Louise
Joyner, trzydziestodziewięcioletnia magister wzornictwa
przemysłowego mieszkająca w San Francisco ze swoją pięcioletnią
córką Poppy, odbiera telefon od dawno niewidzianego młodszego
brata Marka i zostaje ogłuszona informacją o śmierci rodziców w
wypadku samochodowym. A potem naprędce organizuje powrót w rodzinne
strony, do hrabstwa Charleston w Karolinie Południowej, gdzie ma
odbyć się pogrzeb Erica i Nancy Joyner, twardo stąpającego po
ziemi nauczyciela akademickiego i niestabilnej emocjonalnie lalkarki,
którzy mieszkali w wybudowanym w 1951 roku skromnym domu w stylu
ranczerskim w Mount Pleasant. Wypełniona ukochanymi środkami pracy
znanej lokalnie twórczyni chrześcijańskiego teatrzyku lalkowego,
nieruchomość jest głównym przedmiotem spadku i nową osią sporu
między od lat zwaśnionym rodzeństwem. Niezawodną Louise i
niezaradnym Markiem. Kobieta nie przewiduje pojednania z człowiekiem,
który w jej przekonaniu bezlitośnie pasożytował na rodzicach,
zazdroszcząc zawsze ciężko pracującej siostrze życiowych
sukcesów. Louise chce tylko zorganizować godny pogrzeb rodzicom,
przygotować odziedziczoną nieruchomość do sprzedaży i na zawsze
pożegnać się z najbliższym żyjącym krewnym. Przeczuwała, że
nie pójdzie gładko, ale kto by się spodziewał konieczności
oczyszczenia masy spadkowej z nadnaturalnej energii? W każdym razie
Louise na pewno nie tak wyobrażała sobie szykowanie domu rodzinnego
do sprzedaży.
 |
Okładka książki. „Jak
sprzedać nawiedzony dom”, Zysk i S-ka 2024
|
Pandemia
COVID-19. Grady Hendrix, autor między innymi „Horrorstör”,
„Sprzedaliśmy dusze”, „Moja przyjaciółka opętana”,
„Poradnika zabójców wampirów klubu książki z południa” i
„Final Girls. Ostatnich ocalałych”, przybywa do Karoliny
Południowej, aby zaopiekować się rodzicielką, która podupadła
na zdrowiu. Pewnego dnia wchodzi do jej zagraconego garażu i
nawiedza go przerażająca i zarazem inspirująca myśl: jeśli
mama umrze będę musiał sam posprzątać tej bajzel. Grady
dobrze pamięta sprzątanie nieruchomości odziedziczonych przez jego
znajomych. Pomagając zrozpaczonym spadkobiercom przekonał się, jak
dziwnym doświadczeniem jest obcowanie z przedmiotami, które zostały
po zmarłych. Zrozumiał, że większość z nas wcześniej czy
później zostanie przygnieciona lawiną rzeczy należących do
ukochanych nieobecnych. Zgromadzonych przez ludzi, których już nie
ma. Hendrix dużo też myśli o wpływie rodziny na życie człowieka,
o niematerialnym dziedzictwie, nierozerwalnych związkach także z
osobami, z którymi wolelibyśmy nie mieć nic wspólnego. A efektem
tych filozoficzno-egzystencjalnych rozważań jest powieść „Jak
sprzedać nawiedzony dom” (oryg. „How to Sell a Haunted House”),
która swoją światową premierę miała w styczniu 2023 roku.
Pierwsze polskie wydanie - w zachwycającej twardej okładce w stylu
retro zaprojektowanej przez Tobiasza Zyska i solidnym tłumaczeniu
Tomasza Bieronia - przygotowała oficyna Zysk i S-ka na styczeń
2024. Prawa do przeniesienia „Jak sprzedać nowy dom na ekran”
zakupiła amerykańska firma Legendary Entertainment.
„Oto
Pupkin! Pupkin oto!
Wszyscy
śmieją się z ochotą!
Precz
z kąpielą! Z zasadami!
Precz
z belframi! Ze szkołami!
Noc
czy dzień, sen czy jawa,
Przyszedł
Pupkin, jest zabawa!”
Dekonstrukcja
opowieści o nawiedzonym domu z charakterystycznym dodatkiem
odautorskim, jedną z wizytówek twórczości amerykańskiego pisarza
specjalizującego się w horrorze i humorze Grady'ego Hendrixa.
Kreatywne podziękowania pięknie korespondujące z tematyką
powieści – miłośnicy literatury grozy szczególną uwagę mogą
tutaj zwrócić na pewnego kota: celowe nawiązanie do „Smętarza
do dla zwierzaków” aka „Cmętarza zwieżąt” Stephena Kinga
bądź przypadkowa zbieżność imion – oraz reklama działalności
„niejakiej” Nancy Joyner. Autor „Jak sprzedać nawiedzony dom”
uprzedził, że to ostatnia powieść (po „Moja przyjaciółka
opętana” i „Poradniku zabójców wampirów klubu książki z
południa”) osadzona w jego rodzinnych stronach, że więcej takich
wyobrażonych powrotów „na stare śmieci” nie planuje. Właściwie
areną wydarzeń w „Jak sprzedać nawiedzony dom” Hendrix uczynił
dwa stany – dominuje Karolina Południowa, ale od czasu do czasu
zajrzymy też do Kalifornii. Główna bohaterka książki, Louise
Joyner, wychowała się w Mount Pleasant w hrabstwie Charleston, ale
własne gniazdko zbudowała sobie w San Francisco. Wyjechała na
studia i została. Setki kilometrów od rodziny, na której i tak
nigdy nie mogła polegać. Może z wyjątkiem ojca, ale Louise nigdy
nie miała wątpliwości, że może spokojnie obejść się bez jego
wsparcia. Innymi słowy, już we wczesnej młodości nabrała
przekonania, że jest doskonale przygotowana do wszelkich wyzwań,
jakie niesie życie. Zawsze stawiała sobie ambitne cele i bez
niczyjej pomocy je realizowała. Co sobie postanowiła, to robiła, w
odróżnieniu od bezwstydnie faworyzowanego przez matkę młodszego
brata. Louise ciężko pracowała, a Markowi wszystko podawano na
srebrnej tacy. Eric Joyner nie był zwolennikiem takich metod
wychowawczych, dla świętego spokoju zwykle jednak uginał się pod
naporem stanowczych żądań Marka i usilnych próśb kochanej Nancy,
ekscentrycznej pani wyróżniającego się domu w reprezentacyjnej
dzielnicy Mount Pleasant. Wyróżniającego się skromnością.
Wybudowany w 1951 roku przez rodziców Nancy Joyner budynek
mieszkalny w stylu ranczerskim, w przeciwieństwie do pozostałych
nieruchomości w tej enklawie amerykańskiej klasy średniej,
zachował oryginalny wygląd zewnętrzny. Nierozrastający się
organizm z dużym ogrodem i garażem, w którym czeka nas makabra w stylu „Martwego zła” Sama Raimiego i „Martwicy mózgu” Petera Jacksona. W „Jak sprzedać nowy dom” Grady
Hendrix w pewnym sensie przeprowadza nas przez wszystkie etapy żałoby
Louise Joyner. Wyjątkiem jest rozdział pierwszy – sfinalizowana w
sposób, który może przypomnieć twórczość Stephena Kinga
(uprzedzanie faktów) krótka opowieść o zbliżającym się
macierzyństwie. Radosna nowina, którą pięć lat przed śmiertelnym
w skutkach wypadkiem samochodowym, Louise w pierwszej kolejności
dzieli się z rodzicami. Współsprawca tego cudownego zamieszania,
zajmujący się wyszukiwaniem rzadkich płyt winylowych dla
kolekcjonerów mężczyzna imieniem Ian zdążył zrazić do siebie
perfekcyjnie zorganizowaną protagonistkę książki. Będzie
uczestniczył w życiu córki, ale jego związek z Louise tak
naprawdę skończył się jeszcze przed narodzinami słodkiej Poppy.
 |
Okładka książki. „How to Sell a Haunted House”, Berkley 2023
|
Chodzą
słuchy, że ambicją Grady'ego Hendrixa jest napisanie horroru na
nowo, przetasowanie wyświechtanych kart, przerobienie
konwencjonalnych budowli gatunkowych. Autor „Jak sprzedać nowy
dom” nie zaprzecza, że buszuje w sklepikach ze starociami z
niesłabnącą nadzieją na znalezienie czegoś, czemu warto dać
nowe życie. Entuzjastyczne odkurzanie antyków w młodości
podpatrzone w komiksach Alana Moore'a. Czytelnik zarażony
niepospolitym hobby brytyjskiego autora – doszukiwaniem się nowych
rzeczy w starych rzeczach. Tak, Hendrix po prostu lubi to robić.
Bawi się gatunkiem, który w jego ocenie najlepiej dogaduje się z
komedią. Architekt nawiedzonego domu w Mount Pleasant w Karolinie
Południowej, we wszystkich dobrych horrorach wypatrzył akcenty
humorystyczne; nawet w tak ponurych, drastycznych, diabelnie
klaustrofobicznych arcydziełach, jak „Obcy - ósmym pasażerze
Nostromo” Ridleya Scotta i „Coś” Johna Carpentera.
Dlatego Hendrix nie sili się na powagę konstruując swoje
nieobliczalne opowieści. Pastisze, meta horrory, dowcipne
historie z dreszczykiem... Nieważne jak to nazwiemy – grunt, że
działa. W „Jak sprzedać nawiedzony dom” Grady Hendrix w moim
odczuciu znalazł idealną równowagę między horrorem
paranormalnym, komedią, dramatem rodzinnym i thrillerem
psychologicznym. Trauma pokoleniowa skorelowana z dziedzictwem
nadnaturalnym. Dom Upiornych Lalek i trupów poupychanych w szafach.
Połączona(?) moc dziecięcej wyobraźni, sztuki i pasji. Miłość
matki przekleństwem dzieci. Louise i Mark Joynerowie wychowali się
wśród lalek, pacynek, marionetek, kukiełek, martwych wiewiórek i
innych bezcennych skarbów nieco kontrowersyjnej działaczki
kościelnej. Chrześcijański teatrzyk lalkowy Nancy Joyner był nie
lada atrakcją (dochodową atrakcją) w hrabstwie Charleston, ale nie
wszyscy wierni akceptowali takie wykładanie Pisma Świętego. Nawet
w kręgach rodzinnych pani Joyner szeptano o balansowaniu na granicy
dobrego smaku, a po paru lampkach wina to i pewnie ordynarne
bluźnierstwa nieperfekcyjnej pani domu zarzucano. Louise przed
pogrzebem rodziców mogłaby przysiąc na życie własnej córki, że
pochodzi ze zwyczajnej, żeby nie powiedzieć nudnej rodziny, bo tak
przywykła do widoku teoretycznie nieożywionych przyjaciół matki,
że nie odbierała tego w kategoriach dziwactwa. Ale czasami...
Kobieta, która wróciła do domu zna to rzekomo irracjonalne uczucie
dzielenia przestrzeni z armią nieprzyjaźnie nastawionych istot.
Tysiące szklanych, wyszywanych i guzikowych oczu śledzących każdy
jej ruch. Powieść automatonofobiczna – w każdym razie do tego
panicznego lęku odwoływał się autor „Jak sprzedać nawiedzony
dom”, natchniony maskotką zachowaną przez jego żonę. Przyjaciel
z dzieciństwa, którego nazwała Snocchio posłużył za model dla
Pupkina, najbardziej przerażającej pacynki w przepastnej kolekcji
testatorki z plastycznego świata podstępnego Grady'ego. Stwórca
przyznaje, że jego pierwszą myślą na widok Snocchia było
„uciekaj albo walcz”, ale z czasem odkrył, że to całkiem
miły gość. A zatem zmora zwaśnionego rodzeństwa z Karoliny
Południowej mrocznym alter ego Snocchia. Żywa pacynka czy ulubiona
zabawka demona lub jakiegoś innego nadnaturalnego lokatora smutnej
posiadłości w Mount Pleasant? Wyjaśnienie awersji pechowych
spadkobierców do Pupkina może jednak okazać się całkowicie
przyziemne – przykre wspomnienia związane z wyimaginowanym
powiernikiem rodzicielki. Irracjonalne lęki z dzieciństwa ożywające
w studni rozpaczy. Dojmujące poczucie straty, skomplikowana relacja
z bratem i rozdarcie między przemożnym pragnieniem czuwania przy
pogrążonej w rozpaczy latorośli a potrzebą ostatniego pożegnania
z rodzicami, uszanowania woli drogich zmarłych i finansowego
zabezpieczenia jedynego dziecka. Zajmujący list miłosny do
campowych horrorów przemycony w poważnej rozprawie o relacjach
rodzinnych. Pajęczyna utkana z sekretów, półprawd, kłamstw i
przemilczeń. Lepka sieć być może z premedytacją zarzucana przez
sadystycznych kawalarzy nie z tego świata. Głęboko poruszająca
kronika niezwyczajnej amerykańskiej rodziny, ze wskazaniem na
katastrofalne dzieje rodzeństwa Joynerów. Wietrzy, przekształca,
nawiązuje, komentuje, a nade wszystko wyśmienicie się bawi –
cały Grady Hendrix. Gatunkowy czarodziej nielukrujący
rzeczywistości. Przykład: „Dwadzieścia lat zabijania
[począwszy od II wojny w Zatoce
Perskiej], osiem tysięcy ofiar śmiertelnych, a do tego –
wiem, że nie powinniśmy ich liczyć, bo mają nie ten kolor skóry
i są nie z tego kraju – milion osób stamtąd. Milion jakichś ja,
milion tatów, milion mam. Co oni byli winni?”.
Zapnijcie
pasy, bo odlotowy teatr lalek Grady'go Hendrixa wjechał do Polski.
Szykujcie się na moc wrażeń w przeklętym obiekcie na miarę XXI
wieku i naukę przez zabawę. Dowiecie się „Jak sprzedać
nawiedzony dom” i przy tym nie zwariować. Zmierzycie z rodzinnymi
sekretami, nieprzepracowanymi traumami i złośliwością rzeczy
niemartwych. Spodziewajcie się niespodziewanego i nie porzucajcie
wszelkiej nadziei Wy wszyscy, którzy do Domu Lalek słusznie
wchodzicie. Bombowa dekonstrukcja classic ghost stories.
Za
książkę bardzo dziękuję wydawnictwu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz