Licencjonowana
pielęgniarka Faith mieszka ze swoją nastoletnią córką Charm w
piętrowym domu w Louisville w stanie Kentucky, nie tracąc nadziei
na wyciągnięcie córki z ciemności. Dziewczyna zmaga się z
tajemniczą chorobą, która izoluje ją od społeczeństwa. Wymaga
całodobowej opieki, którą w zaciszu domowym w pojedynkę zapewnia
jej matka niemająca wątpliwości, że Charm stanowi poważne
zagrożenie dla innych. Na przykład dla świątecznych intruzów,
młodego rodzeństwa podobno szukającego schronienia przed zamiecią
śnieżną. Niewykwalifikowanych włamywaczy przyłapanych na gorącym
uczynku przez waleczną panią domu.
 |
Plakat filmu. „A Creature
Was Stirring” 2023, Skubalon Entertainment, Paper Street Pictures
|
Po
zakończeniu prac nad swoim pełnometrażowym debiutem reżyserskim,
„Godziną oczyszczenia” (2019), Damien LeVeck założył firmę
producencką Skubalon Entertainment, szeroko otwartą na scenariusze
zarówno doświadczonych jak początkujących pisarzy – opcja na
stronie internetowej Skubalon, z której skorzystał Shannon Wells,
autor wielowarstwowej opowieści grozy, na którą niemały wpływ
wywarły monster movies z lat 80. XX wieku. LeVeck stwierdził,
że to jeden z najlepszych scenariuszy, jakie w życiu przeczytał –
skupiony na postaciach, poruszający trudne tematy gatunkowy torcik z
niesamowitą wisienką w postaci pomysłowego potwora – i tak
zaczęła się ścisła współpraca Damiena LeVecka ze stawiającym
pierwsze kroki w branży filmowej Shannonem Wellsem. „A Creature
Was Stirring” kręcono w Louisville w stanie Kentucky (tam też
toczy się akcja filmu) w prawdziwym budynku niezupełnie
pokrywającym się z geografią domu ze scenariusza. Filmowcy
obejrzeli mnóstwo nieruchomości i choć poszukiwania trwały długo,
wiedzieli, że budowa planu od zera pochłonęłaby jeszcze więcej
czasu i nie zmienili zdania nawet gdy nabrali przekonania, że w
całym Kentucky nie ma ani jednego domu z sypialnią na piętrze
połączoną z łazienką (pokój Charm). Ten problem rozwiązały
drobne sztuczki operatorskie – większym wyzwaniem było
„wywołanie” zamieci śnieżnej w środku lata. Za oknami domu
Faith i Charm ostra zima, a na planie potworny upał.
Kiedy
Damien LeVeck miał około jedenastu lat rodzice pozwolili mu
obejrzeć „Egzorcystę” Williama Friedkina i od tamtej pory na
pytanie „kim chcesz zostać w przyszłości?” pewnym głosem
odpowiadał „chcę kręcić filmy”. Wybitna ekranizacja powieści
Williama Petera Blatty'ego, obok „Obcego – ósmego pasażera
Nostromo” Ridleya Scotta, jest ulubionym horrorem twórcy
sporo jej zawdzięczającej „Godziny oczyszczenia”. Damien LeVeck
jest pewien, że „Egzorcysta” zasiał w nim fascynację
zjawiskami paranormalnymi/demonicznym, tym samym kładąc fundament
pod jego działalność twórczą. Uwolniony w grudniu 2023 roku na
platformach streamingowych amerykański horror świąteczny „A
Creature Was Stirring” głośniej odwołuje się jednak do innej
miłości Damiena LeVecka: filmów o potworach i innych dziwnych
stworzeniach z szalonych lat 80. XX wieku (a jego ulubieńcami
„Gremliny rozrabiają” i przedstawiciel kolejnej dekady „Gremliny
2” Joe Dantego). Stąd neonowe kolory, zdaniem reżysera tego
świetlnego widowiska, wyróżniające go na tle innych współczesnych
horrorów świątecznych. Cóż, chyba nie widział „Ściętej nocy” Joe Begosa... Tak czy inaczej, LeVeck mógł upiec dwie
pieczenie na jednym ogniu – czarować świątecznym klimatem i
wspomnieniem światów w technikolorze. Przemyślane efekty laserowe:
sprzężenie zwrotne ściennego koncertu świetlnego z zamieszaniem w
głowie uginającej się pod ciężarem odpowiedzialności, tracącej
kontrolę, okrutnie zdesperowanej jednostki. I nieprzypadkowe tła
dla pozostałych postaci. Niebieski i czerwony dla nastolatki;
zielony i magenta dla nieproszonych gości. Intrygujące wcielenie
Annalise Basso, którą fani gatunku mogli widzieć choćby w
„Oculus” i „Ouija: Narodziny zła” Mike'a Flanagana czy
„Slender Man” Sylvaina White'a. Uzdolniona artystycznie fanka
Green Lantern (pol. Zielona Latarnia) od DC Comics, pracująca nad
własną powieścią graficzną. Historią mroczną, ale
niepozbawioną nadziei. Komiksowa pasja nastoletniej Charm będzie
wtrącać się w rodzinną opowieść Shannona Wellsa. Koszmar matki
i córki. Faith (perfekcyjna gra Chrissy Metz), dyplomowana
pielęgniarka, absolwentka Uniwersytetu Kentucky z jakiegoś powodu
„wygumkowała” (wycięła ze wszystkich wspólnych zdjęć) ojca
Charm i najwyraźniej przerwała satysfakcjonującą karierę
zawodową, gdy jej jedyne dziecko zapadło na tajemniczą chorobę.
Tuż przed bajecznie udźwiękowioną czołówką – muzyczny motyw
przewodni, korespondujący z baśniową tonacją filmu utwór „What
Child is This” Cat Jahnke – oglądamy poniżający pomiar
temperatury ciała, ponad wszelką wątpliwość będący częstym
zjawiskiem w tym zagadkowym domu, a zaraz potem dziewczyna zostaje
odprowadzona przez matkę do swojego pokoju, gdzie grzecznie wkłada
oczywiście czerwony ochraniacz głowy, a stojąca w korytarzu Faith
starannie rygluje drzwi. Na odchodne uziemiona córka przemówi do
niej nieswoim głosem. Głosem demonicznym. A jednak opowieść o
opętaniu! I tak, i nie. W przypadku Charm myśli odbiorcy są pchane
nie tyle w stronę „syndromu Regan MacNeil”, ile „syndromu
Davida Kesslera” z „Amerykańskiego wilkołaka w Londynie”
Johna Landisa. Istota zmiennokształtna – lykantropia lub coś
innego – pechowa dziedziczka à la Carrie White bądź ofiara
jakiejś nieznanej naukowcom zarazy. Zabójczy sekret rodzinny.
 |
Kadr z filmu. „A Creature
Was Stirring” 2023, Skubalon Entertainment, Paper Street Pictures |
Na
pokładzie „A Creature Was Stirring” Damien LeVeck miał
przyjemność współpracować z aktorką, która na szczycie swojej
listy ulubionych filmowych horrorów też ma „Egzorcystę”
Williama Friedkina. I większe doświadczenie zawodowe z tym
gatunkiem od dyrektora omawianej produkcji. Mowa o Scout
Taylor-Compton (m.in. „Prima aprilis” Mitchella Altieri i Phila
Floresa, „Zombies” J.S. Cardone'a, „Halloween” i „Halloween
2” Roba Zombie, „Feral” Marka Younga, „Wieczna noc” Richa
Ragsdale'a), której LeVeck powierzył rolę Liz, bogobojnej
włamywaczki ze zrobionymi specjalnie na potrzeby filmu dredami. Jej
wspólnikiem w rzekomej zbrodni jest wyluzowany Kory (sympatyczna
kreacja Connora Paolo, który wśród swoich grozowych ulubieńców
wymienia „Nie oglądaj się teraz” Nicolasa Roega i „Mów do mnie!” Danny'ego i Michaela Philippou), niesforny braciszek, który
podobno musi opędzać się od kobiet. „Pies na baby”, ale na
pewno nie w opinii jego siostry. Liz myśli, że to czcze
przechwałki... bo Liz nie widzi tego, co my? Tak czy inaczej, jakieś
ziarna prawdy w jego nieskromnych opowieściach mogą tkwić.
Opowieściach snutych w mocno niepewnym schronieniu przed zamiecią
śnieżną. Kontrolowane wykolejenie podgatunkowego pociągu -
zaplanowana wywrotka home invasion w niekonwencjonalnie
nawiedzonym domu. Eksperymentalna mikstura, która średnio mi
smakowała. Zabrakło paliwa na środkową partię „A Creature Was
Stirring”. Miała być głęboka opowieść o separacji, wyrzutach
sumienia i niszczącym uzależnieniu, nieustraszony spacer po
mrocznych korytarzach ludzkiego umysłu, wytrwała eksploatacja
postaci... Przynajmniej część z tych obietnic znajdzie pokrycie w
osobliwym domu pani Faith, trzeba jednak uzbroić się „w
nadludzką” cierpliwość. Uparte zbaczanie z tematu, odbijanie się
od ścian w oczekiwaniu na wielki finał. Świat w zawieszeniu.
Pogubieni w niewielkiej nieruchomości, jakby uciekający przed
fabułą w jaskini bestii. Spacerki zamazanej sylwetki, nużąca
zabawa w chowanego z cieniem, bezkształtną czarną plamą
przemykającą po stylowych wnętrzach zakopanego domku. Zimowa
Strefa Mroku. Niewiarygodne rozmowy (absurdalna przygoda w kuchni),
znikające tunele (trzymająca w napięciu akcja ratownicza w
przeraźliwie ciasnym „przewodzie śnieżnym”), komiczne fantazje
seksualne (mokry sen z superbohaterem, urocza wariacja na temat
publikacji DC Comics) i makabryczne metamorfozy. Wsłuchali się
twórcy „A Creature Was Stirring” w głosy tych długoletnich
fanów horrorów, dla których niedoścignionym mistrzem w sztuce
przeobrażenia jest „Amerykański wilkołak w Londynie” Johna
Landisa. Dla nich praktycznie nieprzerwana ewolucja efektów
specjalnych jest ewolucją wsteczną. A przynajmniej w tym jednym
gatunku woleliby żeby zostało po staremu, żeby tak zwany postęp
technologiczny szerokim łukiem omijał królestwo horroru.
Nieuleczalni wielbiciele dodatków praktycznych, atrakcji obecnych na
planie. Myślę, że dla samej akcji inicjującej „świeckie
egzorcyzmy”, mięsnej prezentacji w sypialni z przylegającą doń
łazienką, w której stoi duża wanna zwykle wypełniania lodowatą
woda, warto obejrzeć „A Creature Was Stirring” Damiena LeVecka.
Stara szkoła body horroru w pokoju dziewczyny z aparatem
fotograficznym, którym zapewne nie pogardziłaby Lydia Deetz z „Soku
z żuka” Tima Burtona. Najefektowniejszy moment „A Creatrure Was
Stirring” (o body horror twórcy jeszcze zahaczą w finalnym
pojedynku), który byłby moim jedynym kandydatem na wizytówkę tej
produkcji, gdyby nie moment najefektywniejszy. Szokujący obrót
spraw. Coś tam przeczuwałam, ale nie aż tak. W gruncie rzeczy
takie chwyty już stosowano (dlatego byłam przygotowana na
największą rewelację „aktu” przedostatniego), współczesne
kino grozy nie przyzwyczaiło mnie jednak do takich pożegnań.
Tonacja „A Creature Was Stirring” też nie zapowiadała takiego
rozwiązania. Monster movie nietraktujący siebie zbyt serio,
horror z lekkim przymrużeniem oka. Owszem, niewesoła saga rodzinna,
ale w subiektywnym odczuciu niepogrążona w depresji, nieskąpana w
ciężkiej mgle beznadziei, niekiedy nawet zdobywająca się na
nieczerstwy dowcip, dostrzegająca humorystyczne akcenty w swoim
niegodnym pozazdroszczenia położeniu. W niezamkniętej studni
rozpaczy, w niepełnej gotowości bojowej, w walecznym nastroju
podnoszącym na duchu współczującego widza. Żałuję, że nie
przemówiła do mnie strategia na środkową partię. Marazm skąpo
poprzetykany pożądaną emocją.
Świąteczny
lockdown z egzotycznym stworzeniem. Nierówna opowieść nawiązująca
do horrorów o potworach z przedostatniej dekady XX wieku.
Współczesna baśń rodzinna niestandardowo poruszająca się w
ramach niejednego podgatunku. Dekonstrukcja monster movie,
ghost story, home invasion i werewolf movie z
drobnymi ustępstwami na rzecz wieloletniej fascynacji reżysera
opowieściami o demonicznym opętaniu. Pomieszanie z poplątaniem „w
Technicolorze”. Ambiwalentne doznania z „A Creature Was Stirring”
Damiena LeVecka, horrorem miotającym się między głębią i
pustką.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz