jakiejś jump scenki lub dosłownej wizualizacji. Ale między tymi dwoma filmami jest naprawdę minimalna, prawie znikoma różnica pod kątem poziomu - oba znakomite;)

      Usuń
    4. W końcu wyszły z tego samego reżyserskiego warsztatu :)Zauważyłam, że Wan z każdym filmem nabiera coraz lepszej wprawy w kręceniu horrorów. Jestem bardzo ciekawa kontynuacji Naznaczonego.

      Usuń
    5. po "egzorcyzmach emily rose" też się parę razy obudziłem o 3-ciej (tam też zegarek stanął), miałem trochę stracha. Natomiast po obejrzeniu "sierocińca" bałem się pójść do kibla... chyba robię się bojący, ale mam kurczę wielką ochotę skoczyć dziś do kina na tą "obecność"

      Usuń
  4. Od kiedy reklama tego horroru pojawiłaś się w tv, zastanawiałem się czy warto go zobaczyć. Po Twojej recenzji jestem przekonany, że tak.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój brat ial okazje obejrzec, mowil, ze mocne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Recenzja mnie absolutnie przekonała, aby obejrzeć tego straszaka! Świetnie spisałaś wszystkie zalety filmu. Dla mnie trochę oklepany (piszę to przed seansem, więc opieram się tylko na opisach i opiniach innych), ale z pewnością obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze wyczytałeś, bo oryginalności to on nie ma w sobie wcale. Ale powiedzmy sobie szczerze, jaki szanujący się fan horrorów szuka przede wszystkim czegoś nowego? Przecież jakieś 90% filmów z tego gatunku można określić mianem oklepanych. Jeśli ktoś lubi horrory to nie będzie zwracał największej uwagi na powtarzalność motywów - przynajmniej dla mnie ma to drugorzędne znaczenie. Ważne, że Wan potrafił należycie te motywy zobrazować, dokładnie tak jak powinno się kręcić horrory w dzisiejszych czasach (moim zdaniem). Bez żadnego pitu pitu a la "Paranormal Activity";)

      Usuń
  7. Ja pie*dolę :D! Sory, że zaczynam tak nieładnie, ale gdy zobaczyłem Twoją recenzję tego filmu z rana to cały dzień chodził mi on po głowie, żeby go obejrzeć... Nie uwierzysz... właśnie skończyłem go oglądać :P. Jednak dziwię się, że Twoja opinia o nim jest aż tak pozytywna. Owszem nie było źle, ale według mnie szału ni ma ;). Bosz... ja się nie poznaję :D.
    Były momenty straszne i mniej straszne, a ta wiedźma, jak pokazali ją w końcówce, miała zupełnie nieludzką twarz. I nie chodzi tutaj o potworność twarzy, ale o... no po prostu sztucznością od niej zalatywało na kilometr ;p.

    Aczkolwiek co by nie było odważyłem się :D. Nieważne, że liczyłem na więcej, ale ważne, że obejrzałem :).

    Pozdrawiam ciepło :)!
    Melon

    PS: Prawdopodobnie gdybym obejrzał to po zmroku to nie wytrzymałbym nawet 2 minut seansu :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różni ludzie, różne opinie. Ja np totalnie nie zgadzam się z recenzją Mamy, którą uważam za niesamowicie słaby film (przeciętny/przyzwoity Silent Hill: Apokalipsa przy nim to był naprawdę dobry film), ale ok.

      Co do niewyjaśnionych wątków - cóż... Kontynuacja już w drodze (coś szybko zapowiedziana... Ciekawe czy tak jak Sharknado 2 ma już skończony scenariusz), więc po co domykać wszystkie wątki? Skoro nie starali się wynaleźć koła na nowo to ważniejsze, by się nie rozlatywało i miało klimat. Chyba, że do domknięcia zostało zbyt wiele rzeczy. Przyznam, że ja filmu jeszcze nie widziałem, więc się nie wypowiem dokładniej.

      Film oczywiście do obejrzenia, w końcu nakręcił go James Wan. Zostanę jednak delikatnie zdystansowany do tego czasu.

      Usuń
    2. Widzisz Melonku? Może nareszcie przekonałeś się do filmowych horrorów - teraz czekam, aż coś w nocy obejrzysz;)
      Co do niewyjaśnienia kilku wątków to całkowicie zgadzam się ze skoczusiem, co do sequela, ale możliwe jest również, że twórcy nie mieli już żadnego ciekawszego pomysłu, więc postawili na lekkie niedopowiedzenia.
      Swoją drogą wkurzające jest to, że każdy dobry horror musi mieć swoją kontynuację, która i tak w przeważającej większości okazuje się chłamowata:/ Niedługo "Naznaczony 2", w planach sequel "Mamy", "Obecności" i jeśli to nie plotka to "Sinistera" też. Paranoja jakaś...

      Usuń
    3. Usunąłbym słowo dobry, bo tak naprawdę każdy film z gatunku może doczekać się kontynuacji. Mógłbym narzekać (w końcu wizerunek filmów z gatunku drastycznie spada do tępej rozrywki, przez co później taki Del Toro nie może nakręcić W górach szaleństwa), ale to nie jest coś nowego - Halloween, Piątek trzynastego, Koszmar z ulicy Wiązów, Dzieci Kukurydzy, Hellraiser, Władca lalek czy nawet filmy Romero o Zombie... A to tylko bardziej rzucające się w oczy przypadki. Wcześniej pewnie wyglądało to trochę inaczej, ale Drakula, Potwór z Błekitnej Laguny czy Niewidzialny człowiek od Universwal również posiadały swoje sequele. Chociaż decyzja o nich pewnie nie została podjęta od tak (pewnie oszukuję siebie samego)

      Sinister chyba oficjalnie już zapowiedziany. I możliwe, że nie wiesz, ale remake I Spit On Your Grave również doczekał się kontynuacji - www.youtube.com/watch?v=b39OxbSI2CQ

      I znowu się rozpisałem w przypadku gdy mogłem skrócić swoją wypowiedź :(

      Usuń
    4. Jak mogłabym nie wiedzieć o sequelu "I Spit On Your Grave" - przemilczałam, bo na to akurat czekam;)
      "Usunąłbym słowo dobry, bo tak naprawdę każdy film z gatunku może doczekać się kontynuacji."
      Pamiętaj, że pojęcia "dobry film" i "zły film"" są względne - każdy widz ocenia sobie zgodnie ze swoim gustem. A producenci filmów decydują, czy nakręcić sequel tylko na podstawie wpływów z jedynki, nawet jeśli sami uważają taki pierwowzór za chłam;)
      Nie mówiłam o starych seriach horrorów, bo one akurat mi się podobają. Mówiłam o współczesnych czasach, w których ilość sequeli już dawno przekroczyła ilość remake'ów, a ich poziom w przeważającej większości może jedynie buty czyścić tym starszym kontynuacjom.

      Usuń
    5. No są względne, dlatego to słowo dobry rzuciło mi się w oczy. Taka Piła (zapomniałem wcześniej) mi się podobała, sequele coraz mniej, ale to też były inne filmy. Decydują i wpływy i koszt produkcji takiego filmu.

      Moim zdaniem należy pamiętać w tym przypadku o stałych seriach... Żeby taka powstała potrzebne są sequele. Na chwilę obecną mamy po dwie-trzy kontynuacje, ale nie jest powiedziana, że nie będzie ich więcej (nawet jeśli tak przypuszczam - raz, za mało powiązań pomiędzy częściami; dwa - zwykle nie są to filmy o jednej złej postaci więc nie przyciąga i trzyma to widza przy jednej serii).

      Usuń
    6. No tak, tylko zaczynam myśleć, że nie ma absolutnie żadnej szansy na serię na miarę "Koszmaru z ul. Wiązów", czy "Halloween" we współczesnych czasach. Bo jakie tak naprawdę serie dostaliśmy w XXI wieku? "Piłę"? Ok, pierwsze trzy części nawet spoko, ale potem to już jest jakaś tragedia. Ta opowieść powinna być trylogią, moim zdaniem. "Oszukać przeznaczenie"? To również powinna być co najwyżej trylogia. "Droga bez powrotu"? Już druga część poszła w zupełnie innym kierunku niż pierwowzór, a co za tym idzie na ciekawą serię już liczyć nie mogłam. Albo "Paranormal Activity" - pierwsza część tak mnie wynudziła, że za kolejne już się nie brałam. Obejdę się bez.
      Moim zdaniem czasy dobrych serii horrorów się już dawno skończyły i nawet nadziei nie mam, że to się kiedyś zmieni...

      Usuń
    7. Na chwilę obecną takiej serii nie ma. Zgadzam się.

      Ale czy nie było serii mających potencjał? Jak The Ring - 3 książki i 1 zbiór opowiadań... Remake martwego zła również ma potencjał na serię. Wszystko zależy od ludzi, którzy wezmą się za kręcenie filmów. Wierzę więc, że jest to do zrobienia.

      Dla mnie ta zmiana czasów nie oznacza, że serie nie mają racji bytu. Trzeba jedynie znaleźć nowy sposób. Taki Silent Hill jeśli zostałby wykonany inaczej i lepiej mógłby się przyjąć (dobra... wkraczam w sferę marzeń).

      Pamiętać należy też, że zwykle te serie były kręcone głównie w celu zapewnienia rozrywki (nawet jeśli pierwsze części byłyby poważniejsze. Inaczej patrzylibyśmy na te filmy z perspektywy czasów, gdyby Halloweene doczekało się tylko dwóch części). Dlatego też mamy serie luźniejsze, niestraszne i nie trzymające w napięciu, ale odwołujące się do horrorów - Underworld czy Resident Evil (który przez 4 części był zjadliwy). Delikatnie przesunąć proporcje i też może by coś z tego było.

      Oczywiście nie zamierzam przekonywać cię do mojego zdania i akceptuję twoje, ale taka mała wymiana różnicy poglądów nikomu jeszcze nie zaszkodziła ;)

      Usuń
    8. No ok seria "Underworlda" jest super. Taki miszmasz gatunkowy, jak sam zauważyłeś, ale coś tam z horroru też ma;) Więc mamy wyjątek potwierdzający regułę hehe.
      Być może masz rację, że istnieje szansa na dobrą współczesną serię horrorów, ale wiesz ja pesymistką jestem i wolę się raczej nastawić anty, ażeby się nie rozczarować. Pożyjmy, zobaczymy;)

      Usuń
    9. No ja nie wpadam w hurraoptymizm, ale pesymistą również nie jestem. Zawodzę się zarówno na nowych filmach, jak i klasykach (jako przykład podam Hellraisera, którego nadrabiałem niedługo po twoim konkursie i tak naprawdę jedyną godną polecania częścią jest część piąta chyba. Ta, którą nakręcił ten sam reżyser co zeszłoroczny Gabinet i nie ma prawie nic wspólnego z resztą serii. Pierwsza jest dla mnie jedynie akceptowalna a cała reszta jest nudna i słaba).

      Fakt, że rozczarowanie nowszymi filmami przychodzi częściej wynika raczej z tego, że oglądam ich więcej. Za 20 lat większość obecnych filmów będzie oglądana zaledwie przez garstkę zainteresowanych, ale na pewno będzie się też wspominało jakieś tytuły jako klasyczne (tak jak i teraz. A jakie to będą filmy to czas pokaże)

      Usuń
  8. A tak jeszcze btw. to według mnie nie domknęli wszystkich wątków. Między innymi mam na myśli tutaj te wszystkie duchy... Nie wyjaśnili wszystkiego tylko z grubsza ukazali, że takie coś miało miejsce ;P. Mógłbym wyjaśnić dokładniej, ale nie chcę spoilerować :).

    OdpowiedzUsuń
  9. Super strona jestem fanem horrorów | +
    zapraszam do mnie http://kageros.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej, masz u mnie nominację ;)
    http://sylwiablach.blogspot.com/2013/08/liebster-blog-awards-nominacja-od-agi.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie, ale z zasady unikam tego rodzaju zabaw blogowych - ażeby nikogo nie uspać swoją prywatnością;)

      Usuń
  11. Zgadzam się z Tobą film warty polecenia, trudno będzie o godnego następcę..super blog!

    OdpowiedzUsuń
  12. jestem po seansie więc skrobne kilka słów.

    Film całkiem solidny, bez rewelacjii i zachwytów- bez przesadnych ohhów i ahhów, jednak jest to solidna produkcja powyżej przęciętnej. dałbym mocne 6+,lub 7 z minusem.

    Przyjemny klimat, chociaż nie rewelacyjny. gra aktorska wporządku - nazwijmy to nie kłująca w oczy, ale też nie wywołująca jakiś orgazmów czy czegoś w tym stylu. film pozytywnie wyróżnia się na tle gniotów z tego gatunku którymi paszą nas kina w ciągu ostatnich lat. przede-wszystkim cieszy brak przesadnych efektów komputerówych- byłem wielce ucieszony ze postać wiedźmy nie jest przerysowana czy komputerowa do bólu, tak jak to było np w mamie- i za to duży plus, ponieważ jest to coś co zepsuło wspomnianą wcześniej produkcje.

    Film da się obejrzeć jednym ciągiem, bez znudzenia. polecam, mimo tego że nie sięga do pasa takim tytulom jak np "Byt", to jest to coś co wyróżnia sie na plus w tej całej marketingowej papce ostatnich lat- nacelowanej jedynie na zbijanie kasy. ps podczas senasu byłem bardzo ciekawy czy zepsuli zakończenie, czy może rownież koncówka utrzyma PRZYJEMNY poziom jaki prezentuje całość. i po raz kolejny pozytywnie się zaskoczyłem- ostatnie 30min filmu jak najbardziej udane, świetnie nakręcone.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wczoraj byłam na seansie i pomijając denerwujących widzów (śmiejących się, jedzących i komentujących głośno), to film bardzo przypadł mi do gustu. Klimat, napięcie, muzyka, aktorzy - wszystko na plus. Całość owiana mgiełką tajemnicy i obłędu. Podobał mi się początek, wszystkie "straszne" sceny kapitalne, po końcówce spodziewałam się czegoś innego, ale nie czuję się zawiedziona. Naprawdę dobre kino, które przyjemnie (choć to nie za dobre słowo) się oglądało i nie sposób było oderwać wzroku, choć niektóre sceny budziły prawdziwą grozę (budziłyby większą, gdyby większości nie pokazano na zwiastunie, co znacznie zepsuło 'zabawę').
    Pozdrawiam, bardzo lubię Twój blog!

    OdpowiedzUsuń
  14. Wizualnie świetnie zrobiony film,ale mam wrażenie że podobne historie już widziałam....w innych horrorach...

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Dzięki za ciekawą recenzję! Jeśli ktoś będzie ciekawy tego, w jakim stopniu historia jest na faktach, zapraszam do przeczytania mojego nowego artykułu. Moim zdaniem jeden z najbardziej udanych horrorów ostatnich miesięcy. Pozytywne zaskoczenie jak dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Co ukazało się na końcu filmu w pozytywce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli coś mi nie umknęło to nic - kamera skupiała się przez jakiś czas na pozytywce, a potem nagle film się urwał.

      Usuń
  17. Polecam książkę "Dom mroku, dom światła" napisaną przez najstarsza córkę Perronów, Andrea'e. Mnie po jej przeczytaniu film spodobał się jedynie pod względem wizualnym, pod merytorycznym kompletnie zawiódł. Nie to, żebym była na tyle naiwna, by wierzyć, że film odzwierciedli stuprocentowo książkę, jednak znając historię od podszewki czuję lekki niedosyt.
    Przede wszystkim historia jest mocno okrojona. Dwie godziny filmu nie oddadzą lat gehenny rodziny, ale nie podoba mi się rozporządzenie czasem akcji. Prawdziwa gehenna Perronów w domu w Harrisville trwała równą dekadę. W filmie mamy wrażenie, jakby ich sytuacja trwała i została rozwiązana na przestrzeni zaledwie kilka dni, ewentualnie tygodni. A tak nie było...
    Warrenowie trafili do Harrisville po czterech latach od wprowadzenia się P., pomogli im zaledwie na kilka miesięcy, a po tym czasie, demony wróciły ze zdwojoną siłą. Perronowie i Warrenowie nie rozstali się w zgodzie. Rodzina P. miała, za złe, W., że wykorzystali ich historię i obrócili ją w swój wielki sukces, podczas gdy wcale tak nie było! I tu pojawia się mój lekki niedosyt, bo Lorraine W. jest w filmie, przynajmniej dla mnie, postacią niezwykle pozytywną, a w rzeczywistości wcale nią nie była.
    Film obejrzałam, nie uważam, żebym straciła czas, ale zawiodłam się na filmowej konstrukcji historii.

    OdpowiedzUsuń
  18. Masz tą książkę w przetłumaczeniu na polski?. Znalazłam ale tylko po angielsku a bardzo mnie interesuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, ona jest (I tom) z 2011 roku więc nie wiem czy jest już przetłumaczona na polski, czytałam po angielsku i w Anglii ją dostałam. Może już teraz jest w empikach, ale nie patrzyłam.

      Usuń
  19. Widziałam sporo horrorów w swoim życiu ale ten szczerze - powalił mnie na kolana. Już dawno nie widziałam tak dobrego horroru, przez prawie cały seans miałam ciarki. Chętnie obejrzę go jeszcze raz ;-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Film świetny! Calyczas napięcie goroąco polecam! : )

    OdpowiedzUsuń
  21. Bez wątpienia jest to jeden z najlepszych współczesnych horrorów. Wan to jest obecnie najlepszy reżyser tego gatunku, genialna praca kamery i dopieszczone ujęcia, te powolne najazdy kamerą jak u Kubricka miodzio ;) Mimo wyeksploatowanego do granic możliwości tematu nawiedzeń Malezyjczyk wycisnął z niego wszystko conajlepszeg. Jest kilka fajnych, pomysłowych i oryginalnych scen, np. częste przeglądanie lusterka pozytywki, scena gdy dziewczynki budzą sie w nocy i patrzą w otwierające się drzwi podniosła mi trochę poziom adrenaliny ;P, klaskanie w piwnicy, demon skaczący z szafy, nadciągająca burza wraz z upiorem ;) Ogólnie film dość mocno trzyma w napięciu w wielu momentach, zwłaszcza ostatnie 50 minut.
    Wszyscy fani klasycznego straszenia na pewno będa usytysfakcjonowani.
    Szkoda tylko, że jak Wan zapowiada nie będzie już reżyserował horrorów. Oby sie rozmyślił :P

    Jarek KG

    OdpowiedzUsuń