sobota, 8 listopada 2014

„Zagadka willi Róża” (2013)


Rok 1985. Nowożeńcy, Vassil i Nadya, spędzają w górach swój miesiąc miodowy. Zatrzymują się w pensjonacie Vila Roza, zarządzanym przez George’a, w którym przebywa też jego bliska przyjaciółka Dora. Wieczorem dołącza do nich Amerykanin, Steven. Po paru dniach beztroski George opowiada Vassilowi legendę, wedle której Vila Roza skupia w sobie pokłady wzmożonej energii. Vassila szczególnie interesuje wielki dąb stojący przed pensjonatem, zwany Białym Starcem. Początkowo to właśnie za jego pośrednictwem kontaktuje się z tajemniczym bytem, który zaczyna sterować jego poczynaniami.

Bułgarski horror nastrojowy, będący pełnometrażowym debiutem Martina Makarieva. Jego konstrukcja ma wywoływać wrażenie, że obcujemy z artystyczną interpretacją wydarzeń mających naprawdę miejsce w willi Róża w 1985 roku. Stąd w prologu stylizowane na archiwalne zdjęcia z oględzin miejsca zbrodni i wywiad z policjantem prowadzącym przed laty nadal nierozwiązaną sprawę masowego morderstwa. Zabieg całkiem ciekawy, tym bardziej, że zgrabnie spina się z retrospekcją do roku 1985, która obrazuje jedną z domniemanych wersji wydarzeń.

Realizacja „Zagadki willi Róża” jest obłędna. Praca kamery i klimat deklasują nie tylko przeważającą liczbę współczesnych europejskich straszaków, ale też wszystkie hollywoodzkie horrory z ostatnich kilku lat. Jak widać na przykładzie tego filmu wcale nie potrzeba wielkich nakładów pieniężnych, aby znaleźć utalentowanych operatorów. Akcja rozgrywa się w górach, w położnym z dala od cywilizacji małym pensjonacie Vila Roza, a bohaterowie składają się z ledwie pięciu osób. Zamknięta przestrzeń, ograniczająca się do pensjonatu i jego głównie leśnych okolic, już w pierwszych minutach seansu zarysowuje aurę wyalienowania. Owa kameralność jest tak przytłaczająca, że nie wyobrażam sobie, aby znalazł się jakikolwiek widz, który nie da się jej porwać. Ale nie tylko miejsce akcji i ograniczona liczba bohaterów tworzą klimat tej produkcji. Niemałą rolę odgrywa mroczna kolorystyka oraz pomysłowa praca kamery. To drugie szczególnie intryguje w momentach szybkiego cofania się obrazu, przez wnętrza pensjonatu i okoliczny las. Od razu nasunęło mi się skojarzenie z „Martwym złem”, z tą różnicą, że tam kamera się przybliżała, nie oddalała.

Problematyka „Zagadki willi Róża” początkowo dotyka motywu szaleństwa jednego z bohaterów, który powoli staje się zagrożeniem dla pozostałych lokatorów pensjonatu. Aurę tajemniczości wprowadza legenda, opowiedziana Vassilowi (rewelacyjna kreacja Kalina Vrachanski’ego) przez George’a, w której ważną rolę pełni wiekowy, samotny dąb stojący na podwórzu, zwany Białym Starcem. Vassil zaczyna sporo czasu spędzać na dotykaniu jego pnia, za pośrednictwem którego, jak utrzymuje słyszy różne niezidentyfikowane dźwięki i odczuwa delikatne wibracje. Z czasem zaczyna miewać przywidzenia. W nocy odwiedza go koszmarnie wygenerowany komputerowo wilk, który wtłacza do jego organizmu równie sztuczną wizualnie energię. Rano dostrzega za oknem Nadyę, wykopującą rękoma dół obok dębu (moim zdaniem jedna z najlepszych scen filmu). A nocami jakaś siła zmusza go do ciągłych wędrówek w pobliże Białego Starca. Atmosfera zagęszcza się, gdy przebywający na zewnątrz Vassil dostrzega swoją żonę płaczącą na balkonie. Gdy do niej dociera jego oczom ukazuje się chyba jedyny umiejętnie wygenerowany komputerowo element oraz jakże intrygujący motyw widoku samego siebie wbiegającego do pensjonatu (kocham elementy zaburzenia percepcji w horrorach). Przez jakiś czas Makariev próbował wywołać w widzach odczucie, że świadkują początkowym fazom szaleństwa Vassila, ale wkrótce pozostali lokatorzy również zaczynają dostrzegać niewytłumaczalne zjawiska. Amerykanin, Steven zostaje obsypany spadającym z nieba ptactwem i zaczyna miewać problemy ze wzrokiem. Dora zamienia się w nimfomankę, a George’a nawiedzają wizje krwawej zemsty. Nadya, jako jedyna jest odporna na ingerencję sił nadprzyrodzonych, ale to wcale nie oznacza, że nie może być ofiarą człowieka. Wszystkie manifestacje dosłownej grozy są bardzo oszczędne, przez co można domniemywać, że twórcy nie pretendowali do maksymalnego przerażenia widza. Ich celem była raczej gra mrocznym klimatem i równomiernie wzrastającym napięciem i w tej materii spisali się naprawdę znakomicie. Jedyne, co mogę zarzucić tej produkcji to niepotrzebne efekty komputerowe, które nie tylko były aż nazbyt sztuczne wizualnie, ale też nieprzyjemnie zaburzały hipnotyzujący minimalizm. Na szczęście oszczędności w ewokacji grozy jest nieporównanie więcej, co wespół z oryginalną problematyką znacznie zawyża ogólny poziom filmu.

Natura zagrożenia, czyhającego na życie naszych protagonistów w moim mniemaniu jest miłą odskocznią od tych wszystkich historii o duchach. Ghost stories uwielbiam, ale od czasu do czasu przyjemnie jest obejrzeć coś innego. UWAGA SPOILER Nie wiem tylko, czy w kontekście takiej fabuły pozostawienie furtki widzom na wieloraką interpretację nie byłoby lepszym zabiegiem. Niestety końcówka zniszczyła możliwość tłumaczenia sobie wszystkich tych dziwacznych wydarzeń, mających miejsce w Vila Roza zbiorowym szaleństwem KONIEC SPOILERA. Ale za to dynamiczny seans zapewnił mi świetne widowisko, szczególnie w trakcie sceny gore, z niezwykle realistyczną krwią w roli głównej.

Moim zdaniem bułgarska propozycja horroru nastrojowego może śmiało konkurować z wysokobudżetowymi tworami Hollywoodu. Przyjemnie kameralna, bardzo mroczna, wciągająca historia, która choć nie próbuje straszyć odbiorców zgrabnie wprowadza go w atmosferę wszechobecnej tajemniczości, wyalienowania i niezdefiniowanego zagrożenia. Parę rzeczy można było poprawić, ale nawet biorąc pod uwagę te kilka mankamentów i tak należy oddać twórcom rzadko spotykaną znajomość gatunku i przede wszystkim umiejętność jego przedstawienia na ekranie.  

2 komentarze:

  1. Ten film mnie jakoś nie przekonuje...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam, a po przeczytaniu recenzji poczułam się zaciekawiona.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...