Młoda kobieta, Julia przez przyjaciół zwana Streak, podejmuje pracę
ochroniarki na nocnej zmianie w opuszczonym apartamentowcu. Przez problemy
psychiczne ograniczono jej prawo do opieki nad córką, a to zajęcie ma być dla
niej ostatnią szansą ich odzyskania. Pierwszej nocy Streak poznaje swojego
współpracownika, Coopera, który jest przekonany, że kobieta szybko zrezygnuje z
tej pracy, podobnie jak jej poprzednicy. Podczas obchodu Julia znajduje w
piwnicy zamknięte drzwi, zza których rozlegają się odgłosy świadczące o czyjejś
obecności. Zaintrygowana pyta o to miejsce Coopera, ale mężczyzna informuje ją,
że ochroniarze mają kategoryczny zakaz otwierania tych drzwi. Jednak nowa
pracownica nie zamierza szybko zrezygnować z odkrycia intrygującej tajemnicy.
„The Abandoned” (znany też pod tytułem „The Confines”) jest debiutanckim
pełnometrażowym fabularnym filmem Eytana Rockawaya, zrealizowanym za zaledwie
półtora miliona dolarów. Niedostatki budżetowe przełożyły się na kameralność
produkcji, ale nie to najmocniej ubodło amerykańską opinię publiczną. Zarówno
zwykli widzowie, jak i krytycy utyskiwali na scenariusz autorstwa Ido Fluka,
wykazując, że na tle horrorów nastrojowych nie wyróżnia się niczym szczególnym,
podpinając się pod wyeksploatowaną do granic możliwości konwencję i konsekwentnie
bazując na jej prawidłach, aż do finału. Nie sposób nie przyznać racji
przeciwnikom „The Abandoned”, scenariusz rzeczywiście sklecono ze znanych motywów,
ale akurat mnie ucieszyła taka koncepcja. Wielokrotnie dawałam tutaj upust
swojemu rozczarowaniu ścieżką, jaką obiera wielu współczesnych twórców kina
grozy. Fabularna prostota i klimat, odgrywający nadrzędną rolę w budowaniu
intrygi w horrorach nastrojowych tak ochoczo propagowane w XX wieku, z nastaniem
nowego stulecia zaczęto wypierać niepotrzebnymi komplikacjami i plastikowymi
oprawami. Oczywiście, nie we wszystkich przypadkach, wszak nadal, co udowadnia
choćby „The Abandoned”, możemy natrafić na horror zrealizowany na modłę
straszaków z ubiegłego wieku, ale to zjawisko nie jest niestety zbyt częste.
Szanse na odnalezienie takiego straszaka są odwrotnie proporcjonalne do budżetu
– być może tylko ja mam takie doświadczenie, ale wydaje mi się, że
niskobudżetowe współczesne twory częściej przywodzą na myśl kino grozy z
minionego wieku. Zresztą i tę tezę można podeprzeć omawianym „The Abandoned”.
Nie sądzę, żeby projekt Rockawaya znalazł w Polsce większą rzeszę miłośników
niż w Stanach Zjednoczonych. Wręcz przeciwnie: sądzę, że jest skazany na niszę,
głównie przez zmęczenie ogranymi schematami zarówno masowych odbiorców, dla
których gatunek filmu nie odgrywa większej roli, jak i niejednego miłośnika
kinematografii grozy. Ze mną jest inaczej – borykam się z tęsknotą za sznytem
horrorów z ostatnich trzech dekad XX wieku, brakuje mi mody na prostotę,
kameralność i przybrudzony klimat niezdefiniowanej grozy, dlatego też z
radością witam każdą produkcję, która próbuje przywołać ducha straszaków z
tamtych lat. A „The Abandoned” próbuje i to z wymiernym skutkiem.
Eytan Rockaway zamknął całą intrygę w okazałym apartamentowcu. Przepych
tego miejsca kontrastuje ze spowijającą go mroczną aurą uwidaczniającą się
dzięki ciemnym barwom i pustym korytarzom, świadczącym o zakończonych
podwojach. Jedynie dwoje ochroniarzy nocą czuwa nad tym przybytkiem, pilnując,
aby nikt nie połasił się na kosztowne przedmioty wciąż zalegające wewnątrz
budynku. Główną bohaterką scenarzysta, jak to często w horrorach nastrojowych bywa,
uczynił młodą kobietę borykającą się z problemami psychicznymi. Streak, nieco
manierycznie wykreowana przez Louisę Krause, początkowo przypomina głównego
bohatera „Luster”. Analogicznie podejmuje pracę nocnego stróża opuszczonego,
wielkiego budynku i podobnie, jak on zmaga się z problemami osobistymi. O ile
jednak w „Lustrach” główny bohater zaczął miewać niepokojące przywidzenia
niedługo po rozpoczęciu pracy, Julia borykała się z nimi już wcześniej, co było
głównym powodem ograniczenia jej praw do opieki nad córką, obecnie pozostającą
pod kuratelą jej matki. Taki rys psychologiczny czołowej postaci horroru o
podłożu nadprzyrodzonym, choć sztampowy, niezmiennie wprowadza w akcję
przyjemną w odbiorze dezorientację, długą niemożność rozszyfrowania istoty
problemu. Czy w problematycznym apartamentowcu rzeczywiście mają miejsce,
jakieś nadprzyrodzone wydarzenia, czy byty, które widuje Streak są jedynie
projekcją jej udręczonego umysłu? Tego dowiemy się wkrótce, a do tego czasu
będziemy mieć w obecnych czasach rzadko spotykaną okazję obcowania z naprawdę
klimatycznym obrazem. Czasowo oświetlane długie korytarze i wielkie
pomieszczenia pełne zapierających dech w piersi zabytków wkrótce ustąpią
miejsca zawilgoconym, ciasnym tunelom, w których ciemności są rozpraszane
jedynie przez przyblakłe światło starych żarówek i snopy latarek bohaterów.
Podobnie, jak Streak tuż po odkryciu przez nią zapieczętowanych drzwi w piwnicy
z ciekawością oczekujemy zbadania pomieszczeń znajdujących się za nimi,
jednoczenie podejrzewając, że konfrontacja z tą tajemnicą okaże się zgubna dla
bohaterów. Czy to przez ewentualne złośliwe byty uwięzione w tym miejscu, czy
to poprzez udowodnienie głównej bohaterce, że osunęła się w otchłań szaleństwa.
Jej partner, sparaliżowany od pasa w dół, Cooper (świetna kreacja Jasona Patrica),
jest sceptyczny, wychodząc z założenia, że kobieta coś sobie uroiła,
równocześnie swoim zachowaniem stwarzając ryzyko utraty pracy obojga. Osobowość
mężczyzny również nie odbiega od typowej charakterologii postaci pojawiających
się w horrorach nastrojowych. Niepokładająca wiary w zjawiska nadprzyrodzone,
racjonalnie myśląca jednostka jest jedną z najchętniej kreowanych w tego typu
produkcjach postaci. Żeby jeszcze bardziej wyjść na spotkanie z konwencją
scenarzysta poświęcił trochę miejsca bezdomnemu z psem (z miejsca przypomniał
mi się film „Last Shift”, swoją drogą kolejny współczesny straszak przywodzący
na myśl kino grozy z ostatnich dekad XX wieku), który za przyzwoleniem Julii
schronił się w apartementowcu przed szalejącą burzą. Jego pojawienie się
zgodnie z tradycją gatunku wzbudza podejrzliwość widza, a przynajmniej twórcy
starają się zaakcentować złowieszczą aurę towarzyszącą jego nieoczekiwanej
obecności w tym miejscu.
Jak można się tego spodziewać Streak w końcu otworzy feralne drzwi w
piwnicy i przekroczy próg, jak się z czasem okaże oddzielający zwyczajną
rzeczywistość od niepoddających się racjonalnym wyjaśnieniom realiów. Nie
będzie to jednak chwila zapoczątkowująca mnogość jump scen. Wcześniej w gruncie rzeczy zaledwie jednym takim ustępem
twórcy starali się sprostać oczekiwaniom wielu współczesnych widzów, wtłaczając
w akcję niespodziewaną halucynację Streak wpatrującą się w szybę, na której z
nagła pojawia się twarz zmarłej kobiety (znowu „Lustra”). Ale po wkroczeniu do tajemniczych
podziemnych pomieszczeń wcale nie ma się wrażenia, że główną ambicją Rockawaya
było odwoływanie się do prymitywnych prób nie tyle straszenia, co chwilowego
zaskakiwania odbiorców. Owszem w mrocznych wnętrzach w migawkach przy pogłośnionej
muzyce zobaczymy skuloną, widmową postać leżącą na łóżku, czy też inną
czepiającą się belki pod sufitem, ale to jedynie krótkie incydenty, niesprawiające
wrażenia podejmowania nieskutecznych, nachalnych prób ożywienia akcji. Bo i nie
trzeba jej było niczym ożywiać, wszak sama klaustrofobiczna atmosfera i
przygniatające ciemności intensyfikowały napięcie, nie wspominając już o
bulwersującym niegdysiejszym przeznaczeniu tych pomieszczeń. Twórcy na
szczęście rozwijając akcję „The Abandoned” nie zrezygnowali ze złowrogiej
oprawy audiowizualnej i niczego nie przekombinowali, uparcie i jak się okazało przynajmniej
w moim przypadku z pozytywnym skutkiem podążając prostą drogą wytyczoną przez
ich poprzedników, twórców nastrojowych straszaków z dawnych lat, którzy
wiedzieli, że mnogość wątków i efekty komputerowe nie warunkują wartościowego
horroru. Nawet przewrotny, acz niezbyt oryginalny finał nie sprawia wrażenia
nazbyt naciąganego w kontekście tej historii, choć raczej wolałabym jakieś
klasyczne zamknięcie, bardziej pospolite.
„The Abandoned” przede wszystkim powinni obejrzeć fani nastrojowych horrorów
z ostatnich trzech dekad XX wieku. Oczywiście nie przesądzam, że cała ta grupa
rozsmakuje się w produkcji Eytana Rockawaya z taką mocą, jak ja, ale wydaje mi się,
że głównie w tę niszę celowali twórcy, przez co największe prawdopodobieństwo zapewnienia
znakomitej rozrywki dotyczy tych konkretnych osób. Poszukiwacze mnogości jump scen, efektów komputerowych,
skomplikowanych, innowacyjnych fabuł, czy mnóstwa zaskakujących zwrotów akcji
raczej powinni trzymać się od tego obrazu z daleka, bo to przykład filmu
bazującego na zgoła odmiennych walorach.
Nie słyszałam, ale nie wydaje się najgorszym. Ja ostatnio byłam w kinie na "Las Samobójców" i powiem Ci, że był dość spoko, nie lało się za dużo krwi. I dobrze. ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/
Czy ktoś może kojarzy horror o dwóch braciach, którym spalili dom, bo myśleli, że ich matka jest nawiedzona? Wyprowadzili się stamtąd, po kilku latach wrócili tam i jeden z nich rzucił jakąś klątwę na ludzi i oni zaczęli się zabijać, a ten drugi próbował jakąś blondynkę obronić.
OdpowiedzUsuńNie pamiętam fabuły do końca. Oglądałam to w telewizji.
Film najprawdopodobniej z 2012-2014.
BARDZO MI POTRZEBNE! ZA CHOLERĘ NIE PAMIĘTAM TYTUŁU!
Z góry dziękuję.
Nie zakumałam końcówki w tym filmie.ktos mi napisze o co kaman?
OdpowiedzUsuńTutaj masz możliwe interpretacje: http://www.filmweb.pl/film/Opuszczeni-2015-682125/discussion/Horror+z+potencja%C5%82em,2735420
UsuńSPOILER Ja opowiadam się za tym, że doszło do jakiegoś wypadku, na skutek którego Julia zapadła w śpiączkę i wszystko, co pokazano przed finałem działo się jedynie w jej głowie.
Obejrzeliśmy wczoraj i nie za bardzo się nam podobał, a głupota i płaczliwość głównej bohaterki - nie do zniesienia.
OdpowiedzUsuń