Abby Russell jest pielęgniarką w dużym szpitalu. Doceniana przez pozostały
personel i pacjentów staje się mentorką nowo przyjętej Danni. Początkowo Abby
ogranicza swoje kontakty z młodą dziewczyną tylko do sfery zawodowej, ale z
czasem coraz bardziej się do niej zbliża. Przyjaźń zamienia się w uczucie, a
zaborcza Abby nie może zrozumieć, dlaczego Danni woli planować swoją przyszłość
u boku sanitariusza, Steve’a. Wkrótce dziwne zachowanie doświadczonej
pielęgniarki zaalarmuje Danni. Dziewczyna odkryje przerażającą przeszłość Abby
oraz jest wciąż aktualne krwawe hobby, którego ofiarą padają niewierni
mężczyźni.
Zrealizowana w technologii 3D hybryda gatunkowa, łącząca w sobie estetykę
krwawego horroru z thrillerem. Reżyser Douglas Aarniokoski zauważalnie dążył do
modnej ostatnimi czasy lekko schizofrenicznej konwencji rodem z „Chirurgicznej precyzji”, „The Woman”, „American Mary”, „May”, czy „Alyce”. Zamysł był prosty
– ukazać wszystkie wydarzenia w swego rodzaju krzywym zwierciadle. Przejaskrawienie,
kicz, wymuszony humor i dziwaczna antagonistka w założeniu poprzez kontrast
miały zaintrygować odbiorców i może by tak było, gdyby Aarniokoski nie
przedobrzył.
Narratorką i główną antybohaterką jest doświadczona pielęgniarka, Abby
Russell, która nocami przywdziewa lateks i rusza na polowanie na niewiernych
mężów. Twórcy w tej roli celowo obsadzili mało urodziwą, Paz de la Huertę.
Wygląd aktorki miał kontrastować z jej rolą, w której w jakiś niepojęty sposób
kobieta działała niczym magnes na przypadkowych facetów. W zamyśle miała
oddziaływać na płeć przeciwną dzięki swojemu prowokacyjnego ubraniu i mocnemu
makijażowi, który paradoksalnie dodatkowo ją szpecił. Ponadto Huerta musiała
postarać się o seksowną mowę ciała, która to najsilniej miała oddziaływać na
męską część obsady. Podobny zabieg wykorzystano we „Wszyscy kochają Mandy Lane”
– tam również główna bohaterka miała wabić mężczyzn swoimi prowokacyjnymi
ruchami, ale Huercie daleko jeszcze do Amber Heard. Pełna kontrastów
charakterystyka Abby może i by się udała, gdyby aktorka ją kreująca dysponowała
lepszym warsztatem, tak dykcyjnym i mimicznym, jak i zachowawczym. Niestety,
nawet tak zdawałoby się proste dla tej profesji zadanie, jak seksowny marsz (co
doskonale widać przede wszystkim w scenie na cmentarzu) w wydaniu Huerty wypada
koślawo. O wiele ciekawiej od prezencji antybohaterki prezentuje się jej
schizofreniczna osobowość, notabene również pełna kontrastów. Otóż, za dnia
mamy poświęcającą się innym, profesjonalną pielęgniarkę, która z kolei nocą
zamienia się w krwiożerczą bestię, dokonującą krwawej wendety na niewiernych
mężach. Ten przemyślny modus operandi
dodatkowo się skomplikuje, gdy do zespołu pielęgniarek, w szpitalu w którym
pracuje Abby dołączy młodziutka Danni, będąca jej całkowitym przeciwieństwem. Urodziwa
Katrina Bowden miała nieco łatwiejsze zadanie od Huerty. W kontraście do niej
musiała zaakcentować niemożność dojrzenia swojej seksualności, tak rzucającą
się w oczy lekarzom z nią pracującym. I całkiem znośnie jej to wyszło. Jedna
odstręczająca wyglądem, ale grająca swoim ciałem (w zamyśle twórców) w celu
zwabienia ofiar, a druga zachwycająca wyglądem (również w zamyśle), ale
całkowicie nieświadoma swojego ciała, poświęcająca się pracy i chłopakowi (w
tej roli najbardziej profesjonalny z całej obsady Corbin Bleu, który niestety
pojawiał się na ekranie jedynie sporadycznie). Obie kobiety połączy przyjaźń,
potem jednostronne uczucie, które z czasem przejdzie w nienawiść i jak można
się tego spodziewać rozpocznie się regularna jatka.
Efekty 3D to prawdziwa zmora współczesnych filmów grozy, oddzierająca seans
z całego realizmu sytuacyjnego. Pikselowa krew bryzgająca na ekran to coś, co
skutecznie zniechęca każdego, poszukującego w krwawym horrorze uczucia
zniesmaczenia i szoku. Sytuacja dodatkowo się pogarsza, jeśli twórcy celowo
uwypuklają tandetność efektów komputerowych, tak jak to zrobili w „Perwersyjnej
siostrze”. Do finału mamy tylko dwie sceny mordów. Jedna bazuje na ogranym
wykastrowaniu mężczyzny i zrzuceniu go na metalowy pal wbity w ziemię kilka
pięter niżej (z obowiązkową bryzgającą na wszystkie strony pikselową krwią). A
druga scena zabójstwa ojczyma Danni już bardziej oszczędnie stawia na
farmakologiczne unieruchomienie ofiary i spowodowanie kolizji samochodowej. Jak
można się było tego spodziewać obie te w zamyśle mocno krwawe i odstręczające
sceny jedynie mnie zirytowały. Dlatego też z ulgą przyjęłam późniejsze
skupienie się akcji na relacjach pomiędzy Abby i Danni, ze szczególnym
wskazaniem na wrabianie tej drugiej w morderstwa. Te wydarzenia miały w sobie
więcej z thrillera, aniżeli horroru, dodatkowo okraszonego sporą dawką humoru
(infantylna szefowa działu kadr, rozklejająca po całym szpitalu uśmiechnięte
buźki naprawdę mocno mnie rozbawiła), ale pomimo swojej wtórności wypadały o
niebo lepiej od tego żałosnego, taniego pseudo horrorowego efekciarstwa.
Szkoda, że ono wróciło ze zdwojoną siłą w jakże pełnym akcji finale. Regularna
demolka w szpitalu, który aż spływał sztuczną posoką to kolejny dowód na to, że
przesadne epatowanie efektami komputerowymi zabija wszelkie emocje, jakich
tylko mógłby nam dostarczyć krwawy horror, pozostawiając jedynie trudną do
opanowania irytację.
Nie spodziewałam się wiele po „Perwersyjnej siostrze” i też wiele nie
dostałam. Ot, znak naszego pokolenia – maksymalnie efekciarski i wyjałowiony z
wszelkich emocji film, w którym liczy się tylko pikselowa krew i dynamiczna
akcja. Twórcy ciekawie kombinowali z celowym przejaskrawieniem antagonistki,
realizacji i humoru oraz świadomymi kontrastami, ale w pewnym momencie tak ich
poniosło, że naprawdę ciężko było mi wytrwać do końca seansu. Poszukującym
stricte horrorowej rozrywki szczerze ten film odradzam, ale osoby lubujące się
w produkcjach eksperymentujących z realizacją i konwencją oraz rzecz jasna
niezrażające się kiczowatymi efektami komputerowymi mogą chyba zaryzykować.
Ja to muszę oglądnąć :D
OdpowiedzUsuńPróbowałam obejrzeć ten film. Naprawdę próbowałam :) I nie dałam rady... Zdecydowanie nie dla mnie. Jeśli rzeczywiście ktoś się nim zachwyci, to będzie chyba moim bohaterem heh...
OdpowiedzUsuń