Rok
1971. Nastoletnia Samantha Kramer, uczennica prywatnej szkoły dla
dziewcząt Blackvale Academy, zostaje zmuszona do spędzenia Świąt
Bożego Narodzenia w tej odizolowanej placówce oświatowej, w
towarzystwie wyalienowanej rówieśniczki Clary i młodej
nauczycielki panny Rose Tanner. W wigilijny wieczór w szkole zjawia
się poszukiwana przez policję banda bezwzględnych zabójców z
zamiarem przeprowadzenia rytuału przywołującego demona. Fanatyczni
zbrodniarze są przekonani, że do osiągnięcia celu niezbędna jest
jeszcze jedna niewinna ofiara, którą zamierzają wybrać spośród
sterroryzowanych niewiast spędzających święta w Blackvale. Nie
pozostawiają jednak wątpliwości, że ich plan nie przewiduje
pozostawienia jakiegokolwiek świadka krwawego obrzędu, domniemanego
sposobu na zyskanie mocy absolutnej.
 |
Plakat filmu. „The Sacrifice Game” 2023, AMG Music Film Television, Convoke Media, Real by Fake
|
W
2013 roku Jenn Wexler rozpoczęła pracę w niezależnej
amerykańskiej wytwórni Glass Eye Pix, która zainspirowała ją do
wyreżyserowania pełnometrażowego obrazu opartego na własnym
scenariuszu. Uczęszczała do publicznego liceum w stanie New Jersey,
ale zawsze fascynowały ją prywatne szkoły z internatem –
sekretne miejsca, które w wyobrażeniach nastoletniej Jenn,
spragnionym mrocznych przygód młodym ludziom oferowały
nieporównywalnie więcej od ogólnodostępnych, a zatem odartych z
tajemnicy, nudnych placówek oświatowych – uznała zatem, że to
będzie najodpowiedniejsze miejsce dla jej pierwszej dłuższej
opowieści filmowej. Pamiętając, jakim przeżyciem była dla niej
lektura „Helter Skelter” Vincenta Bugliosiego i Curta Gentry'ego
oraz wcześniejsze coroczne przygnębienie małej Żydówki
nieodwiedzanej przez Świętego Mikołaja (poza tym uwielbia „Czarne
święta” Boba Clarka), zdecydowała się to wykorzystać.
Dodatkową inspirację Wexler czerpała z „Egzorcysty” Williama
Friedkina, „Ostatniego domu po lewej” Wesa Cravena, „Odgłosów”
Dario Argento i serialu „Buffy: postach wampirów” Jossa Whedona.
Gotowy scenariusz „The Sacrifice Game” (pol. „Gra w opętanie”)
musiał jednak poczekać w szufladzie, ponieważ jego autorka doszła
do wniosku, że to za duże przedsięwzięcie na początek
reżyserskiej przygody z pełnym metrażem. W zasadzie współautorka,
bo Jenn Wexler mogła liczyć na pisarskie wsparcie męża Seana
Redlitza. Po sfinalizowaniu czegoś skromniejszego, po wypuszczeniu
horroru „The Ranger” (2018) i epizodzie z serialem „Pandora”
Marka A. Altmana, współproducentka między innymi „Kochanie”
Mickeya Keatinga oraz „Zdemoralizowanych” Larry'ego Fessendena,
wróciła do potencjalnie kosztowniejszego projektu, horroru
świątecznego, który swoją światową premierę miał w lipcu 2023
na Fantasia International Film Festival w Kanadzie. W Polsce
zadebiutował w październiku 2023 w ramach Splat!FilmFest, a dwa
miesiące później ruszyła dystrybucja kinowa zorganizowana przez
Monolith Films. W swoich rodzimych Stanach Zjednoczonych szerszej
publiczności obraz został przedstawiony kilkanaście dni wcześniej
przez firmę Shudder.
Plan
zdjęciowy „Gry w opętanie” Jenn Wexler przygotowano we wiosce
Oka w kanadyjskiej prowincji Quebec. Wcześniej ekipa odwiedziła
niejedną szkołę z internatem, ale do wyobraźni kierowniczki
najmocniej przemówiło tutejsze Opactwo Notre-Dame du Lac (Abbey of
Notre-Dame du Lac). Zbudowany w XIX wieku dawny klasztor trapistów z
jego długimi korytarzami, mroczną piwnicą i stylową wieżą
zegarową, idealnie nadawał się na Blackvale Academy, fikcyjną
placówkę edukacyjną nawiedzoną przez „Rodzinę Jude'a”. Co
więcej, w pobliżu Wexler wypatrzyła dom w stylu rancho,
wyglądający zupełnie jak w jej wizji wprowadzenia do „Gry w
opętanie”. Jakby żywcem wyjęty z lat 60. XX wieku uroczy domek
chętnie udostępniony filmowcom przez prywatnych właścicieli.
Najście niezamaskowanych nieznajomych, trzech mężczyzn i jednej
kobiety, niezwłocznie przystępujących do przelewania krwi
mieszkańców. Masakra 1971, która miała nasuwać silne skojarzenia
z terrorem Charlesa Mansona i jego najzagorzalszych, a przynajmniej
najbardziej zaufanych wyznawców. Następnie przenosimy się do
położonej na odludziu prywatnej szkoły średniej dla dziewcząt,
po której oprowadzi nas nastoletnia Samantha Kramer (przeciętna
kreacja Madison Baines), jeszcze przez chwilę przekonana, że jedyną
uczennicą, która spędzi święta w tym depresyjnym przybytku
będzie outsiderka Clara (widowiskowy występ Georgii Acken).
Ulubiony obiekt ataków słownych pannic z tak zwanych dobrych domów,
zamknięta w sobie dziewczyna, która w przeciwieństwie do Sam nawet
nie stara się dopasować. Nie zależy jej na byciu lubianą, nie
szuka przyjaciół czy najzwyczajniej nie wie, jak się do tego
zabrać? Jakkolwiek z nią jest, intryguje tą, która bardzo chce
być lubiana, ale nie czuje się zbyt pewnie w sztuce nawiązywania
znajomości. Mimo wszystko jakieś koleżanki w Blackvale Samantha
znalazła i prawdopodobnie tylko to powstrzymuje ją przed próbą
wciągnięcia w rozmowę prześladowanej rówieśnicy. Nie może
oprzeć się poczuciu, że to Clara jest jej pokrewną duszą,
najpoważniejszą kandydatką na prawdziwą przyjaciółkę w tej
koszmarnej akademii, ma jednak świadomość, że pójście za tym
przeczuciem równałoby się towarzyskiemu samobójstwu. Dla
przyjaźni pewnie bez wahania poświęciłaby te wszystkie luźniejsze
relacje z trudem zawiązane w liceum dla bogatych, bez większego
żalu zrezygnowałaby z towarzystwa wrednych dziewczyn dla bratniej
duszy, ale skąd ma wiedzieć, że Clara nią jest? Nie dowie się,
dopóki nie narazi się jej dręczycielkom? Niezupełnie, bo
świąteczne plany Sam niebawem zostaną drastycznie przekreślone.
Szykują się najgorsze święta w jej życiu i doskonała okazja do
upewnienia się, czy gra (o przyjaźń) jest warta świeczki. W
międzyczasie na pierwszy plan wysuwa się też młoda nauczycielka
historii Rose Tanner, w którą w przekonującym stylu wcieliła się
Chloë Levine (z Jenn Wexler pracowała już przy jej pełnometrażowym
debiucie reżyserskim „The Ranger”, ale mogły też spotkać się
na planie „Zdemoralizowanych” Larry'ego Fessendena). Kobieta ma
nadzieję niedługo pożegnać się z Blackvale Academy, ale na pewno
nie z panem Jimmym, lubianym belfrem, szykującym wielką świąteczną
niespodziankę dla ukochanej. Uprzedzą go jednak niespodziewani
wigilijni goście.
 |
Plakat filmu. „The Sacrifice Game” 2023, AMG Music Film Television, Convoke Media, Real by Fake |
Oprychy
z „Ostatniego domu po lewej” Wesa Cravena w elitarnej szkole z
„Odgłosów” Dario Argento, home invasion z wyrzutkami z
Sunnydale High School Jossa Whedona, w demonicznym sosie Williama
Friedkina, doprawionym autentycznym obłędem: lato nienawiści
Charlesa Mansona i wojna w Wietnamie. „Czarne święta” Jenn
Wexler. Ambitny plan „podróżującej w czasie” miłośniczki
kina grozy, makabra w nietotalnym klimacie retro. Poza planszą
tytułową „Gra w opętanie” nie wygląda jak taśma z lat 70. XX
wieku, taka stylizacja nie jest jednak niezbędna do przywołania
tego magicznego ducha, co niniejsza wyprawa może dobitnie
potwierdzić. W każdym razie ja wyczuwałam tę wspaniałą obecność
w nawiedzonej szkole na odludziu. Pomijam takie oczywistości, jak
oldschoolowa ścieżka dźwiękowa, stroje z epoki i tożsamy wystrój
wnętrz, bo działał ten dobry duszek też na głębszym poziomie. W
sentymentalny nastrój najzacieklej wprowadzały mnie przygaszone
barwy, mocarne ponurości, szorstkość, artystyczna swoboda, radosne
pląsy w brutalnej rzeczywistości. Horror niebiorący siebie zbyt
poważnie, niemający przysłowiowego kija w czterech literach, za to
skłonny do histerii. Upiornie teatralny, odpychająco bezduszny,
przeraźliwie obojętny i przesadnie zaangażowany. Rozemocjonowany i
wycofany. Introwertyczny ekstrawertyk:) Też mały eksperyment
(pod)gatunkowy: dość osobliwa mieszanka konwencji, która może
nastrajać na coś bardziej zaskakującego. Po takich regułach „Gry
w opętanie” ma się prawo spodziewać nieobliczalnego przebiegu, a
tymczasem planowane ruchy „przeciwnika” nietrudno rozszyfrować.
Wieść o bezlitosnych osobnikach nachodzących w domach mieszkańców
amerykańskiej prowincji, dotarła też do hermetycznej społeczności
uczniowskiej Blackvale. Zabójcy z pierwszych stron gazet to jedna z
wielu cenzurowanych przez dyrektorkę informacji, nastolatki mają
jednak swoje sposoby na śledzenie wstrząsających wydarzeń z kraju
i ze świata. Samantha słyszała więc o świątecznych
zwyrodnialcach zanim grzecznie zapukali do wrót prestiżowej
akademii i pod pretekstem konieczności opatrzenia postrzelonego
kolegi ominęli zaniepokoją tymczasową strażniczkę tego
onieśmielającego obiektu budowlanego. Samozwańczy lider
fanatycznego zespołu, narcystyczny Jude, potrafi robić makabryczny
show, bo aktorskiego fachu uczył się od prawdziwego mistrza.
Najsolidniejsze wsparcie w zbrodniczej działalności przeważnie
znajduje w Grancie, odznaczonym weteranie, wprawdzie niepotrafiącym
odstawiać takich spektaklów jak Jude, niemniej w grupie jest
postrzegany jako niezawodna maszyna do zabijania. Doug stoi bardziej
z boku, może nawet skrycie bije się z myślami o bezsensowności
ich okultystycznej misji. A realną władzę dzierży Maisie?
Diabolicznie charyzmatyczna postać, którą wszyscy członkowie
morderczego klanu pożerają wzrokiem – wszyscy kochają Maisie –
czy są jednak gotowi skoczyć za nią w piekielny ogień? Nieźle
dokazująca ferajna, barwne zestawienie czarnych charakterów,
jakiego we współczesnej kinematografii grozy nie spotykam tak
często, jak bym chciała. W zalewie jednowymiarowych, płaskich
osobowości sadystycznych, tutejsze persony (bezbłędnie
przedstawione przez odpowiednio Menę Massouda, Dereka Johnsa,
Laurenta Pitre i Olivię Scott Welch z trzyczęściowej „Ulicy
Strachu” Leigh Janiak) mogą być jak kubeł zimnej wody w upalny
dzień. Orzeźwiające wstręciuchy. Na naszych oczach wykrawający
kawałek skóry z brzucha jakiegoś nieszczęśnika, masakrujący
gardła, odcinający paluszki i robiący sito z ciała bliźniego.
Niewiele widać, poza obficie sikającą niezgorszą imitacją krwi,
z odsieczą biegną jednak inne grubsze elementy świata
przedstawionego. Zjawiskowo kuriozalna tancerka, aż dwie atrakcje z
Teksasu Tobe'ego Hoopera rodem i dosadniejsza charakteryzacja
niestety epizodyczna. Ale najbardziej narozrabiać może finał;
sprawnie zagrać na nerwach ludziom z innym poczuciem humoru. W sumie
nie wiem, czy to miał być dowcip, ja jednak się ubawiłam.
Niezbyt
wystawna, ale nawet sycąca wieczerza w Blackvale Academy,
gargantuicznym architektonicznym koszmarze nastoletnich pogromczyń
seryjnych zabójców z obsesją na punkcie demonologii. Święta z
pozbawionymi skrupułów adeptami wiedzy tajemnej. Inwazja na niemal
wyludnioną szkołę magii i czarodziejstwa. Z działem ksiąg
zakazanych pod ziemią. Pomysłowy horror z premedytacją nieidący z
duchem czasu. Nostalgia Jenn Wexler. Zwariowana „Gra w opętanie”
w osaczonym przez Pazuzu ostatnim domu po lewej z Naturom Demonto.
W niewymarzonej przystani nastoletniej czarownicy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz