Małżeństwo
z Kopenhagi Stine i Teit wraz ze swoim pięcioletnim synem Nemo
przeprowadzają się do przestronnego, nowocześnie urządzonego domu
w szwedzkim lesie. Liczą, że odcięcie od cywilizacji pomoże im na
nowo odnaleźć siebie i ponownie scementować ich związek. Poza tym
widzą w tym sposób na rozwój zawodowy: kariery pisarskiej Stine i
działalności podcastowej Teita, który w swój najnowszy projekt
zaangażował partnerkę, mając nadzieję na skruszenie muru, którym
otoczyła się po odkryciu jednego z jego sekretów. Niedługo po
dotarciu do domu na odludziu Stine nabiera jednak poważnych
wątpliwości odnośnie ich projektu internetowego. Za sprawą ludzi
z drugiej strony jeziora. Kobiecie nie podoba się, że Teit jest
zdecydowany wmawiać potencjalnym słuchaczom, że osiedli na
kompletnym bezludziu, ale większe problemy wielkomiejskiej pary
zaczynają się po traumatycznej przechadzce matki i syna.
 |
Plakat filmu. „Superposition” 2023, Beo Starling, Citizen Jane Productions, Det Danske Filminstitut |
Duński
psychologiczny thriller science fiction zrealizowany w odpowiedzi na
zaproszenie na imprezę filmów niskobudżetowych – przedsięwzięcie
kosztowało mniej więcej milion czterysta tysięcy euro. Pierwsze
pełnometrażowe osiągnięcie reżyserskie Karoline Lyngbye, która
scenariusz przygotowała razem z Mikkelem Bak Sørensenem,
miłośnikiem twórczości Rubena Östlunda, w tym przypadku
pozostającym pod lekkim wpływem komediodramatu „W trójkącie”
(2022). Oboje są fanami filmów gatunkowych, ale podczas gdy Lyngbye
najbardziej pociągają historie silnie skoncentrowane na postaciach
– dogłębne portrety psychologiczne – Sørensen przede wszystkim
sympatyzuje z opowieściami satyrycznymi. W scenariuszu
„Superposition” połączyli swoje filmowe pasje, a z pomysłem
wyjściowym wyszła ta, która potem zajęła krzesło reżyserskie.
Pierwszy pokaz efektu końcowego odbył się w styczniu 2023 roku na
International Film Festival Rotterdam, a niespełna dwa miesiące
później w Danii ruszyła dystrybucja kinowa – w Polsce na wielkie
ekrany obraz trafił w październiku 2023 (dystrybucja Mayfly), a w
pierwszym kwartale następnego roku (luty) „Superposition”
objawił się na polskich platformach VOD (dystrybucja Kino Świat).
UWAGA
SPOILER Kojarzone z „Wrogiem” Denisa Villeneuve'a, „To my”
Jordana Peele'a i „Pod skórą” Jonathana Glazera KONIEC
SPOILERA badanie ego współczesnego człowieka w miłosnych
związkach pomysłowo skorelowane z klasycznym motywem opowieści
grozy. Sieć triangulacyjna debiutującej w pełnym metrażu duńskiej
reżyserki Karoline Lyngbye, w przekonaniu której „Superposition”
jest w równym stopniu dramatem psychologicznym i horrorem science
fiction z jej ulubionej szufladki slow burn arthouse.
Niewątpliwie połączenie gatunków, ale akurat horroru w tej
niezobowiązującej analizie najstarszej komórki społecznej nie
dostrzegłam. Thriller psychologiczny, dramat rodzinny, fantastyka
naukowa, a nawet romans i szalona komedia, czy jak kto woli
nieśmieszna, gorzka satyra na małżeństwo – tyle gatunkowych
gałęzi na tym mocnym pniu wypatrzyłam. Drzewie swego czasu
posadzonym przez Edgara Allana Poego, Fiodora Dostojewskiego i
Zygmunta Freuda:) „Superposition” kręcono w Szwecji – tam też
przenieśli się rodowici Duńczycy ze świata przedstawionego pod
kierownictwem Karoline Lyngbye – ponieważ ojczyzna reżyserki nie
posiada tak rozległych terenów zielonych. W każdym razie ekipa
uznała, że trudno byłoby znaleźć w tym małym kraju miejsce w
dostatecznym stopniu oddalone od skupisk ludzkich. Tak, by możliwie
najwygodniej się kręciło, by nie utrudniać sobie pracy
wymyślaniem dodatkowych sztuczek operatorskich. Stine i Teit
(wymagające role Marie Bach Hansen i Mikkela Boe Følsgaarda –
wielkie pole do popisu, które według mnie zagospodarowali najwyżej
w połowie; szczerze mówiąc moją uwagę skuteczniej kradł
debiutujący małoletni Mihlo Olsen, ostatni członek obsady,
nietaktownie pomijając pieska) rodzinne gniazdko uwili sobie w
stolicy Danii, ale spotykamy ich w drodze do cichego miejsca w
Szwecji. Szukali przystani niemal całkowicie odciętej od świata
(nie licząc tradycyjnej poczty) i pewnie nie podjęliby decyzji o
wyprowadzce z kraju, gdyby znaleźli w nim nieruchomość
odpowiadającą ich potrzebom. Taką samotnię jak w oszukańczej
reklamie posiadłości w sąsiedzkim państwie. Miała być bezludna
„wyspa”, z obserwacji Stine wynika jednak, że nie są sami. Na
przeciwnym brzegu jeziora ewidentnie ktoś mieszka. Teit nie sądzi,
by celowo wprowadzono ich błąd – skłania się ku turystom
chwilowo obozującym „w ich głuszy”. Najpewniej nie zabawią
tutaj długo, nie ma więc sensu rozważać propozycji jak zwykle
przesadzającej „wspólniczki w podcastowej zbrodni”. Nie będzie
zmieniał programu tylko dlatego, że jacyś piechurzy z plecakami
zrobili sobie góra kilkudniowy postój nie tak znowu blisko nich.
Teit podejrzewa, że żona szuka wymówki, aby móc wrócić do
miasta. Życie na łonie Natury było ich wspólnym marzeniem,
niewykluczone jednak, że rzeczywistość drastycznie odbiegła od
wyobrażeń kobiety. Właściwie szklany dom (efekt lustra) na
„zielonym pustkowiu” miał przemawiać za nieuczciwością jego
aktualnych dorosłych mieszkańców. Okłamują samych siebie. Dumni
z dokonania, na jakie nigdy nie odważyliby się ich znajomi,
szczerze gratulujący sobie odwagi, szczycący się gotowością na
wyzwania jakie niesie... życie w nowoczesnym domu. Nie tyle życie w
zgodzie z Naturą, ile luksusowe schronienie przed siłami Natury.
Jedyną osobą w tej małej rodzinie, która żyje w absolutnej
komitywie ze sobą jest pięcioletni Nemo. Stine i Teit pewnie kiedyś
też tacy byli, ale małżeństwo zrobiło z nich hipokrytów?
Kompromisy cichymi zabójcami ego?
 |
Plakat filmu. „Superposition” 2023, Beo Starling, Citizen Jane Productions, Det Danske Filminstitut |
Nie
jestem pewna, czy archetypiczny motyw w „Superposition” Karoline
Lyngbye poza wszystkim innym miał pełnić rolę jednej z większych
niespodzianek hermetycznego światka rozpadającej się rodziny z
Kopenhagi. Publiczne wypowiedzi reżyserki - z którymi na szczęście
zapoznałam się po seansie – wskazują na transparentność tych
działań, tak czy inaczej do przełomowej scenki z zabieganą matką
i zawstydzającym ją wiedzą przyrodniczą pięciolatkiem (widać ze
zrozumieniem - krąg życia - obejrzał „Króla Lwa”), trwałam w
błędnym przeświadczeniu, że prawdziwa natura tej opowieści
odkryje się na koniec. Przerażające doświadczenie w lesie –
rodzicielski lęk w zenicie – które odebrałam jako przypadkowe
odarcie „Superposition” z całej tajemnicy. Podejrzenia
potwierdziły nieco późniejsze reakcje chłopca na rodziców,
zachowanie biednego malca w szklanym domu po powrocie z koszmarnego
spaceru, a gdybym miała jeszcze jakieś wątpliwości niewątpliwie
rozwiałby je nieprzyjemny sen „złej matki”: powiedziała osoba,
która sama chętnie spuszcza z oczu jedyne dziecko. Stine i Teit
zdają sobie sprawę, że nie są idealnymi rodzicami (a to już
połowa sukcesu), wygląda jednak na to, że tylko jedno z nich
poszło dalej w krytycznej autorecenzji. Zdaje się, że jedną z
rzeczy, które Stine starała się ukryć przed mężem
(nieskutecznie, jak się okazało) była pewność, że jest złą
matką. Prawda w oczy kole. Subiektywna prawda – guzik, który
można nacisnąć, ilekroć najdzie człowieka ochota ma porządne
zranienie bliźniego. Nieważne, co na ten temat myśli Teit –
dopóki Stine oskarża siebie, życiowy wybranek dzierży niezawodny
oręż w „wojnach domowych”. Zawsze może sięgnąć po ten
„argument”, gdy inne obelgi zawiodą. Z kolei Stine zawsze może
przypomnieć, jak okrutnie zawiódł jej zaufanie. Dać do
zrozumienia, że największy z odkrytych przez nią grzechów Teita
nigdy nie zostanie wybaczony. Przed wejściem do „krainy absurdu”,
infantylizacją postaci, miałam ich za kochających rodziców,
którym nie udaje się pogodzić obowiązków zawodowych z
domowymi/rodzicielskimi. Niektórzy mogą pomyśleć, że mają dość
własnego dziecka, ja jednak (naiwnie?) założyłam, że
najnormalniej w świecie potrzebują też przestrzeni dla siebie.
Złapać oddech, zrelaksować się, popracować, co w ich przypadku
jest jednocześnie oddawaniem się swoim największym pasjom.
Niespełniona powieściopisarka i podcaster, który przed wyjazdem z
Kopenhagi zawarł potencjalnie intratną umowę – wspomniana już
skrzynka pocztowa, jak się wydaje jedyne (pomijam samochód,
prawdopodobnie największe zabezpieczenie początkujących
pustelników) połączenie z cywilizacją, to ustępstwo, na które
szukające totalnego spokoju małżeństwo poszło z uwagi na
zobowiązanie Teita. Co nie znaczy, że gdyby nie musieli wysyłać
nagrań przełożonemu mężczyzny, nigdy nie wybraliby tego
przeklętego miejsca. Przepuścić takie wygody? Z Naturą równie
dobrze można zbratać się w nowoczesnym domu, co w zapyziałej
chatce à la „Martwe zło” Sama Raimiego czy namiocie. Większym
wyzwaniem jest odnalezienie siebie i zakopanie małżeńskiego topora
wojennego. Jak odbudować związek, gdy nawet poświęcenie własnej
osobowości okazało się niewystarczające? Wypracowywanie
kompromisów w toku kulturalnych negocjacji przyniosło więcej szkód
niż pożytku, ale kto by się spodziewał, że w środku lasu też
trzeba będzie iść na jakieś większe ustępstwa? Nietajemniczego
lasu, w którym mimo wszystko towarzystwa godnie dotrzymywała mi
Niepewność. Do wyjścia z blaszanej szopy. UWAGA SPOILER
Skąd wniosek, że Nemo stanowi wyjątek? Niemożliwe, żeby byli aż
tak niedomyślni (panika chłopca znalezionego w lesie przez
nie-matkę; poza tym skoro obie pary (nagrane ze wsparciem CGI)
upierają się, że przybyli do szwedzkiego lasu z synkiem, to nie
trzeba być geniuszem matematycznym, żeby dojść, iż jednego
brakuje. Może uznali, że jeden Nemo został w swoim wymiarze? Albo
dwóch identycznych chłopców stało się jednym? KONIEC SPOILERA
Mogę tylko gdybać, bo kochający rodzice pośpiesznie ucięli ten
temat. Żeby nie mierzyć się z druzgocącą prawdą? Instynktowna
reakcja niewyrodnego rodzica na cień podejrzenia, że jego pociecha
znalazła się w niebezpieczeństwie zahamowana przez zdolność
nabytą, wieloletnią praktykę w okłamywaniu samych siebie? Jedno
trzeba im przyznać: potrafią dostosowywać się do
nieprzewidzianych sytuacji. Imponujące umiejętności adaptacyjne.
Zahartowani w najlepszym razie w niesatysfakcjonujących, w
najgorszym w toksycznych związkach, wykuci w ogniu małżeństwa,
nie dadzą się znokautować niewiarygodnemu. Niejeden postradałby
zmysły, a oni radośnie kopulują, tańczą (zabawa z podtekstem
erotycznym) i boki ze śmiechu zrywają. Sama nie wiem, co jest
bardziej osobliwe: zjawisko czy zachowanie postaci uwikłanych w tę
kabałę? Akcja czy reakcja? Ale najbardziej zdumiało mnie
zakończenie. To mógł być jeden z najbardziej zapamiętanych
finałów w historii kina gatunkowego, a na pewno jedno z
mocniejszych uderzeń pożegnalnych produkcji współczesnej. Mógł
być.
Niekonwencjonalne
wejście duńskiej reżyserki Karoline Lyngbye w świat pełnego
metrażu. Gatunkowa hybryda publicznie piorąca brudy małżeńskie.
Niepozbawione poczucia humoru, ale najczęściej będące raczej w
minorowym nastroju, pokraczne stworzenie z charyzmą. Niezły czaruś
z tego psychologicznego dreszczowca zmiksowanego między innymi z
dramatem rodzinnym i fantastyką naukową. Gorzkie refleksje o (nie
każdej) współczesnej rodzinie w niezwykłej „auli”. Według
mnie potencjał niezupełnie wykorzystany, ale zwolennikom
wolniejszych rytmów mrocznych odradzać przyjęcia tej
„Superposition” nie zamierzam. Zerknąć nie zawadzi.
Za
seans bardzo dziękuję dystrybutorowi
Witam, kiedy jakieś nowe zestawienie horrorków?
OdpowiedzUsuńNie planuję na razie. Ale coś trzeba by wymyślić;)
UsuńNp wiele z tych zestawień co już są, ale z nowszymi filmami, które widziałaś :D
Usuń