wtorek, 24 marca 2015

„Zwierz” (2013)


Trzyosobowa rodzina Porterów pada ofiarą niezidentyfikowanego napastnika biwakując we Francji. Dzięki zeznaniom znajdującej się w ciężkim stanie Claire Porter policji udaje się schwytać podejrzanego: mieszkającego z matką,  Talana Gwyneka. Ogólnokrajowe zainteresowanie opinii publicznej tą sprawą zachęca prawniczkę, Kate Moore, do podjęcia się obrony oskarżonego. Wraz ze swoim małym zespołem, złożonym z Erica Sarina i Gavina Flemynga, próbuje znaleźć dowody na niemożność tak brutalnego potraktowania ludzi przez człowieka. Wkrótce Kate odkrywa, że rodzina Gwyneków ma rumuńskie korzenie, a rosły, borykający się z nadmiernym owłosieniem i okresowymi stanami nieświadomości Talan wykazuje objawy porfirii.

Horror Williama Brenta Bella, twórcy „Stay Alive” i „Demonów”, do którego scenariusz, jak w dwóch poprzednich filmach grozy napisał wspólnie z Matthew Petermanem. Pierwszy pokaz „Zwierza” miał miejsce w Japonii w 2013 roku. W Stanach Zjednoczonych był dystrybuowany rok później za pośrednictwem systemu VOD (tzw. wideo na żądanie). „Zwierza” na tle innych współczesnych horrorów wyróżnia kuriozalna praca kamery. Bell dopasował realizację do panującej obecnie mody na tzw. kręcenie z ręki, zapominając jednakże o najważniejszym elemencie owej stylizacji. Otóż, w found footage rozchwiana praca kamery jest efektem uczynienia jednego z bohaterów filmu jednoczesnym operatorem, co ma za zadanie głównie potęgować realizm przedstawianych wydarzeń. Bell decydując się na tzw. kręcenie z ręki zrezygnował z subiektywnego filmowania – operator nie jest bohaterem filmu. Stylizacja na horror verite połączona z tradycyjną narracją zamiast wzmagać realizm wywoływała wrażenie taniości, wręcz amatorki (tyko w przypadku pracy operatora), tym silniej, że nie można jej było usprawiedliwić paniką postaci dzierżącej kamerę. Bell tym zabiegiem zauważalnie eksperymentował z dwoma stylami narracyjnymi, ale oryginalność nie zawsze jest tożsama z sukcesem. Takie kuriozum męczyło mnie jeszcze bardziej niż typowe found footage.

Wielbiciele kina grozy powinni rozszyfrować naturę zagrożenia już podczas pierwszej sceny, kiedy to za pośrednictwem kamery rodziny Porterów naszym oczom ukazuje się księżyc w pełni, dlatego też chyba nie będzie spoilerem wiadomość, że „Zwierz” wpisuje się w konwencję horrorów o wilkołakach. Pewnym novum jest wtłoczenie fabuły w schemat filmów prawniczych oraz odniesienia do porfirii, uważanej za główną przyczynę powstania legend o wampirach. Choroba dotychczas kojarzona z krwiopijcami tym razem wykorzystana przy charakterystyce wilkołaka była ciekawym zabiegiem, w zamyśle pewnie mającym nieco zdezorientować widzów (z miernym skutkiem). Śledztwo prowadzone przez Kate Moore, mającą korzenie amerykańskie i francuskie, zuchwałą prawniczkę, mieszkającą i pracującą we Francji pomimo swojej przewidywalności zaangażowało moją uwagę. Głównie za sprawą odtwórczyni roli głównej, A.J. Cook, idealnie wcielającą się w intrygującą postać ambitnej mecenas niepotrafiącej się zdecydować, którego ze swoich dwóch partnerów, Gavina czy Erica (kolejno Simon Quarterman i Vik Sahay, którzy bardzo dobrze oddali swoje role na ekranie), darzy większą sympatią i walczącą ze zdemoralizowanym policjantem, Klausem Pistorem (również przekonujący Sebastian Roche). W pierwszej połowie seansu Bell ściśle trzymał się typowo prawniczego schematu i generowania aury tajemnicy nie tyle, co do natury Gwyneka (bo ona od początku będzie dla widzów oczywista), ile jego spodziewanego wybuchu. Wiemy, że Talan w końcu zacznie siać zniszczenie, nie wiadomo jedynie kiedy i jak. Ten rozciągnięty w czasie, w kontekście filmu grozy stateczny wstęp Bell, poza początkowym zaatakowaniem rodziny, urozmaicił tylko raz elementami stricte horrorowymi tj. podczas oględzin dosłownie rozszarpanych zwłok Henry’ego Portera i jego siedmioletniego syna Petera. Widząc przekonujące rekwizyty, „bez choćby grama” CGI, zaczęłam zastanawiać się nad motywami twórców odnośnie tej nieszczęsnej realizacji.

Biorąc pod uwagę dopracowane efekty specjalne (poza nieprzekonującą charakteryzacją wilkołaków) i oczywiście profesjonalną obsadę nie można tego niepotrzebnego kręcenia z ręki usprawiedliwić niskimi nakładami pieniężnymi, czym początkowo sobie to tłumaczyłam. Taki scenariusz, niebędący jakimś wielkim odkryciem, ale równocześnie niepozwalający na nadmierną nudę, zdecydowanie lepiej zaprezentowałby się przy tradycyjnej realizacji. Wstawki z kamery Porterów, spoty informacyjne i późniejsze sporadyczne wtłaczanie obrazów z monitoringu nie przeszkadzało mi zanadto, ale subiektywne filmowanie bez jednoczesnego uczynienia operatora jednym z bohaterów filmu znacząco zaniżyło poziom tej produkcji. Szczególnie zasmuciło mnie to w drugiej, dynamicznej połowie projekcji, podczas częstych rzezi. Przez chaotyczne filmowanie dane mi było zobaczyć tylko ogół demolki – szczegóły rzezi zostały skutecznie ukryte przed moim wzrokiem. Co gorsza podczas obławy w ciemnym lesie częste uciekanie obrazu poza główny plan wyjałowiały poszczególne sceny z wszelkiego napięcia i aury zagrożenia oraz uniemożliwiły licznym jump scenom spełnienie swojego zadania, polegającego na chwilowym poderwaniu widza z fotela przez zaskoczenie.

Efekt końcowy „Zwierza” mocno mnie rozczarował. I to nie za sprawą scenariusza, bo fabuła, choć przewidywalna dostarczyła mi sporo rozrywki dzięki wtłoczeniu jej w prawniczy schemat, odniesieniom do porfirii i przede wszystkim za sprawą głównej bohaterki, z którą można sympatyzować. Problemem tego filmu jest amatorska, irytująca realizacja, uniemożliwiająca całkowite zatopienie się w tej historii i oddzierająca poszczególne sceny z wszelkiego klimatu. Naprawdę żałuję, że Bell postawił na takie kuriozum kręcenia z ręki, bo gdyby nie to „Zwierz” mógłby okazać się całkiem przyzwoitym horrorem.  

2 komentarze:

  1. Mnie film kompletnie nie przypadł do gustu. Napięcia mało, bohaterowie mało ciekawi i bardzo naiwni. Film rozczarował mnie na całej linii.

    OdpowiedzUsuń
  2. Normalnie zmuszasz mnie do dokształcania się. Aż musiałam doczytać co to takiego ta porfiria. ;p

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...