wtorek, 24 maja 2016

Dean Koontz „Północ”


W małym amerykańskim miasteczku, Moonlight Cove, wzrasta liczba zgonów. Przedstawiciele tutejszych organów ścigania każdą śmierć tłumaczą jakimś zwyczajnym przypadkiem, ale nie udostępniają ciał nikomu z zewnątrz, niezwłocznie poddając je kremacji. Zaalarmowane ich zachowaniem oraz donosem jednego z mieszkańców miasteczka, niepełnosprawnego weterana wojny wietnamskiej, Harry’ego Talbota, Federalne Biuro Śledcze wysyła do Moonlight Cove tajniaka, Sama Bookera. W tym samym czasie do miasteczka przybywa również siostra jednej ze zmarłych, dokumentalistka Tessa Lockland, niewierząca w oficjalną wersję głoszącą, że jej krewniaczka popełniła samobójstwo. Krótkie rozpoznanie poczynione przez Bookera wskazuje na tajemniczy eksperyment, nazwany Projektem Księżycowy Jastrząb, przeprowadzony na części populacji Moonlight Cove, skutkujący pozbawieniem ich wszystkich uczuć poza strachem. Pomysłodawcą eksperymentu jest bogaty geniusz, Thomas Shaddack, właściciel firmy New Wave Microtechnology, całe życie dążący do władzy absolutnej i wyniesienia rodzaju ludzkiego na wyżyny ewolucji. Jego projekt ma jednak istotne wady, gdyż niektóre ofiary eksperymentu, zwane regresywnymi, zamieniają się w krwiożercze bestie, zdolne siłą woli przepoczwarzać swoje organizmy.

Powieść „Północ” Deana Koontza po raz pierwszy ukazała się w 1989 roku, jakiś czas później zajmując pierwsze miejsce na liście bestsellerów The New York Timesa. Inspirację pisarz czerpał z filmowej bądź literackiej wersji „Inwazji porywaczy ciał” oraz „Wyspy doktora Moreau” Herberta Goerge’a Wellsa, wprost punktując owe podobieństwa. Duże grono wielbicieli powieściowych horrorów science fiction było zadowolonych z takiego zmiksowania dwóch kultowych reprezentantów gatunku, doceniając również wplecenie w akcję typowo koontzowskich elementów, dzięki którym „Północ” nie jawiła się niczym beznamiętna kopia dokonań innych tylko dziełko nacechowane sporą dozą indywidualności pomimo niezaprzeczalnych zbieżności fabularnych ze wspomnianymi pozycjami. Zapewne to wszystko brzmi nader zachęcająco, ale w istocie efekt końcowy nie prezentuje się tak różowo, bo chociaż Koontz zaproponował mi naprawdę zacną fabułę do jej przedstawienia wykorzystał styl, po który sięga ilekroć spisuje powieść przynależącą do klasy B. Twórczość Deana Koontza można podzielić na dwie frakcje – starannie opracowane, wielowątkowe tomy, reprezentujące bardziej wymagający odłam literatury grozy oraz pozycje ze szczątkowo zarysowaną akcją, operujące iście niechlujnym językiem. Zazwyczaj pomysły, na jakich bazują utwory Koontza w obu przypadkach zadowalają stopnień oryginalności, ale nie da się ukryć, że niektóre jego powieści dużo tracą na niedopracowanym warsztacie. Z mojego punktu widzenia właśnie takim przypadkiem jest „Północ”.

Niejeden twór przynależący do klasy B autorstwa Deana Koontza już przeczytałam i w sumie nie przypominam sobie, żebym w którymś z nich nie potrafiła odnaleźć pozytywnych stron. Z „Północą” jest podobnie, bo choć autor spisał fabułę tej powieści ze zbytnim pośpiechem, nie przykładając większej wagi do szczegółów, a tłumacz, Jan Kabat, jeszcze pogorszył sytuację niewygodną w odbiorze składnią, udało mi się wyłuskać z tej warsztatowej fuszerki kilka ciekawych elementów. Na szczególne wyróżnienie zasługuje typowy dla Koontza ogląd otaczającego nas świata, ze wskazaniem na haniebną naturę rasy ludzkiej. Kreśląc sylwetkę standardowego burzyciela, maniakalnego geniusza, Thomasa Shaddacka, i przybliżając nam wyniki jego tragicznego w skutkach eksperymentu na ludziach Koontz zauważalnie pragnął uświadomić czytelnikom, jakie zagrożenia płyną z postępu naukowego i technicznego, szczególnie jeśli osiągnięcia na tych polach są wynikiem długoletniej pracy jednostki dotkniętej manią wielkości. Shaddack ma w sobie coś z polityka – dążenie do władzy po trupach, chętne poświęcanie jednostek dla dobra ogółu i oczywiście próby przekształcenia jak największej liczby osób w zwykłe marionetki, całkowicie podporządkowane jego woli (na polskiej scenie politycznej od lat egzystuje osobnik, który wykazuje duże powodzenia szczególnie na tym ostatnim polu). Jednakże dobry polityk na ogół wykazuje największe zdolności w sferze manipulacyjnej, nie mogąc pochwalić się żadnymi innymi wielkimi talentami. Shaddack stwarza większe niebezpieczeństwo dla ludzkości, gdyż może poszczycić się ponadprzeciętną inteligencją, umożliwiającą mu opracowanie i wdrożenie w życie przemyślnego projektu, mającego na celu wyniesienie naszej rasy na wyższe szczeble ewolucji. W zamyśle jego eksperyment ma stworzyć generację tzw. Nowych Ludzi, wyzutą z uczuć poza niezbędnym do przetrwania strachem, długowieczną populację całkowicie oddanych mu osobników. Filozofia Shaddacka zakłada, że emocje blokują postęp, że aby móc dokonywać wielkich rzeczy należy jak najbardziej upodobnić się do maszyny. Mentalnie, nie fizycznie, ale jak pokazują nieprzewidziane skutki wdrożonego przez niego Projektu Księżycowy Jastrząb, postęp dokonał się w obu tych kierunkach. Poddani tzw. konwersji osobnicy początkowo zachowują się tak, jak tego pragnął Shaddack, ale z czasem każdego z nich ogarnia nieprzeparte pragnienie wyparcia się ludzkiej egzystencji w imię zaspokajania hedonistycznych zapędów. W tym miejscu dotychczasowa inspiracja „Inwazją porywaczy ciał” przeobraża się w wellsowską wizję hybryd ludzi i zwierząt, ale nie tylko, bo Koontz chętnie prezentuje nam przemiany choćby w Obcego, ósmego pasażera „Nostromo” (to nie jedyny horror, o jakim wspomina tutaj Koontz, napomykając również o między innymi „Teksańskiej masakrze piłą mechaniczną”, „Duchu” i „Skowycie”), czy pozbawioną formy, gąbczastą masę. Największą pomysłowością wykazuje się jednak podczas opisów stapiania się ludzi z komputerami, mającymi w symboliczny sposób dać czytelnikom do zrozumienia, że nasze uzależnienie od maszyn prostą drogą prowadzi do dobrowolnego wyparcia się człowieczeństwa. Trochę miejsca Koontz poświęca również typowej dla siebie, trafnej ocenie natury rasy ludzkiej, szczególnie naszemu haniebnemu odżegnywaniu się od wszelkiej odpowiedzialności, zwłaszcza za nasze bezmyślne dążenie do zaburzenia naturalnego porządku świata. Aczkolwiek, jak na optymistę przystało, zaznacza, że jeszcze jest dla nas nadzieja, między słowami daje do zrozumienia, że ciągle istnieje szansa na to, że zaczniemy należycie wykorzystywać naszą biologiczną wyższość nad innymi gatunkami, ale osobiście jakoś nie potrafię podzielać tej części jego światopoglądu. O wiele bardziej przemawiał do mnie pesymistyczny, albo raczej realistyczny ogląd natury naszej rasy, wyłuszczony w „Północy”.

W powieściach Deana Koontza z obiektywnego punktu widzenia najczęściej powtarzają się dwa mankamenty, przy czym jeden z nich na ogół szczególnie mi nie przeszkadza. Mowa o powielaniu pewnych typów osobowościowych w przypadku pozytywnych bohaterów. W „Północy” również nie uświadczymy jakichś odkrywczych dla twórczości tego konkretnego pisarza rysów psychologicznych, spotykając się z typowo koontzowskim altruistą, przez wzgląd na osobiste tragedie odbierającym świat jedynie w ciemnych barwach i partnerującą mu optymistką, starającą się wykrzesać z niego odrobinę entuzjazmu. Jak zapewne każdy stały czytelnik powieści Deana Koontza podejrzewa tych dwoje połączy głębsze uczucie, a koszmarne wydarzenia, w centrum których na swoje nieszczęście się znajdą drastycznie zmienią osobowość jednego z nich. Ekipę agenta FBI, Sama Bookera i dokumentalistki Tessy Lockland zasili jedenastoletnia, oczytana Chrissie Foster, niedawno osierocona na skutek Projektu Księżycowy Jastrząb oraz weteran wojny wietnamskiej, sparaliżowany Harry Talbot i należący do niego czarny labrador Moose (Koontz jak na wielkiego miłośnika psów przystało bardzo często wtłacza owe czworonożne stworzenia w akcje swoich książek). Żeby tego było mało autor, co jakiś czas portretuje również losy szefa policji z Moonlight Cove, Lomana Watkinsa, poddanego konwersji, ale nieoczekiwanie stającego przeciwko swojemu stwórcy. Wątków jest więc całkiem sporo, ale ta mnogość bardziej zaszkodziła, aniżeli pomogła fabule, bo wespół ze skrótowymi opisami miejsc, wydarzeń i co najważniejsze cech protagonistów nader często wybijała mnie z rytmu, uniemożliwiając całkowite zaangażowanie się w lekturę. Ledwo jakiś poboczny wątek się rozpoczynał, zaraz się kończył, a Koontz pośpiesznie przechodził do następnego, na domiar złego uporczywie zmierzając w swoim ulubionym kierunku, czyli w stronę drugiego negatywnego elementu, cechującego większość jego utworów, polegającego na jak najbardziej optymistycznej finalizacji całej historii. Innymi słowy pisarz zaproponował mi całkiem interesującą historię, której jednak siła rażenia mogłaby być dużo potężniejsza, gdyby nie uparł się na ten nieszczęsny niechlujny warsztat. Mnogość wątków i bohaterów nie przeszkadzałaby, gdyby wzbogacił tę powieść w słowa i co za tym idzie gabaryty.

Powieść „Północ” to pozycja, w której konfliktują się fabuła i wykonanie, bo chociaż poszczególne wydarzenia mogą pochwalić się wieloma pożądanymi w horrorze science fiction elementami to styl niestety pozostawia wiele do życzenia. Gdyby Dean Koontz poświęcił nieco więcej czasu tej historii to najprawdopodobniej dostałabym naprawdę wartościową w swoim gatunku powieść, od której nie mogłabym się oderwać. Jego bibliografia obfituje w starannie spisane utwory, więc nie mam żadnych wątpliwości, że potrafi tworzyć w nieporównanie lepszym stylu, ale w tym przypadku niestety postanowił uderzyć w klasę B, tym samym obniżając jakość swojej powieści.

2 komentarze:

  1. Oj tam, ja często wolę przeczytać coś z klasy B właśnie przez "niższą" jakość.
    Albowiem ile można czytać same książki AAA ???
    Trochę kiczu zawsze się przyda :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, literatura grozy klasy B też jest potrzebna i też może zapewnić sporo rozrywki (bywa, że więcej niż klasa A), ale znając zdolności Koontza myślę, że akurat "Północ" dużo by zyskała, gdyby dłużej nad nią popracował. Twórczość Koontza w wydaniu B również bywa zacna, ale w tym przypadku styl (i tłumaczenie, ale to już akurat nie wina autora) mnie odrzucał. Czego nie mogę powiedzieć o fabule;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...